Pożegnanie Child Harolda
Translated from English by Adam Mickiewicz
Bywaj mi zdrowy kraju kochany,Już w mglistej nikniesz powłoce;Świsnęły wiatry, szumią bałwany,I morskie ptastwo świegoce.Dalej za słońcem, gdzie jasną głowę,W zachodnie pogrąża piany!Tymczasem słońce, bywaj mi zdrowe,Bywaj zdrów kraju kochany!
Za kilka godzin różane zorze,Promieńmi błyśnie jasnemi:
Obaczę niebo, obaczę morze,Lecz nie obaczę mej ziemi...Zamek, na którym brzmiało wesele,Wieczna żałoba pokryje;Na wałach dzikie porośnie ziele,U wrót, pies wierny zawyje.
Pójdź tu mój paziu, paziu mój mały,Co znaczą te łzy i żale?Czyli cię wichrów zdąsanych szały,Czy morskie lękają fale?Rozwesel oko, rozjaśnij czoło,W dobrym okręcie, w pogodę,Lotny nasz sokół nie tak wesołoJak my, poleci przez wodę.
„Niech fala szumi, niech wicher głuszy,Niedbam, pogoda czy słota:Te łzy wyciska z głębi mej duszy,Nie bojaźń — ale tęsknota...Bo tam mój stary ojciec zostanie,Tam matka zostanie droga,Tam wszyscy moi, prócz ciebie panie,Prócz ciebie tylko i Boga.
„Ojciec spokojnie mię błogosławił,Nie płacze, ani narzeka;Lecz matka, którąm we łzach zostawił,Z jakąż tęsknotą nas czeka?“....— Dość, dość mój paziu! te łzy dziecinneŹrenicy twojej przystoją;Gdybym miał równie serce niewinne,Widziałbyś we łzach i moją...
Pójdź tu, mój giermku, giermku mój młody,Zkąd ci ta bladość na twarzy?Czy rozhukanej lękasz się wody,Czyli francuskich korsarzy? —— „O nie Haroldzie! Nie dbam o życie,Nie dbam o losów igrzyska:Alem zostawił żonę i dziécię,To mi łzy gorzkie wyciska.
Żona, na końcu twojego siołaW zielonej mieszka dąbrowie;Gdy dziécię z płaczem ojca zawoła,Cóż mu nieszczęsna odpowie?“
— Dość, dość, mój giermku! Sluszna twa żałość,Ja, choć jej ganić nie mogę,Mniejszą mam czułość, czy większą stałość,Smiejąc się, puszczam się w drogę.
Kochanki, żony, płacz mię niewzruszy,Bo nim zabłyśnie poranek:Z błękitnych oczu te łzy osuszy,Nowy mąż, nowy kochanek...Nie żal mnie ziemi, gdziem młodość strawił,Nie straszne podróże wodne;Żałuję tylko, żem niezostawił,Nic, co by było łez godne...
Teraz po świecie błądzę szerokim,I pędzę życie tułacze...Czego mam płakać, za kim i po kim,Kiedy nikt po mnie nie płacze?...Pies chyba tylko zawyje z rana,Nim obcą karmiony ręką:Kiedyś swojego dawnego pana,Wściekłą powita paszczęką.
Już okręt piersią kraje głębinę,I żagle na wiatr rozwinął;Nie dbam, ku jakim brzegom popłynę,Bylebym nazad nie płynął.Gdy mnie twe jasne znudzą kryształy,Ogromna, modra płaszczyzno:Powitam lasy, pustynie, skały....— Bądź zdrowa, luba ojczyzno!
Comments
Loading comments…