Kraków (Ujejski)
Nasz Kraków, to jak namiot wodza śród obozu,To jak ołtarz ofiarny w ojczyzny świątyni,Skąd płyną do nas hasła, rozkazy i siły,Gdzie każdy swoje śluby narodowe czyni.Gościńce, co doń idą, ciągłe wznoszą pyły,Napełnione pielgrzymów jednorodną rzeszą,A zda się, że ruch mają, że wraz z ludźmi śpieszą;Pobożną uroczystość ludzie niosą w oku,A konie z własnej woli podwajają kroku.Są chwile, w których pierś się człowiecza rozrastaI odtąd więcej wciąga uczuć i powietrza,A dusza w niej zamknięta lotniejsza i wietsza,A taką chwilę daje — widok tego miasta.Och! wyleciałem naprzód miłością skrzydlatyI na krakowskiem niebie wieszczych szukam znaków,Czyli gdzie nie wybłyska łuna z aureoliTych zmarłych, co swą chwałą zadziwili światy...A wtem ostatnia góra schyla się powoli,Dwa kroki — i stoma wieżami wstał Kraków!
O nasza Jeruzalem! forteco duchowa!Trzydniowa święta trumno żywiącego słowa!Piękności twoje ziemskie w pył się rozsypały,Zamilkły po krużgankach cytry i cymbały,Na ołtarzach jaszczurki tanecznice skaczą,Otwartych bram niewiasty pilnują i płaczą,Wyschły twoje strumienie miodowe i mleczne...A jednak wstań! tyś wielka! w tobie trwa, co wieczne,
To, co nad miody słodsze i nad mleko bielsze.Powstań! raduj się! odsłoń oblicze weselsze!Niech sztandar twej radości po wszech wieżach wieje,Bo masz skarb, do którego nie trafią złodzieje,Bastjony twoje ludzkiej urągają mocy,A straże odprawują na każdym — prorocy.
Comments
Loading comments…