Ballada o trzech królach
BALLADA O TRZECHKRÓLACH
Tajemnicę przesypując w sobiejak w zamkniętej kadzi ziarnojechali trzej królowieprzez ziemię rudą i skwarną.
Wielbłąd kołysał jak maszt,a piasek podobny do wody;i myślał król: — jestem młody,a nie minął mnie wielki czas.
I zobaczę w purpurze rubinówogień, siły magiczny blask;może stanę się mocniejszy od czynówprzez ten jeden, jedyny raz.
Tygrys prężył siłę jak wąż,mięśnie w puchu grały jak harfa.Na tygrysie jechał drugi mąż,siwą grzywę w zamyśleniu szarpał.
Teraz — myślał — po latach tylu,gdy zobaczę, jak płomienie cudu drżąmoje czary skarbów mi uchylą,moje wróżby nabiegną krwią.
Ziemia pełna jak złoty orzech,pęknie na niej skorupy głaz,usta jaskiń diamentowych otworzyprzez ten jeden, jedyny raz.
Trzeci król na rybie,wielkiej jak wyspa, jechał,przez stepy podobne szybiebłękitnej pod wiatru miechem.
Nucił: po latach stukwiat początku i końca ogień
w jedno koło związanych nut,gdy zobaczę sam się stanę Bogiem.
W suche liście moich ciemnych ksiągspłynie mądrość odwiecznych gwiazdi osiądzie w misie moich rąkprzez ten jeden, jedyny raz.
A w pałacach na lądach zielonychco jak sukno wzburzonej falimieli króle trzej błękitne dzwony,w których serca swe na co dzień chowali.A tak śpiesznie biegli, że w pośpiechuwzięli tylko myśli pełne grzechu.
Więc uklękli trzej królowie zadziwieni,jak trzy słupy złocistego pyłunie widzący, że się serca trzy — po ziemiwlokły z niemi jak psy smutne z tyłu.
I spojrzeli nagle wszyscy trzej,gdzie dzieciątko jak kropla światłai ujrzeli jak w pękniętych zwierciadłach,w sobie — czarny, huczący lej.
I poczuli nagle serca trzyco jak pięści stężały od żalu.
Więc już w wielkim pokoju wracalikołysani przez zwierzęta jak przez sny.
Wielbłąd zwolna huśtał jak maszt;tygrys cicho jak morze mruczał;ryba smugą powietrza szła.
I płynęło i szumiało w nich jak ruczaj.Powracali, pośpieszali z wysokościtrzej królowie nauczeni miłości.
9. III. 44r.
Comments
Loading comments…