Akt drugi

Translated from Spanish by Julian Święcicki

Gwiazda Sewilska

Już wszystko w domu spoczywa...

Estella?...

Śpi, bo już ciemno.

Masz oto rachunek ze mną...Twych kajdan złamie ogniwa...Pan sługę inną dostanie...

I dochód téż nie-od-rzeczyTen papier ci zabezpieczy.

Twe stopy całuję, panie.

Najczujniéj swych zysków strzegą...W chciwości każda z nich tonie.

Rzecz miła siedziéć na tronie!...

Oporu nie znać żadnego!...

Sam idę do gwiazdy mojéj.

Co? król sam?... tak późną dobą?...

Wszak idę do niéj sam z sobą,Czy to cię nie uspokoi?...Pozostań!...

Gdzie?...

Tu gdzieś może...Bym mógł cię znaleść w potrzebie.

Przy świętym Marku?!...

Do siebiePan kiedy wcaca?...wraca?...

Gdy zorzęŚwiergotem ptastwo już wita.Nim wróci — drzwi wciąż otwarte.

Uczucie pcha nieprzeparte...

Więc śpieszmy, póki nie świta,Iść za mną proszę, bo ciemno.

I dom mój...

Bądź zdrów!...

Zawcześnie.

Oddawna miasto już we śnie.Wizyta jeszcze przedemną!...

Nie lękaj się!...

Wybornie!... cóż z Felicyaną?Uroda jéj...

Grzechu warta,Lecz... jutro o tém... do czarta!...

Dziś idę spać bardzo rano.

Już ciemno? (woła): Héj niedołęgo,Andrzeju!... Jan!... coś się święci!...

Osorio!... śpią jak zarznięci!...

Inezo, Justo!... śpią tęgo!...

Matyldo!... i niewolnicyNie zbudzę?!... Nadzieje prysły!...To bóg snu człowiecze zmysłyW potężnéj trzyma prawicy.

Przez Boga!... to pan mój woła!...Zgubionam!...

To tak o świciePowraca?!...

Biedne me życie!...

Matyldo!...

Uciekam... Boże!...

A kto jest tam?

Mężczyzna!...

Mężczyznę mamW mieszkaniu o takiéj porze?!...Nazwisko?...

Precz ztąd!...

O panie!...Po ostrzu szpady wyjdziesz ztąd.

Ze szpadą precz!...

Wprzód spełnię sąd!...Boś mojéj siostry mieszkanieZnieważył!... Kto ty jesteś, mów,Bo zginiesz?...

Puść mię bez zwłoki!...

Ja tutaj głoszę wyroki!...

Jam szlachcic i... nie żądaj słów...Twój honor nie jest skalany,Jam chciał go zwiększyć jedynie!...

W ten sposób?!...

To moje plany!...

Do miecza!... niech krew popłynie!...Cóż, prawiąc mi o honorze,Tak w płaszczu kryjesz się cały?...Czy sądzisz, że dla méj chwałyZniewaga przydać się może?!...Do broni!... bo w duszy méj wre!...Zabiję!...

Stój!... król przed tobą!...

Nie frymarcz jego osobą!...Król-by mię nie zhańbił... nie!...Śród nocy... monarcha... tu... sam..Bezwstydny głos twój znieważaWielkiego ziem tych mocarza,Więc podły zadaję ci kłam!...Król hańbił by swe wasale?...Zwiększyłeś wściekłości méj żar!...O siebie nie dbam już wcale,Za króla — nie ujdziesz ty kar!...Czy nie wiesz, jak tego karząŚwiatowe i boskie prawa,Kto podle, niecną potwarzą,Na króla honor nastawa!...

I taki policzek mam znieść!...Czy słyszysz? Jam król!...

Dość tego!...Królowie honoru strzegąA tyś podle skalał mą część!...

Z tym gburem rozprawa ślizka. —Co zrobić?...

Że król — wiem o témPozwolę wyjść mu, by potemSwéj hańbie przyjrzeć się zblizka!...Jak szarpie cios ten... jak boli...Któż wściekłość moję ogarnie!...Więc honor można bezkarnieKaprysem hańbić swawoli!...

Ktokolwiek jesteś — uchodź precz!...Bo strasznie zemsty krwawéj mieczZacięży na twojéj głowie!...Lecz szanuj monarchę więcéj...Niech królem ten się nie zowie,Kto czyn popełnia zwierzęcy!...

Mam taką przebaczyć zbrodnię!...W mych żyłach kipi wstyd i gniew!...

Pozwalasz wyjść ztąd swobodnie!...Wprzód musi popłynąć tu krew!...

Kto przyjął królewskie miano,Czynami stwierdzić je zdoła:Giń zdrajco!... niechaj stal gołaCześć króla wesprze zachwianą!

Nad króle świata i panyHonoru droższe mi prawa!...

Słyszycie, co to za wrzawa?...

Tu łatwo byłbym poznany!...Uciekać trzeba... z pod straży...Na późniéj zemstę odłożę!...

Ucieka... schytać go może?...

Tak!... bić... nie!... nikt się nie waży!Wrogowi rzucić most złoty.Niech światło weźmie ta mała.

To ona siostrę sprzedała!...Z wyrazem chytréj prostotySpogląda w ziemię jak dziecko!...Podstępem zajść ją wypada.

Drzwi zamknij... furyo ty blada!...Znam twoję sprawkę zdradziecką...Król wyznał wszystko... śmierć tobie!...

Król wyznał!... głos mi zamiera!...

Tak panie!... to prawda szczera!...

Wiera teraz, co méj osobieZagraża!... (głośno) Tyś otworzyła?...

Wolności darem złudzonaUległam...

Wolność tak miła!...Estella wié o tém?...

Ona?!!...Toć żarem swoich płomieniNa węgiel-by mię spaliła.

Tak sądzę; blasku jéj siłaTrwać będzie... już się nie zmieni,Gdy gwiazdy przyjęła miano!

Ona jest gwiazdką wybraną,Jéj blask potężny a szczerySłonecznem światłem się pali!...Zaledwie król wszedł do saliI oddał mi te papiery,Pan przybył...

Co one znaczą?...

Dukatów tysiąc dochoduI wolność...

Nie umrzesz z głodu!...

Honorem Busta... rozpaczą...Téj łaski dar zapłacony!...

Pójdź za mną!...

A dokąd, Panie?...

Do króla... na posłuchanie!...

Już nie ma dla mnie obrony...

Estella więc niezaćmiona...Król zgasić chciał jéj promienie!...Sewilskiéj gwiazdy wspomnienieW Hiszpanii długo nie skona!...

A wiesz ty, co mię spotkało?...

Król sam był, podług życzenia!...

To wcale rzeczy nie zmienia!...Szaleniec mową, zuchwałąZnieważał mię bez litości,Wciąż grożąc ostrzem swéj szpady.Wzburzony gniewem i blady,Nie pomnąc własnéj godności,Już miałem podeptać żmiję,Gdy służba ze światłem śpieszy!...Przed wzrokiem fagasów rzeszyOstrożnie twarz w płaszczu kryjęA wreszcie śmiało, swobodnie...Wychodzę nie zatrzymany.Tak Busto zniszczył me plany!...

Niech śmiercią odkupi zbrodnię!...Niech pierwsze słońca promienieOświecą karę niebawem!...W Hiszpanii musi być prawemTwéj woli każde skinienie!...

Publiczną karę!...

Spełniwszy,

Osłonim wszystko pozorem!...Wszak Busto jest regidorem:Czyż człowiek, choć najcnotliwszyWystępku spełnić nie może,Ambicyą władzy porwany?!...

On tak jest umiarkowany...Tak myśli o swym honorze...

Więc zabić go potajemnie!...

Nie znajdę dłoni, gotowéj...

Wiernego sługę masz we mnie.

Narażać nie chcę twéj głowy!...

Jest na to sposób jedyny!Mężnego dam ci wojaka:Gibraltar zna jego czyny,Odwagi siła w nim taka,Że dzisiaj on sławy już syt!...

Nazwisko tego mściciela!...

Don Sancho Ortiz RoelaZ przydomkiem Andaluzyi Cyd!...

Już dnieje... wezwij rycerza.

Król spocznie o rannéj ciszy.

Kto kocha i zemstą dyszy,Ten snowi się nie powierza!...Nim słońce twarz swą okaże,Przywołaj tu Roelasa.

Ach! królu!... na AlkazarzeCoś z wichrem złowróżbnie hasa!...

Co mówisz?... Czy się co stało?...

Okropność!...

Mów, co się dzieje?...

Patrz!... wisi Matyldy ciałoW jéj rękach papier bieleje!...

O zgrozo!...

Widok nie miły!...

Zabijem siostrę i brata...

Niech dłużéj trup ten nie lata...Każ złożyć go do mogiły!...Zuchwalstwu swojemu dziękiDziś zginąć musisz, Tabero!...

A co to?

Wstawaj!...

DopieroSłoneczko z objęć jutrzenkiWyrywa twarz rozespaną,A ja mam opuszczać łoże?...Tyś smutny!... o powiedz!... możeJam winna, żeś wstał tak rano?...

Odpowiedź ty masz gotową!...

Ja, bracie?... czyś ty szalony?...Obecnie wina z twéj strony,Bo krzywdzisz mię taką mową...Czyż kiedy się moje ustaOhydą kłamstwa skalały?...

Znasz dobrze żywot mój całyNie jestżem siostrzycą Busta?...Tak jak ty honor twój cenię!...Więc zkądże w tobie méj winyPowstało dziś podejrzenie?...

Czyż mówiłbym bez przyczyny?...

Więc myślisz...

Dzisiejszéj nocy...

O! dokończ... gdy się okażeMa wina — ulegnę karze...

Gdym wrócił dziś o północy,Król płaszczem swym otulony,W tém miejscu... przy twéj komnacieCzatował...

Co mówisz, bracie?...

RrzeczRzecz pewną. Władca koronyW mym domu... o takiéj porze...Tyś chyba tak mu jest miła!Matylda go wprowadziła!...O swoim pomnąc honorze,Po takiem odkryciu miłem,Puściwszy króla swobodnie,Matyldę za podłą zbrodnięNa zamku wnet powiesiłem.Niech trup jéj monarchę wzrusza...I groźną będzie przestrogą,Że pomścić Brutusy mogąOhydny czyn Tarkwiniusza!...Wiesz, co mię dręczy w téj chwili!...Gdy hańba tobie zagraża,Wnet musisz pójść do ołtarza.Nim rzucę mury Sewili,Don Sancho mężem twym będzie.DielnościąDzielnością rycerskiéj dłoniPrzed królem ciebie zasłoni,

Twój honor mając na względzie.A ja spokojny odjadę!...

Z wdzięcznością niewysłowionąDziękuję za taką radę!...

Zostaniesz dziś jego żoną.Gotowa bądź — a rozwaga —Milczenia od nas wymaga.

Miłości!... Szczęście ty mojeNie wymkniesz mi się już snadnie...A jednak... i któż odgadnieGdzie kończą się jego zdroje!...Jeżelić między ustamiA czarą... tuż u jéj brzegaGrom śmierci mędrzec spostrzega...

Don Ortiz jest tam... za drzwiami.

Podstępów miłość się chwyta...A jednak... drżę, gdy już blisko...W téj karcie zdrajcy nazwiskoI kara śmierci wyryta!...Z téj drugiéj każdy się dowie,Że Busto z méj woli ginie...Zaprzeczam Ortiza winie!...

Niech wejdzie — ty bądź w alkowie,Zamknąwszy drzwi należycie.

W alkowie?...

Tak, niechaj mniema,

Że żadnych świadków tu nie ma,Ze we dwóch działamy skrycie!...

Wprowadzić?

Już wejść tu może

O! władco! zaszczyt ten błogiDaj ustom, niech twoje nogiCałować mogą w pokorze!...

O powstań!... Zbytek pokory!...Chciéj powstać...

O racz łaskawie...

Zuch z miny!...

Wybacz obawie...Roela do niéj nie skory...Lecz mówca zeń lada-jaki!...

Jak wszystkie świata wojaki!...Co widzisz we mnie?... Mów-że miOdpowiedź niech płynie szczera!...

Majestat i bohatera!...I obraz Boga na ziemi!...Ja wierzę w ciebie jak w Boga,O panie najdostojniejszy!...

Czy już cię minęła trwoga?

Szczęśliwym i spokojniejszy!

Masz łaski moie, Roelu,

Żeś umiał zasłużyć na nie,Zaświadczy to posłuchanie!...A teraz idźmy do celu...Chcę z tobą przymierza...

Ze mną?...

Tak... krótko, bo czas ucieka;Wymagam śmierci człowiekaA śmierć ta ma być tajemną!..Tę misyą poruczam tobie.

Czy winien?

Pytasz?...

I pocoŚmierć jego okrywać nocą?...Sędziowie mogą w téj dobiePubliczną wykonać karę!..Król sądów swych nie ukrywa,Bo łatwo myśl podejrzliwaW zabitym... uczci ofiarę!...Jeżeli tego człowiekaWystępek jest lekki, mały,To przebacz, królu wspaniały!...

Król zemsty od ciebie czeka,Nie wrogów swoich obrony.Tajemnic — królowie strzegą,Gdy cześć ich wymaga tego!...Jak sądzić król jest zmuszony,Gdy winą — tronu zniewaga?...

O tacy stosu już godni!...

Więc człek ów winien téj zbrodni!...

O śmierć dlań — Ortiz cię błaga!...Chociażby moim był bratemPrzebiję pierś mu bez drżenia!...

Daj rękę w znak przyrzeczenia!..

Wraz z sercem, wiarą bogatém!...

Spotkawszy go na ustroni,Zabijesz!

Więc król zamierzaNamówić swego żołnierzaDo zdrady?... Gdy on bez broni,Ja mam go napaść nikczemnie?...Zawiele żądasz ode mnie!...Niech widzą ziomków mych twarzeJak, rycerz, — wyzwę rycerza!...Bez walki kto w pierś uderzaSwéj hańby nigdy nie zmaże!...

Ten papier z królewskiéj dłoniOd kary ciebie zasłoni.

Przeczytaj!...

„Don Sancho Ortiz!„Polecam ci w mem imieniu„I za mnie zabić człowieka,„W papierze tym wskazanego.„A wszelką odpowiedzialność„Od ciebie odwrócę Ja — król.

Król nie zna jeszcze Roeli,Gdy chce mu dać te puklerze;On wziąć ich się nie ośmieli,Ufając królowi szczerze.Za kartę pergaminowąWystarczy królewskie słowo,Bo ono, wyznam otwarcie,Mniéj znaczy na takiéj karcie!...

Twój wyrok już jak spełniony,Lecz niech mi będzie zapłatąNajmilsza dłoń... narzeczonéj.

Ochotnie zgadzam się na to.

Niech Arab, ten wróg nasz stary,U nóg twych tarza się w pyle;Na jego niechaj mogileKrólewskie błyszczą sztandary!...

Nagrody król twój nie zwlekaI Ortiz wnet ją odbierze!...W tym drugim znajdziesz papierze

Nazwisko tego człowieka,Któremu dłoń twa śmierć zada.Że jego silne jest ramięPowszechny głos opowiada;Lecz twego wiem że nie złamie!...

Ufnością król mię zaszczyca...

Pamiętaj, że między namiPozostać ma tajemnica!...

Z dobremi dziś nowinamiCzłek pana znaleść nie może.Za wieści moje bogateDziś hojną wezmę zapłatę.

Jak widzę, jesteś w humorze!...

Tu będzie wiadomość miła!...

A kto cię wyprawił w gońce?...

Estella!... piękna jak słońce!...Z tym listem idź w lot — mówiłaI darów żądaj od pana!...

Dlaczego?...

Dziś wasze śluby.

Co mówisz, Klaryndo luby,Pierś moja szczęściem wezbrana!...

„Małżonku ty mój kochany!...Już nadszedł dzień upragniony!...Mój brat cię szuka, by siostrzeDać życie — tobie nagrodę...Czas drogi, zobacz się z bratemKorzystaj z chwili“. Estello!...Natychmiast nieś marszałkowiWiadomość o tym obrzędzie,Liberyą niechaj dobędzie...Paziowie niech téż gotowiCzekają z pióropuszami!...

Dla siebie weź dar ten mały!...

Żyj panie dłużéj niż skały,Miłością, niby bluszczamiZwiązany przez długie lata...To mało!... życzę ci panie,By wasze trwało kochanieChoć tyle jak głupstwo świata.

I gdzie ten Busto tak hula...Pierś szarpie nadzieja z trwogą...Przez chwilę śniłem tak błogo,Żem nawet zaniedbał króla!Zobaczmy, jak się nazywaTen, króryktóry ginie z méj ręki...

„Nazwisko tego człowieka,Któremu życie odbierzesz —Tabera Busto“ O męki!...Co widzę!... Dolo straszliwa!...

Ja mogłem zgodzić się?!... Boże!...O! życie — gra zagmatwana,Kart nędznych ślepa wymiana,Z kamieni i puchu łoże!...Przed chwilą ja wygrywałem,A teraz grozi mi klęska.O ręko losu zwycięzka!...Lecz... może źle przeczytałem...Bo nigdy tego imieniaWykrztusić nie byłbym w stanie...Lecz papier wszystko skamienia...Przeczytam znów to pisanie...„Nazwisko tego człowieka,Któremu życie odbierzesz —Tabera“... Jestem zgubiony!...Wszak dałem królowi słowo!...Lecz chwilę szczęścia godowąOdepchnąć? Nie!... tyś szalony!...Żyj Busto!... On ma żyć jeszcze?!...Poświęcę honor dla serca?!...On zginie!... Co? ja-m bluźnierca!...Przepadnij słowo złowieszczeŻyć musi!... Busto TaberaNie zginie z méj ręki srogiéj!...Tak... honor jest święty... drogi...Lecz któż się sercu opiera?!...O! raczéj śmierć lub wygnanie,Niż takie spełniać wyroki!...Szept serca słyszę głęboki:Taberze nic się nie stanie!...„Nazwisko tego człowiekaKtóremu życie odbierzeszTabera Busto“!...A jeśli.. o! myśl straszliwa!...Król dla niéj go się pozbywa?!...Co?... przez nią umrzeć ma Busto?...Ja działać mam dla rywala?...Żyć będzie!... Czyż król się kalaPodłością? Snuć myśl tak pustą!...Wszak to jest wybraniec boży...Giń Busto!... Dusza nie rada!...A prawo? czyż gwałt mi zada?...Napróżno gniew mój się sroży!...

Król winien? sądzić mam pana?Jest prawem posłuszeństwo sług!...Gdy winien — niech skarze go Bóg,Ty gwiazdko przebacz świetlana!...Już nigdy się nie ukojęPo gwiazdki lubéj utracie!...

Nakoniec!... a witaj, bracie!...

Któż zgłębi cierpienia moje!On z życiem przychodzi do mnie,A ja go mam zamordować!...

Już siostrę przed ołtarz prowadź!...

O któż tak cierpiał ogromnie!...I ja mam zabić człowieka,Którego tak ukochałem,Pożegnać się z ideałem?!...Wszystkiego Ortiz się rzeka!...

Zaślubin akt już zawarty!...

Nic z tego... ja cofam słowo!...

Co słyszę?... powtórz nanowo...Do kogo zwracasz te żarty?...

A więc do ciebie... Tabery...

Jeżeli wiesz, żem Tabera,Głos w piersiach ci nie zamiera?...

A właśnie dlategom szczery!...

Gdy znasz, więc niech cię powstrzymaKrew, godność, klejnot mój złotySzlachectwa, dumnego z cnotyBez któréj honoru nie ma,Bo gniew mój gromem wystrzeli!...

Ty mego lękaj się raczéj...

I czém twój gniew się tłomaczy?...

Żem z tobą mówił....

JeżeliZ wszelkiego wstydu wyzuty,Śmiesz czci méj robić wyrzuty,Ha!... jesteś nędzniku... podły...Mą wzgardę poprze stal naga!...

O! zdrajco!... (n. s.) Przebacz, miłości,Zrządzona władcy zniewagaRozrywa moje wnętrzności,Nad wolą moją przemaga!...

Stój... dosyć!... (pada)

O! ja szalonyW tę moję pierś bez obronyMiecz wepchnij!...

Żegnam na wiekiNie odmów siostrze opieki!...

Tyś szczęście moje wydarłoMorderczéj dokończ roboty,Niech raz już śmiertelne grotyUgodzą w pierś obumarłą!...

Stój!

Czemu wstrzymujesz mą dłoń,Gdym szczęściu sam wykopał grób!...

Mów jaśniej!...

Co znaczy ten trup?

Jam brata wepchnął w śmierci tońTak, widzisz we mnie Kaina,Co życie wydarł Ablowi!...Cóż jeszcze-ście nie gotowi?...Nikt głowy mojéj nie ścina?...

A co to?...

Zbrodnia straszliwa...Honoru widmo złowieszczeSchwyciło świat w swoje kleszcze...Niech król się dziś przekonywa,Że u nas czyn... za słowami...Im wierni, gardzim Gwiazdami,Targając bratnie ogniwa!...

On wydarł życie Taberze.

Ohydny czyn rozbestwienia...

Prowadźcie mię do więzienia!...Niech Ortiz karę odbierze!...

Prowadźcie go do Triana...Już wieści tłum poruszyły...

Tabero!... druhu mój miły!...

Twarz jego jest obłąkana!...

Pozwólcie mi wziąć w ramionaTo martwe Tabery ciało..W szlachetnéj krwi się skąpało...Dłoń moja ciężar pokona!...Kto zabił... ten życie weń tchnie!...

Oszalał!...

Prawu... jam życiePoświęcił... bo to widzicie...Być królem... a nie być... to nie!...Pojmijcie mnie, albo lepiéjNic zgoła... bo nie wyjaśnię...To ja go zabiłem właśnie...Przyczyna tu się zasklepi...

Ztąd inny niech ją odgrzebie!...

Ogarnij mnie teraz całą!Czy dobrze?... czasu tak mało!...Zwierciadła!...

Spójrz pani w siebieW głąb duszy zapuść wzrok śmiały!...

Gdzie znaleźć takie kryształy,By w nich się wiernie odbiłaEstelli piękność wspaniała!

Drżę silnie, a twarz mi pała!...

To wstydu i trwogi siła!...Ku licom krew się wytęża,Gdy szczęściem drga twoje łono!...

Zda mi się, że widzę męża,Jak z twarzą rozpromienionąŚród pieszczot lubych tysiącaNa wieki dłoń mi oddaje,A fala słów jego drżącaBrzmieć w sercu mi nie przestaje!...Ta radość bezmierna, szczera,Nie znosząc już tajemnicy,Z mych oczu gwałtem przeziera!...Szczęśliwa-m!...

Zgiełk na ulicy!...O Boże!... zwierciadło spada!...Przez zazdrość!... patrz, co się stało?..

Rozbite?...

Tak!...

Przeczuwało,Że wkrótce będę już radaWzrok topić w innym krysztale,W źrenicach mojego pana!...

A to mi wieść pożądana!...

O patrzcie!... Wszak piór tych faleBlizkiego ślubu oznaki!

Bilecik panu oddałem,I pierścień jest mymudziałem!...

Zrób handel ze mną.

A jaki?...

Swój pierścień dasz mi — a zatoMój brylant będzie zapłatą...

Ba!... kamień prysnął na dwoje!...Zła wróżba!... Hijacynt snadnieWyroki losu odgadnie!...

Już ja się tych wróżb nie boję,I owszem... mnie i to cieszy,Że kamień czuje mą radość.

Do sieni jakiś tłum śpieszy...

Pragnieniom staje się zadość!...

Co widzę?!... Pierś mi zamiera!...

Dni człeka w zgryzocie płyną,Bo życie — płaczu doliną!...Me żyje Busto Tabera!...

O losie ty niezbłagany!...

Śród strasznéj losu odmianyNiech moje krzepi cię słowo,Że zbójca Ortiz schwytanyZa czyn swój — zapłaci głową!...

Zbrodniarzu!... precz ztąd, na Boga!...

W twéj mowie straszny jad piekła!...Więc brata mego krew drogaZa sprawą Sancha pociekła?!...Więc takie słowa złowieszczeWygłaszać można bezkarnieI takie znosząc męczarnieWraz z niemi można żyć jeszcze?!...Ja żyję po takim zgonie?!...O chyba pierś mam z kamienia!...Kto rozpacz moję ocenia,Niech nóż utopi w mém łonie!

Ta boleść miesza jéj zmysły!...

Brat zginął z Ortiza ręki!...Trzy serca nagle rozprysły...O puśćcie!... to nadmiar męki!...Co ze mną dzieje się...

Boże!...Te ciosy pierś jéj tak ranią!...

Nieszczęsna piękność!...

Iść za nią!...

Panienko!...

Chcesz wspomnieć możeOkropny bratobójstwa dzień?!...Ja-m żywot swój zakończyła...Już gwiazda moja się śćmiła,Bo na nią upadł krwawy cień...

Comments

Loading comments…