Na ruinach Wólki
O gęsi biała, coś z swemi gąsiętyDeptała łąkę czerwonemi pięty,Dziś gdy mi żywot i wszystko obrzydło,Daj mi swe skrzydło.
O biała gęsi, która wraz z gąsiorem,Zdrowiem i dobrym cieszysz się humorem,Ty, która nie dbasz o marności świata,Pójdź tu pierzata.
Niech w inkauście zmoczone twe pierze,Śpiew mój łabędzi da ludziom w ofierze,Niech jęki moje uwieczni atramentI srogi lament.
Muzo ty piękna, muzo moja sielska,Wynijdź ty z krzaków i z różnego zielskaI pomóż treny napisać żałosne,Na żydy sprosne.
Gdy duch mój jeszcze tkwił w małym chłopczyku,Jeździłem zawżdy na wronym kucyku,A skoro chłopskie napotkałem dziecię,Siekłem po grzbiecie.
Świętéj pamięci rodzic pan Makary,Dusił we skrzyni nowiutkie talary,I naokoło znali go sąsiedzi,Iż na nich siedzi.
Panna Charlota, francuzica blada,Wciąż mnie uczyła jak się w świecie gadaI pokazywał mi niemiec djabelski,Język angielski.
Lecz mama moja, poczciwa niewiasta,Tych dręczycieli wywiozła do miasta,I tak nabrałem słusznie z owej racyi,Dość edukacji.
Zachorzał rodzic i złożon jest w grobie,Jakoż ja Wólkę dziedziczyłem sobie,A dla pomocy wziąłem sekretarzaJankla pachciarza.
O losie zmienny, i któżby się spodział,By się ten Jankiel w moją skórę odział —I w hypotece wziął tytuł własnościMej posiadłości!
Cóżem uczynił, o okrutny losie,Żeś mi tak srogo dzisiaj dał po nosie,Że z Wólki mojéj, spuścizny pradziadów,Niema i śladów!
Żem lubił pijać, to tylko węgrzyna,Że mi się czasem udała dziewczyna,Że grałem w karty, a i to nie co dnia,Jest że to zbrodnia?!
Stokroć przeklęte są te inżyniery,Co wymyślili pióra i papiery,Może dziś w Wólce, sen by mnie kołysał,Gdybym nie pisał...
Raz gdym się w pięknéj zadurzył Ludwice,Musiałem za nią jechać za granicę,Przyniósł mi Jankiel za papieru szmatekRubli dostatek.
W Paryżu, mieście, co rozpustą dyszy,Byłem osadzon w zamku zwanym Clichy,Do Jankla tedy, z rozpaczliwym gestem,Piszę, gdzie jestem.
Z niewoli onéj wykupion okrutnej,Wracałem do dom posępny i smutny,Jankiel mnie wówczas, mając w ręku zapis,Palił jak lapis.
O moje gęsi, barankowie bieli,Już was na zawsze wszyscy djabli wzięli,Takoż wierzchówkę moję ukochaną,Anglezowaną.
A jako szczury w spichrzu przez łakomstwoTak się Janklowe uwija potomstwo,W owych komnatach, gdziem kiedyś siadywał,I w karty grywał.
Te są Janklowe one dzieła sprośne,Które niech będą jak najwięcéj głośne,Które ja smołą wypiszę na płachcieI podam szlachcie!
O muzo moja, muzo moja sielska,Idź się napowrót zagrzebać wśród zielska,Bom już wyśpiewał biedę moją wszelkąI boleść wielką.
Comments
Loading comments…