Na Górze Św. Anny
W sercu zraniony,W duszy zgnębionyPrzyszedłem tu znów po pociechę,Tak jak stroskanePtaszę zbłąkaneDo gniazdka się tuli pod strzechę.
Krocie pątników,Kalek, grzesznikówPrzede mną już tu się modliły,Przez matkę AnnęI Matkę-PannęZyskały tu spokój i siły.Bo prośby wiaryZ duchem ofiaryI łzami pokuty serdecznejZawsze zyskają,Czego szukają:Pociechy doczesnej i wiecznej.
Łzy i westchnieniaNiebios sklepieniaCudowną drabiną sięgają;
Po niej ku ziemiZ czary złotemiAnioły się boże spuszczają.Jednych kroplami,Drugich strugamiNiebieskiej słodyczy częstują,Biorąc za miaręMiłość i wiaręTych, którzy ku górze wstępują.
Śród bożych dzieciStawam raz trzeciI ja na tej górze znękanyBolem złudzenia,Niepowodzenia,By w duszy wygoić znów rany.
Patronki tegoMiejsca świętego,Przed wami upadam w ufności,Że duszne zdrowieCałkiem odnowię,Wykraśnieję w światłej młodości.
O matko Anno,I Matko-Panno,Co nad ludem śląskim czuwacieJuż całe wieki,Wszak swej opiekiMnie darmo wyglądać nie dacie?
Comments
Loading comments…