Rzym (Byron, 1907)
Translated from English by Jan Kasprowicz
Romo! ojczyzno ma! grodzie mej duszy!Sieroce serca niech się k’tobie garną,Matko, umarłych królestw! Niech się ruszyPierś, niechaj pozna, jak nędza jej marną —Bo czem są nasze bole?.., Spojrz na czarnąSzatę cyprysów, przejdź świątyń ruinę,Potęgą czasu zwalczone bezkarną!Wy, których męka trwa dzień, w tę godzinęStopami świat depcecie, równą waszej glinę...
Nioba ludów, stoi — nie w koronieI bez swych dzieci — śród niemej boleści!Urnę trzymają powiędłe jej dłonie,Ale już dawno pozbawioną treści.Grób Scypiona popiołów nie mieści;Gdzie proch z tych mogił, gdzie legli hetmany?O stary Tybrze! pocóż tak szeleściNurt twój śród pustki, marmurem zasianej?Wstań i nędzę tę zakryj żółtymi bałwany!
Got, chrześcianin, czas, bój, ogień, falaDali się miastu siedmiu wzgórz we znaki;Patrzało ono, jak mu się przepalaGwiazda za gwiazdą. Kapitolu szlaki —Drogę zwycięzców — zbił swymi rumakiHuf barbarzyńskich monarchów. ZagładaZmiotła świątynie i twierdze. Gdzież taki
Człek, co w tych blaskach księżycowych zbadaIch miejsce? Dziś tu wszędzie noc podwójna włada...
Tak! noc podwójna — wieków i tej zmrokuCóry, głupoty, wszystko wokół skrywa,I my czujemy, że błądzim co kroku!Ma swoją mapę przestrzeń migotliwaGwiazd oraz morza — rozwija ją żywaWiedza przed nami; Rzym tylko ugorem,Gdzie, zawadzając wciąż o nowe dziwa,Klaszczemy w dłonie, krzyczymy z ferworem:Eureka! omamieni złudnych gruzów borem.
Ach! dumny grodzie! Gdzież tryumfów trzysta,Które odniosłeś? Gdzież godzina owa,Gdy nóż Brutusa — cześć nań wiekuistaSpadła — zwycięzców miecze w ziemi chowa!?Pieśń Wergilego i Marka wymowaI Liwiusza gdzież malowne dzieje?Ztąd jednak doba zmartwychwstanie-ć nowa!Ach! już tej ziemi blask nie zajaśnieje,Jak ten, gdy Rzym wolnością znaczył swe koleje!...
Z blasków rozbitych, leżących po skałach,Małą nadziei barkę sobie złożę,Aby po wzdętych oceanu wałachWalczyć z fal wyciem, które wrzące morzeO brzeg rozbija samotny, to łoże,Gdzie wszystko legło, com ukochał sobie!Lecz choć z tych szczątków łódź surową stworzę,Gdzież mam skierować ster w dzisiejszej dobie,W której życie, nadzieję i dom widzę — w grobie?
Niechaj więc świszczą wiatry! Ich muzykaOto melodya dla mojego ucha!Niech ją łagodzi nocny wrzask puszczyka,Ptaka ciemności, co huczy i słucha,Jak tam brać jego w bladem świetle puha,I z nią rozmowy wiedzie tajemniczeNad Palatynem, skrami z oczu buchaI bije skrzydłem!... Ludzkich cierpień biczeCzem są przy tym ołtarzu?... Swoich już nie liczę!
Cyprysy, bluszcze, mirt i rozchodniki,W jeden kłąb zrosłe, połamane łuki,Zbite sklepienia, zwalone portyki,Kolumny w drobne potrzaskane sztuki,Freski, obmokłe od cyprysów, hukiSów, jakby w nocy — — cóż to? gmach nielada!Łaźnia? Świątynia? Spytaj się nauki!«To mur!» tak ona, zbadawszy, powiada.Na wzgórze spójrz cesarskie! Tak potęga pada!
I ten jest morał wszystkich dziejów człeka —A co raz było, ciągle się powtarza:Wolność i sława, a gdy ta ucieka,Zbytek, zepsucie, w końcu dzikość wraża:Choć wciąż Historya ksiąg sobie przysparza,Ma tylko jedną kartę: tu ją czytać,Tu, gdzie tyrania, strojna w płaszcz cesarza,Zebrała wszystko, o co może pytaćOko, ucho! Lecz w słowach prawda nie wykwita-ć.
Podziwiać, gardzić, śmiać się, płakać — treściDla wszystkich uczuć tutaj ci nie zbędzie,
Człecze, wahadło między łzą boleści,A między śmiechem... Patrz! tu w jednym rzędzieWieki i ludy! Góry tej krawędzie,Dzisiaj rozpadłe, dźwigały przed latyPaństw piramidę! Sława w swoim pędzieBlichtrem syciła słońca żar bogaty,Gdzież gmachy i ich twórców jakież dziś zapłaty?
Tulliusz od ciebie mniejszą miał wymowę,O ty kolumny bezimiennej złomie!Czem laur, co wieńczył skronie Cezarowe?Bluszcz, co mnie zdobi, wzrósł na jego domie!Któż stawiał łuk ten, widny w swym ogromie?Tytus czy Trajan? Nie! on twym, o czasie!Łuki, filary w twoich szyderstw sromie,A apostołów statuy gniotą zasięTe urny, których prochy cesarskie śpią w krasie
Rzymskiego nieba, w tym powietrznym grobie,Pod gwiazd tych strażą! Tu i duch ten drzemie,Który to miejsce upodobał sobie,Ostatni z silnych, co dzierżyli ziemięCałą, glob rzymski! Po nim marne plemięPuściło dawną zdobycz! On wzrósł wyżejNad Aleksandra: cnót królewskich brzemięDźwiga, krwią gardzi i wina nie zbliżyDo warg! Trajana wielbić jakże duch nas chyży!
Gdzież ta tryumfu skała, gdzie półbogiSwoje Rzymianin ściskał? Gdzież opokiTarpejskiej ściana, ten godny, choć srogiKres wszelkiej zdrady? Góra, z której skoki
Leczyły pychę zdrajców? Czyż tu tłokiZwycięzców łup swój niosły? Tak! tam dalejTysiąc lat stronnictw padło w sen głęboki —Forum! tu dotąd w tej powietrza faliSwym duchem nieśmiertelnym Cycero się pali!
Pole wolności, stronnictw, krwi i sławy!Tu żądze ludu miały swe łożyska,Gdy pierwsze państwa wzniosły swe podstawy,Aż gdy już nowych zwycięstw chęć nie błyska.Lecz nim swobody zagasły ogniska,Przybrał się tutaj bezrząd w swoje godła,Tu się bezprawny potem żołdak wciska,Przed nim senatu drżała zgraja podła,Lub gorszych najemników ciżba rej tu wiodła...
Comments
Loading comments…