Trzy modlitwy

Błądziłem więcej niż cierpiałem,I bóle ze mną w świat iść muszą;Spraw, niechaj odtąd cierpię ciałem,— Nie duszą.

Ukorz mię w dumie najboleśniej,Każ na barłogu się położyć,Lecz pozwól duszy mojej, pieśni,Znów ożyć.

Gdybym na cudzym żebrząc progu,Miał Tobie bluźnić bezprzytomnie,Wstań: jak do Joba na barłogu,Mów do mnie.

Żem o Twych dłoniach, okutych w pioruny,Zapomniał, zgiąłeś głowę mą do prochu.I gdy mi serce ustało w popłochu,Na nerwy palce kładłeś, jak na struny.

Jak zabitego wroga Tyś mię włóczyłWszędzie, gdzie serce krwawi się i targa

— Aż z ust zsiniałych wybiegł krzyk i skarga,Ażeś mię znowu modlić się nauczył.

Dziś jużem nawykł... Dziś sam karku nagnęPod stopę Twoją; serce dam Ci w ręce,I będę cicho konał, byle w męceCzuł, że jest szczęście, gdzie ja szczęścia pragnę.

Ty, któryś w czarną nocRozpostarł ponademnąTwych ramion krwawych moc,Wieczystą i tajemną,Patrz z góry: oto bólRzucił mię do Twych nóg,A Tyś miłości król,A Tyś cierpiący Bóg.

Comments

Loading comments…