Maryja z Kom... P.

Boże! gdzie jestem? jaka w mej doli przemiana?S progów lubego męża o przemocą porwana,Ten bieg rzeki, ci ludzie szeptający skrycie:Czekają nocy — oni chcą mi odjąć życie.Nie mogli scierpieć w domu ubogą synowęRodzice męża — złotem kupili jej głowę.

Ptaszyno! błyskasz w okno złocistemi pióry,Zdasz się jedna mię płakać wśród całej natury,Leć do lubych Rodziców, pobudź ich o świcie,Zaręcz ich, że tak czyste z mężem moje życie

Jak to słońce wspaniałe na niebie pogodnem,Że umieram z uczuciem rodu mego godnem.

Rodzice męża! zdaniem waszem winą srogą,I niczem niezgładzoną żem była ubogą.Złoto dla was tak drogie jako promień słońca,Oby was żądza bogactw dręczyła bez końca,Obyście nędzarzowi co o wsparcie kwili,Biednego grosza całem sercem zazdrościli.Wśród bogactw, i mamiącej oczy wspaniałości,Sępy zgryzoty, wasze zrżeć będą wnętrzności.Często przy rzęsnych światłach, kiedy s przyjacioły,Ciężkie srebrem i złotem obsiądziecie stoły,Wśród tłumu, niewidzialnie wejdzie cień mój krwawy,Do ust drgającą łyżką nie wniesiecie strawy,

Rzucicie stół — goszczących tłuszcza zgromadzona,Strwoży się — a wy sobie rzekniecie „to ona.“Kiedy was śmiertelności dręczyć będą męki,Gdy złoto nawet w oczach waszych straci wdzięki,Gdy ostatnie wejrzenia rzucicie po ziemi,Wtenczas wyznacie — żeście byli mnie równemi.

W tym momencie od całej ziemi opuszczona,Gdzież mam pójść? — Boże pójdę do twojego łona.Wszystko mi dziś okrutni ludzie odbierają,Ciebie jednego tylko wydrzeć nie zdołają.Ty coś patrzał na moje w domu ciche cnoty,Przyjmiesz mię-na mych katów ciężkie zeszlesz groty.Com rzekła? nie — nie — czuję święty promień łaski,Boże! ty cierpkie z światem umarzasz niesnaski;

Ty mi każesz przebaczyć — ty pokrzepiasz serce,Zmieniasz je — przebaczam wam Rodzice morderce,Za tobą mój Felixie! błagać będę w niebie,Żegnam wszystkich i ziemio! błogosławię ciebie.

Znak - już każą umierać - chodźmy - dzięki niebu,Zażgnęło piękne światła mojego pogrzebu,Gdy nie zechcą obrzędem ludzie uczcić życie,Niebo je uświęciło gwiazdami w błękicie.Zda się iż one dzisiaj żywszym blaskiem swiecą,I mej duszy wieczności wielki obraz niecą.Nie wiążcie mię — co tylko każecie uczynię,Rzucę się sama na dno, śmierć moja nie minie.Jeden w drugiego, straszne wejrzenia toczycie,Biorąc żywot, darować męki się boicie.

Drzycie — ta myśl was trwoży — któraś z dobrych fali,Nad cnotliwej kobiety zgonem się użali,I na obszernym grzbiecie ocalić ją może,Ach! męczeńsko umieram — przebacz im o! Boże.

Comments

Loading comments…