Gwiazda Sewilska — całość

Translated from Spanish by Julian Święcicki

Przyjęty w murach SewilliZ uczuciem tak niekłamaném,Dziś czuję, że-m od tej chwiliPrawdziwym Iberyi panem!...Dziś mego panowania wschód,Bo cześć mi Sewilla niesie:Ten królem Hiszpanii zwie się,Kto dzierży szlachetny wasz gród!...Ujęty waszém przyjęciem,Zamieszkać pragnę tu sam;Kto panem tych gościnnych bram,Kastylii ten jest książęciem.

Najpierwszym alkadom miastaUścisnąć pozwól swe nogi;Niech twoja, królu nasz drogi,Potęga kwitnie i wzrasta.By zwiększyć blask twéj korony,Oddamy wszystko ci, panie,W nadziei, że nam zostanieSkarb swobód nienaruszony...

Przyrzekam.

Władco jedyny,Niech sława twa brzmi po świecie!...

O! wy mię tak przyjmujecie,Jak godne murów tych syny.Gdy za mną Sewilli ramię,Gibraltar w moc swą zagarnę,A w hufce Maurów bezkarne,Jak piorun spadnę... i złamię!...

Szlachetne króla zamiarySewilla poprzeć jest w stanie;Krwią naszą rozrządzaj, panie!...

Radośnie król te ofiaryPrzyjmuje...

Wierząc Sewilli...I żegna panów...

Cóż, powieMonarcha?...

Że na méj głowieKoronę dziś utwierdzili.

Łask żądna twych nieskończenieSewilla wiernie ci służy.

Przebywszy tu jeszcze dłużéj,Jéj cnoty lepiéj ocenię.

Ja wątpię, czy Rzym ów stary —Pomników świetnych cudami,Bogactwem i dostatkami —Z nią może stanąć do miary.

A można-ż nie mówić wcaleO słońcach tego siedliska?...Twa mowa czemu nie tryskaEkstazą ku dziewic chwale?...

Lonora... o!... de Ribera,To niebo życiem drgające:Jéj lica — to wiosny słońce!...

Zbyt blade... martwo spoziera,A promień jego śniegowyMiast palić — raczéj nas ziębi...Ja słońca lubię, co z głębiŻar sieją na nasze głowy!...

Pod stopy twoje z zapałemSypiąca wonnych róż fale,To Mencia.

Piękna jest... ale...Piękniejsze jednak widziałem...

A tamte, brunetki obie,Rodzone siostry Meicha.Ta blada znów...

Cóż u lichaZ powodzią tych nazwisk zrobię!...

Z marmurem, czy z lilią możeChcesz równać... na cóż to zda się...Dość tego; teraz AryasieJa nowin skarbiec otworzę!...Blondyny jasne, brunetyWyliczasz mi tu bez końca;Widziałeś wszystkie... niestety,Prócz najpiękniejszéj z gwiazd... słońca!...A dziewczę to na balkonie,Widokiem któréj olśniony,Stanąłem, i ku jéj stroniePrzesłałem wdzięczne ukłony!...Jéj oczy — jak błyskawice,Groźniejsze niż Zewsa strzały,Płomieniem pierś mi szarpały!...Nad wszystkie milsza dziewice,Urokiem olśniewająca,Jasnością dziwną wesoła,Ma cudną postać anioła,Jutrzenki powab, blask słońca!...I...

Wiem już. Śliczna ta dziewa —To Gwiazda Sewilska, panie.

Krzywdzące dla niéj nazwanie,Bo ona słońce zaćmiewa.

Estellą zwie się, więc szczeraTo gwiazda. Ma tylko brata,A ten ją w Sewilli swata.

Nazwisko?...

Busto Tabera,Regidor miasta.

Żonaty?

Nie jeszcze, więc dotąd społem,

Tabera z owym aniołemZajmują, wspólne komnaty.

Szczęśliwa gwiazda, Aryasie,W sewilskie wiodła mię progi;Lecz powiedz gdzie, w którym czasieZnów ujrzę obraz jéj drogi?...

Zobaczysz swą gwiazdkę miłą,Gdy zdrzemie się oko słońca,Lecz łaskę wprzód pchnij jak gońca,By tchnienie jéj utuliłoSurową czujność cerbera.Bo łaska — cudów mistrzyni,Możebną — niemożność czyni,Najtęższe zamki otwiera.Jeżeli brat przyjmie dary,To wdzięczność w nim zakołata...

Natychmiast poślij po brataI wszystko, pod grozą kary,Tak urządź, żebym z dziewczynąDziś w nocy miał to spotkanie...

Całuję stopy twe, panie.

Łzy z oczu twoich dziś płyną?...

Mój ojciec skonał.

UmieraOjczyzny syn niezwalczony!...

Granica dziś bez obrony.

Tak!... nie ma tam bohatera!...Wieść smutna...

Dla ArchidonyOgromna, monarcho, strata!...Gdy nie miał po duchu brataGodnego bronić téj strony,Ojcowskich cnót dziedzicowiRacz miejsce osieroconePowierzyć...

W twoję obronęJesteśmy wierzyć gotowi.Nim długa smutków godzinaPrzeminie — zostań na dworze!...

Fernando Perez MedinaPretensye téż rościć może.On na to dowództwo liczy.Latami służby on drugiI nieraz krwi czarnéj strugiZ żył hardéj przelewał dziczy;Przewagę ma więc nade-mną!...

W téj mierze radę swą zbiorę.Zobaczym...

Widno nie w poręZ nadzieją śpieszę daremną.Lecz naprzód pragnąłbym szczerzeUścisnąć, królu, twe nogi.

Spokojnie zrób to, mój drogi.Nim tacy, jak ty, rycerzeI wszyscy senatorowieWyrzekną sąd swój z kolei,Żadnemu z was król nie powieNiechęci słów lub nadziei.

O wodzach mych w ArchidonieHidalgów głos postanowi.

Notatkę składam królowi.

Ja również w monarchy dłonieOddaję to kryształoweZwierciadło ducha mojego:W niem łatwo wszyscy spostrzegą,Czy do téj służby mam głowę.

Jak z lustra, wiernie rzeczy stanZ méj karty również przeziera.

Jest, królu, Busto Tabera.

Gdy patrzy wielki król i pan,Już silnie drży pierś wasala;Dziś stokroć zwiększa mą trwogęTen zaszczyt, że mówić mogęZ monarchą...

Wstań!...

Król zezwala.A jednak, panie, jeżeliMonarchom Bóg dawać każeCześć, jaką święcim ołtarze,Czyż Busto wstać się ośmieli?...

Szlachetny jesteś, Tabero!...

Być takim — Busto gorliwiePróbuje nie dziś dopieroNa szczupłéj zajęć swych niwie.

Rozszerzyć mógłbym ją, przecie...

Za Boga i ludzi sprawąWszechwładnym król jest na świecie;Lecz właśnie to samo prawoPoddanym surowo broniDoświadczać łask swego pana.Taberze chciwość nieznana,Ma dosyć z monarszéj dłoni...

Czy słyszysz?...

To dziwak młody!

W poważnéj przybywasz dobie.Dzielności zacnéj dowodyKról łaską swoją zaszczyca:Dziś wodza zwierzchniego w tobieBezbronna ujrzy granica!...

Ja, królu?... Ależ jakiemiZasłynął czyny Tabera?...

Król godnych zawsze wybiera.Potrafisz bronić téj ziemiSumienniéj, w pokoju porze,Niż ludzie, którzy swą chwałąW tych prośbach walczą tak śmiało.Przeczytaj!... na twym wyborzePolegnę.

Jeśli rodzicaWaleczność Gonzal dziedziczy,Potrzebaż lepszéj zdobyczy?...

A druga téż cię zachwyca?...

„Fernando Perez MedinaPrzy ojcu jeszcze twym, władco,Dwadzieścia lat był żołnierzemI pragnie znów służyć tobieRamieniem swojém i szpadą,

Czy w kraju, czy za granicą.Przez dziesięć lat adalidaSpełniając rycerską służbę,Na harcach wciąż pod Grenadą,Trzy lata w niéj przebył jeńcem.W poczuciu zasług tych... przytémNa mieczu swym polegając,Śmie prosić króla o godnośćDowódcy wojsk w Archidonie“.

Cóż powiesz?...

A to jedynie,Że prośba taka z méj strony,Nie wsparta na żadnym czynie,Za wybryk głowy szalonéjUchodzić mogłaby śmiało.Dziadowie moi na wojnieToczyli krwi swéj nie mało,Lecz w zamian, byli téż hojnieZa dzielność swą nagradzani.Więc nie ma żadnéj przyczyny,Mnie darzyć za ojców czyny.Bo sprawiedliwość człowiecza,Gdy świat ma polegać na niéj,Niech wszystkim jednaką będzie;Swe imię mając na względzie,Niech prawdę nam zabezpiecza.Więc w imię łaski téj Nieba,Na jednym włosku wiszącéj,Jednemu z nich oddać trzebaNa kresach miecz wakujący.Tę godność, dając mi, panie,Pokrzywdziłbyś zasług prawo.Czyż Busto marną choć sławąUświetnił twe panowanie?...Jak żołnierz walczył na wojnie,A dziś ma urząd w Sewilli!...O! pan mój się nie pomyli,Oddając, jak król, dostojnie,

Archidon w ręce Mediny,Starszego wiekiem i czynem.Gonzalo również się przydaNa miejscu znów adalida,Dla zuchów takich... jedyném...

Tak będzie!...

Głos mój nie długi,Bo jeszcze śmiem błagać o to,Byś z godną, króla szczodrotą.Nagradzał podług zasługi!...

Dość!... mądre twéj rady słowoNa duszę wstydem mi padło!

W to prawdy mojéj zwierciadłoSpójrz, królu.

Sercem i głowąJuż względy zdobyłeś moje.Chcę, żebyś jeszcze w téj dobieW pałacu zajął pokoje.Żonatyś?...

Nie! Mam przy sobieSwą siostrę, któréj weselaWprzód pragnę, nim się ożenię.

Chcę spełnić twoje marzenia.Jéj imię?

Donna Estela.

Tak bardzo promieniejące,Że dla niéj pragnąłbym szczerzeNa męża wynaleźć słońce!...

Człowieka niech król wybierze,Bo-ć siostra ziemską jest gwiazdą.

Wybrawszy godnego męża,Chcę miłe stworzyć jéj gniazdo.

Tą łaską król mię zwycięża.

Sprawiwszy sam jéj wesele,I posag dam przyzwoity.

Żądając mojéj wizyty,Monarcha jakie miał cele?...

A!... Sprawom sewilskim gwoli...Lecz naprzód poznać się chciałemZ przekonań twych ideałem...Do rzeczy przyjdziem powoli,Już znając się trochę dłużéj...Bo-ć czas nam pokoju służy!Od dzisiaj Busto TaberaW pałacu niech się rozgości,W rycerza dworu godnościI świty méj oficera.

Niech nogi twe ucałuję...

W ramiona pójdź, regidorze!...

Zadałbym gwałt swéj pokorze.

Szczególną obawę czuję:Król ściska, przyjmuje rady...Na ważne śle stanowisko...Honorze, tu piorun blizko!!...

Ma głowę nie od parady!...

O! znam ja dawno, po minie,Tych dumnych słowa mocarzy;Niech tylko gratka się zdarzy,To cnota bez śladu zginie.

Gdy Busto brylant swéj cnotyNa jednéj położył szali;Niech pan mój na drugą zwaliKrólewskich łask ciężar złoty.

A teraz śpieszmy się do niéjW przebraniu, więc bez korony...Kastylio! król twój szalony,Za Gwiazdą Sewilską goni!...

O! kiedyż cię, ubóstwionyMojego ducha aniele,Zwać będę imieniem żony,Los życia z tobą podzielę?...

O, gdyby z mojém pragnieniemNurt czasu płynął głęboki,Już słońca olbrzymie krokiWyprzedziłby swym strumieniem!...

O, dzięki ci za te słowa!...Po wszystkie świata wawrzynyDla ciebie, gwiazdki jedynéj,Ma dusza sięgnąć gotowa.

Ja-m twoją aż do mogiły.

Promienna moja królowo!...

Kochanku!...

Powtórz to słowo,Dźwięk jego sercu tak miły!...

I pocóż stać nam tak smutno?...Niech się nasz język rozgości,Tak lekkie snując czułości,Jak głośne Holendrów płótno!...

Zamilkniesz?...

Chęci najszczersze!...

Ach! męki!... Patrz, moja mała,Jak bólem pierś mi wezbrała!...

Fagasie!... ach! ty, co wierszeZe zgrzebłem robisz tak mile!...

Ach, droga!...

Ach! cierpię... a ty...

Już chyba i trędowatyNie powié: „ach“ razy tyle!...

Cóż brat twój?

Ziści nasz eden,Boć znikły wszelkie przeszkody...Ma jednak pewne powodyNasz związek o tydzień jedenOpóźnić...

Ach! czemuż zwleka!...Czy pragnie sam naszéj zguby?...Spełnijmy dziś nasze śluby;Wątpliwe „jutro“ człowieka!...

Mów z bratem.

Tak! to pomoże...Bo zwłoka pierś mi rozdziera!...

Nadchodzi Busto Tabera!...

Ach!... Sancho!... bracie mój...

Boże!...Co widzę?

Tyś jest zmieszany?!...

To smutku, to szczęścia dreszczeWzruszają mię naprzemiany.Wyjdź, siostro!...

Myśli złowieszcze!...

Don Sancho!...

Mów mi inaczéj.

Na naszém chmurzy się niebie.Dziś król mię wzywał do siebie...Téj łaski objaw — co znaczy?...Dowództwo mi w ArchidonieOddawał, choć, jak wiesz o tém,Jam nigdy nie prosił o nie!...Gdym łaski nie przyjął... potém....Mianował mnie...

I cóż daléj?...Tak... to jest szczęścia przyczyna,Lecz gdzież się smutek zaczyna?...

Więc poznaj, co mózg mi pali:Mianował mnie swojéj śwityRycerzem...

To doskonale!...

Tak, dotąd nic złego... ale...

O! trwogą jestem przybity!...

Król pragnie... wyznam ci szczerze...Rozrządzić ręką Esteli...On posag siostrze wydzieli...On męża dla niéj wybierze...

Przed chwilą mówiłeś, bracie,Żeś wesół i smutny razem;Jam tylko smutny!... ŻelazemPierś biedną mi przebijacie!...Dla Busta zaszczyty same,Gdy szczęście moje już w grobie.I tobież smucić się... tobie?!...Wszak szczęścia ziemskiego bramęNa oścież los ci otwiera!Ty — króla wybrańcem; ona —Książęciu krwi poślubiona!...Szczęśliwy Busto Tabera!...A jednak... to się nie godzi!...Wszak nie jest król uprzedzony,Że siostra za mąż wychodzi!

To wielki błąd z mojéj strony,Lecz byłem tam bez pamięci!

I jakąż wymyśléć radę?...

Do króla zaraz pojadęI wyznam co się tu święci:Że zbliża się dzień wesela,Którego już nie odłożę!Któż w królu przypuszczać możeNajświętszych praw gwałciciela!!!

Lecz któż mu gwałcić zabroni,Gdy ma w tém cel swój na względzie?...

O, przecież tak źle nie będzie!...

Ha! tu kres mojéj pogoniZa szczęściem, które na świecieMa tylko pobyt niestały...Już moje sny uleciały...I rozpacz serce mi gniecie!...Jeżeli zgwałci król prawo...

Król — królem jest, mój Ortizie,Cierpliwość więc... i milczenie.

Gdy rozpacz serce mi gryzie,Los dolę gotuje krwawą,Gdy cierpię tak nieskończenie,On znosić... i milczeć każe!...Bodajbyś, królu tyranie,Za szczęścia mego starganie,Kastylskie stracił ołtarzeI wierność naszego miasta...„Dzielnego“ zdobyłeś miano!...Już mi twa dzielność jest znaną!...Bezprawiem obszar twój wzrasta!...Ojczyste pożegnam strony,I pójdę do Gibraltaru,Śród wojny krwawéj pożaruWnet znajdę grób upragniony!...Estello ty urodziwa,Zkąd czarna gwiazda nademną,Gdy-ty mi jesteś wzajemną?!...

To prawda!...

Uprzedź...

Przybywa.

Co widzę, król pan w méj chacie?...Ten zaszczyt...

Zwiedzam z zapałem,Co tylko godnego macie...Przechodząc tu... usłyszałem,Że dom ten Tabery Busta!Fantazya przyszła mi szczeraZobaczyć, co téż zawiera.

Chatynka zwyczajna... pusta...

Więc pokaż siedzibę własną.

W podobnym mojemu stanieWystarcza takie mieszkanie,Królowi będzie w niem ciasno!...Wizyty królewskiéj echaZasmucą Sewillan srodze...

Lecz ja do ciebie przychodzę...

Tan zaszczyt mi się uśmiecha...Przypuśćmy, że tak jest... aleCzyż mogę wasal... poddany...Ów honor, tak niesłychany,Od władcy przyjąć zuchwale!...Czczę godne króla zamiary,Lecz skoro przybyć chce do mnie,Jam winien śmiało... a skromnie...Odmówić takiéj ofiary,

Nie mogąc działać inaczéj!...Dość łaski pan mi okaże,Jeżeli pozwolić raczy,Bym złożył hołd... w Alkazarze!...Bo zaszczyt bywa zniewagą,Gdy rodzi podejrzeń żmiję!...

Podejrzeń?... jakież-to?... czyje?...

Więc prawdę wyznać mam nagą?...Tłum wnet roztrąbi łaskawie,Żeś siostrę odwiedził moję;Podejrzeń takich się boję,Bo one szkodzą jéj sławie!...A honor — to jak zwierciadło,Co jedném tchnieniem się kala!...

Przeleci podejrzeń fala!...A skoro tak już wypadło,Że z tobą pomówić mogę,To wejdźmy...

Nieład w mym domu;Nie radzę wchodzić nikomu,Pomówim lepiéj przez drogę!...

Nie łatwo!...

To bagatela!...Niech idzie ten brat kochany,Ja spełnię sam twoje plany!...

Mów cicho!... On w słuch się wciela!....

Schwycimy go w złota kleszcze!

Nie myślę łamać twéj woli.

Hej! konie!...

Jedziesz?...

Pozwoli

Król pieszo iść?...

A wszak jeszczeJest miejsce w mojéj karecie.

Już czeka...

Do Alkazaru!...

O piersi!... tych łask ciężaruWy pewno nie udźwigniecie!...

Matyldo, coś ty mówiła?...

Że król sam był tutaj, pani.

I prawda!... to dziwne dla méj,Że królów nęci gwiazd siła?...Król Sancho przybył tu w gościZ uczuciem niepokonanem.On pięknéj Kastylji panem,A tyś królową piękności!...Król Sancho niezwyciężony,Spostrzegłszy tu na balkonieTę piękność, co czary zionie,Poddaństwa bił jéj pokłony,I kazał, żebym klejnotyCałego królestwa społemPrzed jego złożył aniołemNa jeden stos szczerozłoty!...Gdy gwiazdka, króla kochanie,Do próśb się jego przychyli;Wnet z gwiazdy skromnéj zostanieWspaniałem słońcem Sewili!...Król hojnie ciebie obdarzy

Koroną grodów i złotem,A piękną rączkę twą... potem..Jednemu da z dygnitarzy,Którego świetność nazwiskaTwych dziadów sławę uwieńczy!A herb Taberów młodzieńczyNieznany splendor pozyska!...Cóż na to Estella powié?...

I pytasz, nędzniku hardy?...Wstrętnemu jak ty posłowiDam tylko... ślinę pogardy!...

Na honor!... szlachetna para!...Rodzeństwo godne jest siebie:W niém cnota rzymian prastaraNa naszém zakwita niebie.Czyż król w tém sercu ze staliNamiętność kiedy rozpali?...Wytrwałość — potęgą młota —Najtwardsze skały roztrąca!...Wybornie... wszak to służąca...Kosztowne dary... to wrota,Któremi kto chce zdobywaLukrecye w lot... błyskawicą...

Zkąd jesteś?...

Jam niewolnicąW tym domu.

Tak?...

Nieszczęśliwa,Dla któréj śmierć lub więzienie...

Gdy żądasz dobréj zapłaty,Gdy pragniesz mieć i dukatyI prędkie ztąd wyzwolenie,Król da ci wolność i złoto,Za jednę przysługę marną!...

Do celów pańskich z ochotąPragnienia moje się garną.

Masz dziś do tego siedliskaWprowadzić króla tajemnie.

Powolną sługę ma we mnie,Lecz sługa, coś rzekł, uzyska?...

Przed wejściem będzie ci danyPodarek z królewskiéj ręki.

Pokorne składam już dzięki;Dziś w nocy król będzie panemW Estelli pięknéj komnacie

O któréj tu zasypiacie?...

Tabera wraca nad ranem,Gdyż błąka się w nocnéj porze...Ten sposób życia, niekiedy,Do ciężkiéj prowadzi biedy!...

O któréj król przybyć może?...

Przed samą północą, panie,Estella będzie już spała.

Ten klejnot weź, moja mała,I spełnij króla żądanie...

Od dzisiaj siedzibę nowąRacz przyjąć z monarszéj dłoni:Te klucze należą do niéj.

Czyż marne wyrazi słowoMą wdzięczność? O! to zawiele...Czym ja téż zasłużył na to?...

Król umie darzyć bogatoA mądre są jego cele...

Tym kluczem król mi otwieraSwojego nieba podwoje;Lecz świat na wzniesienie mojeZbyt groźnem okiem spoziera...Te łaski niespodziewane,Jak łatwą powstały drogą,Tak szybko sprowadzić mogąIch twórcy gwałtowną zmianę.

Możecie odejść panowie!...

Niezmiernie jestem ciekawyTéj naszéj nocnéj wyprawy!...

Któż radość moję wypowie!...Więc dzisiaj?... aż serce rwie się...Jéj oko tak mię zachwyca!...

Usłuży nam niewolnica.

Kastylja posąg jéj wzniesie!...

Dokument biednéj dziewczynie...

Każ zrobić... podpiszę śmiało.Wszak z jéj-to łaski jedynieMam gwiazdkę posiadać białą.

Już wszystko w domu spoczywa...

Estella?...

Śpi, bo już ciemno.

Masz oto rachunek ze mną...Twych kajdan złamie ogniwa...Pan sługę inną dostanie...

I dochód téż nie-od-rzeczyTen papier ci zabezpieczy.

Twe stopy całuję, panie.

Najczujniéj swych zysków strzegą...W chciwości każda z nich tonie.

Rzecz miła siedziéć na tronie!...

Oporu nie znać żadnego!...

Sam idę do gwiazdy mojéj.

Co? król sam?... tak późną dobą?...

Wszak idę do niéj sam z sobą,Czy to cię nie uspokoi?...Pozostań!...

Gdzie?...

Tu gdzieś może...Bym mógł cię znaleść w potrzebie.

Przy świętym Marku?!...

Do siebiePan kiedy wcaca?...wraca?...

Gdy zorzęŚwiergotem ptastwo już wita.Nim wróci — drzwi wciąż otwarte.

Uczucie pcha nieprzeparte...

Więc śpieszmy, póki nie świta,Iść za mną proszę, bo ciemno.

I dom mój...

Bądź zdrów!...

Zawcześnie.

Oddawna miasto już we śnie.Wizyta jeszcze przedemną!...

Nie lękaj się!...

Wybornie!... cóż z Felicyaną?Uroda jéj...

Grzechu warta,Lecz... jutro o tém... do czarta!...

Dziś idę spać bardzo rano.

Już ciemno? (woła): Héj niedołęgo,Andrzeju!... Jan!... coś się święci!...

Osorio!... śpią jak zarznięci!...

Inezo, Justo!... śpią tęgo!...

Matyldo!... i niewolnicyNie zbudzę?!... Nadzieje prysły!...To bóg snu człowiecze zmysłyW potężnéj trzyma prawicy.

Przez Boga!... to pan mój woła!...Zgubionam!...

To tak o świciePowraca?!...

Biedne me życie!...

Matyldo!...

Uciekam... Boże!...

A kto jest tam?

Mężczyzna!...

Mężczyznę mamW mieszkaniu o takiéj porze?!...Nazwisko?...

Precz ztąd!...

O panie!...Po ostrzu szpady wyjdziesz ztąd.

Ze szpadą precz!...

Wprzód spełnię sąd!...Boś mojéj siostry mieszkanieZnieważył!... Kto ty jesteś, mów,Bo zginiesz?...

Puść mię bez zwłoki!...

Ja tutaj głoszę wyroki!...

Jam szlachcic i... nie żądaj słów...Twój honor nie jest skalany,Jam chciał go zwiększyć jedynie!...

W ten sposób?!...

To moje plany!...

Do miecza!... niech krew popłynie!...Cóż, prawiąc mi o honorze,Tak w płaszczu kryjesz się cały?...Czy sądzisz, że dla méj chwałyZniewaga przydać się może?!...Do broni!... bo w duszy méj wre!...Zabiję!...

Stój!... król przed tobą!...

Nie frymarcz jego osobą!...Król-by mię nie zhańbił... nie!...Śród nocy... monarcha... tu... sam..Bezwstydny głos twój znieważaWielkiego ziem tych mocarza,Więc podły zadaję ci kłam!...Król hańbił by swe wasale?...Zwiększyłeś wściekłości méj żar!...O siebie nie dbam już wcale,Za króla — nie ujdziesz ty kar!...Czy nie wiesz, jak tego karząŚwiatowe i boskie prawa,Kto podle, niecną potwarzą,Na króla honor nastawa!...

I taki policzek mam znieść!...Czy słyszysz? Jam król!...

Dość tego!...Królowie honoru strzegąA tyś podle skalał mą część!...

Z tym gburem rozprawa ślizka. —Co zrobić?...

Że król — wiem o témPozwolę wyjść mu, by potemSwéj hańbie przyjrzeć się zblizka!...Jak szarpie cios ten... jak boli...Któż wściekłość moję ogarnie!...Więc honor można bezkarnieKaprysem hańbić swawoli!...

Ktokolwiek jesteś — uchodź precz!...Bo strasznie zemsty krwawéj mieczZacięży na twojéj głowie!...Lecz szanuj monarchę więcéj...Niech królem ten się nie zowie,Kto czyn popełnia zwierzęcy!...

Mam taką przebaczyć zbrodnię!...W mych żyłach kipi wstyd i gniew!...

Pozwalasz wyjść ztąd swobodnie!...Wprzód musi popłynąć tu krew!...

Kto przyjął królewskie miano,Czynami stwierdzić je zdoła:Giń zdrajco!... niechaj stal gołaCześć króla wesprze zachwianą!

Nad króle świata i panyHonoru droższe mi prawa!...

Słyszycie, co to za wrzawa?...

Tu łatwo byłbym poznany!...Uciekać trzeba... z pod straży...Na późniéj zemstę odłożę!...

Ucieka... schytać go może?...

Tak!... bić... nie!... nikt się nie waży!Wrogowi rzucić most złoty.Niech światło weźmie ta mała.

To ona siostrę sprzedała!...Z wyrazem chytréj prostotySpogląda w ziemię jak dziecko!...Podstępem zajść ją wypada.

Drzwi zamknij... furyo ty blada!...Znam twoję sprawkę zdradziecką...Król wyznał wszystko... śmierć tobie!...

Król wyznał!... głos mi zamiera!...

Tak panie!... to prawda szczera!...

Wiera teraz, co méj osobieZagraża!... (głośno) Tyś otworzyła?...

Wolności darem złudzonaUległam...

Wolność tak miła!...Estella wié o tém?...

Ona?!!...Toć żarem swoich płomieniNa węgiel-by mię spaliła.

Tak sądzę; blasku jéj siłaTrwać będzie... już się nie zmieni,Gdy gwiazdy przyjęła miano!

Ona jest gwiazdką wybraną,Jéj blask potężny a szczerySłonecznem światłem się pali!...Zaledwie król wszedł do saliI oddał mi te papiery,Pan przybył...

Co one znaczą?...

Dukatów tysiąc dochoduI wolność...

Nie umrzesz z głodu!...

Honorem Busta... rozpaczą...Téj łaski dar zapłacony!...

Pójdź za mną!...

A dokąd, Panie?...

Do króla... na posłuchanie!...

Już nie ma dla mnie obrony...

Estella więc niezaćmiona...Król zgasić chciał jéj promienie!...Sewilskiéj gwiazdy wspomnienieW Hiszpanii długo nie skona!...

A wiesz ty, co mię spotkało?...

Król sam był, podług życzenia!...

To wcale rzeczy nie zmienia!...Szaleniec mową, zuchwałąZnieważał mię bez litości,Wciąż grożąc ostrzem swéj szpady.Wzburzony gniewem i blady,Nie pomnąc własnéj godności,Już miałem podeptać żmiję,Gdy służba ze światłem śpieszy!...Przed wzrokiem fagasów rzeszyOstrożnie twarz w płaszczu kryjęA wreszcie śmiało, swobodnie...Wychodzę nie zatrzymany.Tak Busto zniszczył me plany!...

Niech śmiercią odkupi zbrodnię!...Niech pierwsze słońca promienieOświecą karę niebawem!...W Hiszpanii musi być prawemTwéj woli każde skinienie!...

Publiczną karę!...

Spełniwszy,

Osłonim wszystko pozorem!...Wszak Busto jest regidorem:Czyż człowiek, choć najcnotliwszyWystępku spełnić nie może,Ambicyą władzy porwany?!...

On tak jest umiarkowany...Tak myśli o swym honorze...

Więc zabić go potajemnie!...

Nie znajdę dłoni, gotowéj...

Wiernego sługę masz we mnie.

Narażać nie chcę twéj głowy!...

Jest na to sposób jedyny!Mężnego dam ci wojaka:Gibraltar zna jego czyny,Odwagi siła w nim taka,Że dzisiaj on sławy już syt!...

Nazwisko tego mściciela!...

Don Sancho Ortiz RoelaZ przydomkiem Andaluzyi Cyd!...

Już dnieje... wezwij rycerza.

Król spocznie o rannéj ciszy.

Kto kocha i zemstą dyszy,Ten snowi się nie powierza!...Nim słońce twarz swą okaże,Przywołaj tu Roelasa.

Ach! królu!... na AlkazarzeCoś z wichrem złowróżbnie hasa!...

Co mówisz?... Czy się co stało?...

Okropność!...

Mów, co się dzieje?...

Patrz!... wisi Matyldy ciałoW jéj rękach papier bieleje!...

O zgrozo!...

Widok nie miły!...

Zabijem siostrę i brata...

Niech dłużéj trup ten nie lata...Każ złożyć go do mogiły!...Zuchwalstwu swojemu dziękiDziś zginąć musisz, Tabero!...

A co to?

Wstawaj!...

DopieroSłoneczko z objęć jutrzenkiWyrywa twarz rozespaną,A ja mam opuszczać łoże?...Tyś smutny!... o powiedz!... możeJam winna, żeś wstał tak rano?...

Odpowiedź ty masz gotową!...

Ja, bracie?... czyś ty szalony?...Obecnie wina z twéj strony,Bo krzywdzisz mię taką mową...Czyż kiedy się moje ustaOhydą kłamstwa skalały?...

Znasz dobrze żywot mój całyNie jestżem siostrzycą Busta?...Tak jak ty honor twój cenię!...Więc zkądże w tobie méj winyPowstało dziś podejrzenie?...

Czyż mówiłbym bez przyczyny?...

Więc myślisz...

Dzisiejszéj nocy...

O! dokończ... gdy się okażeMa wina — ulegnę karze...

Gdym wrócił dziś o północy,Król płaszczem swym otulony,W tém miejscu... przy twéj komnacieCzatował...

Co mówisz, bracie?...

RrzeczRzecz pewną. Władca koronyW mym domu... o takiéj porze...Tyś chyba tak mu jest miła!Matylda go wprowadziła!...O swoim pomnąc honorze,Po takiem odkryciu miłem,Puściwszy króla swobodnie,Matyldę za podłą zbrodnięNa zamku wnet powiesiłem.Niech trup jéj monarchę wzrusza...I groźną będzie przestrogą,Że pomścić Brutusy mogąOhydny czyn Tarkwiniusza!...Wiesz, co mię dręczy w téj chwili!...Gdy hańba tobie zagraża,Wnet musisz pójść do ołtarza.Nim rzucę mury Sewili,Don Sancho mężem twym będzie.DielnościąDzielnością rycerskiéj dłoniPrzed królem ciebie zasłoni,

Twój honor mając na względzie.A ja spokojny odjadę!...

Z wdzięcznością niewysłowionąDziękuję za taką radę!...

Zostaniesz dziś jego żoną.Gotowa bądź — a rozwaga —Milczenia od nas wymaga.

Miłości!... Szczęście ty mojeNie wymkniesz mi się już snadnie...A jednak... i któż odgadnieGdzie kończą się jego zdroje!...Jeżelić między ustamiA czarą... tuż u jéj brzegaGrom śmierci mędrzec spostrzega...

Don Ortiz jest tam... za drzwiami.

Podstępów miłość się chwyta...A jednak... drżę, gdy już blisko...W téj karcie zdrajcy nazwiskoI kara śmierci wyryta!...Z téj drugiéj każdy się dowie,Że Busto z méj woli ginie...Zaprzeczam Ortiza winie!...

Niech wejdzie — ty bądź w alkowie,Zamknąwszy drzwi należycie.

W alkowie?...

Tak, niechaj mniema,

Że żadnych świadków tu nie ma,Ze we dwóch działamy skrycie!...

Wprowadzić?

Już wejść tu może

O! władco! zaszczyt ten błogiDaj ustom, niech twoje nogiCałować mogą w pokorze!...

O powstań!... Zbytek pokory!...Chciéj powstać...

O racz łaskawie...

Zuch z miny!...

Wybacz obawie...Roela do niéj nie skory...Lecz mówca zeń lada-jaki!...

Jak wszystkie świata wojaki!...Co widzisz we mnie?... Mów-że miOdpowiedź niech płynie szczera!...

Majestat i bohatera!...I obraz Boga na ziemi!...Ja wierzę w ciebie jak w Boga,O panie najdostojniejszy!...

Czy już cię minęła trwoga?

Szczęśliwym i spokojniejszy!

Masz łaski moie, Roelu,

Żeś umiał zasłużyć na nie,Zaświadczy to posłuchanie!...A teraz idźmy do celu...Chcę z tobą przymierza...

Ze mną?...

Tak... krótko, bo czas ucieka;Wymagam śmierci człowiekaA śmierć ta ma być tajemną!..Tę misyą poruczam tobie.

Czy winien?

Pytasz?...

I pocoŚmierć jego okrywać nocą?...Sędziowie mogą w téj dobiePubliczną wykonać karę!..Król sądów swych nie ukrywa,Bo łatwo myśl podejrzliwaW zabitym... uczci ofiarę!...Jeżeli tego człowiekaWystępek jest lekki, mały,To przebacz, królu wspaniały!...

Król zemsty od ciebie czeka,Nie wrogów swoich obrony.Tajemnic — królowie strzegą,Gdy cześć ich wymaga tego!...Jak sądzić król jest zmuszony,Gdy winą — tronu zniewaga?...

O tacy stosu już godni!...

Więc człek ów winien téj zbrodni!...

O śmierć dlań — Ortiz cię błaga!...Chociażby moim był bratemPrzebiję pierś mu bez drżenia!...

Daj rękę w znak przyrzeczenia!..

Wraz z sercem, wiarą bogatém!...

Spotkawszy go na ustroni,Zabijesz!

Więc król zamierzaNamówić swego żołnierzaDo zdrady?... Gdy on bez broni,Ja mam go napaść nikczemnie?...Zawiele żądasz ode mnie!...Niech widzą ziomków mych twarzeJak, rycerz, — wyzwę rycerza!...Bez walki kto w pierś uderzaSwéj hańby nigdy nie zmaże!...

Ten papier z królewskiéj dłoniOd kary ciebie zasłoni.

Przeczytaj!...

„Don Sancho Ortiz!„Polecam ci w mem imieniu„I za mnie zabić człowieka,„W papierze tym wskazanego.„A wszelką odpowiedzialność„Od ciebie odwrócę Ja — król.

Król nie zna jeszcze Roeli,Gdy chce mu dać te puklerze;On wziąć ich się nie ośmieli,Ufając królowi szczerze.Za kartę pergaminowąWystarczy królewskie słowo,Bo ono, wyznam otwarcie,Mniéj znaczy na takiéj karcie!...

Twój wyrok już jak spełniony,Lecz niech mi będzie zapłatąNajmilsza dłoń... narzeczonéj.

Ochotnie zgadzam się na to.

Niech Arab, ten wróg nasz stary,U nóg twych tarza się w pyle;Na jego niechaj mogileKrólewskie błyszczą sztandary!...

Nagrody król twój nie zwlekaI Ortiz wnet ją odbierze!...W tym drugim znajdziesz papierze

Nazwisko tego człowieka,Któremu dłoń twa śmierć zada.Że jego silne jest ramięPowszechny głos opowiada;Lecz twego wiem że nie złamie!...

Ufnością król mię zaszczyca...

Pamiętaj, że między namiPozostać ma tajemnica!...

Z dobremi dziś nowinamiCzłek pana znaleść nie może.Za wieści moje bogateDziś hojną wezmę zapłatę.

Jak widzę, jesteś w humorze!...

Tu będzie wiadomość miła!...

A kto cię wyprawił w gońce?...

Estella!... piękna jak słońce!...Z tym listem idź w lot — mówiłaI darów żądaj od pana!...

Dlaczego?...

Dziś wasze śluby.

Co mówisz, Klaryndo luby,Pierś moja szczęściem wezbrana!...

„Małżonku ty mój kochany!...Już nadszedł dzień upragniony!...Mój brat cię szuka, by siostrzeDać życie — tobie nagrodę...Czas drogi, zobacz się z bratemKorzystaj z chwili“. Estello!...Natychmiast nieś marszałkowiWiadomość o tym obrzędzie,Liberyą niechaj dobędzie...Paziowie niech téż gotowiCzekają z pióropuszami!...

Dla siebie weź dar ten mały!...

Żyj panie dłużéj niż skały,Miłością, niby bluszczamiZwiązany przez długie lata...To mało!... życzę ci panie,By wasze trwało kochanieChoć tyle jak głupstwo świata.

I gdzie ten Busto tak hula...Pierś szarpie nadzieja z trwogą...Przez chwilę śniłem tak błogo,Żem nawet zaniedbał króla!Zobaczmy, jak się nazywaTen, króryktóry ginie z méj ręki...

„Nazwisko tego człowieka,Któremu życie odbierzesz —Tabera Busto“ O męki!...Co widzę!... Dolo straszliwa!...

Ja mogłem zgodzić się?!... Boże!...O! życie — gra zagmatwana,Kart nędznych ślepa wymiana,Z kamieni i puchu łoże!...Przed chwilą ja wygrywałem,A teraz grozi mi klęska.O ręko losu zwycięzka!...Lecz... może źle przeczytałem...Bo nigdy tego imieniaWykrztusić nie byłbym w stanie...Lecz papier wszystko skamienia...Przeczytam znów to pisanie...„Nazwisko tego człowieka,Któremu życie odbierzesz —Tabera“... Jestem zgubiony!...Wszak dałem królowi słowo!...Lecz chwilę szczęścia godowąOdepchnąć? Nie!... tyś szalony!...Żyj Busto!... On ma żyć jeszcze?!...Poświęcę honor dla serca?!...On zginie!... Co? ja-m bluźnierca!...Przepadnij słowo złowieszczeŻyć musi!... Busto TaberaNie zginie z méj ręki srogiéj!...Tak... honor jest święty... drogi...Lecz któż się sercu opiera?!...O! raczéj śmierć lub wygnanie,Niż takie spełniać wyroki!...Szept serca słyszę głęboki:Taberze nic się nie stanie!...„Nazwisko tego człowiekaKtóremu życie odbierzeszTabera Busto“!...A jeśli.. o! myśl straszliwa!...Król dla niéj go się pozbywa?!...Co?... przez nią umrzeć ma Busto?...Ja działać mam dla rywala?...Żyć będzie!... Czyż król się kalaPodłością? Snuć myśl tak pustą!...Wszak to jest wybraniec boży...Giń Busto!... Dusza nie rada!...A prawo? czyż gwałt mi zada?...Napróżno gniew mój się sroży!...

Król winien? sądzić mam pana?Jest prawem posłuszeństwo sług!...Gdy winien — niech skarze go Bóg,Ty gwiazdko przebacz świetlana!...Już nigdy się nie ukojęPo gwiazdki lubéj utracie!...

Nakoniec!... a witaj, bracie!...

Któż zgłębi cierpienia moje!On z życiem przychodzi do mnie,A ja go mam zamordować!...

Już siostrę przed ołtarz prowadź!...

O któż tak cierpiał ogromnie!...I ja mam zabić człowieka,Którego tak ukochałem,Pożegnać się z ideałem?!...Wszystkiego Ortiz się rzeka!...

Zaślubin akt już zawarty!...

Nic z tego... ja cofam słowo!...

Co słyszę?... powtórz nanowo...Do kogo zwracasz te żarty?...

A więc do ciebie... Tabery...

Jeżeli wiesz, żem Tabera,Głos w piersiach ci nie zamiera?...

A właśnie dlategom szczery!...

Gdy znasz, więc niech cię powstrzymaKrew, godność, klejnot mój złotySzlachectwa, dumnego z cnotyBez któréj honoru nie ma,Bo gniew mój gromem wystrzeli!...

Ty mego lękaj się raczéj...

I czém twój gniew się tłomaczy?...

Żem z tobą mówił....

JeżeliZ wszelkiego wstydu wyzuty,Śmiesz czci méj robić wyrzuty,Ha!... jesteś nędzniku... podły...Mą wzgardę poprze stal naga!...

O! zdrajco!... (n. s.) Przebacz, miłości,Zrządzona władcy zniewagaRozrywa moje wnętrzności,Nad wolą moją przemaga!...

Stój... dosyć!... (pada)

O! ja szalonyW tę moję pierś bez obronyMiecz wepchnij!...

Żegnam na wiekiNie odmów siostrze opieki!...

Tyś szczęście moje wydarłoMorderczéj dokończ roboty,Niech raz już śmiertelne grotyUgodzą w pierś obumarłą!...

Stój!

Czemu wstrzymujesz mą dłoń,Gdym szczęściu sam wykopał grób!...

Mów jaśniej!...

Co znaczy ten trup?

Jam brata wepchnął w śmierci tońTak, widzisz we mnie Kaina,Co życie wydarł Ablowi!...Cóż jeszcze-ście nie gotowi?...Nikt głowy mojéj nie ścina?...

A co to?...

Zbrodnia straszliwa...Honoru widmo złowieszczeSchwyciło świat w swoje kleszcze...Niech król się dziś przekonywa,Że u nas czyn... za słowami...Im wierni, gardzim Gwiazdami,Targając bratnie ogniwa!...

On wydarł życie Taberze.

Ohydny czyn rozbestwienia...

Prowadźcie mię do więzienia!...Niech Ortiz karę odbierze!...

Prowadźcie go do Triana...Już wieści tłum poruszyły...

Tabero!... druhu mój miły!...

Twarz jego jest obłąkana!...

Pozwólcie mi wziąć w ramionaTo martwe Tabery ciało..W szlachetnéj krwi się skąpało...Dłoń moja ciężar pokona!...Kto zabił... ten życie weń tchnie!...

Oszalał!...

Prawu... jam życiePoświęcił... bo to widzicie...Być królem... a nie być... to nie!...Pojmijcie mnie, albo lepiéjNic zgoła... bo nie wyjaśnię...To ja go zabiłem właśnie...Przyczyna tu się zasklepi...

Ztąd inny niech ją odgrzebie!...

Ogarnij mnie teraz całą!Czy dobrze?... czasu tak mało!...Zwierciadła!...

Spójrz pani w siebieW głąb duszy zapuść wzrok śmiały!...

Gdzie znaleźć takie kryształy,By w nich się wiernie odbiłaEstelli piękność wspaniała!

Drżę silnie, a twarz mi pała!...

To wstydu i trwogi siła!...Ku licom krew się wytęża,Gdy szczęściem drga twoje łono!...

Zda mi się, że widzę męża,Jak z twarzą rozpromienionąŚród pieszczot lubych tysiącaNa wieki dłoń mi oddaje,A fala słów jego drżącaBrzmieć w sercu mi nie przestaje!...Ta radość bezmierna, szczera,Nie znosząc już tajemnicy,Z mych oczu gwałtem przeziera!...Szczęśliwa-m!...

Zgiełk na ulicy!...O Boże!... zwierciadło spada!...Przez zazdrość!... patrz, co się stało?..

Rozbite?...

Tak!...

Przeczuwało,Że wkrótce będę już radaWzrok topić w innym krysztale,W źrenicach mojego pana!...

A to mi wieść pożądana!...

O patrzcie!... Wszak piór tych faleBlizkiego ślubu oznaki!

Bilecik panu oddałem,I pierścień jest mymudziałem!...

Zrób handel ze mną.

A jaki?...

Swój pierścień dasz mi — a zatoMój brylant będzie zapłatą...

Ba!... kamień prysnął na dwoje!...Zła wróżba!... Hijacynt snadnieWyroki losu odgadnie!...

Już ja się tych wróżb nie boję,I owszem... mnie i to cieszy,Że kamień czuje mą radość.

Do sieni jakiś tłum śpieszy...

Pragnieniom staje się zadość!...

Co widzę?!... Pierś mi zamiera!...

Dni człeka w zgryzocie płyną,Bo życie — płaczu doliną!...Me żyje Busto Tabera!...

O losie ty niezbłagany!...

Śród strasznéj losu odmianyNiech moje krzepi cię słowo,Że zbójca Ortiz schwytanyZa czyn swój — zapłaci głową!...

Zbrodniarzu!... precz ztąd, na Boga!...

W twéj mowie straszny jad piekła!...Więc brata mego krew drogaZa sprawą Sancha pociekła?!...Więc takie słowa złowieszczeWygłaszać można bezkarnieI takie znosząc męczarnieWraz z niemi można żyć jeszcze?!...Ja żyję po takim zgonie?!...O chyba pierś mam z kamienia!...Kto rozpacz moję ocenia,Niech nóż utopi w mém łonie!

Ta boleść miesza jéj zmysły!...

Brat zginął z Ortiza ręki!...Trzy serca nagle rozprysły...O puśćcie!... to nadmiar męki!...Co ze mną dzieje się...

Boże!...Te ciosy pierś jéj tak ranią!...

Nieszczęsna piękność!...

Iść za nią!...

Panienko!...

Chcesz wspomnieć możeOkropny bratobójstwa dzień?!...Ja-m żywot swój zakończyła...Już gwiazda moja się śćmiła,Bo na nią upadł krwawy cień...

Że zabił — przyznaje codzień,Lecz nie chce wyznać przyczyny.

Cóż mówi?...

Wyraz jedynyŻe „nie wie...“

Szczególny zbrodzień!...

Nie twierdzi, że był wyzwany?...

Bynajmniéj!...

Więc mszcząc się?... w gniewie?...

Czy słusznie zabił, sam nie wie,Lecz przyrzekł... powód nieznany...

Więc proście teraz ode mnie,By wyznał prawdę najszczerzéj;W życzliwość moję niech wierzy,Lecz praw nie jątrzy daremnie.

Niech wyzna, z czyjéj pobudkiOdebrał życie Taberze;Powiedźcie, że ma czas krótki,Więc niechaj głowy swéj strzeże!...

Myśl śmierci jest mu tak błogą!...Snać w duszy ciężkie ma rany?...

Nie skarży się na nikogo?...

Boleści swéj jest oddany!...

Hart dziwny w nim znajdujecie!...

Sam siebie lży przekleństw siłą!...

O! nigdy chyba nie byłoDwóch takich ludzi na świecie!...Poznając ich coraz więcéj,Niemałe cierpienia znoszę!...Raz jeszcze powiedz mu, proszę,Niech złamie upór dziecięcyI wyzna wszystko dokładnie!...Niech mną się nawet zastawi!...Inaczéj nic go nie zbawiI głowa jego wnet spadnie!...

Wykonam.

Wszechwładny Panie!...Estella o posłuchanieUprasza.

I któż jéj broni?...

Lud, królu!...

Wszak nieszczęśliwa!...Daj fotel!... Niech wnet przybywa!...

Natychmiast pobiegnę do niéj.

Chcę widzieć piękność przyćmioną,Podobną do gwiazdy, któréjPromienie nawet śród chmuryBlask świetny dokoła zioną.

Już idzie piękna jak słońce,Poranku mgłami przyćmione.

Don Sancho, potężny władco,I arcy-chrześcijański króluKastylii, nie mniéj cnotamiJak czynem głośno wsławiony.Estella najnieszczęśliwsza,Ukrywszy swoje promieniePod czarnym kirem żałoby,Śmie błagać o sprawiedliwość,Bylebyś ty mojéj zemstyNie został sam wykonawcą.Racz mnie zostawić jéj wybór.Hamować łez mych nie mogę.Skąpane w łzach moje oczyO smutku świadczą wymownie.Kochałam Taberę... brata,Zacnego, który dziś zdalaOd marnych udręczeń świataW niebieskich buja przestworach.On dla mnie ojcem był drogim,

Ja podług jego wskazówekZ godnością żywot pędziłam;Ja-m była z nim tak szczęśliwa!Sewilla nam zazdrościła!...Tabera żył dla Estelli!...Okrutny strzelec łuk strasznyNapiąwszy ugodził brataI szczęście moje zniweczył!...Straciłam brata i męża,Sierotą jestem dziś, królu!...O wymierz mi sprawiedliwość,Mnie oddać racz winowajcę,Bym karę sama spełniła!...

O! nie płacz i bądź spokojna!...Ten pierścień weź, on otworzyPrzed tobą zamek TrianaI więźnia odda w twe ręce.Dla niego bądź tygrysicąHirkańskich skał i pamiętaj,Że często przy ludzkim wstydzieZwierzęta dzikie za przykładWymowny służyć nam mogą.

Tu cnota na surowościZależy!...

Gotowa jeszcze OrtizaWłasnemi zabić rękoma.Twór Boga tak doskonałyCzyż może być okrucieństwaNaczyniem?... I otóż skutkiJedynéj chwili obłędu!...Ja-m rękę Sancha uzbroiłI teraz sam ją wydaję...

Klaryndo?... przygoda mojaNie natchnie ciebie wierszami?

Wierszami?... kiedy poezyaTak licho wynagradzana?...W ostatnie święto, na placu,O wiersze wielu prosiło;A późniéj gdy mię spotkali,Pytają — ot niby krawca —Gotowy mój obstalunek?...

Ja myślę, że ci, mój panie,Przychodzą wyrok przeczytać.

Zagrajcie pieśń mi co prędzéj!...Śmierć tak jest błogosławiona,Że pragnę pośród jéj dźwiękówOkazać swoję uciechę!...Niech widzą, że serce mojeNie zadrży w godzinę śmierci!...

Krew zimna zadziwiająco!...Cóż mógłby zrobić lepszegoNiemiecki pijak, któremuPieszczota czuła z butelkąNos mocno uróżowała?...

„Nieszczęściem mojém jest życie

Więc gdy mię go pozbawicie,Przez śmierć to zyskam jedynie,Co inni na łez dolinie“.

Na honor!... piękna zagadka!...

Dowcipna a i na czasie!...

„Śmierć temu jest upragnionaKto żyjąc niby — wciąż kona“.

Muzyka tu w takiéj chwili?...

Dla więźnia cóż jest milszego?!...

Gdy śmierć już wisi nad głowąI tylko na wyrok czeka,On każe grać muzykantom?...

Jak łabędź ginie śpiewając!...

Już zbliża się chwila śmierci...

O! ręce i nogi waszeZa wieść tę kornie całuję...To dla mnie dzień najpiękniejszy!...

Ortizie de las Roelas,Tyś zabił Busta Taberę?...

Przyznaję...

Z jakiéj przyczyny?

Niech powie ten, komu znana.Ja o niéj nic nie wiem zgoła,Zabiłem, nie wiedząc czemu.

To zdrada!...

Niechaj więc spadnieNa tego, kto ją wywołał.

Na kogo?...

Kto mię pogrążyłW tę przepaść, w któréj zostaję.Jest ona początkiem końca.

Nazwisko jego?

Nie powiem.Przyrzekłem tę tajemnicę.Potężny dłonią, potrafięI w słowie zostać nim także.By spełnić wyrok, możeciePoprzestać na tém wyznaniu,Że ja-m jest mordercą Busta.

Seniorze Ortiz, ja tutaj;Przychodzę z rozkazu królaI w jego żądam imieniu,Byś wyznał zbrodni przyczynę,Chociażby wyjawić przyszłoKrewnego, druha czy żonęLub kogo z magnatów państwa.A jeśli posiadasz papier,Piśmienną umowę jaką,Natychmiast nam ją przedstawićTo święty twój obowiązek!...

Przeciwnie — ten obowiązekSpełniając — ja zdradziłbym go.Powiedźcie, proszę, królowi,Że umiem słowa dotrzymać:Król zowie się Sancho DzielnyI ja mam takież nazwisko.Powiedźcie, że mógłbym papierPosiadać, lecz gdy go żąda,Obraża mię, skoro widział,Żem podarł go na kawałkiJa-m zabił Taberę Busta,Lecz jedno słowo z ust moichSwobodę-by mi wróciło.A słowa tego nie powiem,

Gdyż zgwałciłbym przyrzeczenie.Zrobiłem, com przyobiecał!...Niech ten, kto mnie obiecywał,Jak ja dziś — swojego słowaZostanie téż niewolnikiem!...

Gdy słowo zbawić cię może,Szaleństwem jest to milczenie.

Kim jestem — wiem i to wiedzącZwyciężam właśnie milczeniemKu hańbie tego, co milczy.

Królowi wszystko powtórzę.

O! działasz zbyt lekkomyślnie!...

Obrażasz władzę Sewilli!...Twe życie wszak jest w jéj rękach,Zacięży gniew jéj nad tobą.

I tak się narażasz, panie?...

Niech spadnie na moję głowęI kara bożka i ludzka.Klaryndo, już się zaczyna...Czy słyszysz głuchy ten szelest,Co prując powietrze leciZ piorunem i błyskawicą?...Ognisty wąż się przybliża,By ciało moje opasać.

Straciłeś zmysły. (n. s.) SprobujmyZa jego podążać myślą.

Już płonę...

Smażę się...

W ciebieCzy także piorun uderzył?...

Me widzisz — wszak popiół ze mnie.Dor

Jesteśmy na drugim świecie.

Tak... w piekle, jak mi się zdaje...

Co? w piekle?... a po czém sądzisz?...

Bo widzę krawców miljardy,Gotowych zawsze do kłamstwa.

Masz słuszność; w piekle jesteśmy:Tak, widzę dumę, jak goreW płomieniach tamtéj wieżycyZ pyszałków... z zarozumialców...O widzę tam, jak ambicyaW ognistych przepaściach tonie.

A daléj legion stangretów.

Niech tu się wtoczą karety,A piekło wnet runąć musi.Lecz skoro w piekle jesteśmy,Dlaczego sędziów nie widzę?...

Do bram ich wpuścić tu nie chcąZ obawy przed procesami.Patrz, tyran nazwiskiem HonorOtoczon tłumnie głupcami,Ofiary uczuć skrzywdzonych!...

O! chcę się połączyć z niemi,— Honorze!... błazen honoruChce służyć w twoim orszaku,Niezmiennie prawom twym wierny.— Zbłądziłeś, gdyż dziś honoremPrawdziwym — nie miéć go wcale.

Przychodzisz za mną aż tutaj,Gdym ja już umarł przed wieki!...O pieniądz racz się postarać,On miejsce zajął honoru!...— Co ciebie tu sprowadziło?...— Pragnąłem dotrzymać słowa.— Wydajesz mi się naiwnym.Dotrzymać słowa... śmiech bierze...Kłam zadać swojemu słowuTo piosnka dzisiejszych czasów!...

Ja-m przyrzekł zabić człowieka,Zabiłem... druha swojego!...— Źle...

Prawda... nie bardzo dobrze...

— Przeklęty!... w otchłań go zepchnąćNiech cierpi za swoje głupstwo!...

Przez Boga! gdy potrwa w błędzie,To zmysły utracić może.Spróbujmy jakiego środka.

Co słyszę?... Co to za krzyki?!

To moje... głos psa Cerbera,A stróża tego pałacu,Czy pan mię już nie poznajesz?...

Tak, owszem...

A pan kto jesteś?...

Honoru ekstrakt —

Idź sobie —Nam takich tutaj nie trzeba.Na tamten świat go wysadzić!W Sewilli więzienie precz ztąd!...Lecz cóż to?... zamknąć mu oczy,By nie miał trwogi w podróży

Tak... dobrze... (zamyka oczy Sanchowi)Niech dyabeł kulawy terazPochwyci go w swe ramionaI jednym skokiem przeniesie!...— Za jednym skokiem — wybornie!

Więc ruszaj... a niech on trzymaZa rękę swego pachołka!...

I znowu jesteś na ziemiIdź z Bogiem...

Dyabeł tak mówi?...

Tak, panie, dyabeł ten wprzódy,Nim objął swe obowiązki,Był chrzczony — to galicyjanin...Z ulicy Franków.

EkstazaOpuszczać mię już zaczyna...O Boże, ratuj!... Estello...Czy znasz ty bezmiar mych cierpień?...Ja-m przystał na twoję zgubę,Więc słusznéj wyglądam kary.

O więźnia proszę natychmiast.

Twój więzień tu jest, SenioroI zgodnie z rozkazem królaOddaję go w twoje ręce.Seniorze Ortiz, monarchaRozkazał, by cię wydanoTéj damie.

Seniorze Ortiz,Pójdź ze mną...

Wielbię twą litość,Jeżeli na śmierć prowadzisz,Bo tylko śmierci pożądam.

Dłoń podaj i... proszę za mną.

To czary chyba!...

Za namiNiech nikt nie śpieszy...

To dobrze!...

Na honor! idziemy tęgo.Tak!... z piekła tu do SewilliZ Sewilli znów tam do piekła!...Bodajby tylko EstellaDo światła nas przywróciła.

Idź wolny w świata przestrzenie,Niech Bóg twą duszę ukoi,Pamiętaj, że łasce mojéjZawdzięczasz oswobodzenie!...Idź z Bogiem! Wolnyś!... Śpiesz prędzéj!...Powolność zgubi cię taka!...Służący da ci rumaka.Na drogę dość ma pieniędzy!...

Do stóp twych gnę się, Senioro.

Jedź!...

Zbawcy nie znam nazwiska...

Kobieta... sercem ci blizkaUciekaj!...

Błagam z pokorą,Oswobódź twarz swą z ukrycia;Natychmiast udam się w drogę.

W téj chwili wierz mi... nie mogę!...

Chcę spłacić dług mego życia,Chcę wiedzieć, jakiéj istocieMam wdzięcznym być nieskończenie,Bym kiedyś po swym powrocieWypłacił to ocalenie...

Pochodzę z wyższego świataI kocham ciebie nad siły;A w tobie mam, o mój miły,Kochanka razem i kata!...Idź... błagam!...

Prośba nie wzruszy,Napróżno wracasz znów do niéj!...

Patrz!... skoro to cię nakłoni!...

O, przebóg! gwiazda méj duszy!...

Tak!... gwiazda!... blasku jéj siłaZ ratunkiem śpieszy w potrzebie!...Głos zemsty miłość stłumiła!...Kochając, pragnę dla ciebieByć zawsze gwiazdą zbawienia!...Uciekaj!...

Więc swego wrogaTa gwiazda szlachetna, drogaJasnością swą opromienia?Jéj łaski wyjaw przyczynę?...Mordercę własnego brataOcalić pragniesz dla świata?...On zginął — i ja niech zginę!...

Silniejsze uczucie moje,Więc ono ciebie ocali!...

Wolności chcesz mi podwojeOtworzyć, gdy pierś mą paliPragnienie śmierci. Ty, luba,Czém jesteś — mówią twe czyny;Więc koléj na mnie...

Jedyny,Zmarłego wskrzesi-ż twa zguba?...

Lecz ciebie pomści!

A za co?...

Za zdradę moję.

Tyranie!...

To będzie krzywd ukaranie!..

Niewdzięczni dobre złem płacą!...

Tyś gwiazdką na mojóm niebie!...

Dowiedziesz?...

Śmiercią!...

Stój... słowo!...

Dość!...

Idziesz?...

Mord spłacić głową!Bo żyjąc — znieważam ciebie!...

Żyj wolny!...

To być nie może!...

Obwinia cię kto?...

Twa wzgarda!...

Ja kocham!...

Moja pierś harda!..

Tak!... myślisz więc...

O honorze!...

Szaleńcze! idź i umieraj!...Ja śmierci twéj nie przeżyję!...

Więc nie chce wyznać, że to jaDo mordu go zniewoliłem?...

Ta dusza, twardsza od bronzu,Wszystkiemu przeczy uparcie.I tylko to wyznał w końcu,Że spełnił zobowiązanie,Że teraz spełnić je winienKtoś inny, również związany!...

Milczeniem chce mię zwyciężyć.

A nawet już jest zwycięzcą!...

Tak, słowa swego nie zdradził.A jam jest upokorzony,Me mogąc spełnić obietnic,W przystępie gniewu zrobionych!

A jednak słowo raz dane

Już gwałcić się nie powinno!...Gdy każdy chce mu być wierny,W królewskich ustach jest prawem,Przed którém wszyscy się korzą.

Zapewne, gdy je tłomaczyPrzyczyna z rozumem zgodna.

Poddany nie pyta królaO prawo, lecz je wypełniaNa oślep, bez objaśnienia!...Rozważać — rzeczą jest króla...Tyś rozkaz dał na papierze;On spełnił go, nie żądającDowodu. Więc król na siebieNastępstwa czynu wziąć winien,Bo gdyby w twoim rozkazieNie było potęgi prawa,Czyż byłby zginął Tabera?!...

A więc ja jestem zmuszonyDo tego przyznać się czynu,Że człowiek najniewinniejszyOfiarą padł okrucieństwa!...Cóż o mnie Sewilla powie,Gdy wyznam, że sprawcą zbrodniJa jestem?... Co mówić będzieKastylja i w chwili właśnie,Gdy Alfons głosi zajadle,Żem ja jest uzurpatorem,A papież razi klątwami!...Stronnictwo mego synowcaPodniesie bunt i zwycięży!...To wszystko trwoży, choć znowuDać zginąć Sanchowi OrtizTo hańba — I co tu począć?...

Ujarzmić alkadów łaskąI żądać ich pobłażania.Wygnaniem niech go ukarzą,A późniéj monarcha łatwoHojnością go wynagrodzi:

Naprzykład mógłby otrzymaćDowództwo na pograniczu.

Masz słuszność, lecz gdy EstellaZ pomocą mego pierścieniaJuż zemstę swą wykonała?...

Na wszystko istnieją środki!...Pod jakimkolwiek pozorem,Używszy twego imieniaTak zręcznie ją, bez hałasuSprowadzę do Alkazaru,Że łatwo skłonisz EstellęDo celów swych obietnicą,Że wkrótce jednego z grandówZaślubi, gdyż jéj przymiotySą godne takiego męża!

O! ileż cierpieć dziś muszęZ powodu mojéj słabości!...Rozumnie wyrzekł filozof:Ten mędrcem nazwać się godzien,Kto zawsze w porę być umieSurowym lub téż łaskawym!...Tak, śpiesz więc ująć Estellę;Jedyny środek w téj biedzie.Grandowi dam ją za żonę,Byleby gniew złagodziła.Ja tron-bym oddał jéj chętnie,Bo tacy: i brat i siostraSą godni nieśmiertelności!...

O! wobec synów téj ziemiI dawni Rzymianie bledną!...

Całuję stopy twe, królu.

Co widzę? Pedro de Caus...Cóż cię tu do mnie sprowadza?...

Ten pierścień z herbem królewskimCzy własność to jest monarchy?...

Tak, pierścień ten cię obroniOd kary za wszelką, zbrodnię!...

Okryta gęstą zasłonąPrzybyła dziś do TrianaKobieta jakaś z rozkazem,Bym oddał jéj Roelasa.Na widok tego pierścieniaSpełniłem rozkaz ochoczo.I więzień był jéj oddany.Po chwili Ortiz powróciłŻądając dosyć gwałtownie,By mu więzienie otwarto.„Ja woli króla nie spełnię, —Wciąż wołał jakby w gorączce —Ja umrzeć chcę, bo mordercaTabery na śmierć zasłużył“.Zatrzymać go próbowałem,Lecz krzyczał tak przeraźliwie,Żem musiał bramę otworzyć.A teraz siedzi spokojnie,Wyroku śmierci czekając.

Ja-m nigdy w życiu nie widziałMieszkańców tak chrześcijańskich,Szlachetnych tak nieskończenie:Marmury, bronzy, posągi!...

Ta dama nam powiedziała,Że nie chciał przyjąć wolności,Poznawszy w niéj siostrę Busta,Któremu śmierć zadał...

JeszczeDziwniejsze to, co mi mówisz.Szlachetność gwałci naturę,

Estella, mając tak wielkąPrzyczynę do krwawéj zemsty,Przebacza swemu wrogowi;On, by jéj sprostać w godności,Odważnie na śmierć pośpiesza!...O, kiedyś czyny tych ludziPotomność unieśmiertelni!...Don Pedro Caus weź zarazKaretę i bez hałasuOrtiza przywieź tu do mnie,Lecz działać chciéj w tajemnicy!...

Natychmiast spełnię twą wolę.

Najpierwsi dwaj alkadowieŚmią prosić o posłuchanie.

Niech wejdą z laskami swemi (vara)

O, gdybym mógł RoelasaOcalić bez wyjawieniaTajemnic...

Sprawa skończona...Czas — według prawa postąpić.

I owszem, lecz pamiętajcie,Że czasem i sprawiedliwośćZyskuje na łaskawości.Roela jest regidoremSewilskim, jak był Tabera.Ten zemsty wzywa a tamtenLitości...

Pierwszemi tu alkadamiJesteśmy; na nas więc ciężarHonoru i zaufaniaSewilli dzisiaj spoczywa.Te laski tu przedstawiająMajestat twój, o monarcho!...Gdy proste — patrzą ku niebu;Nagięte — chyląc się zawszeKu ludziom — od nieba stronią.

Ja nie chcę, żeby się gięły,Lecz pragnę, by sprawiedliwośćBratała się ze słusznością.

Wszak w twoim, władco, imieniuCzynimy tu sprawiedliwośćI z twoją sankcyą związaneNadzieje wszystkie zbrodniarzów.Sam sobie zdając rachunek,Ocalić możesz Ortiza.Monarchów Bóg tworzy; on toZ Saula na maluczkiegoDawida przelał majestat.

Tu wejdźcie, by ostatecznyUłożyć wyrok; niech OrtizUlegnie przepisom prawa;Z Don Pedro Guzmanem chciałbymPomówić na osobności.

Czém służyć mogę królowi?

Skazując na śmierć Ortiza,Zmarłego już nie wskrzesicie.Nie lepiéj-by do Grenady

Lub może do GibraltaruWyprawić go, żeby w moichUsługach zginął?... Jak myślisz?...

Że jestem don Pedro Guzman,Pokorny sługa twój, panie.Własnością twoją me życie,Majątek mój i ta szpada.

Uściskaj mię, mój Guzmanie,Przeczułem szlachetność twoję!...Idź z Bogiem i przyślij do mnieFarfana (n. s.) Góry usuwaPochlebstwo...

Do stóp twych ścielę się, królu.

Farfanie! przykro mi będzie,Jeżeli Ortiza na śmierćSkażecie. Gdyby tak możnaZamienić śmierć na wygnanie!...Wszak było-by to konanieTrwające przez żywot cały?...Usłyszeć chciałbym twe zdanie.

Przedmioty największéj wagiBezpiecznie możesz, o królu,Powierzyć mnie swemu słudze;Dla ciebie wypełnię wszystko,Co tylko prawość pozwoli.

Tak, dzielny jesteś, Ribero,Bądź zawsze prawości wzorem,Idź z Bogiem!...

Wybornie rzecz załatwiłem;Roela śmierci uniknie,A ja, nic nie wyjawiwszy,Dotrzymam swéj tajemnicy.W nagrodę kary wygnaniaDam stopień mu jeneralski,I wyślę gdzie na granicę.

Już wyrok jest podpisanyI tylko sankcyi twéj czeka.

Nie wątpię, że me życzeniaSumiennie uwzględniliście.

Tak! prawość jest naszém hasłem!...

„Niniejszem rozkazujemyŚciąć głowę mu na szafocie“...Więc taki wyrok wasz, zdrajcy!...Tak-że to dotrzymaliścieDanego królowi słowa?!...

Złożywszy laskę, powinienNajniższy dotrzymać słowa,Choć kosztem życia i duszy;Lecz z laską w ręku, monarcho,Nikt czynu złego nie spełniNi mylnych słów nie wygłosiDla potęg ziemskich czy boskich!...

Z tych znaków ogołoceni,Spełnimy wszystko, co każesz;

Lecz pierwszym alkadom groduBezprawia nikt nie zarzuci!...

Niech będzie — wszyscy mię wstydzą.

Estella pragnie wejść, królu.

I co mi radzisz, Ariasie,Śród takich zawikłań strasznych?...

Roela Ortiz...

O, królu,Niedoli méj połóż koniec!Tabera z méj ręki zginął,Krew jego — niech krwią się zmaże!...

Kto skłonił cię do zabójstwa?...

Kto?... papier!...

Z jakim podpisem?

O, gdyby papier mógł mówić?!...Podarty — więc milczéć musi.Ja tylko wiem, że zabiłemCzłowieka mi najdroższegoNa świecie. O, patrz! EstellaPrzychodzi żądać méj śmierci.

Twą rękę oddam, Estello,

Jednemu z najpierwszych panów,Lecz w zamian żądam od ciebieTwéj łaski i przebaczenia.

Dlatego więc mi przebaczasz,Że król cię za mąż wydaje...

Dlatego.

Czyż taka zemstaWystarcza ci?...

Najzupełniéj.

Gdy chęci twe się spełniają,Przyjmuję życie — ze wstrętem.

Idź z Bogiem!...

Co mówisz, królu?...Zniewaga-to dla Sewilli.On musi umrzéć...

Król chyba,Bo ja-m jest przyczyną śmierci:Obrona dlań dostateczna!...

Mój honor już ocalony!...Walczyłem z rozkazu króla.Czyż mógłbym bez jego woliCzyn spełnić tak barbarzyński?...

To prawda!

I to wystarcza.Gdy taki rozkaz król wydał,Przyczynę musiał mieć ważną.

Cześć cnotom dzielnego miasta!

A dla mnie, królu, wygnanie,Gdy spełnisz swą obietnicę.

Dotrzymam.

Przyrzekłeś, władco,Dłoń damy, któréj zażądam.

Przyrzekłem.

U nóg twych, panie,O rękę błagam Estelli!...

Zamężną jestem, Ortizie.

Ty?...

Właśnie.

Cóż mi po życiu!...

Ja słowa dotrzymać muszę.Co powiesz?...

Niech więc tak będzie;Ja-m twoją.

Ja-m twój, o droga.

Brak czego?...

Tak, dusz złączenia!...

Małżeństwa — to nie nastąpiJuż nigdy!...

Wracam ci słowo...

Nawzajem. Przy swoim bokuMieć wiecznie mordercę brata —To straszne!...

I dla mnie równieżTen widok siostry człowieka,Którego wbrew swéj miłości

Niewinnie zamordowałem,Ach, byłby...

Jesteśmy wolni!...

Już wolni?...

Żegnaj!...

Bądź zdrowa!...

Zaczekaj...

Potężny panie,Kto zabił mojego brata,Małżonkiem moim nie będzie,Choć kocham go ponad siły!

Kochając — muszę nieszczęsnyZrzec się jéj... lecz słuszna kara!...

To dusze wielkie!...

To stałość!...

Szaleństwo chyba, mój panie.

Przeraża mię ta ich wielkość!...

Sewilla takich ma ludzi!...

Tragedyą tę wam poświęciłDon Feliks Lope de VegaI odtąd Sewilskiéj gwiazdyNie zginie pamięć — na wieki!...

Comments

Loading comments…