Elegia na sprowadzenie zwłok p. X. Sanguszkowej
Już noc swoje obszerne rostoczyła cienie,Jaka spokojność! jakie głębokie milczenie!Słowik nie spiewa — listek którym wiatr kołysze,Spoczywającej ziemi czasem przerwie cisze,Xiężycu! świecisz blaskiem niepewnych promieni,Tak jak gdybyś się błąkał po niebios przestrzeni;Ach! rozsyp twoje światła milczące i czyste,Między te smutne jodły i brzozy cieniste.
Tu pod niemi młodości spoczywają szczątki!Ona świetne Cezarów zwiedzając pamiątki,Przebiegłszy swą nieśmiałą myślą przeszłe wieki,Gdy sledzi jako czasu niewstrzymanej rzeki,Sama wielkość staje się ofiarą i plonem,Skon swój z starego świata połączyła skonem.
Rzymie! czyliż się równo twój Gienijusz sroży,Na blaski bohaterstwa i na wdzięki róży?Zawszeż twa ziemia będzie niedolą wsławiona?Tam potęga skonała, i tam piękność kona!
Uprzedzona westchnieniem i łzami naszemi,Powróciłaś nakoniec do ojczystej ziemi.Powróciłaś do lubych Rodziców i braci,Ale na jakim wozie! i w jakiej postaci!
Gdzie twe oczy co w duszach płomienie nieciły?Gdzie usmiech niewinności? gdzie młodość? gdzie siły?Gdzie głos budzący tkliwość? gdzie twa ręka biała?Co nędzarza karmiła i łzy ocierała?Gdzie twe serce którego podwojone bicia,Miały stanowić roskosz towarzysza życia?Powiedz Ty! obeznana z śmierci tajemnicą,Czy ma tu człek roskosze co serce nasycą.Ten który od kolebki do grobu się mami,Znikomej szczęśliwości błędnemi cieniami;Co jeśli się ogromem Boga nie przeniknie,Nie roskosz, lecz złudzenie błyśnie mu i zniknie.O wy niebaczni! jesli jeszcze macie śmiałość,Wierzyć w słodycze życia i w młodości trwałość,Z owym obrazem jaki w waszą pamięć wryła,Spuśćie się w dół okropny i patrzcie... czem była,
Czem jest!.. tem pączek róży i tem wieszcza pienie,Tem wielkie dzieła człeka — tem będzie Stworzenie.
Jak myśl obarczonego ciosy śmiertelnika,S chwil płynących w przeszłość się szczęśliwą wymyka;Tak ty pomna żeś wzięła swój początek w niebie,Spiesznie świat opuściłaś mieć niegodny ciebie.Jeśliby na nim cnoty większy blask rzuciły,Natenczas cieniu drogi! wystąp z swej mogiły,I w czarownem słowika daj się poznać pieniu,W woni białej lilii, lub w wiosennem tchnieniu,Albo się ukaż w kształcie jakiej gwiazdy jasnej,Ach! nic-Tyś już aniołem przyjdź więc w szacie własnej.
Teraz z łona wieczności, gdy się duch twój wstrzyma,Nad ziemią co cię miała, i co już cię nie ma;
Ujrzysz że żyjesz w sercach! że w ciężkiej boleści,Przyjaźń i miłość twoim obrazem się pieści.Codzień żal tkliwym duszom łez zdroje wyciska,Gdy zachodzące słońce na twym grobie błyska;Przypomina im promień jego ostateczny,Iż tak jako on czysta w kraj się wzniosłaś wieczny.Tu kwiat zawsze najświeższy gdzie twój popiół gości,Stąd westchnienie wzlatuje do nieśmiertelności.
Jakich to dwoje ludzi w milczeniu łzy roni?Nic w twarzach żyjącego nie ma? Ach! to OniTo Rodzice — Tak w ten grób wlepiony wzrok mają,Iż zda się że z nim jednę istotę składają.Nieszczęsliwi! swej córki znaleść nie możecie,Choć ją wszędzie widzicie i wszędzie czujecie,
Widzicie ją śmiertelnym osłonioną cieniem,Jak szuka was ostatniem zemdlonem wejrzeniem.Wdzięki waszego życia w jednej znikły chwili,Nie wpadłszy jeszcze w wieczność, ziemięście stracili.Żalu nieopłakany! oboleści sroga!Lecz pomnijcie że Ona wróciła do Boga,I ożyjcie tą myślą, wy! wieczności dzieci,Ze grobóm nieśmiertelna, jutrzenka zaświeci.
Comments
Loading comments…