Pieśń czwarta
Kuźnia Wulkana
O Kaliopo! wieszczów pryncypałko,Prowadź mnie, prowadź, het, za wieś, na wzgórek,Tam-to Apollo-Maciek siedzi z pałką...U nóg zaś jego śpi kudłaty Burek.Księżyc wygląda z za borów i kniei,A Maciek koni strzeże dziś z kolei...
Z tego to wzgórka kędy rzucisz oko,To okolicę widzisz jak na dłoni.Staw, jak zwierciadło rozlany szeroko,Strugi, jak wstęgi srebrne wpośród błoni,Kościół, dzwonnicę z krzyżykiem blaszanymI w księżycowych blaskach ukąpanym.
A w kowalowej chacie światło płonie,Skrzypeczki piszczą i bas grubo dudni;Przed chatą stoją wasążki i konie,I coraz więcej gości, coraz ludniej...I widać zdala przez okien przejrzystość,Że jest niezwykła jakaś uroczystość...
O Maćku! Maćku! czy myśli złowrogieNie palą tobie pogodnego czoła,Czy nie przypuszczasz, że to co ci drogie,Chcą porwać ludzie do obcego sioła,Że owi goście z kowalowej chaty,To organista, syn jego i swaty....
Nie — w duszy Maćka tkwi głęboka pewność,Ze piękne dziewczę przysięgi nie złamie...A jednak w sercu czuje jakąś rzewnośćI twarz spokojna smutnym myślom kłamie...I oczy błądzą... daleko od stada,Co się powoli w koniczynę wkrada...
Na kowalową chatę patrzy zdali,Jakby jej ściany chciał rozedrzeć wzrokiem.Chce ujrzeć Wenus z ustami z korali,Z jedwabnym włosem i wilgotnem okiem,Chciałby ją widzieć chwilkę... chciał przywitać,Czyli pamięta? radby ją zapytać...
Darmo — wzrok ludzki, który w duszach czyta,Przez dwucalową deskę nic nie widzi,Lada zasłona — już prawda zakryta,Wełniana szmata z jego mocy szydzi,I choćbyś patrzył a patrzył do śmierci,Wzrok twój łachmana nawet nie przewierci.
A tam w dolinie bawią się ludziska,Gdy Kaśce serce z rozpaczy zamiera...Syn organisty przysuwa się zblizka,Chce wziąść jej rękę i w oczy spoziera...A biedne dziewczę w rumieńców purpurzeMyśli o Maćku, co jest tam — na górze...
O Maćku! Maćku! ty losów wybrańcze!Dla ciebie ogniem płoną Kasi oczy...Dla cię policzki te, jak pomarańcze,Dla cię ta główka zdobna w splot warkoczy...Dla cię to serce, które w piersiach dzwoni...A ty, ciemięgo, jeszcze wątpisz o niej?!
Pan organista raczy się z kowalem,Szklanka za szklanką, kielich za kielichem.Goście już chatę opuścili z żalem...A dwaj socyusze spoczęli pod strychem...Na miękkiem sianie pachnącem i świeżem,Co jest najlepszą sprężyną i pierzem.
Syn organisty, pewien przyszłej żony,Poszedł powoli do ojcowskiej chaty,A Kasia stojąc w furtce otworzonej,Patrzyła w niebo... w jakieś piękne światy,Lecz wam nie myślę sprawiać takiej szopki,Bym miał marzenia opisywać chłopki.
Comments
Loading comments…