Akt II

Translated from English by Michał Chodźko

Manfred

Wypocznij jeszcze chwilę, jeszcze zostań z nami,Chciéj wypogodzić Panie, czoło zachmurzone.Jak odpoczniesz, znanemi wśród gór manowcami,Przewodniczyć ci będę w którą zechcesz stronę.

Znam dobrze drogi moje, możesz zostać w domu.

Postać twoja, twój ubiór łacno pokazująKto jesteś. — Jeden z zamków tych co od poziomuWyżyn pomniejszych szczytniéj ku niebu wzlatują,Twoim pewnie; lecz który, pragnąłbym to wiedzieć.Rzemiosło mnie zawiedzie często w strony wasze,

Lubię w pośród wasalów waszych czasem siedzieć.Wychyliły się nieraz z niemi pełne czaszePrzy gościnnym ognisku, w przysiennéj komnacie!Który twój zamek, powiedz?...

Który?... cóż ci z tego?

Niechciałbym cię obrazić w mojéj biednéj chacie;Uspokój się! — Chciéj dotknąć stołu gościnnego;Chciéj ten puhar wychylić, wino wytrawioneTak dawne jak dni moje. — Gościu, zdrowie twoje!...

Precz mi z tym puharem! precz!... brzegi krwią zbroczone,Krew ciepła; zawsze, zawsze tu przed oczy mojePowstaje!... Czyż ziemia jéj nigdy nie pochłonie?...

Nieszczęsny!... straszny twój wzrok, dzikie twoje mowy.

Powiadam ci że to krew; — co w mych żyłach płonie,Co w jéj żyłach płynęła; strumień nasz rodowyOd stu wieków płynący w przodków naszych krzewie!...Krew ta popłynęła!... Jéj ziemia nie wypiła,

Dymi się, kłębi w mrocznym ku niebu wyziewie,Aby mgłą dymów krwawych niebo zasłoniła, —W bliskiéj, strasznéj godzinie mojego pogrzebu!...Niebiosa, których bramy już dla niéj zamknięte,Gdzie ja nigdy nie trafię.....

Zbrodni przypomnienieZabija cię;.... zgryzocie serce twe otwarte,Przecież nie trać nadziei, mąk twych osłodzenieZnajdziesz w dobrych uczynkach, w modłach ludzi cnoty,W cierpliwości, w pełnieniu bożego zakonu! —

O cierpliwość, cierpliwość, znam ja pieśń téj nóty.Cierpliwość od powicia zawsze aż dado skonu!.....Człowieku niskiéj próby, losem poniżony,Dobra ona dla bydląt potulnéj istoty!...Jam się orłem urodził!... za cierpliwość szponyMam orła. — a cierpliwość dla takich jako ty!...

Dla wielkiéj sławy Tella z tobą pokrewieństwaNiechciałbym;... ale pocóż próżne zażalenia?...Dla czego ból zaprawiasz gorączką szaleństwa?Cierp mężnie....

Przecież w takich zapasach cierpieniaPatrz na mnie,... żyję?...

Takie gorączkowe trwanieRóżne od zwyczajnego na świecie istnienia!...

Powiadam ci ja żyję, że już w takim staniePrzeżyłem lata długie, z losów przeznaczeniaJeszcze żyć muszę dłuższe lata, — całe wieki,Ogrom lat; — nawet wieczność tak całą żyć muszęZ daremną zawsze żądzą w zapomnienia rzekiPogrążyć się, — z życiem zatopić mą duszę!!!...

Ledwie się na twem bladém obliczu malujePiętno czasu!.. me włosy zimą ubielone?...

Bo u was zwykle życie na dni się rachuje,U nas na czyny!... nocy i dni me liczoneLiczbą czynów — dzieła me, żywot przepełniłyAż do nieskończoności;!... Jak na morza brzeguPiaski, które pustynię wyziębłą rzuciły!....

Kędy fale szumiące wracając z nocleguPorzucą trupy, głazy i szlamy zatrute!...

Biedny człowiek, zwaryował, co gada sam nie wie!

Zwaryował!... Gdyby prawdą mogły być słowa te?To, co widzę za marzeń zwodniczych zarzewieWziąłbym!....

Cóż widzisz?... raczéj, co się tobie zdaje?

Widzę nas obu w pośród tych śnieżystych gór,Gościnną twą chałupę, twe skromne zwyczaje,Twą duszę niepodległą, cierpliwości wzór. —Szacunek cnót twych własnych pobożny i cichy,Dni dla pracy, twe błogie noce dla spocznienia,Życie wśród niebezpieczeństw, a przecież bez pychy,Bez zbrodni!... O twym losie myśl bez pokrzywdzeniaSwych bliźnich!... Chęć lat długich, spocznienia wiecznego.Po czém ci dziatwa luba krzyż zatknie na grobie,Darniem wyściele! wnuki plemiania twojegoPrzyniosą napis we łzach, w serdecznej żałobie!...

To twoje strzelcze losy!!... A moje istnienie?Gdy myśl pogrążam w duszy straszne tajemnice.............Ha! gdzież winy początek?... moje przeznaczenieByło znajome!... Przedtém już duszy skarbniceByły zatrute!....

A więc nie mieniałbyś doliTwojéj na moję?...

O nie! co się tobie dzejedzieje?...Zamiana to okropna, już tak zostać wolę;Niech się na mnie dopełnią przeznaczeń koleje....O nie, z żadnem ze stworzeń!.. Sam tylko znieść mogęTe męczarnie!... Gdybym chciał wplątać życie czyjeChoć na godzinę jedną, w katownią mą srogę....Sen tylko marny o niéj człowieka zabije!...

Tyle zbrodni przy takiém uczuciu cnotliwémDla ludzi, braci twoich, to rzecz nie pojęta.Jakże przy sercu czułém, tak dla bliźnich tkliwémWrogów twych mordowała zemstą dłoń zacięta?...

Wrogów? — nigdy, lecz dla tych którzy mię kochali,Byłem bez litości!... Dla tych co sam kochałem!...Zemstę mą w równym boju wrogi tylko znali,Ale śmierć niosłem w ustach kiedy całowałem!

Oby niebo wylało łaski swe na ciebie,Oby cię z samym sobą pokuta zjednała!Oddam cię modłom moim!...

Módl się sam za siebie,Ja litości nie żądam! ani téż żądałaModlitwy dusza moja! Teraz mnie czas w drogę!...Ty strzelcze weź to złoto i pozostań w domu,Weź proszę, nie odmawiaj!!... Pozwolić nie mogęAbyś szedł za mną!.. Bądź zdrów!!!..

Ledwie do połowySłońce biegu dziennego przybliża się drogi;Tam w okrąg wodospadu jasny pas tęczowy,Żywe farby pozbierał gdzie te mokre progi;Po tym stole kamiennym rozlane szerokoWód płaszczyzny rzuciły srebrzyste obrusy:Śnieżne piany do koła jak zasięgnie oko,Nad skały wyskakują szalonemi susy;Podobne do grzyw srebrnych rumaka strasznegoZ Apokalipsy, na nim śmierć czwałować będzie!...Czarowna samotności uroku twojegoUżywam! Ach lubo mi!... Wezwę niech przybędzieDuch tych miejsc czarodziejskich; niech i on użyje!!!...

Piękny duchu! w przezroczy widzę czoło twoje!Po śnieżystych ramiomnachramionach płowy włos się wije;Kształtna kibić — przyrody tak urocze stroje!...

Czasem biorą te kształty piękne córki ludziGdy czystych elementów dostępne im progi!...Piękność twa, jak dziecięcia, które się przebudzi,Uśpione biciem serca swojéj matki drogiéj!Twój różanny rumieniec jako blask zachoduBarwiący śniegów tarcze, na wierzchołkach gór,Jak w uściśnieniu niebios uroczo odbityŚwięty wstyd matki ziemi na przezroczu chmur!...Oczu słodycz anielska łagodzi promieniePadające z przepaski na twą skroń rzuconéj;Twoją dobroć odbija, i twoje istnienieNieśmiertelne; — dobrocią twoją ośmielonyZawezwałem tu ciebie; śmiertelne mam ciało,Lecz wzrok do nieśmiertelnych nawykły widoku,Ciekawości méj przebacz!... Oko nie widziałoWśród duchów jak ty cudnéj!...

I tyś memu okuNie obcy; znam cię dobrze, równie jak żywiołyKtórym władzę winieneś!.. Potężną masz wolę,Myśl szczytną. — Ostateczność przecięła na połyŻywot twój złém i dobrém!... Na twych bliźnich dolęZażartyś jak na własną! Dawno cię wyglądam;Czego żądasz, mów?...

W drodze méj ziemię zgubiłemO piękna! pozwól chwilę niech ciebie oglądam.Pozwól!... Po stracie ziemi myśl mą zanurzyłemW tajemnicę przyrody, z duchy rządzącemiPoznałem się; lecz władza ich dla mnie jest niczém;Bez światła, bez opieki rozstałem się z niemi.Już niczego nie żądam!...

W źródle tajemniczémSposobu nie znaleźli?... Jakież twe żądanie?A więc mów czego żądasz?

Czyliż pierś zbolałąZnówZnowu zakrwawiać trzeba?... mniejsza o to, powiem!............Od najpierwszéj młodości duch mój szczytnych lotów,Uciekał z téj pustyni, który światem zowiem,Nigdy do zwykłych rzeczy i ludzi obrotówNawyknąć ja nie mogłem, na wszystko oczymaPoglądałem innemi!.. Dla mnie żadne ludziBożyszcze uroku nie miało; jak i dziś nie ma!

Ich nadzieje, rozkosze, ich zawiść nie budziSerca! Ja cudzoziemiec na tym pustym świecie,Jakkolwiek nędzną formą człowieka odziany,Czułem w sobie duch inny, wiedziałem żem dziecięŚwiata innego!.....Sobie samemu oddanyNigdy, nic nie kochałem!... oprócz jednéj przecie,........................Jak już powiedziałemWlekłem żywot samotny — czy to w skwarném lecie,Czy to w zimie, i wiatry jak jeleń ścigałemWśród gór, tam całą piersią lubiłem oddychać.Na szczytach gołolodów orlich gniazd szukałemNapróżno!... Tam brzęczenia owadów nie słychać,Chwast poziomy nie rośnie!... Znowu się spuszczałemNa równiny; w warczące rzucałem się pędyBystrych potoków; w szumne oceanu wody;Żyłem z matką przyrodą!... bo już ludzkie względyByły mi niczém!... Często wśród nocnéj pogodyLubiłem gonić okiem cichy bieg księżyca,Błędny ruch każdéj gwiazdy śledziłem w milczeniu!Lubiłem gdy wśród burzy lotna błyskawicaW oczy mię uderzała, aż wzrok w odurzeniuOciemniał na chwilę!... A kiedy wiatr jesieni

Z drzew posępnych ich barwy obrywał, słuchałemJak liście szemrząc z cicha leciały w przestrzeni,Jak na ziemię padały!... I tak przebiegałem,Przemarzyłem dni błogie uroczéj młodości!!!....Ale kiedy na drodze człowieka spotkałem,Czułem się poniżony. — W obliczu nicościStanąłem! I postrzegłem żem jak ludzie, kałem.Potém chcąc badać w skutkach przyczyny, schodziłemDo grobów — wyciągałem tam wnioski zbrodniczeZ głów trupich — z prochów! — W końcu już się odważyłemW zagrzebane od wieków księgi tajemniczeZazierać!... Odtąd nocy bez spania schodziły!...Coraz daléj a daléj;... aż po latach wieluWszystkie tajnie przyrody mnie się otworzyły!...Dziś na jedno skinienie, do każdego celuWywołać mogę duchów ile będę wzywał!Jak z tym dniem oswojone oczy me z wiecznością.

Staną na me wezwanie!... Jakby rozkazywałWielki Jambikus; sławny przedwieczną mądrością.Z większą nauką przyszła chęć większéj mądrości,Jaśniał umysł światlejszy wyższém objawieniem,Zasięgałem!!!

Zbłądziłeś?...

Tak, w blasku światłościWłasnéj zbłąkać się chciałem! Znaleść zapomnienie!...Ale się już nie lękaj, dotrzymam ci słowa,Głębokie rany duszy zaraz ci odkryję!....Dla ojca, ni dla matki tajemna rozmowaSerca znaną nie była!... nikomu kto żyje!Z nikim kto żyje uczuć duszy nie dzieliłem,Ale była jedna!... Jéj serce....

Serce!.... czyje?...

Ach! jak ona kochała, jak ja ją kochałem!...Licem do mnie podobna, takież miała włosy,Podobny głos, lecz wszystko więcéj okazałe; —Jak ja, ona samotność, góry i niebiosyLubiła!... Miała takąż szczytną i wspaniałąDuszę, z żądzą cały świat objąć!... TajemnicePrzyrodzenia wielbiła!... Litość dla niedoliMiała anielską, boskiéj czułości skarbnice,Dobroć niebieską!... nawet sercem mém do woliUmiała ona władać!... jedna tu na ziemi!!!...

Do tego miała skromność któréj ja nie miałem,Niektóre jéj przywary możnaby z mojemiPorównać! Ale żadnéj z cnót jéj ja nie miałem.Kochałem, — i zabiłem!.....

Jakto? własną dłonią?...

Nie, lecz czułe jéj serce sercem mém zabiłem.Ale się krew polała inna pod mą bronią,Bo ona już nie żyła!... Tak śmierć jéj zemściłem,Ale jéj już nie było!...

Jak to dla istotyZ błota ulanéj, którą lada śmierć rozkruszy,Ty szczytniejsze czarodziejstw porzucasz przedmioty.Dla niéj skrzydła zwichnąłeś promienistéj duszy,Dla niéj duch twój w cielesnéj skorupie zamkniętyWzgardził duchami? O! precz niewdzięczny odemnie!

Przyjdź nocną dobą, kiedy w snu kleszcze ujętyMęczy się duch mój! O tém mówić tu daremnie,

Ty nie uwierzysz!... kiedy samotny z myślamiMemi rozmawiam, w mroczną noc!... Jak o północyZaludnia się samotność wściekłemi hydrami!...Posłyszysz zgrzyt mych zębów!... wówczas szukaj mocy,Ulżenia w księgach!!!...O! nie raz o słońca wschodzieAż do nocy wyrzucam złorzeczenia słowaNa losy moje... Takich w męczarni zawodzieNie raz wolałbym gdyby mych zmysłów budowaRozprzęgła się!... Możebym mniéj czuł w pomięszaniu!...Żądania próżne!.....Nakoniec śmierci wyzywałem,Żywioły zgubne ludziom mojemu żądaniuSprzeciwiały się!... Śmierci napróżno wołałem!...Trucizna w moich ustach pozbywała jadu!Szatan mię zatrzymał, gdy runąć w przepaść miałem,Za jeden włos na głowie!...Różnego układuZamysły, nowe plany co dnia układałem,Jakbym mógł umrzeć, wszystko daremnie, daremnie!...Twórcza ma wyobraźnia na próżno szukałaGdzieby ducha pogrążyć!... Ugrzązłem nikczemnieNa ziemi; myśli przepaść okropna porwałaNa nowo, zapomnienia daremnie na ziemiI nad ziemią szukałem!... Od dawna daremnie

Tyle pracy, nauki, z czarami wszystkiemiNie przydały się na nic!... Strasznie skłamały mnie!...Tak wlekę żywot nędzny! tak wieki przeżyję!...

Może znajdę lekarstwo na cierpienia twoje!...

Ach! musiałabyś wskrzesić tę.... co już nie żyje,Lub dla mnie zimnéj śmierci otworzyć podwoje!O tak! oddaj mnie śmierci!... Najsroższe cierpieniaWiedząc że już ostatnie, zniosę!...

Ja nie mogęOddać cię śmierci; jeśli na moje skinieniaPosłusznym być przysięgniesz, pokaże ci drogęŻycia!

Mam posłuszestwoposłuszeństwo przysięgać?... i komu?Jednemu z duchów których władam milionami?Miałbym do posłuszeństwa uniżyć się sromu!Ulegać!... gdy sam rządzę jak chcę żywiołami!Nigdy!...

Wkrótce odejdę, zważ byś nie żałował!

Powiedziałem nie!

Powiedz, czy już odejść mogę?...

Idź precz!!!...

Igrzysko czasu i strachu narzędzieCzłowieku! ku grobowi wiesz że cię nachylaKażda chwila; po śmierci lecz co z tobą będzieNie wiesz; złorzecząc życiu drżysz gdy przyjdzie chwilaOstatnia!Zbyt okrutne jest jarzmo żywota!Serce jemu podległe bije na cierpienieLub kłamliwą radością, a któréj istotaZaprowadzi zbłąkanych w straszne odrętwienie.W liczbie dni co już przeszły, i tych co przyjść mają,(Bo teraźniejszość w kole wieczności jest niczém),

Gdzież te chwile co śmierci w pomoc nie wołają?Lub od śmierci nie stronią w obłędzie zwodniczym!...Lecz choć zima nasroży rzekę w szkliste lody,Przejdzie kto się ośmieli!...Wiadomości mojePozwalają umarłych badać o powodyPrzestrachu, kiedy w śmierci wstępujem podwoje!...Świat grobów zbadać!... kto wie, może będę wiedział?A jeżeli nie?...Endoru sławnéj czarownicyProrok dawno umarły wstał i odpowiedział.I król Sparty w jelitach Bizanckiéj dziewicySzukał swojéj przyszłości!...Gdybym się nie rodził,Ta, którą tak kochałem, dziś jeszczeby żyła;Gdybym nigdy nie kochał — jéjbym nie zagroziłzagrodziłŻycia, szczęścia! I ona szczęściemby darzyła!...I gdzież ona w téj chwili? Zbrodni méj ofiara?Czém ona dzisiaj?... usta wymówić się boją.A może niczém?... Wkrótce tajemna kotaraRozedrze się!... niepewność wnet rozjaśnię moją!...Zadrżałem przecież myśląc, że już skon nadchonzinadchodzi!...Na przyjście złych lub dobrych duchów ja nie drżałem!Ha! dreszcz okropny! skrzepła krew duszę już chłodzi.Ha! dla czegóż zadrżałem? sam śmierć przyzywałem,

I na to się odważę przed czém drżę straszliwie!...Skorupy dreszcz śmiertelnéj nie jest moim grzechem;A któż z twarzy méj pozna com uczuł prawdziwie?Choć tak drżę jeszcze, śmierci zawołam z uśmiechem!...Noc zapada!!!...

Już księżyc na niebios stropyRozesłał łuny srebrzyste,Gdzie tych śniegów bryły czysteSnują lekko nasze stopy!Błędne duchy w nocnéj dobieNie znaczą śladu po sobie!Po morzu tumanów mglistych,Co wyżyny gór zalały,Nasze stopy przeleciałyLekko jak po wodach szklistych.Rozlały się skrzepłe falePo górach, po martwéj skale!

Jakby zmarzłe morskie pianyOlbrzymią pustynią legły,Jak przestwór niemy — rozległyMilczeniu grobów skazany.Ogrom dziwny, niezmierzonyDrżeniem ziemi podźwigniony!Na nim chmury spoczywają,W błędnym locie zmordowane;Często duchy tu zebraneCzary straszne odbywają!Na tych falach lekko stoję,Tu czekam na siostry moje!...Dziś na rozkaz Arymana,Mamy być na jego dworze,Gdzie dziś uczta zawołana!...Ach! tak dawno już tu stoję,Nie przychodzą siostry moje!!!...

Przywłaszczyciel uwięziony,Dumał na odludnéj skaleO swych bitwach, o swéj chwale,Jak burzył, budował trony!Ale marzył bez przyszłości?...Pękły więzy, do nicościZnów wrócony!...

On szalony,Zagrzmi znowu wojną drugą,Ziemię przerżnie krwawą strugą,Trupów porzuci miliony!Znów niewolnik, znów żeglugąNa dalsze porwany falePoniósł z sobą wielu żale!...

Dumny olbrzymią postawąLeciał okręt po nad fale!Wieją chorągwie wspaniale,Na pokładzie pijaną wrzawąZ jękiem burzy dzikie głosy,Wśród gromów lecą w niebiosy!Rzekłam słowo: maszt się wali,Drą się żagle, pękły liny,Runął okręt do głębiny,Trupy pływają na fali!Jednego śmierci wyrwałam,Na powrót ludziom oddałam,Godny to człek naszéj pieczyPewną zdobycz zabezpieczy;On bez rodziny, bez serca,Własnéj ojczyzny morderca!...

Wielkie miasto spi głęboko,Straszne będzie przebudzenie;Zarazy okropnéj tchnienieRozpostarło się szeroko!Padli ludzie tysiącami,Rynki zaległy trupami!A ludzie, co pozostali,Zamiast cieszyć lub ratować,Patrzą kędy głowę schować,Z miejsc rodzinnych uciekali.Strach cały naród oblega,Dziedziny ich śmierć zalega;Szczęśliwsi ci co skonaliOd tych co jeszcze zostali.Śmierć narodu moją sprawą,Tysiące ludzi zniszczyłam,Miasto całunem przykryłam;Znowu wrócę z tą zabawą,Jak się wzmogą zdrowiem, siłą,Znowu staną nad mogiłą!!!...

Ludzie w jarzmo nam oddani,My po ich głowach stąpamy,

Los ich w dłoniach naszych mamy!Ludzkie syny nam poddani.....

Witajcie! siostry, witajcie!Gdzież Nemezis?.....

Tam w ustroni;Duch jéj wielkie myśli goni.

Otóż i ona, słuchajcie!...

Rozsiałam zemsty nasiona,Na zgliszczach podniosłam trony,Odnowiłam blask korony,Nowym rządzcom dałam w szponyTych, co stare trzęśli trony.Znów złota świeci korona!Wzniosłam nad rozum głupotę,Nikczemność wyżéj nad cnotę;Konieczne były odmiany:Rzadzców stawiali na szali,

O wolności rozprawiali,A to owoc zakazany!.....Teraz na chmury siadajmy,W nasze strony pospieszajmy!!!...

Władzco duchów, Arymanie,Królu powietrza i ziemi!Ty chodzisz stopy lekkiemiPo chmurach, po oceanie!Cześć ci wielki Arymanie,Królu duchów, stworzeń Panie!Żywiołów berło w twéj dłoni,Gdy ty zechcesz, powołaneBędą w chaos zamieszane!Gdy ty wołasz, wicher dzwoni,Zerwą się ogniste chmury,

Niebotyczne zadrżą góry!.....Gdy spójrzysz, wnet dzień blednieje,Ziemia drży pod stopy twémi,Wulkany zieją z pod ziemi,Oddech twój zarazą wieje.Komet ogniste ogonyZnaczą z któréj przyjdziesz strony!Tobie wojna dary składa,Płaci śmierć haracz bogaty;Ludzkie choroby i stratyWszechmocna dłoń twa układa!Los ziemi zawisł od ciebie,Tyś pan na ziemi i niebie!

Królu! i ja tu przybyłam,Z ziemi, gdzie twe panowanieRozszerzać się nie przestanie;Coś rozkazał — wypełniłam;Wypełniły siostry moje! —

Królu, my pod stopy twojeNachylamy korne czoła,

Lecz depczemy pod nogamiGłowy ludzi!.....

Tyś nad nami!.....Pan nasz niech co chce rozkaże!!.....

Królu królów, władzco ziemi,Duchów ci uległych władzaW twoich dłoniach się zgromadza!Gdyś otoczon duchy twemi!W imię twoje! z twoją chwałąJakeś kazał tak się stało!!!...

Cóż to za postać nieznana?Jakże się jemu udało;Wcisnąć tu śmiertelne ciało;Prochu! padaj na kolana!!!.....

Znam jego, to mąż nie lada,Żywiołami jak chcę włada!

Wnet na twarz przed ArymanemMusisz upaść w państwach jego!Żywota nieśmiertelnegoDuchy uznały go panem,On twój pan!

Przed ziemi panemUkorz się przed ArymanemAlbo się lękaj zemsty!

........Znam ja wasze siły,Nie dość dzielne by czoło moje nachyliły!

Nauczę cię pokory!.....

I tę już poznałem,Jęczała pierś nie mężna żalami podłemi;Już nikczemnie nad losem moim narzekałem,Dumne czoło upadło nie raz aż do ziemi!

Przed królem zginaj kolana,On losy rządzi ludzkiemi,On Wszechmogący na ziemi,Jemu twa przyszłość oddana!

O niech raczéj Aryman przed Tym padnie czołem,Przed Którym słońce dzienném rozwija się kołem;Przed Wszechmocnym, wieczystym stworzycielem ziemi;Przed Tym, co świat ożywia oddechy swojemi;Przed Tym, co i samego stworzył Arymana.Arymanie! padnijmy przed nim na kolana!

Niech zginie!....

Precz od niego!Ten człowiek moją własnością.Czyliż swoją obecnościąTu, w pośród grona waszego,Nie pokazał swej dzielności?!Królu! to człowiek światłości

Wielkiéj, a jego cierpieniaBez granic, jak duma jego!!!...Człowiek to ducha wielkiego,Tajemnic świadomy wielu,Znalazł i tę tajemnicę;Że mając nauk skarbnicęNie u szczęścia człowiek celu!Kopiąc nauk skarb z ochotąZnów się człek spotkał z głupotą;Że tak już skończyło wielu!Lecz nie koniec na tém jeszcze.Żar powszechny namiętnościW gadach, w roślinach, w ludzkściludzkości,W męczeńskie wzięły go kleszcze.Nadziei struny zerwały,Duszę wzniosłą owładały!...Choć litość z serca wygnałam,Nienawidzę litościwych,Na jego cierpienia tkliwych,Jeszczebym nie wyklinała!...Człek ten oddawna już moim,Królu! człek ten będzie twoim!

To duch polotu wyższego,Równego i wy nie macie!

Próżno się mu odgrażacie.O! nie dla was dusza jego!

Pocóż się stawi przed nami?

Niechaj własnemi ustamiOdpowie!

.....Czarodziejskie znacie me potęgi,Wiecie że wśród was stanąć nie mógłbym inaczéj!Ale są nad mą wiedzą szczytniejsze okręgi,Szukając próżno do was przychodzę w rozpaczy!

Czego żądasz?...

Spraw niechaj umarli powstają,Odpowiem im gdy głosu twego usłuchają!

Zezwalasz na te żądanie,Duchów królu Arymanie?

Zezwalam!

Jakże się zowie,Duch, który twéj duszy odpowie?

Astarte!..... bez pogrzebu zniszczeniu oddana

Cieniu, czy duchu wezwany,W formie z jakąś pogrzebany,Stań na rozkaz Arymana!...Co od zniszczenia zostało,Niech oblecze dawne ciało!...Wystąp!...

Ach! czyliż to cień, jéj przedemną staje?...Rumieńcem kraśne lica!... Na oczu złudzenie!Znam je, nie są to zdrowia ni życia płomienie;Podobna do czerwieni, jaką jesień dajeLiściom martwym na drzewach!...............

A przecież to ona!O! Astarte! ze drżeniem na ciebie poglądam,Przemów do mnie; — ach przemów, niechaj się dokonaLos mój!.. O luba! twego przebaczenia żądam,Albo przekleństwa!...

Przez moc, co grób twój złamała,Głosem ludzi mów do tego,Który żądał przyjścia twego,Lub do téj co cię wezwała!

Ona milczy!... Ach! to odpowiedź sroga!

Nikt, prócz ciebie Arymanie,Więzów ust jéj nie rozłamie!...Dalsza nie znana mi droga!

Duchu mów!.....

Nie odpowiada!Żadna władza nic nie nada,Ten duch do nas nie należy!

Astarte! o cieniu luby!Moja droga Astarte, choćby jedno słowo!Tylem już tu wycierpiał! i tyle na nowoCierpieć muszę; nim przyjdzie pomrok wiecznéj zguby!Widzieć ja ciebie chciałem!... dźwiękiem głosu twegoOdetchnąć!... Na tobie grób zmiany nie wytłoczyłTak widocznéj, jak na mnie żywot co wytoczyłRdzeń méj duszy, pamiętasz!... od dnia tak strasznego!............Serca nasze wzajemne były siebie godne,Jakkolwiek był zbrodniczy łańcuch co nas spoił!...Po cóż ten żal niewczesny, co nas czasem dwoił.................Niechciéj mię nienawidziéć! Daj mi niezawodnePrzekonanie, żeś w liczbę szczęśliwych wybrana;Że kary wszystkie na mnie upadły jednego,Że już rychło pozbędę życia ohydnegoW którém, mnie takaż przyszłość była obiecana!Z orszakiem strasznych tortur przed oczyma stoi!Próżno szukam spocznienia! — nie wiem czego żądam,Kto jestem? — kto ty jesteś? choć ciebie oglądam,Nie wiem!... Gdy u wieczności mam stanąć podwoi,Chciałbym jeszcze usłyszeć dźwięki twojéj mowy,

Anielską harmonią brzmiącą twemi słowy!Niegdyś z takim urokiem serce jéj słuchało!...

Astarte! jedno słowo — najmilsza Astarte,Imię twe napełniło mrocznych nocy cienie,Spiące, twoim imieniem budziłem stworzenie;Echa pieczar głębokich wołały: Astarte!...Odpowiadało echo, echo, co nie czuje,A ty nie odpowiadasz!....Gdy gwiazdę błądzącąPostrzegłem na lazurze samotnie świecącą,Myślałem że twe oko przez nią wypatrujeW tym piekle mnie nędznego!....Na ziemi szukałemNapróżno, coby w części wyrównać ci mogło!...Patrz!... już nad témi duchy nieszczęście przemogło,Oni się litują!... Ach! czyliż postradałemNa wieki!

Manfred!.....

Jeszcze, jeszcze jedno słowo,Dokończ!... boską harmonią ożyłem na nowo,W niéj, jak żyć lubo!...

Jutro wszystkie twe cierpieniaZakończysz w kresie twojego ziemskiego istnienia.Bądź zdrów!...

Ach! jeszcze słowo... słowo przebaczenia!

Bądź zdrów!...

Powiedz, czy jest ślad dawnego płomienia,Powiedz, czy jeszcze kochasz?...

Manfred!...

Już zniknęła,Jéj słowa będą sprawdzone;Teraz wracaj w twoją stronę!...

Rozpacz serce mu ścisnęła,Co za duma? — trupie ciało

Wprowadzać w duchów krainy,Nędzne, głupie, ziemi syny!...

Patrz jak wyższy duch nad ciało,Patrz nad ciałem jak panuje!Gdyby z duchów był istoty,Byłby duchem pierwszéj cnoty!

Już temu, co tu królujeNie masz nic do powiedzenia?

Nic!...

A więc do zobaczenia!

Do zobaczenia? gdzież to będzie zobaczenie?Ha! mniejsza o to, przyjmij dzięki za spełnienieProśby mojéj!!...

Comments

Loading comments…