Fantazya nad zabitą dziewczyną
O senna siostro! o czem ty marzyszZ zwróconą ku gwiazdom twarzą?W milczeniu nocy, czy tak się skarżyszJak białe róże się skarżą?
Głosu twojego tłum nie posłyszy, —Zrodzi się w ciszy i zginie w ciszyJak łza, co serce wypłacze;Ale był słowik, co twoją spowiedźSchwycił natchnieniem, więc ci odpowiedźŚle przez me usta prostacze.
O senna siostro! nie skarż się więcej —Choć cię na ziemię zepchniętoAby cię szorstkie porwały ręceA potem rzuciły — zmiętą.
Nie skarż się nie skarż! kwiat, co swą woniąWisi nad niewdzięczną, weselną skroniąI uwiądł śród pjanych śmiechu —Lepszą miał dolę, niż ten, co głazyObwijał kwieciem, aż mu się płazyWylęgły w brudnym kielichu.
Lepszą miał dolę, kto przypadł kwiatemNa serce bliźnie z wróżbą szczęśliwą,Niż ten, co wzgardził Bogiem i światemI wyrósł chwastem, pokrzywą.
Niż ten, co bratni odstąpi wieniecI ściera z czoła wstydu rumieniec,Choć słońce patrzy nań ostro;Niż ten, co tarnią stanie śród drogiBy ranić świętych pielgrzymów nogi................O, senna siostro!..
Na kurhanie, nad krynicąSmutniała kalina;Z zapłakaną tam źrenicąUklękła dziewczyna.
— Jak ja mogę być wesołąKiedy zdrój w żałobie.— Jak tu z ziemi podnieść czołoKiedy matka w grobie.
Leciał krasy ptak do wodyI ujrzał kalinę;Wybiegł z strzelbą panicz młodyI ujrzał dziewczynę.
— Oj kalino! nocą ciemnąDaj mi jagód swoich.— Oj dziewczyno! pójdź, pójdź zemnąDo pałaców moich.
— Pełne krwi jagody u mnieTo krew z nich wytryśnie!— Już ten moim będzie w trumnieKto mnie raz uściśnie!
— Oj kalino! tu usiędęBy ci wiecznie śpiewać.— Oj dziewczyno! ja cię będęNa sercu ogrzewać.
I nagięła się kalinaDo ptaka krasnego.I skłoniła się dziewczynaW ramiona lubego.
Niewiem jakim pan wyrodnyPozbył ją sposobem —Dość że uciekł ptak swobodnyZ zakrwawionym dziobem.
Dosyć tych pieśni! bo one po wierzchuPłyną żywota jako lekkie łodzie.Ileż tam walki w jego głębin zmierzchu,Ileż tam dziejów na to dno osiada,Choć gładkie niebo na wodzie.
Pieśń ma jak nurek w tę głębinę wpada,Długo się między straszydłami wije,
Długo się błąka w koralowym lesie,Nim się na skałach ukrytych rozbijeAlbo wam perłę wyniesie.
Mnie duch nieznany kładzie w usta słowa,Wyrzec je muszę na zaklęcie jego;Sercem przeczuwam co nie pojmie głowa;Jam jak ptak morski, co przed niepogodąŚpiewa — a nie wié dla czego.
O senna siostro! i twą duszę młodąDopóki trzymał jasny duch w niewoliŻyciem jak pieśnią, igrałaś do woli;Lecz gdy go światy uniosły jaskrawsze,I tyś umilkła na zawsze.
Jakże się dziwnie ludzkie życie gmatwa!Pokój nas czeka tam na drugim brzegu,Niebo nam świeci — to przeprawa łatwa;Więc się rzucamy szereg po szeregu,A morze ciche — pogodą nas mami,Ciche — choć płynie krwią, naszą i łzami!I ciebie siostro długo fala niosłaNiby w kolebce bez steru i wiosła;Z ufnością krwawej oddałaś się faliMyśląc że barwę wzięła od korali —A ona ciebie z muszlami i z pianąNa brzeg rzuciła z piersią roztrzaskaną.
O życie ludzkie! — w zamian za cierpieniaCóż ty nam dajesz? — nic, tylko marzenia,Nic, tylko krótkie sny;
Z świętej miłości i z poświęceń wielu,Z wielkich nadziei i z wielkiego celuNic — tylko krew i łzy.
Każda myśl wielka przebywa męczarnieZanim ją ludzkość ogarnie;A serce miękkie nie masz boleć w łonieZanim go wieczność pochłonie?
Lekko, lekko — w krzyż jej ręceZałamcie w pokorze,A ja piosenką poświecęJej liściane łoże.Niechaj marzy senne łonoŚpiewno i zielono.
Śpiewno i zielono.Niechaj się tam biednej prześni,Że usnęła w strachuPrzy słowika nocnej pieśni,Przy leśnym zapachu;Że usnęła bez miłegoCzekając na niego.
Czekając na niego.Gdy spuścicie ją uśpionąDo cichego doła,
To niech twarzą obróconą,Pogląda do sioła;Czy nie wyjdzie kto z wieczoraOd białego dwora.
Od białego dwora.A gdy zbudzą ją anieli,Na swém łożu siędzie,I krew ujrzy na pościeli;To jéj zdać się będzie,Że gdy luby ją uścisnąłSznur korali prysnął.
Sznur korali prysnął.
Comments
Loading comments…