Manfred — całość
Translated from English by Michał Chodźko
Wnet zgaśnie lampa moja, próżno usiłujęSłaby płomień podniecać; czuwaniu dłuższemuNiedotrwa! — Mój sen!..... jeśli to snem się mianuje,Niezmordowane pasmo marzenia, mojemuNieodstępne uśpieniu! Duch mój czuwa wiecznie;A kiedy oczy zamknę, wzrok mój obróconyWe mnie, bystro spoziera w smętną moją duszę!.....
Jednak ja żyję, ludzki ród znienawidzonyCzuję że jeszcze cierpieć i oglądać muszę;Ja wiem, że mędrca szkołą musi być cierpienie, —Boleść nauką! — Mędrcy ci, co od powiciaWłaśném swém doświadczeniem zgłębili twierdzenieZnane: Drzewo wolności, nie jest drzewem życia!
Filozofia, świata wielkie wiadomości,Tajemnice przyrody, wszystkiegom probował;Duchem lotnym sięgałem najgłębszych skrytości,Bo umysł skrzydeł orlich łatwo obejmował!
Głupstwem nauka!..... czasem cnotę spotykałemNawet wśród ludzi, za to szczodrze im płaciłemWspaniałością, dobrocią!..... i cóż ztąd zyskałem?.....Sam w pośród nieprzyjacioł, bez obawy żyłem,Nie śmieli stawić czoła, choć było ich wielu!W życiu samotném wszystko marnie się zużyło?Dowcip niepospolity, wielka szczytność celu,Życie dobre, albo złe; — co drugim służyłoPadały koło mnie, jak letnich deszczów wodyNa piasków łono!..... od téj chwili bez imienia!.....
Odtąd serce me z czuciem nie poszło w zawody,Ni z rozpaczą, ni z żądzą ludzkiego pragnienia.I postrzegłem przekleństwo nademną wiszące,Gdy już wszystkie uczucia z duszy wystraszyło:
Nadzieję, nawet strzały miłości palące!Wszystko, wszystko zagasło, wszystko się zniszczyło!......................A więc daléj do dzieła!.....
Rozległego duchy świata,Wy istoty nie ujęte,Fantastyczne, nie pojęte!Wy, których głos mój dolataW świetle, lub we mgłach ciemności;Wy, których skrzydło w krąg świataSzybkim zwrotem wiecznie lata.Zagnane w ziemi wnętrzności,Mieszkańcy gór nad obłokiZ głębin mglistych oceanu,Posłuszne waszemu panu,Zaraz stańcie tu, bez zwłokiWystępujcie!
Niesłuchacie?A więc w straszne imię tego,Między wami najpierwszego,Wszyscy stanąć wnet tu macie.Przez ten znak, którego mianem
Nicość wasza się otwiera;Przez tego co nie umiera,Stańcie wnet przed waszym panem.Występujcie, występujcie!!!.....
Jeśli groźb tych nie słuchacie,Straszliwsze jeszcze poznacie,Podłe duchy nie żartujcie!!!.................Niech się wola moja stanie,Przez własności od was znane,Wyższe nad te, mianowane;Przez strasznéj gwiazdy zesłanie,Co przez czary nieodparte,Dotąd żadnemi czarami,Jak widmo z piekieł wyparte,Iskra świata zniszczonego!!!.....
Przez słowa przekleństw ziszczonych,Nad mym losem zawieszonych!.....Ja wzywam przyjścia waszego:Występujcie!..... Występujcie!!!.....
Posłuszny głosowi twemu,Ze mgły spłodzonéj tchnieniemPomroki; purpury znamieniemPrzejrzystéj, — strojnéj w lazury,Z pałaców moich nad chmury,Mimo zakazy, lecę ku tobiePo gwiazdy srebrnéj promieniu,Śmiertelny twemu skinieniuPosłuszny, — zaklęciu twemu!
Góra biała, gór władczyni,Nad chmury jéj wywyższoneCzoło, lodami wieńczone,Tron jéj wykuty ze skały,Płaszcz usnuły chmur nawały.Przepaską sosny zielone,Pleśnią stu zim obciążoneZasypy, dolin zniszczenieW jéj dłoniach; na me skinienieCzekają; — co chcę z niemiZrobię; — popchnę je ku ziemi,Lub zatrzymam!..... Pasmo tych gór,
Co kryją czoła wśród chmur,Mocą mojego ramieniaPotrafię wyrwać z korzenia,I rozsiać je po równinie;Duch mój władzcą w téj dziedzinie;Co rozkażesz, wnet uczynię!.....
Na dnie oceanu szklistémJam pan na morzu wód mglistém!Gdzie wód śpiących nic nie mąci,Wietrzyk fali nie potrąci;Kędy wąż morza spoczywa,Gdzie syrena urodziwa,W muszle i konchy strojonyWarkocz swój zwija zielony.Jak burza na morskie wały,Echa twych klątw przyleciałyDo państw moich kryształowych,Do mych zamków koralowych.Mów, a wola twa się stanie!
Tam gdzie wzięło za posłanieTrzęsienie ziemi ogniska
Lawy, gdzie wonne łożyskaSmolnych jezior dymy mglisteUlatują; rozłożysteAndów niebotycznych stopyNurtują podziemne stropy.Zaklęcia twe doleciały;Mmie z stron rodzinnych porwały.Staję na twe zawezwanie,Co ty każesz, niech się stanie!
Ja chmur groźnych kołowroty,Wiatrów bystrych zwijam loty;Gdzie ja skinę, burza leci!.....
Patrz, tę czarną co tam świeci,Gromom dałem na mięszkanie;Leciałem na huraganie,Bym spieszniéj stanął przed tobą!Wiatry moje nocną dobąGonią wzdęte skrzydła floty;A nim jutrzni promień złotyBłyśnie nad mroku zasłoną,Okręta w falach zatoną!.....Czego żądasz, powiedz śmiało!.....
Zaklęcie twoje wzleciałowleciałoW krainy ciemności wieczne;Obrzydłe światło słoneczneBym oglądał, — po co wzywasz,Pasmo ciemności rozrywasz?.....
Jeszcze przed stworzeniem ziemi,Pod rozkazami mojemi,Gwiazda twego przeznaczeniaNiebios zdobiła sklepienia;Jaśniejszym blaskiem świeciła,I najpiękniejsze zaćmiła.Na całym niebios obwodzie,Równej nie było w urodzie!
Aż przyszła chwila straszliwa,Gwiazda jasna, urodziwa,Dziką piekła łóną zionie;Grozi, że świat wnet pochłonie!Potwór własną dumny siłą,Niepodległą chce być bryłą;
Niebieskich krańców straszydło,Jasności od siebie skrzydłoZapala! — Ona swe tchnienieWiała na twe urodzenie!.....
Dziś się tobą, nędzny, brzydzę;Służę ci, lecz nienawidzę!.................Wkrótce władza pożyczona,Z władzcą wróci w me ramiona;I na wieki ze mną będzie!.....Dziś w tych niższych duchów rzędzie,Co ukorzone czekają,Jaki rozkaz spełnić mają;Śmiertelny, i ja stanąłem,Przed twym prochem uklęknąłem,Przed zaklęciami twojemiNikczemna skorupo ziemi!!!
Powietrze, ziemia i morze,Gwiazda, twych przeznaczeń zorze;Wiatry, góry, noc ponura,Niebo i cała natura
Czekają na twe życzenia.Czego żądasz?.....
Zapomnienia!
Od kogo? — czego? — dla czego?.....
Zapomnienia żądam tego,Co jest w duszy mojéj głębi;Co skreślić usta potęgiNie znajdą. — Ach! czyż nie wiecie?.....
Wszystkie bogactwa na świecieMożesz posiąść — królów trony,Ludów podwładnych miliony!Będziesz władać żywiołami,Będziesz władać stworzeniami;Mocą słowa, ducha tchnieniem,Żywiołami i stworzeniem!
Tylko niech twoje żądaniaNie wyjdą z pod panowania,Danéj nam mocy!..... Mów czego?.....
Zapomnienia mnie samego!.....Czyż we władzy waszéj świecie,Nędzni, znaleść nie możecie,Zapomnienia?.....
Tajemnic księga,Dla nas otwarta, w ten kraj nie sięga;Lecz możesz skończyć istnienie?
Z śmiercią znajdęż zapomnienie?
Duchy co nie umierają,O wszech rzeczach pamiętają;Przyszłość, przeszłość najdawniejsza,Nam, jak chwila teraźniejsza!Z odpowiedzi cóż zgadujesz?
Ha, nikczemny! ty żartujesz?Przecież ducha mego władza,Jedném słowém was zgromadza!Wy: powietrze, ziemio, morze,Gwiazdo, mych przeznaczeń zorze;Wiatry, góry, noc ponura,Wy, niebo, dusza, natura!Kiedyż w boju ustąpiłyWaszym siłom, dzielne siłyDucha mego?..... Choć w skorupie,Choć duch ugrzązł w ciało trupie?.....Odpowiedźcie, albo drżyjciePodłe duchy, wnet ujrzycieCo ja mogę!......
Twoje słowa,Myśli twych własnych osnowa,Mogą za nas odpowiedzieć.
Mów jasno, co chcesz powiedzieć?.....
Jeśli prawdą, co powiadasz,Że zarząd duchów posiadasz;Duchy ci odpowiadają:Że, co ludzie nazywająŚmiercią, bez znaczenia w pośród nas!
Więc próżno wzywałem was;Nikczemni, wy nie chcecieSłużyć mi, lub nie możecie!
Żądaj, a tém co możemy,Chętnie tobie usłużemy!Wybieraj królów korony,Wojska i ludów miliony!Chcesz żyć długo — żyć bogaty?.....
Nikczemni, z długiemi latyCóż pocznę?..... te co minęłyTak mi się długo ciągnęły.Precz ztąd!.....
Jeszcze rozważ chwilę.Tyle władzy, bogactw tyle?Władza jestestw, rządy ludzi?.....Człowieku, nic cię nie złudzi?.....
Nic, nic, lecz nim was odprawię,Niech zmysły moje zabawięDuchowych istot widokiem!.....Stawajcie przed mojem okiem,Zosobna, lub wszystkie razem,Z właściwym duchom obrazem,W duchów postaci!.....
InnnéjInnéj nie mamy,Jako te, któremi władamyŻywioły; ich postaci używamy.Lecz mocą twego rozkazu,Przybierzem postać od razu.Jaką chcesz!.....
O! mniejsza o nię,Już dziś od żadnéj nie stronię,Żadna postać mnie nie nęci;Starszy z was niechaj przybierzeJaką sobie sam wybierze!.....Podług woli wybrać może.
Czy poznajesz?
Co widzę!..... Wiekuisty Boże!.....Tyżeśto?..... O jeśli ty nie jesteś marzeniemSzaleńca, jeśli nie jesteś widmem zwodniczém;O! jeszczebym o życie wołał z zachwyceniem,O ty z sercem anioła, z anioła obliczém;Ach jeszcze bylibyśmy!.....
O duszo! leć za nią!.....
Kiedy księżyc nad otchłanią,Modréj fali zajaśnieje,
Robak światłem gorejącyJasność po trawach rozleje;Ogień nad groby wstający,Płomyk nad łąką wątpliwy,Gwiazdy po niebie krążące,I głos puhacza jękliwy!.....Gdy w koło drzewa milcząceJak umarłe, nieme stoją;Żaden listek nie szeleści.Dusza ma uciśnie twoją,Wśród strasznych mąk i boleściPoznasz płomień potępienia!
Choć ciało uśnie głęboko,Duch twój nie znajdzie spocznienia,Są widma, których twe okoNie uniknie objawienia!Są myśli, których wrażeniaDusza twa na próżno stroni;W czas tajemnego marzenia,Drugą myślą nie odgoni,Przez urok tobie nie znany,Nie znajdziesz samotnéj chwili;Całunem mrocznym owiany,Napróżno duch się wysili;Mgła gęsta ducha więzieniem!
Chociaż gdy jestem przy tobie,Nie widzisz mnie twym spojrzeniemPoznasz w każdéj życia dobie,Ścigającą cię statecznieIstotę! — gdzie myśl obrócisz
Będę z tobą. — A tak wieczniePod mym wpływem, okiem rzuciszPo za siebie, i zdziwionyNie widząc mnie z twoim cieniem,Ledwo zdołasz przerażonyMierzyć przyczynę wrażeniem!
Straszne słowa wymówioneNad twą głową, wywołałyZemstą przekleństwo żywione;W matnię duchów cię oddały!Z łona burzy głos wyrwany,Radość ci z serca wymiecie;Z cichéj nocy pożądany,Pokój weźmie! — Gdy na świecieDzień zabłyśnie, ty szalonyZawołasz nocy burzliwéj.
Z łez twych zdradnych przyprawiony,Moją ręką jad straszliwy!.....Z serca twego najczarniejszęKrew sączyłem, — węża zdradyZ wdzięków twarzy pozbierałem,W ust zdradzieckich wdzięczne składyJak w róż krzewie; — wywołałemSłów twoich szczytne układy!.....I gdym oglądał trucizny twoje,Straszliwsze były nad wszelkie jadyNiebezpieczniejsze!.....
Przez serce twojeZimne, jak szczytów tych śniegi,
Przez jaszczurcze przymilenia,Przez zwodnicze ócz obiegi,Przez sztuczne duszy wzruszenia,Przez czułości udawane,Przez twoje uradowanie,Gdy widzisz oczy spłakane,Przez twe z Kaimem zbratanie!Noś ty piekło własne swojeW istocie ducha twojego.
Wylewam na głowę twojęPłyn czarny, mocą któregoHydrze zgryzot cię oddaję;Sen i śmierć odbiegną ciebie.Odpocząć, ni w śmierci krajePogrążyć potrafisz siebie!A przecież śmierć w każdéj dobieNie odstąpi cię na chwilę,Byś drżąc przypominał sobie:Że nie spoczniesz i w mogile!.....Nawa śmierci już nadpływa,W koło ciebie mgłą owianyŁańcuch dzwoni! — Klątwa mściwaGoni umysł obłąkanyZatrute serce!!!.....
I duchy mnie odstąpiły!...Zjawisk nadprzyrodzonych zawiodły mnie księgi;Zamiast mi ulżyć, jeszcze ranę rozdrażniły.Precz mocy czarodziejska, marne twe potęgi!!!...Cóż po tobie? gdy przeszłość nie w twojem władaniu,A o przyszłość ja niedbam, aż dni upłynioneNie runą w zapomnienie w przeszłości skonaniu;W odmęcie zatracenia wiecznie pochłonione!
O ziemio matko moja! o ty dniu wschodządzącywschodzący,Wy Alpy niebotyczne; jakżeście wspaniałe,Wonne wasze oddechy niesie świt wstający;Już i dla was uczucia serce me zmartwiałeNie znajdzie; — i ty, jasne, żywe oko świata,Otworzone dla wszystkich, radośnie witaneZewsząd, czmużczemuż twój promień do mnie nie dolata?...............Rzucam wzrok mój, z wierzhołka téj posępnéj skałyLeci w otchłań; zaledwie gdzieś tam zatrzymany
Na szczycie czarnych jodeł, wśród których z łoskotemSłyszę potok lecący zléwem wód wezbrany;Wód niedojrzeć szalonym nurtujących zwrotem;Ztąd te świerki jak zioła pozioméj budowy!...Straszliwa przepaść! jedno wiatru podmuchnienie,A duch wolny od więzów, przejdzie w żywot nowy.............Daléj, śmiało, tam mięszka śmierć i zapomnienie.
Przecież nie śmiem iść naprzód?.. ale i powrócićNie żądam; czuję mocno jak coś przyzywaKu przepaści;..... a przecież ja nie śmiem się rzucić?...Dreszcz mię jakiś ogarnia... przecież nie uciekam?...
Czuję że czas nie przyszedł; że jeszcze żyć muszę,Jeśli życiem się zowią dni które przewlekam! —
Czuję dziką pustynię co ciało i duszęZaległa;... duszy własnéj jam grobem!.. JedynaPociecha wszelkiéj zbrodni, własne ukojenieBez uroku jest dla mnie!...
Orle! twoja dziedzinaNiebo! Ty wzbity uroczo nad niebios sklepienieSpozierasz okiem w słońce, a szybkiemi pióry
Co raz wyżéj, i wyżéj ku niebu szybujesz!...............Jużeś zniknął! wpłynąłeś w ulotne lazury,Zkąd okiem błyskawicy zdobycz wypatrujeszNa ziemi i na niebie!.....
Ach! jak tu czarownie,Tu, w tym świecie widomym! On bosko jaśniejeW skutkach swych, w swéj przyczynie!.. Czemuż tak potwornieŚmiertelny w pośród cudów przyrody szaleje?...Panem ziemi nazwany, ten potwór pół boga,Pół procha!... Ni czołgać się, ni latać nie zdolny!...Między dwoma żywioły jaka wojna sroga;Słabością swego ciała pogardza duch wolny?Tam duma, tu nikczemność! — i tak aż do grobu!Tam najwspanialsze cele, tu, podłe przywary;Ważąc jedne nad drugie, zawsze bez sposobu;Nawet bez skutku, aż się przepełni brzeg czary,Roztrzaska się skorupa,... śmierć zaciśnie oczy,Człowiek stanie się... o czém ze drżeniem wspominaPrzed światem, i przed sobą!...
O głosie uroczyystyuroczysty!Pieśń ta boskiéj prostoty czasy przypomina,
Jest to pieśń przyrodzenia!... pieśń złotego wieku,Prawdziwa pieśń na fletni!... bo téż i w istocie,Mieszkańcze gór tych wolnych, przyrody człowieku,Ty prawdziwie używasz w żądz twoich prostocie!...Tu innego odgłosu echa nie przynosząTylko srebrny głos dzwonków trzody wracającéj,Lub głosy pieśni brzmiącéj szczęściem i rozkoszą!!!...
Czemuż nie jestem echem téj fletni jęczącéj?Niewidomym a żywym głosem przyrodzenia,Harmonią żyjącą, która w jednéj chwiliRodzi się i umiera, we wnętrzy stworzeniaRazem z swoją przyczyną!...
Nieszczęśliwe łowy,Koza którą ścigałem wśród skał się ukryła,Za tyle niebezpieczeństw zaledwie chleb dniowyCzém opłacę!... Lecz cóż to za człowiek zuchwały,Pogląda na nizinę z tych lodów nawały?Najdzielniejsi ze strzelców zaledwie téj skałyZnają wierzchołek. — Ubiór na nim okazały,Wspaniała jego postać, rzuca dumném okiemJak rolnik, który czuje że się wolnym zrodził;Pójdę ku niemu!...
Wieczność!.... idzie rok za rokiem,Aż podobny tym sosnom zeschnę i zbieleję,Jednéj zimy zniszczonych powiewem straszliwym,Zwiędną zielone liście, resztę wiatr rozwieje.....
Cóż po życiu którego wyrobem prawdziwym,Rzeczywistym, jest ciągły postęp ku grobowi!...Dni szczęśliwych! ach! pocóż ciągłe przypomnienie!?...Zmarszczki czoła mojego, długiemuż wiekowiWinienem? O nie! ja sto lat w jedno cierpienieWylałem nieraz; w jednéj przeżyłem godzinie!...............Miałżebym dłużéj dźwigać to jarzmo żywota?...
Wy zasypy, wy skały co gdzieś na równinieRunąć macie! — Zabijać tam gdzie mięszka cnota;Niszczyć trzody, gruchotać poziome budowy.....Zwalcie się na mą głowę, uścielcie mi grób!!!...
Już z niziny mgły lecą, wyższych gór połowyZasnuły, ulatują ranne dymy w słup;Powiem mu niech wnet znijdzie — dłużéj chwilę jedną,Straci drogę i życie!!!.....
Mroźne chmur tumany,Tam, już na gołolodach zaczepione bledną;Podobne do wezbranéj paszcz piekielnych piany,Wiszących nad przepaścią, której każda falaPędzi z szumem na brzegi gdzie czarty zebraneLeżą jak stos kamieni!... Dreszcz mię z nóg obala!
Idźmy bliżéj — jak on drży? jakie obłąkaneOczy?.....
Środkiem obłoków dróg sobie szukałyZerwane góry, całe lecąc na niziny;Łańcuchem Alp zatrzęsły, rzeki zdruzgotałyW ulotne mgły — aż znowu rozbite ich płynyPobiegły już gdzieś w innéj stronie zgromadzone.Tak przed laty czas zwalił potopu budowę,Górę Rozenberg, któréj szczyty wyniesioneRunęły!... Ach! dla czegoż nie na moją głowę!?!...
Stój, stój na miłość Boga! naprzód ani kroku,Stój, stój, albo zginąłeś!..... drżące nogi twoje!..
O byłby to grobowiec cudnego uroku!Grób to godny Manfreda!... O w nim kości mojeSpoczęłyby w pokoju!... dziś je wiatr rozwiejeMiotając po tych skałach wiry szalonemi.
Bądź zdrowe piękne słońce! tło twoje jaśniejeOstatni raz nademną!... promieńmi jasnemiUjrzysz zgon, ale przecież nie chciéj mi złorzeczyć,Boś jaśniało nie dla mnie!... Ziemio weź te pyły!!!...
Stój szalony! ty śmiercią chcesz się zabezpieczyćOd zgryzoty! Po co krwią twoją dzień tak miłyChciałeś zasępić!... Pójdź, pójdź, już zejdźmy z téj skały;Ja ciebie nie odstąpię?....
Precz!... ja skończyć chciałem,Nie wiesz jakie męczarnie serce zgruchotały.Puść mnie, ciemno mi w oczach!... góry te nawałemWirują w koło,... oczy już me ociemniały.....Kto ty jesteś?...
....Pójdź! Kto ja jestem, powiem w czasie!...Już się rozjaśnia niebo, trzymaj się ramieniaMojego, tak — dłoń prawą wesprzyj na mym pasie,Tak — ten kij weź w lewą — tak, nie puszczaj rzemienia,Tak, dobrze!... Za godzinę odpoczniemy w chacieMojéj;... nie długo nagie urwiska miniemy,Tak, tak — dobrze!... wyborny strzelec byłbyś bracie,Teraz spuszczaj się śmiało — za chwilę spoczniemy!...
Wypocznij jeszcze chwilę, jeszcze zostań z nami,Chciéj wypogodzić Panie, czoło zachmurzone.Jak odpoczniesz, znanemi wśród gór manowcami,Przewodniczyć ci będę w którą zechcesz stronę.
Znam dobrze drogi moje, możesz zostać w domu.
Postać twoja, twój ubiór łacno pokazująKto jesteś. — Jeden z zamków tych co od poziomuWyżyn pomniejszych szczytniéj ku niebu wzlatują,Twoim pewnie; lecz który, pragnąłbym to wiedzieć.Rzemiosło mnie zawiedzie często w strony wasze,
Lubię w pośród wasalów waszych czasem siedzieć.Wychyliły się nieraz z niemi pełne czaszePrzy gościnnym ognisku, w przysiennéj komnacie!Który twój zamek, powiedz?...
Który?... cóż ci z tego?
Niechciałbym cię obrazić w mojéj biednéj chacie;Uspokój się! — Chciéj dotknąć stołu gościnnego;Chciéj ten puhar wychylić, wino wytrawioneTak dawne jak dni moje. — Gościu, zdrowie twoje!...
Precz mi z tym puharem! precz!... brzegi krwią zbroczone,Krew ciepła; zawsze, zawsze tu przed oczy mojePowstaje!... Czyż ziemia jéj nigdy nie pochłonie?...
Nieszczęsny!... straszny twój wzrok, dzikie twoje mowy.
Powiadam ci że to krew; — co w mych żyłach płonie,Co w jéj żyłach płynęła; strumień nasz rodowyOd stu wieków płynący w przodków naszych krzewie!...Krew ta popłynęła!... Jéj ziemia nie wypiła,
Dymi się, kłębi w mrocznym ku niebu wyziewie,Aby mgłą dymów krwawych niebo zasłoniła, —W bliskiéj, strasznéj godzinie mojego pogrzebu!...Niebiosa, których bramy już dla niéj zamknięte,Gdzie ja nigdy nie trafię.....
Zbrodni przypomnienieZabija cię;.... zgryzocie serce twe otwarte,Przecież nie trać nadziei, mąk twych osłodzenieZnajdziesz w dobrych uczynkach, w modłach ludzi cnoty,W cierpliwości, w pełnieniu bożego zakonu! —
O cierpliwość, cierpliwość, znam ja pieśń téj nóty.Cierpliwość od powicia zawsze aż dado skonu!.....Człowieku niskiéj próby, losem poniżony,Dobra ona dla bydląt potulnéj istoty!...Jam się orłem urodził!... za cierpliwość szponyMam orła. — a cierpliwość dla takich jako ty!...
Dla wielkiéj sławy Tella z tobą pokrewieństwaNiechciałbym;... ale pocóż próżne zażalenia?...Dla czego ból zaprawiasz gorączką szaleństwa?Cierp mężnie....
Przecież w takich zapasach cierpieniaPatrz na mnie,... żyję?...
Takie gorączkowe trwanieRóżne od zwyczajnego na świecie istnienia!...
Powiadam ci ja żyję, że już w takim staniePrzeżyłem lata długie, z losów przeznaczeniaJeszcze żyć muszę dłuższe lata, — całe wieki,Ogrom lat; — nawet wieczność tak całą żyć muszęZ daremną zawsze żądzą w zapomnienia rzekiPogrążyć się, — z życiem zatopić mą duszę!!!...
Ledwie się na twem bladém obliczu malujePiętno czasu!.. me włosy zimą ubielone?...
Bo u was zwykle życie na dni się rachuje,U nas na czyny!... nocy i dni me liczoneLiczbą czynów — dzieła me, żywot przepełniłyAż do nieskończoności;!... Jak na morza brzeguPiaski, które pustynię wyziębłą rzuciły!....
Kędy fale szumiące wracając z nocleguPorzucą trupy, głazy i szlamy zatrute!...
Biedny człowiek, zwaryował, co gada sam nie wie!
Zwaryował!... Gdyby prawdą mogły być słowa te?To, co widzę za marzeń zwodniczych zarzewieWziąłbym!....
Cóż widzisz?... raczéj, co się tobie zdaje?
Widzę nas obu w pośród tych śnieżystych gór,Gościnną twą chałupę, twe skromne zwyczaje,Twą duszę niepodległą, cierpliwości wzór. —Szacunek cnót twych własnych pobożny i cichy,Dni dla pracy, twe błogie noce dla spocznienia,Życie wśród niebezpieczeństw, a przecież bez pychy,Bez zbrodni!... O twym losie myśl bez pokrzywdzeniaSwych bliźnich!... Chęć lat długich, spocznienia wiecznego.Po czém ci dziatwa luba krzyż zatknie na grobie,Darniem wyściele! wnuki plemiania twojegoPrzyniosą napis we łzach, w serdecznej żałobie!...
To twoje strzelcze losy!!... A moje istnienie?Gdy myśl pogrążam w duszy straszne tajemnice.............Ha! gdzież winy początek?... moje przeznaczenieByło znajome!... Przedtém już duszy skarbniceByły zatrute!....
A więc nie mieniałbyś doliTwojéj na moję?...
O nie! co się tobie dzejedzieje?...Zamiana to okropna, już tak zostać wolę;Niech się na mnie dopełnią przeznaczeń koleje....O nie, z żadnem ze stworzeń!.. Sam tylko znieść mogęTe męczarnie!... Gdybym chciał wplątać życie czyjeChoć na godzinę jedną, w katownią mą srogę....Sen tylko marny o niéj człowieka zabije!...
Tyle zbrodni przy takiém uczuciu cnotliwémDla ludzi, braci twoich, to rzecz nie pojęta.Jakże przy sercu czułém, tak dla bliźnich tkliwémWrogów twych mordowała zemstą dłoń zacięta?...
Wrogów? — nigdy, lecz dla tych którzy mię kochali,Byłem bez litości!... Dla tych co sam kochałem!...Zemstę mą w równym boju wrogi tylko znali,Ale śmierć niosłem w ustach kiedy całowałem!
Oby niebo wylało łaski swe na ciebie,Oby cię z samym sobą pokuta zjednała!Oddam cię modłom moim!...
Módl się sam za siebie,Ja litości nie żądam! ani téż żądałaModlitwy dusza moja! Teraz mnie czas w drogę!...Ty strzelcze weź to złoto i pozostań w domu,Weź proszę, nie odmawiaj!!... Pozwolić nie mogęAbyś szedł za mną!.. Bądź zdrów!!!..
Ledwie do połowySłońce biegu dziennego przybliża się drogi;Tam w okrąg wodospadu jasny pas tęczowy,Żywe farby pozbierał gdzie te mokre progi;Po tym stole kamiennym rozlane szerokoWód płaszczyzny rzuciły srebrzyste obrusy:Śnieżne piany do koła jak zasięgnie oko,Nad skały wyskakują szalonemi susy;Podobne do grzyw srebrnych rumaka strasznegoZ Apokalipsy, na nim śmierć czwałować będzie!...Czarowna samotności uroku twojegoUżywam! Ach lubo mi!... Wezwę niech przybędzieDuch tych miejsc czarodziejskich; niech i on użyje!!!...
Piękny duchu! w przezroczy widzę czoło twoje!Po śnieżystych ramiomnachramionach płowy włos się wije;Kształtna kibić — przyrody tak urocze stroje!...
Czasem biorą te kształty piękne córki ludziGdy czystych elementów dostępne im progi!...Piękność twa, jak dziecięcia, które się przebudzi,Uśpione biciem serca swojéj matki drogiéj!Twój różanny rumieniec jako blask zachoduBarwiący śniegów tarcze, na wierzchołkach gór,Jak w uściśnieniu niebios uroczo odbityŚwięty wstyd matki ziemi na przezroczu chmur!...Oczu słodycz anielska łagodzi promieniePadające z przepaski na twą skroń rzuconéj;Twoją dobroć odbija, i twoje istnienieNieśmiertelne; — dobrocią twoją ośmielonyZawezwałem tu ciebie; śmiertelne mam ciało,Lecz wzrok do nieśmiertelnych nawykły widoku,Ciekawości méj przebacz!... Oko nie widziałoWśród duchów jak ty cudnéj!...
I tyś memu okuNie obcy; znam cię dobrze, równie jak żywiołyKtórym władzę winieneś!.. Potężną masz wolę,Myśl szczytną. — Ostateczność przecięła na połyŻywot twój złém i dobrém!... Na twych bliźnich dolęZażartyś jak na własną! Dawno cię wyglądam;Czego żądasz, mów?...
W drodze méj ziemię zgubiłemO piękna! pozwól chwilę niech ciebie oglądam.Pozwól!... Po stracie ziemi myśl mą zanurzyłemW tajemnicę przyrody, z duchy rządzącemiPoznałem się; lecz władza ich dla mnie jest niczém;Bez światła, bez opieki rozstałem się z niemi.Już niczego nie żądam!...
W źródle tajemniczémSposobu nie znaleźli?... Jakież twe żądanie?A więc mów czego żądasz?
Czyliż pierś zbolałąZnówZnowu zakrwawiać trzeba?... mniejsza o to, powiem!............Od najpierwszéj młodości duch mój szczytnych lotów,Uciekał z téj pustyni, który światem zowiem,Nigdy do zwykłych rzeczy i ludzi obrotówNawyknąć ja nie mogłem, na wszystko oczymaPoglądałem innemi!.. Dla mnie żadne ludziBożyszcze uroku nie miało; jak i dziś nie ma!
Ich nadzieje, rozkosze, ich zawiść nie budziSerca! Ja cudzoziemiec na tym pustym świecie,Jakkolwiek nędzną formą człowieka odziany,Czułem w sobie duch inny, wiedziałem żem dziecięŚwiata innego!.....Sobie samemu oddanyNigdy, nic nie kochałem!... oprócz jednéj przecie,........................Jak już powiedziałemWlekłem żywot samotny — czy to w skwarném lecie,Czy to w zimie, i wiatry jak jeleń ścigałemWśród gór, tam całą piersią lubiłem oddychać.Na szczytach gołolodów orlich gniazd szukałemNapróżno!... Tam brzęczenia owadów nie słychać,Chwast poziomy nie rośnie!... Znowu się spuszczałemNa równiny; w warczące rzucałem się pędyBystrych potoków; w szumne oceanu wody;Żyłem z matką przyrodą!... bo już ludzkie względyByły mi niczém!... Często wśród nocnéj pogodyLubiłem gonić okiem cichy bieg księżyca,Błędny ruch każdéj gwiazdy śledziłem w milczeniu!Lubiłem gdy wśród burzy lotna błyskawicaW oczy mię uderzała, aż wzrok w odurzeniuOciemniał na chwilę!... A kiedy wiatr jesieni
Z drzew posępnych ich barwy obrywał, słuchałemJak liście szemrząc z cicha leciały w przestrzeni,Jak na ziemię padały!... I tak przebiegałem,Przemarzyłem dni błogie uroczéj młodości!!!....Ale kiedy na drodze człowieka spotkałem,Czułem się poniżony. — W obliczu nicościStanąłem! I postrzegłem żem jak ludzie, kałem.Potém chcąc badać w skutkach przyczyny, schodziłemDo grobów — wyciągałem tam wnioski zbrodniczeZ głów trupich — z prochów! — W końcu już się odważyłemW zagrzebane od wieków księgi tajemniczeZazierać!... Odtąd nocy bez spania schodziły!...Coraz daléj a daléj;... aż po latach wieluWszystkie tajnie przyrody mnie się otworzyły!...Dziś na jedno skinienie, do każdego celuWywołać mogę duchów ile będę wzywał!Jak z tym dniem oswojone oczy me z wiecznością.
Staną na me wezwanie!... Jakby rozkazywałWielki Jambikus; sławny przedwieczną mądrością.Z większą nauką przyszła chęć większéj mądrości,Jaśniał umysł światlejszy wyższém objawieniem,Zasięgałem!!!
Zbłądziłeś?...
Tak, w blasku światłościWłasnéj zbłąkać się chciałem! Znaleść zapomnienie!...Ale się już nie lękaj, dotrzymam ci słowa,Głębokie rany duszy zaraz ci odkryję!....Dla ojca, ni dla matki tajemna rozmowaSerca znaną nie była!... nikomu kto żyje!Z nikim kto żyje uczuć duszy nie dzieliłem,Ale była jedna!... Jéj serce....
Serce!.... czyje?...
Ach! jak ona kochała, jak ja ją kochałem!...Licem do mnie podobna, takież miała włosy,Podobny głos, lecz wszystko więcéj okazałe; —Jak ja, ona samotność, góry i niebiosyLubiła!... Miała takąż szczytną i wspaniałąDuszę, z żądzą cały świat objąć!... TajemnicePrzyrodzenia wielbiła!... Litość dla niedoliMiała anielską, boskiéj czułości skarbnice,Dobroć niebieską!... nawet sercem mém do woliUmiała ona władać!... jedna tu na ziemi!!!...
Do tego miała skromność któréj ja nie miałem,Niektóre jéj przywary możnaby z mojemiPorównać! Ale żadnéj z cnót jéj ja nie miałem.Kochałem, — i zabiłem!.....
Jakto? własną dłonią?...
Nie, lecz czułe jéj serce sercem mém zabiłem.Ale się krew polała inna pod mą bronią,Bo ona już nie żyła!... Tak śmierć jéj zemściłem,Ale jéj już nie było!...
Jak to dla istotyZ błota ulanéj, którą lada śmierć rozkruszy,Ty szczytniejsze czarodziejstw porzucasz przedmioty.Dla niéj skrzydła zwichnąłeś promienistéj duszy,Dla niéj duch twój w cielesnéj skorupie zamkniętyWzgardził duchami? O! precz niewdzięczny odemnie!
Przyjdź nocną dobą, kiedy w snu kleszcze ujętyMęczy się duch mój! O tém mówić tu daremnie,
Ty nie uwierzysz!... kiedy samotny z myślamiMemi rozmawiam, w mroczną noc!... Jak o północyZaludnia się samotność wściekłemi hydrami!...Posłyszysz zgrzyt mych zębów!... wówczas szukaj mocy,Ulżenia w księgach!!!...O! nie raz o słońca wschodzieAż do nocy wyrzucam złorzeczenia słowaNa losy moje... Takich w męczarni zawodzieNie raz wolałbym gdyby mych zmysłów budowaRozprzęgła się!... Możebym mniéj czuł w pomięszaniu!...Żądania próżne!.....Nakoniec śmierci wyzywałem,Żywioły zgubne ludziom mojemu żądaniuSprzeciwiały się!... Śmierci napróżno wołałem!...Trucizna w moich ustach pozbywała jadu!Szatan mię zatrzymał, gdy runąć w przepaść miałem,Za jeden włos na głowie!...Różnego układuZamysły, nowe plany co dnia układałem,Jakbym mógł umrzeć, wszystko daremnie, daremnie!...Twórcza ma wyobraźnia na próżno szukałaGdzieby ducha pogrążyć!... Ugrzązłem nikczemnieNa ziemi; myśli przepaść okropna porwałaNa nowo, zapomnienia daremnie na ziemiI nad ziemią szukałem!... Od dawna daremnie
Tyle pracy, nauki, z czarami wszystkiemiNie przydały się na nic!... Strasznie skłamały mnie!...Tak wlekę żywot nędzny! tak wieki przeżyję!...
Może znajdę lekarstwo na cierpienia twoje!...
Ach! musiałabyś wskrzesić tę.... co już nie żyje,Lub dla mnie zimnéj śmierci otworzyć podwoje!O tak! oddaj mnie śmierci!... Najsroższe cierpieniaWiedząc że już ostatnie, zniosę!...
Ja nie mogęOddać cię śmierci; jeśli na moje skinieniaPosłusznym być przysięgniesz, pokaże ci drogęŻycia!
Mam posłuszestwoposłuszeństwo przysięgać?... i komu?Jednemu z duchów których władam milionami?Miałbym do posłuszeństwa uniżyć się sromu!Ulegać!... gdy sam rządzę jak chcę żywiołami!Nigdy!...
Wkrótce odejdę, zważ byś nie żałował!
Powiedziałem nie!
Powiedz, czy już odejść mogę?...
Idź precz!!!...
Igrzysko czasu i strachu narzędzieCzłowieku! ku grobowi wiesz że cię nachylaKażda chwila; po śmierci lecz co z tobą będzieNie wiesz; złorzecząc życiu drżysz gdy przyjdzie chwilaOstatnia!Zbyt okrutne jest jarzmo żywota!Serce jemu podległe bije na cierpienieLub kłamliwą radością, a któréj istotaZaprowadzi zbłąkanych w straszne odrętwienie.W liczbie dni co już przeszły, i tych co przyjść mają,(Bo teraźniejszość w kole wieczności jest niczém),
Gdzież te chwile co śmierci w pomoc nie wołają?Lub od śmierci nie stronią w obłędzie zwodniczym!...Lecz choć zima nasroży rzekę w szkliste lody,Przejdzie kto się ośmieli!...Wiadomości mojePozwalają umarłych badać o powodyPrzestrachu, kiedy w śmierci wstępujem podwoje!...Świat grobów zbadać!... kto wie, może będę wiedział?A jeżeli nie?...Endoru sławnéj czarownicyProrok dawno umarły wstał i odpowiedział.I król Sparty w jelitach Bizanckiéj dziewicySzukał swojéj przyszłości!...Gdybym się nie rodził,Ta, którą tak kochałem, dziś jeszczeby żyła;Gdybym nigdy nie kochał — jéjbym nie zagroziłzagrodziłŻycia, szczęścia! I ona szczęściemby darzyła!...I gdzież ona w téj chwili? Zbrodni méj ofiara?Czém ona dzisiaj?... usta wymówić się boją.A może niczém?... Wkrótce tajemna kotaraRozedrze się!... niepewność wnet rozjaśnię moją!...Zadrżałem przecież myśląc, że już skon nadchonzinadchodzi!...Na przyjście złych lub dobrych duchów ja nie drżałem!Ha! dreszcz okropny! skrzepła krew duszę już chłodzi.Ha! dla czegóż zadrżałem? sam śmierć przyzywałem,
I na to się odważę przed czém drżę straszliwie!...Skorupy dreszcz śmiertelnéj nie jest moim grzechem;A któż z twarzy méj pozna com uczuł prawdziwie?Choć tak drżę jeszcze, śmierci zawołam z uśmiechem!...Noc zapada!!!...
Już księżyc na niebios stropyRozesłał łuny srebrzyste,Gdzie tych śniegów bryły czysteSnują lekko nasze stopy!Błędne duchy w nocnéj dobieNie znaczą śladu po sobie!Po morzu tumanów mglistych,Co wyżyny gór zalały,Nasze stopy przeleciałyLekko jak po wodach szklistych.Rozlały się skrzepłe falePo górach, po martwéj skale!
Jakby zmarzłe morskie pianyOlbrzymią pustynią legły,Jak przestwór niemy — rozległyMilczeniu grobów skazany.Ogrom dziwny, niezmierzonyDrżeniem ziemi podźwigniony!Na nim chmury spoczywają,W błędnym locie zmordowane;Często duchy tu zebraneCzary straszne odbywają!Na tych falach lekko stoję,Tu czekam na siostry moje!...Dziś na rozkaz Arymana,Mamy być na jego dworze,Gdzie dziś uczta zawołana!...Ach! tak dawno już tu stoję,Nie przychodzą siostry moje!!!...
Przywłaszczyciel uwięziony,Dumał na odludnéj skaleO swych bitwach, o swéj chwale,Jak burzył, budował trony!Ale marzył bez przyszłości?...Pękły więzy, do nicościZnów wrócony!...
On szalony,Zagrzmi znowu wojną drugą,Ziemię przerżnie krwawą strugą,Trupów porzuci miliony!Znów niewolnik, znów żeglugąNa dalsze porwany falePoniósł z sobą wielu żale!...
Dumny olbrzymią postawąLeciał okręt po nad fale!Wieją chorągwie wspaniale,Na pokładzie pijaną wrzawąZ jękiem burzy dzikie głosy,Wśród gromów lecą w niebiosy!Rzekłam słowo: maszt się wali,Drą się żagle, pękły liny,Runął okręt do głębiny,Trupy pływają na fali!Jednego śmierci wyrwałam,Na powrót ludziom oddałam,Godny to człek naszéj pieczyPewną zdobycz zabezpieczy;On bez rodziny, bez serca,Własnéj ojczyzny morderca!...
Wielkie miasto spi głęboko,Straszne będzie przebudzenie;Zarazy okropnéj tchnienieRozpostarło się szeroko!Padli ludzie tysiącami,Rynki zaległy trupami!A ludzie, co pozostali,Zamiast cieszyć lub ratować,Patrzą kędy głowę schować,Z miejsc rodzinnych uciekali.Strach cały naród oblega,Dziedziny ich śmierć zalega;Szczęśliwsi ci co skonaliOd tych co jeszcze zostali.Śmierć narodu moją sprawą,Tysiące ludzi zniszczyłam,Miasto całunem przykryłam;Znowu wrócę z tą zabawą,Jak się wzmogą zdrowiem, siłą,Znowu staną nad mogiłą!!!...
Ludzie w jarzmo nam oddani,My po ich głowach stąpamy,
Los ich w dłoniach naszych mamy!Ludzkie syny nam poddani.....
Witajcie! siostry, witajcie!Gdzież Nemezis?.....
Tam w ustroni;Duch jéj wielkie myśli goni.
Otóż i ona, słuchajcie!...
Rozsiałam zemsty nasiona,Na zgliszczach podniosłam trony,Odnowiłam blask korony,Nowym rządzcom dałam w szponyTych, co stare trzęśli trony.Znów złota świeci korona!Wzniosłam nad rozum głupotę,Nikczemność wyżéj nad cnotę;Konieczne były odmiany:Rzadzców stawiali na szali,
O wolności rozprawiali,A to owoc zakazany!.....Teraz na chmury siadajmy,W nasze strony pospieszajmy!!!...
Władzco duchów, Arymanie,Królu powietrza i ziemi!Ty chodzisz stopy lekkiemiPo chmurach, po oceanie!Cześć ci wielki Arymanie,Królu duchów, stworzeń Panie!Żywiołów berło w twéj dłoni,Gdy ty zechcesz, powołaneBędą w chaos zamieszane!Gdy ty wołasz, wicher dzwoni,Zerwą się ogniste chmury,
Niebotyczne zadrżą góry!.....Gdy spójrzysz, wnet dzień blednieje,Ziemia drży pod stopy twémi,Wulkany zieją z pod ziemi,Oddech twój zarazą wieje.Komet ogniste ogonyZnaczą z któréj przyjdziesz strony!Tobie wojna dary składa,Płaci śmierć haracz bogaty;Ludzkie choroby i stratyWszechmocna dłoń twa układa!Los ziemi zawisł od ciebie,Tyś pan na ziemi i niebie!
Królu! i ja tu przybyłam,Z ziemi, gdzie twe panowanieRozszerzać się nie przestanie;Coś rozkazał — wypełniłam;Wypełniły siostry moje! —
Królu, my pod stopy twojeNachylamy korne czoła,
Lecz depczemy pod nogamiGłowy ludzi!.....
Tyś nad nami!.....Pan nasz niech co chce rozkaże!!.....
Królu królów, władzco ziemi,Duchów ci uległych władzaW twoich dłoniach się zgromadza!Gdyś otoczon duchy twemi!W imię twoje! z twoją chwałąJakeś kazał tak się stało!!!...
Cóż to za postać nieznana?Jakże się jemu udało;Wcisnąć tu śmiertelne ciało;Prochu! padaj na kolana!!!.....
Znam jego, to mąż nie lada,Żywiołami jak chcę włada!
Wnet na twarz przed ArymanemMusisz upaść w państwach jego!Żywota nieśmiertelnegoDuchy uznały go panem,On twój pan!
Przed ziemi panemUkorz się przed ArymanemAlbo się lękaj zemsty!
........Znam ja wasze siły,Nie dość dzielne by czoło moje nachyliły!
Nauczę cię pokory!.....
I tę już poznałem,Jęczała pierś nie mężna żalami podłemi;Już nikczemnie nad losem moim narzekałem,Dumne czoło upadło nie raz aż do ziemi!
Przed królem zginaj kolana,On losy rządzi ludzkiemi,On Wszechmogący na ziemi,Jemu twa przyszłość oddana!
O niech raczéj Aryman przed Tym padnie czołem,Przed Którym słońce dzienném rozwija się kołem;Przed Wszechmocnym, wieczystym stworzycielem ziemi;Przed Tym, co świat ożywia oddechy swojemi;Przed Tym, co i samego stworzył Arymana.Arymanie! padnijmy przed nim na kolana!
Niech zginie!....
Precz od niego!Ten człowiek moją własnością.Czyliż swoją obecnościąTu, w pośród grona waszego,Nie pokazał swej dzielności?!Królu! to człowiek światłości
Wielkiéj, a jego cierpieniaBez granic, jak duma jego!!!...Człowiek to ducha wielkiego,Tajemnic świadomy wielu,Znalazł i tę tajemnicę;Że mając nauk skarbnicęNie u szczęścia człowiek celu!Kopiąc nauk skarb z ochotąZnów się człek spotkał z głupotą;Że tak już skończyło wielu!Lecz nie koniec na tém jeszcze.Żar powszechny namiętnościW gadach, w roślinach, w ludzkściludzkości,W męczeńskie wzięły go kleszcze.Nadziei struny zerwały,Duszę wzniosłą owładały!...Choć litość z serca wygnałam,Nienawidzę litościwych,Na jego cierpienia tkliwych,Jeszczebym nie wyklinała!...Człek ten oddawna już moim,Królu! człek ten będzie twoim!
To duch polotu wyższego,Równego i wy nie macie!
Próżno się mu odgrażacie.O! nie dla was dusza jego!
Pocóż się stawi przed nami?
Niechaj własnemi ustamiOdpowie!
.....Czarodziejskie znacie me potęgi,Wiecie że wśród was stanąć nie mógłbym inaczéj!Ale są nad mą wiedzą szczytniejsze okręgi,Szukając próżno do was przychodzę w rozpaczy!
Czego żądasz?...
Spraw niechaj umarli powstają,Odpowiem im gdy głosu twego usłuchają!
Zezwalasz na te żądanie,Duchów królu Arymanie?
Zezwalam!
Jakże się zowie,Duch, który twéj duszy odpowie?
Astarte!..... bez pogrzebu zniszczeniu oddana
Cieniu, czy duchu wezwany,W formie z jakąś pogrzebany,Stań na rozkaz Arymana!...Co od zniszczenia zostało,Niech oblecze dawne ciało!...Wystąp!...
Ach! czyliż to cień, jéj przedemną staje?...Rumieńcem kraśne lica!... Na oczu złudzenie!Znam je, nie są to zdrowia ni życia płomienie;Podobna do czerwieni, jaką jesień dajeLiściom martwym na drzewach!...............
A przecież to ona!O! Astarte! ze drżeniem na ciebie poglądam,Przemów do mnie; — ach przemów, niechaj się dokonaLos mój!.. O luba! twego przebaczenia żądam,Albo przekleństwa!...
Przez moc, co grób twój złamała,Głosem ludzi mów do tego,Który żądał przyjścia twego,Lub do téj co cię wezwała!
Ona milczy!... Ach! to odpowiedź sroga!
Nikt, prócz ciebie Arymanie,Więzów ust jéj nie rozłamie!...Dalsza nie znana mi droga!
Duchu mów!.....
Nie odpowiada!Żadna władza nic nie nada,Ten duch do nas nie należy!
Astarte! o cieniu luby!Moja droga Astarte, choćby jedno słowo!Tylem już tu wycierpiał! i tyle na nowoCierpieć muszę; nim przyjdzie pomrok wiecznéj zguby!Widzieć ja ciebie chciałem!... dźwiękiem głosu twegoOdetchnąć!... Na tobie grób zmiany nie wytłoczyłTak widocznéj, jak na mnie żywot co wytoczyłRdzeń méj duszy, pamiętasz!... od dnia tak strasznego!............Serca nasze wzajemne były siebie godne,Jakkolwiek był zbrodniczy łańcuch co nas spoił!...Po cóż ten żal niewczesny, co nas czasem dwoił.................Niechciéj mię nienawidziéć! Daj mi niezawodnePrzekonanie, żeś w liczbę szczęśliwych wybrana;Że kary wszystkie na mnie upadły jednego,Że już rychło pozbędę życia ohydnegoW którém, mnie takaż przyszłość była obiecana!Z orszakiem strasznych tortur przed oczyma stoi!Próżno szukam spocznienia! — nie wiem czego żądam,Kto jestem? — kto ty jesteś? choć ciebie oglądam,Nie wiem!... Gdy u wieczności mam stanąć podwoi,Chciałbym jeszcze usłyszeć dźwięki twojéj mowy,
Anielską harmonią brzmiącą twemi słowy!Niegdyś z takim urokiem serce jéj słuchało!...
Astarte! jedno słowo — najmilsza Astarte,Imię twe napełniło mrocznych nocy cienie,Spiące, twoim imieniem budziłem stworzenie;Echa pieczar głębokich wołały: Astarte!...Odpowiadało echo, echo, co nie czuje,A ty nie odpowiadasz!....Gdy gwiazdę błądzącąPostrzegłem na lazurze samotnie świecącą,Myślałem że twe oko przez nią wypatrujeW tym piekle mnie nędznego!....Na ziemi szukałemNapróżno, coby w części wyrównać ci mogło!...Patrz!... już nad témi duchy nieszczęście przemogło,Oni się litują!... Ach! czyliż postradałemNa wieki!
Manfred!.....
Jeszcze, jeszcze jedno słowo,Dokończ!... boską harmonią ożyłem na nowo,W niéj, jak żyć lubo!...
Jutro wszystkie twe cierpieniaZakończysz w kresie twojego ziemskiego istnienia.Bądź zdrów!...
Ach! jeszcze słowo... słowo przebaczenia!
Bądź zdrów!...
Powiedz, czy jest ślad dawnego płomienia,Powiedz, czy jeszcze kochasz?...
Manfred!...
Już zniknęła,Jéj słowa będą sprawdzone;Teraz wracaj w twoją stronę!...
Rozpacz serce mu ścisnęła,Co za duma? — trupie ciało
Wprowadzać w duchów krainy,Nędzne, głupie, ziemi syny!...
Patrz jak wyższy duch nad ciało,Patrz nad ciałem jak panuje!Gdyby z duchów był istoty,Byłby duchem pierwszéj cnoty!
Już temu, co tu królujeNie masz nic do powiedzenia?
Nic!...
A więc do zobaczenia!
Do zobaczenia? gdzież to będzie zobaczenie?Ha! mniejsza o to, przyjmij dzięki za spełnienieProśby mojéj!!...
Rychłoż się dzień skończy Hermanie?!
Jeszcze jedna godzina do słońca zachodu,Niebo wróży noc piękną.
Czy przygotowanieDokonane na wieży od strony ogrodu?
Wszystko gotowe. Oto są klucz i szkatuła.
Możesz odejść!
Spokojność dotąd mi nie znana,Jakaś błoga spokojność serce me zasnuła;
I gdybym nie był pewien, że tak okrzyczanaLudzka filozofia jest próżném słów brzmieniem,Mniemałbym, że w mym sercu tajemnie spoczywaKamień filozoficzny!... ten sen, przebudzeniemZakończy się!........Przecież, to spokojność prawdziwa?Błogi nektar rozlewa swego zwiastowania?!...Zapiszę że istnieje!... Lecz któż mi przerywa?...
Ksiądz Maurycy krótkiego żąda posłuchania.
Pokój Hrabio Manfredzie.
Wdzięczność ci życzliwaWielebny Ojcze! — Dzięki za twe nawiedzenie,Błogosławione progi, gdzie wejdziesz kapłanie!
Dałby Bóg!... Chcę mieć krótkie z Hrabią rozmówienieNa osobności.
Ze mną?...
Oddal się Hermanie!Cóż więc rozkażesz Ojcze?
Powiem bez ogródkiWłos ten biały, myśl prawa, moje powołanie,Byś śmiałości przebaczył dość ważne pobudki!...Dziwne wieści zniewadze imię twoje PanieOddają, imię tylu wiekami wsławione!...Hrabio! czyż je bez zmazy przeszlesz potomności?
Słucham ciebie Ojcze!
Wieść niesie, że wzbronioneLudzkiemu rozumowi przyrody skrytościRozdzierasz Panie; i że z anioły ciemności,Co drzewo śmierci czarnym kręgiem otaczają,Naradzasz się... Że z ludźmi, twojemi bliźniemi,Żyć niechcesz!... Czasem się od ludzi oddalająPustelnicy święci, — lecz, czy żyjesz jak oni?...
Chciałbym wiedzieć, kto wieści podobne rozsiewa?
Trzoda ma rozpierzchniona co od ciebie stroni,
I co się jeszcze twojéj pokuty spodziewa;Inaczéj życie twoje nawet zagrożone!
Życie?... niechaj im służy!
Chciałbym je ocalić.Nie przychodzę w tajniki serca niezgłębioneZazierać!... O! Hrabio czas jeszcze złe oddalić,Czas zawezwać pokuty, czas serdecznéj skruchy.Pojednaj się z kościołem, a przez jego władzę,Zawezwij odpuszczenia anielskiéj otuchy!...
Wielebny Ojcze! serca własnego nie zdradzę;Czém byłem i czem jestem, to Bogu jednemu,To mnie wiadome; nigdy ja za pośrednikaNie wzywałem człowieka!... A prawu ludzkiemuCzym zawinił, przesądzać czyż rzecz zakonnika?Zostawmy sąd i karę prawu krajowemu!
Nie mówiłem o karze lecz o zmiłowaniu,O pokorze mówiłem; ty sam masz wybieraćCzy zechcesz żyć posłuszny niebios przykazaniu,
Na me serdeczne rady duszę twą otwierać?!...Prawo zemsty i kary niebu zostawione,Wyraźnie nas naucza zakon Chrystusowy:»Przez Boga tylko będą karane i mszczone»Ludzkie winy!»winy!«.
O księże! najmędrszemi słowyNie potrafisz własnego zbrodni przekonaniaZagłuszyć; — łzy — cierpienia i okropne kary,Tysiąc mszy zakupionych, żarliwe błagania,Nie umniejszą własnego udręczenia miary!...Nie zdejmiesz zgryzot z serca przez bolesne chłosty,Wściekłe hydry sumienia niczém nie zmiękczone;Na nic rozpacz żałośna, pielgrzymki i postyKiedy w głębi twéj duszy piekło rozżarzone.Lecz księże... Ja się piekła nie lękam żadnego,Nigdy okropniejszego sobie nie wystawię;Nic, nad ból mąk straszliwych sumienia własnego!
Myśl taka rychło miejsce cnotliwszéj zostawi,Przyjdzie słodka nadzieja i rozjaśni oczy;Aż nawykniesz spozierać ku wiecznéj ojczyznie,Duchem pokory pojmiesz świat uroczy;Przeszłość po nowem sercu jak wiatr się prześliznie,
Co wiara nasza daje, tobie będzie dane,Odpuszczę co w méj mocy!
Śmiertelnie ranionyPoglądając na blizny dłonią swą zadane,Gdy od podłych podchlebców został opuszczony,Gdy szósty cesarz Rzymu, w swéj ostatniéj chwiliCieszył się w duchu, widząc, że śmierć go zasłoniOd zemsty senatorów; którzy czołem biliDawniéj przed nim! — Przytomny jeden człowiek broniPłakał, i chciał cesarza zatamować rany;Rzymianin go odepchnął mówiąc: takaż twojaWierność! — za późno!... A wzrok śmiercią obłąkanySzczytną jaśniał godnością!! To odpowiedź moja!!!
Cóż to znaczy?...
Zapóźno, jak on odpowiadam!
Za późno? — Dla zjednania duszy twojéj z BogiemNigdy za późno?... Pozwól niech twe serce zbadam,Pychę ducha ujarzmiaj czuciom wiary błogiem.
Miéj nadzieję!... Ja hrabio ciebie nie pojmuję?Bo i ludzie bez wiary w pośród żądz powodziZnaleźli jakąś łódkę co ich podtrzymuje,Choć na chwilę nadzieją nędzę ich łagodzi!...
O! i ja niegdyś pełen bywałem uroku,Ja na pustyni świata miałem mety moje,Chciałem być zbawczą łodzią dla ludzi natłoku,Dla świata! — Dusze ludzkie wziąść na skrzydeł dwoje,Lub zajaśnieć pochodnią wieczystéj jasności!...Duszą chciałem ulecieć! — lecz gdzie? nie wiedziałem.Lecieć! i runąć wreszcie, ale z wysokości;Jak lecą wodospady straszne dzikim szałem,Niosące srebrne piany do bezdennéj głębi;Kędy mroczne kolumny pierwotnéj wielkościWylatują mgły modre! — Mokry obłok kłębi,Czarne, straszne, pędzące do nieśmiertelności!!!Ułudy téj przeszły dni błogie!!!
I dla czego?
Z własną duszą nie łatwo było iść w zawody!By ludźmi rządzić — ducha acz nie podległego
Obcym rządom dać trzeba!... Długie korowodyPochlebstwa, nikczemności, i prośby, i skargi,Zawsze serce układać, zawsze duszę dwoić,Zawsze z kłamstwem na ustach; zamknąć wzroki wargi!...Toż bronią trza wojować, by wroga rozbroić,Oto świat!... Oto ludzie, takim być należyAby ująć stér rządów!... samotność wolałem,Bo nie mogłem być wilkiem z serca ni z odzieży,Ani nawet przewodzić wilkami nie chciałem...W samotności lew żyje, — pragnę żyć lwa wzorem!!!
Czemuż nie żyć, nie czynić, tak jak inni ludzie?
Bo téż nigdy ja ludzi nie chodziłem torem,Dusza ma nienawistna pochlebstwu, obłudzie,Ludzi znienawidziła! Dla tego wolałemSamotność! — Przecież nie chciałem sam jéj budować.Tak jak dziki Simun, w pustyni żyć chciałem,Po morzu wrzących piasków swobodnie żeglować,Kędy zwierz nie ostoi, ni kruche rośliny,Zdaleka siedzib ludzi, — od człowieka celu;Ale człowieku nie chodź w Simuna krainy,Albo biada ci!....
Moje to życie lat wielu,Ci, co dróg mych szukali, polegli w podróży!...
Już zaczynam rozpaczać! Lata młode twoje,Chęć ma szczera, mój urząd — nic już nie posłuży?Przecież nie chciałbym!...
Starcze! patrz na czoło moje!Czy wiesz, że są śmiertelni, co wbrew porządkowiW wiośnie życia oblicze starości miewają:Oddani w kwiecie wieku zimnemu grobowi,Chociaż śród wojny, śmierci mężnych nie szukają.Jednych wiedzie rozpusta, a drugich nauka;Jedni pod pasmem nudów, lub pod myśli siłą!Wielu z choroby serca, z tych nie jeden szukaUlżenia w pośród ludzi, — spotka się z mogiłą!O! najwięcéj zabija ta boleść serdeczna;Ona z jednego źródła różne kształty bierze,Ugodzi większą liczbę, niżeli przedwiecznaZnaczy wyroków księga!............Powiedzże sam księżeCzy cię która z tych chorób sama nie zabije?...A mnie napadły wszystkie, razem uderzyły!
A więc nie dziw się księże z tego jak ja żyję,Lecz z tego, żem przed życiem zeszedł do mogiły!A jednakże jak widzisz chodzę po téj ziemi!!!
Hrabio chciéj mnie posłuchać!...
Starcze! dość już tego;Wiem, żeś wstąpił w me progi z myśli szlachetnemi,Poważam włos twój siwy, i zapału twegoNie naganiam! Jednakże próżne twoje mowy,Bo nie jestem ja z rzędu ludzi łatwéj wiary!Przez wzgląd na twą prostotę od dalszéj rozmowyUwalniam ciebie!... Bądź zdrów!
Namiętności miaryWezbrane, szatanowi tę duszę wspaniałąOddały; — i w tym jednak niepojętym stanieJak cnót wiele?... Ah jaką zasługą i chwałąByłoby do dróg Twoich nałożyć go Panie!W tym prochu jaka światłość? jaka moc zapału!Bezczynnie wielkie cnoty leżą na dnie serca,Wplecione w matnią błędów serdecznego szału!...
Powstaje jak wróg Boga, lub bliźnich morderca!...Może bez wiedzy?.... Panie! czemuż dzielność woliW zarząd lepszym wrażeniom nie była oddana!!!...Ach! żal takiego serca!... Ślepy!... zostać woliW szponach dumy swéj własnéj mściwego szatana!...On tak umrzeć nie może, jeszcze raz spróbuję,Kto wié, może pokorą do celu i dojdę?!...
Słońce w ostatnią chmurę zachodu wstępuje,Hrabio! kazałeś donieść.
Dobrze! Zaraz pójdęJe oglądać.
O! Gwiazdo jasna! — ubóstwionaPrzez owe pierworodne rozpierzchłe rodziny
Co spójnią z płcią nadobną olbrzymów plemionaCórki ziemian poczęły z niebieskiemi syny!Córki więcéj urocze niźli Aniołowie!Za co duchy wypchnięto z niebieskiéj dziedziny!Słońce! ciebie najpierwsi ludzkości ojcowieUznali bóstwem! zanim świata tajemnicaByła odkrytą ludziom, Twórcy arcydzieło!Tyś pasterzy Chaldejskich weseliło licaGdyś na szczycie gór stromych uroczo spoczęło.Wdzięczność ich, głos wielbiący posłała ku Tobie.Tyś bóstwem materyi, Tyś obrazem Tego,Który za cień światłości wiecznéj obrał sobieJasność twą!... Tyś przewódzcą kręgu niebieskiego;Tobie rodzica ziemia swoją trwałość winna,Człowiek serca wesołość, i barwę swéj twarzyCóż zrówna twym obrazom? gdy się wschód twój żarzy,Gdy jasność ziejesz dniową, kiedy głowę skłonisz!...Piękne słońce bądź zdrowe! Już nie ujrzę ciebie,Pierwszy wzrok méj miłości, pierwszy uwielbieniaBył dla ciebie! — Już toniesz na zachodniém niebie;Raz ostatni bądź zdrowe! Twojego promieniaNieszczęśliwszemu jak ja nigdyś nie zesłało.Nikomu światło twoje zgubniejszém nie było!...Nikt nie znał tyle bolu i szczęścia tak mało.Zniknęło!... Idźmy za niém!!!...
Zkądże się przyśniłoHrabiemu Manfredowi przepędzać samemuTyle nocy bezsennych w téj dzikiéj wieżycy?Nigdy się nie udało z jego sług żadnemuCóś dojrzeć, oprócz światła przez okna strzelnicy.Nikt nie zgadnie, co robi od czasu dawnego,Napróżno, by cóś wiedzieć, plany me układam,Wszędziem zazierał, oprócz pokoju jednego;Za klucz od niego dałbym wszystko co posiadam!
Ty poprzestałbyś na tém, com ci już powiadał!
Powiedziałeś tak mało! — Wiekowi twojemu
Łatwiéj milczéć. — I ja spokójnie bym siedziałWiedząc wszystko!.... Służyłeś już Hrabi staremu?...
Służę im od młodości! Gdy na świat przychodziłHrabia Zygmunt, od dawna na zamku mieszkałem;Jakże się on od ojca swojego odrodził!
Już ja o wielu synach toż samo słyszałem;Lecz w czém główna różnica?..,.
Nie mówię o twarzy,Lecz o sercu; o życia sposobie odmiennym.Taż duma i w młodego źrenicy się żarzy;Lecz ojciec lubił szczerość, żył w gwarze wojennym,Lubił uczty wesołe, spraszał przyjacioły,Nie cierpiał samotności, do ksiąg nie zaglądał,Noc zchodziła na ucztach, zchodził dzień wesoły;Kto zawitał, był miłym, miał co tylko żądał;Nie błądził jak wilk głodny po odludnym lesie,Ni po górach śnieżystych w noc ciemną nie brodził!...
Może kiedyś wesołość echo tu przyniesie;Jeszcze by się uciechą zamek ten odrodził!!!
Możeby się odrodził; lecz ze zmianą Pana!Widziałem ja w tych murach rzeczy nadzwyczajne!
Manuelu, zaspokój ciekawość Hermana,Przerwij opowiadaniem chwile jednostajne;Kiedyś mi wspominałeś o straszném zdarzeniuNiedaleko téj wieży!
Pewnego wieczora,Śnieżna igła Eighiery w krwawém zapłonieniuJaśniała jak dziś właśnie!... O jakby to wczoraByło, tak dobrze widzi pamięć obudzona!Wiatr ciepły dął powoli jak przed burzą bywa,Księżyc jasny na niebie rzucał na ramionaGór śnieżnych płaszcz srebrzysty którym noc okrywa.Hrabia Manfred, jak dzisiaj był na téj wieżycy;Ale nie sam jak dzisiaj..... wówczas jeszcze żyłaWszędzie mu nie odstępna!.... O! on téj dziewicyPowierzał się we wszystkiém! — Ona jemu byłaWszystkiém na ziemi: prawda, że byli złączeniZwiązkiem krwi.... Ona była jego!.....
Gdzie jest Hrabia?
Tam! na wieży, patrz Ojcze, piekło się czerwieni.
Sam jeden na téj wieży, i cóż tam porabia?Chcę z nim mówić.
Mój Ojcze, nie sposób w téj chwili;Mamy rozkaz Hrabiego aby nie przeszkadzać.
Jużeśmy z sobą dzisiaj w południe mówili;Znowu wracam, bo nadal trudnoby odkładać. —Słuchajcie, ja odpowiem, ja wam rozkazuję:Hermanie, idź na wieżę i donieś Hrabiemu.
Niech idzie kto odwagi w sobie więcéj czuje.
O! ja znajdę odwagę, sam pójdę ku niemu.
Nie idź, szanowny księże, niech cię Pan Bóg broni.
Dla czego?
Pójdźmy ztąd Ojcze, powiem na ustroni.
Już się na widnokręgu gwiazdy porządkują,Wpłynął księżyc na góry śniegiem uwieńczone;Prześliczny obraz!... Jeszcze się oczy lubująBlaskiem przyrody, kiedy jéj wdzięki strojoneUrokiem nocy cichéj, posępnością miłą!Znam się ja lepiéj z nocą niż z obliczem ludzi,W cieniu spokojnéj nocy gdy się roziskrzyłoNiebo gwiazd milionami!... Wnet się duch przebudziI czyta Bożą ręką pisane imiona,Nadzmysłowego świata, ciemnéj ludziom mowy!...W czasach błogiéj młodości każda świata stronaZawsze mi zostawiła jakiś urok nowy!Pamiętam noc podobną na piękniejszém niebie,W obwodzie koloseum; w obszarze wszystkiego,
Co po dawnéj wielkości zostało pogrzebieW Romulusa grodzie! — Sam, w kole olbrzymiegoStałem gmachu! — Drżące gałęzie spadałyDrzew i roślin żyjących w rozpadlinach gmachu;Jak rój błędnych motyli cienie ich latały;Jaskrawe gwiazd zarzewiem niebo zamiast dachu.Tam, daleko za Tybrem, słychać psów szczekanie,Bliżéj w gmachu Cezara puchacz się odzywa;Wiatr przyniósł straży miejskiéj przeciągłe wołanie!............Wyłomy Cyrku, ludziom przyroda życzliwa,Cyprysom, stróżom grobów dała za mięszkanie;Olbrzymi cień ich padał aż pod moje nogi!...W tychże murach, gdzie Cezar zwycięzko przewodził,I zkąd dziś ptaka nocy leci jęk złowrogi,Wyrosły las na gruzach ludziom wjazd zagrodził,Dziki Powój ssał ziemię co laury żywiła!Tam Cyrk Gladiatorów potąd dumnie stoi,Cezara i Augusta gmachy już pokryłaZiemia; zaledwie kamień jaki się ostoi!....Ty zimna gwiazdo nocy, niegdyś przyświecałaStujęzycznéj stolicy świata podbitego!Smętnie płynąc nademną tyś blask twój rzucałaPo tych grobach — by pieścić tęskność umarłegoGrodu!...
Przed tobą wieków pustynie ożyły.To co jeszcze zostało starannieś piększyła;Świątynie w gruzach ległe wnet się podnosiły;Tak cudnieś wyobraźnię moją rozwidniła!!!...Serce me rozrzewnione w czarowném milczeniuMężów dawnego świata wielbiło w pokorze;I widziałem ich wszystkich w ducha uniesieniuW koloseum, w senacie, na Cezara dworze;Wszystkich tych co z głębiny grobów zapomnianychUczuciami dusz naszych dotąd rządzą jeszcze!!!Noc to była kolorów i wrażeń tych samychCo dzisiejsza!.... Rzecz dziwna! i uczucie wieszczeObjawia się! jak dawniéj w ostatecznym kresie!...Bo też czasem się zdarza, że nas odbiegająMyśli; kiedy je w jednym ścieśniamy zakresie,Ledwie duchem objęte wnet się zozpierzchająrozpierzchają!!!...
Hrabio! raz jeszcze żądać muszę przebaczenia;Urząd mój, serce moje, każą być natrętnym;Przyjmę najsroższe kary, ale poświęceniaOdrzucać niechciéj dumą i sądem namiętnym.Ach otwórz duszę twoją oliwie kościoła,Zobaczysz jaką gwiazdą duch się twój rozświeci,Jakim głosem twa dusza do Boga zawoła;
Zapomniałeś się tylko w uczuć twych zamieci;Jeszcze cię wyratuję!...
Księże, próżne mowy,Nie znasz mnie, dni moje już są obliczone;Już żywot mój skreślony przeznaczenia słowy.Nic nie odmienisz!... Księże, wszystko już zpóźnione!...Uciekaj, lub śmiałości twéj możesz żałować!...
Hrabio! chcesz mnie przestraszyć, albo ze mnie szydzisz?
Nie szydzę, lecz ratować pragnę!
Mnie ratować?
Ciebie.... no patrzaj, Księże, cóż, czy nie widzisz?
Widok ten serce słabe pokonałby drżeniem;Ale nie moje! Sługa Boży się nie boi!Widzę widmo okropne z przekleństwa znamieniem,Płaszcz czarny spadł od głowy, czarne mgły wokoło.On między mną i tobą, lecz się go nie boję!...
Nie jest on niebezpieczny, lecz sędziwe czołoLatami pochylone, drżące ciało twojeWrażenia nie wytrzyma!.... Księże, wróć do siebie!...
Zostanę na tém miejscu, aż widmo straszliweW ciemnych otchłaniach piekła znów się nie zagrzebie!Tyś go przyzywał?...
Nie wiesz, widmo obrzydliwePrzyszło tu same!....
Grzeszniku ślepy, zatwardziały,Jakiż węzeł cię łączy z gośćmi podobnemi?Źrenice wasze wzajem groźnie się spotkały;Czoła górą promieńmi piekła jaskrawemi!Na głowie połamane mściwe strzały gromu,W oczach nieśmiertelności piekielnéj znamiona;Zgiń, przepadnij!!!...
Kto do mego przysłał ciebie domu?
Pójdź ze mną?...
Mów, kto jesteś, maro potępiona?!
Tego człowieka jestem duchem;
Ty pójdź, już czas!
Iść z tobą?... Któż cię przysłał duchu mi nieznany,Kto ty jesteś, mów?!...
.......Potém się dowiesz, pójdź, już czas!
Podły! nieraz władałem ja twojemi pany!Duchu niższéj istoty; próżne twe nadzieje!!
Pójdź, człowieku! godzina śmierci już wybiła!
Wiem, że zasłona czasu już nademną wieje,Ale nie w twojéj władzy duszy mojéj siła!Precz!!!...
Do mnie duchy!
Precz? precz zgrajo piekieł obrzydła.Gdzie modlitwa pokory, nie dla was mięszkanie,Gdzie duch nadziei Bożéj rozwija swe skrzydła!....Precz, w imie!....
Starcze! znamy twoje powołanie,Klątw niewczesnych zaniechaj, to człek potępiony,Wzywam go ostatecznie musi iść za nami!
Skłamałeś podle duchu z piekieł wyrzucony:Śmierci się nie opieram, ale gardzę wami;Życia ni jedną chwilę nie chciałbym przedłużyć,Lecz jam z tobą, ni z twemi nie wchodził w układy;Doszedłem własną pracą, jak macie mi służyć;Śmiałością, wytrwałością rozbiłem zawady!Mocą duszy rozdarłem dawnych czasów tajnie!Gdzie ziemia miała ludzi!... kędy duchy w parzeWespół z ludźmi chodziły, zawsze jednostajnieBez zawiści wznosili tajemnic ołtarze!....Potężny własną siłą, duchy gardzę wami!!!...
Twoje zbrodnie!....
Nikczemny! cóż ci do mych zbrodni?Czyliż będą karane cięższemi zbrodniami;Lub przez tych co głębszego piekła jeszcze godni!Twą własnością nie będę! Ziemskie sprawy moje,Szereg wszystkich wykroczeń w duszy zapisanyNiż wasze stokroć sroższe wlecze piekło swoje.Całego piekła męki nie zrównają z memi:Z tegóż źródła mój przyszły żywot się rozwinie.Nasze niebo lub piekło my przynosim z ziemiNiepodległe drugiego żywota krainie:Własne me przekonanie, piekłem mém lub niebem.Dziś czy jutro odejdę, nic nie wygrasz na tém;Nie ucieszy się piekło w dzień mego pogrzebu!...Sam sędzią moich zbrodni, sam mym będę katem.
Precz ztąd widma piekielne, śmierci się oddaję,Ale nie wam!
O Boże! jakie blade lica,Pierś ściśniona przestrachem ledwie oddech daje!...Jeszcze płynie z twym życiem Bożych łask krynica;Ach! choć myślą zawołaj o iskrę zbawienia. —
Już oczy ociemniały, — daj mi rękę twoją —Stało się!.... coraz bardziéj noc się rozprzestrzenia.....Tłumy duchów ruchome przed oczyma stoją!!!...
Dłoń zimna... zimne serce!... Proś o przebaczenie;Wołaj myślą do Pana!.... Ach! cóż się z nim stanie?!
Wszak umrzeć nie tak trudno!.......
Wieczne odpocznienie!...O Panie! kędyż duszy jego dasz mięszkanie?....
Comments
Loading comments…