Małe kobietki — całość

Translated from English by Zofia Grabowska

Wypieszczony tchnieniem róż, wykarmiony rosy łzą,Zstąp powiewny duchu biały;Gromowładne berło złóż, śpiesz wypełnić prośbę mą,Rzuć pałaców swych kryształy!

W księżycową jasną noc, gdy ucichnie ludzki gwar,I natura we śnie spocznie,Ześlij płyn, którego moc i magiczny władzy czarDziałać będzie niewidocznie.

Z górnych krain, z srebrnych bram,Otulonych śnieżną mgłą,Zszedłem, by wysłuchać cię;Lecz talizman, który mam,Straci wkrótce wartość swą,Jeśli go użyjesz źle.

„TEKA PICKWICKA“20-go maja 18... r.

Niechaj smutek z serca znika,Radość twarze niech spromienia,Dzisiaj bowiem klub PickwickaLiczy kopę lat istnienia.

Dziś swobodnie i wesoło,Czas upływa w naszem gronie,Przyjacieli widzim koło,I ściskamy bratnie dłonie.

Pickwick na swym posterunku,Żyjąc latek szereg długi,Zyskał prawo do szacunkuPrzez przymioty i zasługi.

Dziś, gdy z pismem wszedł do sali,Wycierając okulary,Wszyscy chórem zawołali:„Niechaj żyje Pickwick stary!“

Bo choć kaszle i kataryUtrudzają mu wymowę,Pickwick stary — ale jary,Nie dla kształtu nosi głowę.

Snodgrass na sześć stóp wysoki,Piękny, miły i powabny,Złotowłosy, modrooki,Jak żółw chybki, jak słoń zgrabny.

Ulubiony w naszem kole,Wesół mimo walki z losem,Klamrę myśli ma na czole,I... olbrzymi kleks pod nosem.

Dalej idzie Tupman, któryDo powagi ma pretensje,A powtarza kalemburyI ze śmiechu wciąż się trzęsie.

Za to Winkle niewzruszenieSiedzi, patrząc wciąż do góry,

Nie chce bowiem przez wstrząśnienieZepsuć pięknej koafiury.

Wszyscy nieraz, chwilkę miłąTu spędzamy wśród zabawy,Udeptując wspólną siłąKamienistą ścieżkę sławy.

Jeśli zawód nas spotyka,Lżej go znosić z przyjacioły,Niech więc żyje klub PickwickaPożyteczny i wesoły!

LAMENT ZA „ŚNIEŻNĄ ŁAPKĄ“.

Zniknęła nasza pieszczotka mała,My nad jej smutnym losem wzdychamy;Nie będzie łapek przy piecu grzała,Nie będzie igrać przy progu bramy.

Jej dziecię leży w naszym ogródku,A ona znikła dziwnym sposobem,Więc nie możemy na domiar smutkuNad faworytki zapłakać grobem.

Już jej miauczenia nikt nie usłyszy,Próżne posłanie, piłka bezczynna;Jest inna kotka co łowi myszy,Lecz nie tak zgrabna, lecz nie tak zwinna.

Chociaż jej ruchy ciche, spokojne,Nie ma miłego wdzięku postaci;Psom wytoczyła okropną wojnę,I ich warczenie — drapaniem płaci.

Lecz ukochana! twoje wspomnienieDzielnie poskramia myszy bezprawia,Robi co może, dobre stworzenie,Dotąd nam jeszcze serce zakrwawia.

Tu leży Pip March,Zmarły 7-go czerwca;Kochany, srodze żałowany,I nieprędko zapomniany.

Bolesny ciężar duszę mą przygniata,Jestem samotny wśród całego świata.

PIEŚŃ Z PRALNI.

Królując nad balją, wciąż śpiewam wesoło,Wyżymam i płuczę od rana,A zawsze pogodą jaśnieje me czoło,Myśl moja jak pianka mydlana.

Na sznurach bieliznę rozwiewam i suszę,Gdy słonko przygrzewa złociste;I pragnę, by ludzkie sumienia i duszeTak były bielutkie, tak czyste.

Lecz próżne marzenia! Na ścieżce żywota,Gdy serce od bólu nam pęka,Gdy duszę ogarnia niepokój, tęsknota,Niech pracą zajmuje się ręka.

Przy pracy myśl smutna bez śladu ulata,A ufność w swe siły się budzi,Bo praca wywalcza szacunek u świataI miłość zaskarbia u ludzi.

Więc śpiewam wesoło, zajęta robotą,Wesoło nad balją króluję.Ty, serce, snuć możesz marzenia nić złotą,Lecz ręka niech zawsze pracuje.

JUNGFRAU DO ELIZY.

Królowo pszczółek, Elizo miła,Nie znaj co smutku cień;Niech Bóg ci spokój i szczęście zsyła,W ten uroczysty dzień.

A ja ci dzisiaj niosę w ofierze,Mała królowo pszczół,Owoce, nuty, kwiateczki świeżeI dywan pod twój stół.

Portret Joanny przyjmij, królowo,I Małgorzaty twór,

Śmietankę mroźną blado-różową,Jak śnieg Alpejskich gór.

Teraz cię żegnam, Elizko mała,A w chwilkach życia złych,Proszę, byś zawsze pamiętać chciała,O przyjaciołach twych.

Niczem bogactwo, niczem znaczenie,Które nas nęcą zdaleka,Tylko wewnętrzne zadowolenie,Stanowi szczęście człowieka.

Pracować trzeba, gdy siły służą,Na społeczeństwa pożytek;Życie jest tylko krótką podróżą,Pielgrzymom zawadza zbytek.

Comments

Loading comments…