Władysław Warneńczyk (Piotrowski)
Jakieź to Bóstwo lub Bogów Królowa?Nogą tyka swiat poziomy,Swietną głowę w chmurach chowa;Głos iej donośny jak gromy,Z lica jasny promień bije,Ruchem karmi się i żyje.
Gdzie się morza skonczyły, gdzie zabrakło lądów,Tam tkwią granice iej rządów;A gdyby szczęsne Śmiertelników plemieOdsłoniło nowe ziemieBędą to swieże poddaństwaNiezmierzonego iej państwa.Z boskich iej rąk nasiona rzucone na światySą jak owe kwiatyKtóre prawicą Jowisz dobroczynnąCisnął na ziemię dziecinną,Choć je na chwile w wnętrznościach przydusi,Wiecznie jednak rodzić musi,Albo jak pływak lekkiego żywiołuNilowych lasów starożytnych pycha,
Zwycięsca grobu swojego popiołów,Żyje i oddycha.Kogo to Bóstwo w szatę promienną ustroiI w wieniec wawrzynu liści,Ten ni ostrych kłów zawiści,Ani czasu się nie boi. —Cztery dopływają wieki,Jako Zadunajskie pola,Krwawe potoczywszy rzeki,Ujrzały zwycięscę-Króla.Potężny Władca, co poł-świata dzierżyO szczęście ludzi troskliwy,Wyrzekł słowo; a też niwyZajęły hufy Nadnewskich rycerzy;Coż ich oczy tam ujrzały?Tenże Dunaj, też Bałkany,
I ślad niepozacieranyWładysława chwały,
Bóstwo, coś Króla wiecznym odziało promieniem,Szukam wsparcia w twoiej sile,Obym zgonu jego chwile,Godnym wspomniał pieniem.Z Hemowych szczytów patrzał, jak Dunaj poddanyNowym Zwycięscom toczył w posłuszeństwie wały,I jak BisurmanyZiemię z wsciekłej rozpaczy i wstydu kąsały.Dla Bohatyrow gdzież Krajow konczyny?Dusze ich ogniem dyszące dla chwałyTrwożą się, aby rozkwitłe wawrzyny
W pokoju, jak ostrz miecza, nierdzewiały.Już dzielne szyki Marsa rozwinęły dzieci,Na tle złoconém wieje orzeł biały,Od oręża ziemia świeci,Orężem góry błyskały.Oto ojczyzna z starszemi synamiWeszła do Krola ze łzami.»Panie! lwem cię potężnym widziały już boje,Dość uczyniłeś dla sławy i wiary,Utkwij zwycięskie sztandaryI szanuj drogie dla nas życie twoje.«»Coż, zawołał, chcecie,Bym bezkarnie dopuścił wiarołomstwa sromu;Mam że w wieku kwiecieBez chwały wrocić do domu?Coż jest Krol? — pierwszy żołnierz swoiej ziemi,
On piersiami niezłomnemiWinien pierwszy grom odpierać,Zwyciężać albo umiérać.«Rzekł i nakształt szybkiej strzałyRzucił się w Spahow nawały.Tak orzeł gdy w powietrza krainach rozległychA sile jego uległych,Tych, co drząc wczoraj o życie błagaliUjrzy do boju kupiących się nagle,Wspaniałe swoje rozpościera żagleWsrod huku gromów, wsrod powietrza faliNiezachwiany w locieUderza na krocie,Ziemię trupami zasławszy szerokoW silnej gardzieli, w szponach natężonychCisnąc zwyciężonych
Śmiertelną zlany posoką;Omdlałym wzrokiem na niebo pozieraI — jak Król umiera.
Młodośći, i ty smierci! wasze połączenieJakiż obraz tkliwy!Płaczemy mędrcow prawdy siejących promienie,Cnotliwych Królów płacze narod nieszczęsliwy;Ale rycerz w wieku kwiecieGinący z orężem w rękuJest zrodłem dla ciebie, świecie,Szczodrszych łęz,łez, większego jęku;Wszystkie pod niebem istoty,Którym myśl jest pozwolona
Wzięły w dziele czci nasionaDla świetnej Rycerżów cnoty.Niemogąc wielkość do życia powrocićSama natura zda się w owczas smucić.
Jakież Sarmatow dręczyły boleściGdy im zgon Króla rozgłosiły wieści.Smutek zaległ nad Polską, jako obłok krwawy,Serca z najtwardszej opokiWylewały łez potoki.Żaden Polak dnia tego w usta niewziął strawy,Matki po domach przejęte żałobąSmucic się drobnym każą dziatkom z sobą.
Kapłani z żalu jęczeliPrzy bogobojnych modlitwach,Zasępieni Rycerze gorzko pomyśleliO następnych bitwach.Tak kiedy las młodych dębówZ hukiem i grzmotem,Wyparty z czarnych chmur kłębówMorderczym lotemPiorun zapali,Po chwili ognistej fali,Ow las co niebo grozném tykał czołem,Od burzy i słońca skwarówOsłaniał cieniem Konarów,Leży bezcennym popiołem;Smutny mieszkaniec krainy,Drzącą nogą idạc po nim,
Pyta się wiernej drużynyW czasie burzy gdzież się schronim?
Szumlo! ty dumna, żeć szczodre niebiosyPiersi nadały kamienne,I żebra w ziemi bezdenneUbezpieczasz twoje losy,Nędzna własności człeka tajne ci kolejeWątłe, co dlań stworzone i co on utwarza,Rano zajasnieje,A w wieczor mroz zwarza.Pomnąc czem byłaś, hardém uderz czołemPrzed Władysława popiołem.Wpokorze i drzeniuOddaj cześć imieniu,
Na ktorego cwhalechwaleJak na twoiej skalePędzone czasu przemocą bezwłocznąPrzyszłe wieki spoczną.
Ty, coś go piersią twoją wykarmiła z młoduMatko Bohatyrow roduPolsko! wzniéś mysl nad swiaty i nad gwiazdy ziemneW niebiosow gmachy tajemne.W wieńcach Aniołów świetnych, jak promień czystościąW srod Serafinów swoją żyjących miłością,[P]rzy tronie Przedwiecznego ci waleczni stoją,[K]tórzy z orężem legli za Ojczyznę swoją.
Gdy ujrzysz Władysława, ojców twoich Pana,Padnij ze czcią na kolanaI błagaj, niechaj z siedlisk, gdzie dni wieczne traw[i]Synów twoich błogosławi.
Comments
Loading comments…