Kozieł i lis

Kozieł, sam będąc prostakiem,Z starym lisem sie pokumał,Frantem i przechyrą takim,Że go cały powiat nie miał.Będąc obadwa w pragnieniu,Wleźli pić do jednej studnie;Tam swojemu podniebieniu

Dogodziwszy, lis postrzegł, że z niej nie tak snadnieByło wyleźć i swemu brodofiaszowi:„Panie! nie dosyć to jest, żeśmy pili, — mówi —„Trzeba tu nam pomyślić, jakby sie na górę„Dostać, bo idzie o skórę.„Ale od czego rozum? Stań na zadnich nogach„I wyciągni sie, jak możesz, po murze,„A ja po tobie i po twoich rogach„Wprzód waledykuję tej dziurze,„A potym ciebie też z niej pewnie wywinduję“.Kozieł tę radę barzo aprobujeI rzekł mu: „Na moję brodę,„Godzienbyś paść u nas trzodę„Z twoją tak rozumną głową!„Mnieby to na myśl nigdy nie wetąpiło“.Po tej drabince lis, sie całą siłąSunąwszy, wyskoczył zdrowo,A potym mowę do kozła obrócił,Napominając, żeby sie nauczyłW złych przypadkach cierpliwości;Kiedy w swej brodzie nie mial tej mądrości —Końca w rzeczach upatrować,„Patrz, — mówi — jakobyś sie sam mógł poratować,„Bo mnie tu dłużej niepodobna czekać:„Mógłby kto z charty nadjechać!“

Comments

Loading comments…