Pieśń IV

Translated by Zofia Trzeszczkowska

Luzyady

1. „Jako po burzy ryczącéj szalenie,Po mrokach nocy i orkanów świście,Wróżąca nawom przystań i zbawienieRanna jutrzenka wschodzi promieniście,A z duszy pierzcha trwoga i zwątpienieWraz z cieniem, który rozprasza dnia przyjście:Tak nowych rządów, lepszych losów sferaZe zgonem króla Luzom się otwiera.

2. „Wielu żądało z dawna kar surowychDla krzywd narodu i ciężkich nadużyć,Którym za słabych rządów FernandowychCiągła bezkarność dozwalała płużyć;Toż wkrótce wezwan do rządów krajowychMąż, co potrafił na ufność zasłużyć,Poboczny Pedra syn, z zacności znany,Don Juan prawym dziedzicem przyznany.

3. „Że się zgadzały z tém i sądy boże,To jasne znaki stwierdziły niebieskie,Bo oto mała dziecina w EworzePrzed czasem imię wykrzyka królewskie;Tak, niebo miało udział w tym wyborze,Z kolebki dziecię podniosło się rzeźkie,Złożyło rączki i słychać wołanie:O Portugalio, masz króla w Juanie!

4. „Zawrzało w kraju, podniosły się głowy,Długo tłumiona nienawiść wybucha;Za ciężką przemoc dzisiaj rwąc okowyLud wściekły tylko głosu zemsty słucha:Padli stronnicy i krewni królowéjI jéj kochanek, z którym na wstyd głucha,Bezecny związek, ukrywany dawniéj,W czasach wdowieństwa wiodła jak najjawniéj.

5. „W końcu nikczemnik pada pod jéj stopyZ łonem przeszytém ostrzem zimnéj stali,Niemało innych wyrznięto w też tropy,Szał ludu rośnie nakształt ognia fali;Tłum za kapłanem prze pod święte stropy,Ni stan, ni ołtarz, nic go nie ocali;Jako Astjanaks już strącon z wieżycy,A lud nad trupem pastwi się w ulicy.

6. „Wobec tych rzezi mogły w zapomnieniePójść, jakie widział Rzym, gdy go poskromiłOkrutny Marjusz, tocząc krwi strumienie,Lub Sylla, gdy swych przeciwników gromił.Eleonora, któréj poniżenieZgon ulubieńca światu uwidomił,Kastylskie hufy wzywa dla obrony,Córę swą czyniąc dziedziczką korony,

7. „Beatryks, króla kastylskiego żonę,Fernand za prawą córkę swą przyznawał;Lecz szły pogłoski (wierne czy zmyślone)?Naród jéj prawa w wątpliwość podawał...Kastylja bierze swéj królowéj stronę,W obronie praw jéj biegnie ludu nawał,Gdziekolwiek sięga jéj małżonka władzaZbrojne zastępy zwoływa, zgromadza.

8. „Więc ta prowincja, co swe miano bierzeOd Briga (jeśli żył on, jak wieść baje),Śle huf; więc one przez Cyda rycerzeZ pod Maurów jarzma wyzwolone kraje;Więc kraj Leonu, gdzie w jednakiéj mierzeLud włada szablą, pługiem skibę krajeI zdawna ramię zahartował swoje,Z najezdczym Maurem długie tocząc boje.

9. „Starych Wandalów bitni potomkowieAndaluzjanie słynni męstwem szczytném;Do bram Sewilli cisną się jak mrowieGwadalkwiwirem oblanéj błękitnym.I ty się zbroisz, o zacny ostrowie,Znany tyryjskim kupcom starożytnym,A na sztandarach, za godła bojowe,Dzieci twe wzięły słupy Herkulowe.

10. „Stare Toledo nie zostanie w tyle:Gród to szlachetny, Tagus go uroczyWkoło okrąża, wabiąc oko mile,Tag, co z gór Conca wody swoje toczy.I ty uboga, — lecz bezstraszna — w chwilęWyślesz, Galicyo, synów w bój ochoczy,Przeciw tym wrogom, których ciętéj staliNa własnych karkach nieraz już doznali.

11. „Już zawichrzyły czarne furje wojnyW ziemi biskajskiéj, gdzie lud prosty, gruby,Lecz nigdy zniewag nie znosił spokojnyI umiał bronić swéj wolności lubej.I z Guipuscoi, z Asturji dostojnéj,Która z żelaznych swych hut szuka chluby,Dumni mieszkance zbroją hufy żwawe,By niemi poprzéć panów swoich sprawę.

12. „Jan, w którym męstwo rośnie niezwalczone,Jak hebrajskiego Samsona kędziory,Choć z drobną garstką gotów na obronę,Przeciw wrogowi gotów każdéj pory:A choć zamiary jego niecofnione,Zbiera przedniejsze pany, senatoryNa wspólną radę, by poznać ich zdania,Myśl wyrozumiéć, pogodzić żądania.

13. „Nie brakło takich, co zręcznemi słowyPragnęli zachwiać ziomków swoich męstwo,W których duch przodków, ich zapał marsowyDziś w wiarołomne przeszły niedołęstwo;Pierś ich wystygłą strach bierze w okowy,Strach nad wiernością odnosi zwycięstwo:Zaprą się króla, kraju, a gdy trwoga,Gdy trzeba, — zaprą jak Piotr, — nawet Boga!

14. „Lecz był mąż dzielny, co przejrzał myśl braci:Nuno Alwarez zacności niezłomnéjśród zgromadzonych wstał w groźnéj postaci,Karcąc ich chwiejność, ich szał bezprzytomny,Gromiąc zwątpienie, co odwagę traci,Słowem potężném, na grzeczność niepomny,Dłoń wsparł na głowni, gniewem rozgorzały,Wyzywa groźnie ląd, morze, świat cały:

15. „ „Jakto? w téj ziemi, tak pełnéj wawrzynów,Ojczyznie zbraknie wiernego ramienia?Téj Luzytanii, co z rycerskich czynówPo całym świecie znajoma z imienia,Lud ku obronie odmówi swych synów?Wiary, miłości, odwagi, wspomnieniaDzielnych naddziadów Luz nie czci — i krajePod obce jarzmo sam chętnie poddaje?

16. „ „Więc nie jesteście, mówcie, potomkamiTych, których Henryk Wielki wodził w bojePod zwycięskiemi swemi sztandarami?Mężów hartownych na wojenne znoje?Co tyle znaków wzięli? co mieczamiZ pobojowiska gnali wrogów roje?I siedmiu hrabiów przywiedli w niewolę,Prócz mnóstwa łupów, co zaległy pole?

17. „ „Tych co was trwożą sąsiadów napady,Któż powstrzymywał przez opór stateczny?Wasze to ojce, wasze wodził dziadyDjoniz, a potém syn jego waleczny.A gdy do takiéj słabości i zdradyPrzywiódł was Fernand słaby i wszeteczny.Oto król nowy — idźcicidźcie jego śladem!Boć lud się zmienia za króla przykładem.

18. „ „Ten król tu śród was — przez was wyniesiony:Gdy dorównacie mu wielkością duszy,Wróg wasz przed wami pierzchnie rozproszonyMiecz wasz moc jego, jak niegdyś, w proch skruszyLecz jeśli piersi trwogą przepełnionéjZaklęcie moje nie wstrząśnie, nie wzruszy,Jeśli wam ręce skuła podła trwoga,Ja się sam jeden oprę jarzmu wroga!“ “

19. „To mówiąc, miecza dobył do połowy:„ „Z memi wasalmiwasalami i z tym wiernym mieczemKraj nienawykły nieść obce okowyOd niesłusznego gwałtu zabezpieczym:W obronie króla i czci narodowéj —Przez was zapartéj — tłum wrogów wysieczem,Nie tylko obcych, kto bądź jeno staniePrzeciw królowi, — ciskam mu wyzwanie!“ “

20. „Jak gdy kanneńską porażone klęskąSzczątki młodzieży w Kanuzjum zebranéj,Olśnione wroga fortuną zwycięskąMiały już uledz i przyjąć kajdany,Wtém, powstał Scypjon i wymową męskąZmusił zaprzysiądz na miecz, iż RzymianyNie ugną czoła, ni się z swém żelazemRozstać zdołają — chyba z życiem razem:

21. „Tak dzielny Nuno ostatniemi słowySprawił wzruszenie w zgromadzeniu calem,Rozgrzał wystygłych i ów strach lodowy,Co mroził duchy, stopił swym zapałem:Już rżą rumaki, ten dar Neptunowy,Lotne dziryty świecą w ręku śmiałem;Jeden grzmi okrzyk usty tysiącznemi:Niech żyje Juan zbawca naszéj ziemi!

22. „Ożył lud cały — cieszy się na boje,Które ojczyznie mają przynieść wsparcie;Więc ten oczyszcza, ów odnawia zbroje,Które spoczynek dał rdzy na pożarcie;Każdy przywdziewa wedle stanu stroje;Ów zdobi szyszak, ów doświadcza w harciePancerza — inny umieszcza na zbroiDewizy, godła, barwy lubéj swojéj. —

23. „Z tak świetnym pocztem dzielny król nie zwłóczyI pod Abrantes staje w czas niedługi,Gdzie zimną falą płynie Tag przezroczy,Pojąc mieszkańców obfitemi strugi.Na czele przedniéj straży rycerz kroczyGodzien być wodzem dla swojéj zasługi,Choćby tych hufów, co — by Grecją zdławił —Przez Helespontu głąb’ Kserkses przeprawił.

24. „Nun to Alwarez, co prawdziwym biczemZostał na pyszne Kastylji syny;Jak ów Hunn, który z tłumem najezdniczymPustoszył Galję i włoskie krainy.Na prawém skrzydle mąż nie niższy w niczémSławny wódz wiedzie Luzyjskie drużyny,Godzien dowodzić, godzien rządzić wielą,Rycerz Rodriguez z rodu Vasconcello.

25. „Na drugiém skrzydle, co od lewéj strony,Objął dowództwo Vasquez de Almada,Co wkrótce będzie tytułem uczczony,Hrabi Abranchez godność król mu nada.Nad tylną strażą sztandar podniesionyHerbami państwa zdala w oko wpada,Nad bohaterską powiewając głowąKróla, co przyćmić ma sławę Marsową.

26. „Na murach w trwodze, to nadziei lubéj,Matki i siostry, kochanki i żonyZa drogich sercu mnogie czynią ślubyPostów, pielgrzymek świętych w różne strony.Wściekły krzyk boju przyjął pełne chlubyNadbiegające luzyjskie szwadrony;I oba wojska niepewne w téj chwiliNa czyję stronę szala się przechyli?

27. „Z obu stron wrzawa — rosną bębnów gwary,Ryczą puzony, dmą fletnie świszczące;W rękach chorążych wiewają sztandaryA na ich polach grają barw tysiące.Był to czas, kiedy Ceres swemi daryNapełnia gumna rolników, — gdy słońceWchodzi w znak „Panny“ i skwarem dopiekaw tłoczniach z Bacha gron sok słodki ścieka.

28. „Kastylskie trąby pierwsze hasło dałyNiosące trwogę straszliwemi zgrzyty:Gwadjana trwożnie cofnęła kryształy;Dźwięk ten odbiły artabryjskie szczyty;Drgnął Tag ku morzu toczący swe wały,Kraj transtagański, Duera błękity;A biedna matka, strachem przepełniona,Tuli niemowlę do drżącego łona.

29. „Na chwilę zbladły wojowników twarze,Na chwilę k’ sercu spłynęła krew cała!Niebezpieczeństwo gdy zdali ukażeOblicze swoje — najpotężniéj działa:Z blizkiém walczymy: śród ciosów, w bitw gwarze,Tak żądza zwycięstw, tak unosi chwała,Że się nie pomni na miecze, bułaty,Nie pomni kalectw ni życia utraty.

30. „Już wstępnym bojem zwarły się drużyny,Szeregi piérwsze ślą w bój obie strony,Jeden lud broni swéj własnéj krainy,Drugi nadzieją podboju wiedziony:Śród najmężniejszych pierwsze rwie wawrzynyWaleczny Nuno męstwem zapalony:Łamie, wywraca i przywłaszczycielePraw swéj ojczyzny wkoło trupem ściele.

31. „Lecą w powietrzu pociski, dziryty,Pierzaste strzały i rozliczne groty;Drży grunt zorany rumaków kopyty,W dolinach echo powtarza łaskoty;Kruszą się lance, słychać zbroi zgrzyty,Tarcz w tarcz uderza, niby gromu grzmoty;Wróg wywarł całą moc na garść rycerzy,Z którą Nun dzielny spustoszenie szerzy.

32. „O straszny ciosie! o dopuście boży!Przeciwko niemu właśni bracia stoją:Nie dziw! Czyż śmiercią brata się zatrwoży,Kto zdradził króla, i Ojczyznę swoją?!Przy nich tłum zbiegów zajadłych najsrożéj,Co się najbliższyehnajbliższych mordować nie boją,Domowéj wojny zapaleni żarem,Jak ongi Wielki Pompejusz z Cezarem.

33. „O Sertorjuszu, o KoryolanieO Katylino, wszyscy dawni męże,Co na chwilowe bacząc zagniewaniePrzeciw ojczyznie wznieśliście oręże;Jeśli, strąconych w piekielne otchłanie,Chłoszczą was kary, drą sumienia węże,Powiedzcie panu tych podziemnych światów,Że i kraj Luza miał swych renegatów.

34. „Już pierwszy zastęp luzyjski złamany;Luzy przeważnéj sile uledz muszą:Zadrżał Alwarez — tak, gdy AfrykanyPól tetuańskich — ze wzgórz Ceuty rusząLwa, miejsc tych króla, mocarz opasanyDzidami łowców — zanim go rozjuszą —Staje, — źrenicą toczy wokół gniewną,Może zmieszany, lecz nietrwożny pewno.

35. „Ze strasznym wzrokiem — zwierz z przyrody dziki,Ani się cofnie, ani go uśmierzą;Szalonym skokiem rzuca się na piki,Co zwartym lasem dokoła się jeżą.Tak rycerz, gromiąc swoje przeciwniki,Trawę dokoła rumieni krwią świeżą:Lecz ach! i swoich traci; — cóż z odwagi,Z dzielności wobec liczebnéj przewagi?

36. „Dostrzegł i odczuł klęskę bohateraKról Juan, który sam jak wódz wytrawny,Wszędzie obecny, obiega i wspiera,Słowem ku walce rozpłomienia sławnéj.Jak lwica, w któréj piersi wściekłość wzbiera,Kiedy jéj pasterz masylijski wprawny,Podczas gdy była łupieżą zajęta,Pochwycił z gniazda zostawione lwięta,

37. „Pędzi szalona, wstrząsa i ogłuszaSiedem wzgórz Bliźnich swym straszliwym rykiem:Tak król z wyborem swoich w pomoc ruszaPiérwszym zastępom i zachęca krzykiem:„ „O wy rycerze, w których dzielna dusza,Nieustraszeni, niezrównani z nikiem!Brońcie ojczyzny: jéj wolność, jéj chwałaW waszym orężu jéj nadzieja cała!

38. „ „Król was prowadzi — za mną towarzysze!Za mną odważnie śród mieczów i zbroi!Gdzie świszczą strzały, gdzie sieką bardysze,Walczcie, jak Luzom prawdziwym przystoi!“ “Tak wzniośle mówiąc — sam oszczep kołysze,Mierzy, czterykroć wstrząsa w dłoni swojéj,W końcu go ciska tak silnie, tak celnie.Iż kilku naraz ugadza śmiertelnie.

39. „Ten widok męstwo na nowo podsyca:Szlachetnym wstydem młodzież rozognionaRośnie w olbrzyma, a każda prawicaRąbie na przebój, ufna, że pokona:Ich miecze skrzą się niby błyskawica;Kruszą pancerze, rozbijają łona:Rozdają ciosy i przyjmują chętnie,Jak gdyby całkiem na śmierć obojętni. —

40. „Nie mało przebódł miecz lub oszczep krwawy,Wiele dusz poszło nad brzegi Styksowe:Wielce zajadły do wojennéj sprawyMistrz Kompostelli dał waleczną głowę;Poległ i drugi wódz — mistrz Kalatrawy,Co srodze niszczył zastępy Janowe;I bracia Nuna legli klnąc swym losomI konający złorzecząc Niebiosom.

41. „Wiele dał ofiar gmin, wielu rycerzySzlachetnych rodów poszło w te otchłanie,Gdzie śród schodzących dusz strach wieczny szerzyPsa trójgłowego ustawne szczekanie:W końcu los karę najstraszliwszą mierzy,Pychę Kastylów łamiąc niezbłaganie,Wyniosły sztandar kastylski, o biada!Pod stopy Luzów powalony pada.

42. „Rzeź wciąż się wzmaga — wszędzie śmierć, zagłada,Wrzaski, szczęk ciosów, — krew się z ciał strumieni;A tyle ludu padło i wciąż pada,Że zieleń trawy znikła w krwi czerwieni;Wszystko stracone; — coraz słabiéj władaDłoń mieczem, tracą zapał zwyciężeni,I król Kastylji w rozpaczy bez miaryWidzi zniszczone wszystkie swe zamiary.

43. „Więc pole bitwy zwycięscy zostawia,Rad, że choć z życiem ujdzie ocalony;Za wojskiem zdąża, a strach mu przyprawiaZamiast stóp skrzydła w ucieczce szalonéj.W sercu ukrywa żal, jakim nabawiaUtrata wojska, skarbiec rozproszony,Hańba, zgryzota i ten widok srogi,Jak wróg zwycięski zabiera łup drogi.

44. „Bluźnią, złorzeczą tłumy nieszczęśliweTemu, kto pierwszy na świecie wszczął boje;Inny obwinia króla serce chciwe,Serce wyniosłe, żądne na podboje,Ze pragnąc cudze wydrzéć — on w staszliweMęki piekielne pchnął dusz nędznych roje;Tylu nieszczęsnych żon sieroctwo sprawiłI tyle matek potomstwa pozbawił. —

45. „Król Juan trzy dni gwoli zwyczajowiNa placu boju spędza z wielką chwalą,I ku czci Boga ofiary stanowi,Którego ramię zwycięstwo mu dało. —Ale zamało tego Alwarowi;On chce, by po nim wspomnienie zostałoTylko téj sławy, jaką oręż daje,Więc się przeprawia w transtagańskie kraje. —

46. „Z nim idzie szczęście — myśli błyskawiceNie są tak szybkie jak jego zamiary;Już Andaluzji złamane graniceNiosą mu laury i łupy bez miary;Już od Sewilli po całéj BetyceTłum panów do stóp mu chyli sztandary,Ani probując oporu, obrony:Tak oręż Luzów był groźny i czczony.

47. „Tak kraj kastylski był długo nękanyI luzyjskiemi pustoszon zagony;Aż zeszedł z Niebios pokój pożądanyI mogły w końcu wytchnąć obie strony;Kiedy Wszechmocny, w łaskach nieprzebrany,Zesłał królewskim wrogim domom żonyZ rodu Angielki — zgody pośredniczki,Dwie piękne, zacnéj krwi młode księżniczki. —

48. „Lecz cóż walecznym po spokojnym rządzie?Do walk zaprawni, nawykli do chwały,Gdy niéma kogo zwyciężać na lądzie,Na oceanu rzucą się kryształy.Jan będzie pierwszym z królów, co w łódź wsiądzie,Kraj swój porzuci i w Afrykę śmiałyPoniesie oręż, na świadectwo wierze,Jak nad Prorokiem Chrystus górę bierze. —

49. „Jak ptaki wodne przez srebrne odmęty,Trwożąc najazdem gniewną Amfitrytę,Wiatrem wydąwszy żagle, mkną okrętyTam, kędy słupy Herkulowe wbite.Abyli wzgórza, Ceuty fundamenty,Wnet na niewiernych orężem zdobyte,I będą twierdzą Hiszpanji, jak ścianaOd zdrad chociażby drugiego Juljana.

50. „Niedługie szczęście, — pada wyrok z góry,I król, bohater, fortuny wybraniec,Między anielskie powołany chóry,Odszedł do Niebios jako ich mieszkaniec:Lecz nie zostawił Luzów bez podpory,Jest komu rządzić, jest od wroga szaniec,I kraj rozszerzą przez zdobycze noweZacni infanci, potomstwo Janowe.

51. „Król Edward szczęścia nie dostał w udziale,Lecz umiał godnie znieść los opłakany;Ów los kapryśny, co wciąż zmienia szale,Radość, to smutek śląc między ziemiany.Bo i któż z ludzi był szczęśliwy stale?Komu fortuna służyła bez zmiany?Króle, narody — nikt i nic się zgołaZ pod praw przeznaczeń wyłamać nie zdoła.

52. „Brata Fernanda ujrzał król w niewoli,Którego dusza tak wzniosła, tak święta,Że gdy mu wojsko Maur ścisnął — on gwoliZbawienia ludu sam oddał się w pęta;I dla miłości Ojczyzny w niedoliWiek cały strawił nie jako książęta:Za jego wolność wróg chciał Ceuty grodu. —On nie chciał wolnym być kosztem narodu.

53. „Kodrus pragnący swych wrogów przegranéjBiegł śmiercią przyszłe zwycięstwo opłacić;Zacny Regulus ojczyznie kochanéjNie chcąc uszczerbku, wolał wolność stracić;A Fernand wieczne przyjmuje kajdany,Aby Hiszpanją szczęściem ubogacić;Czyn Kurcyusza, Kodrusa, Decjusza.,Choć podziwiany, nie tak silnie wzrusza.

54. „Alfons, jedyny dziedzic praw korony,W całéj Hesperji głośny z powodzenia,Tłum barbarzyńców dumą napuszonyDo ostatniego przywiódł poniżenia,I byłby pewno niezłomnym ochrzczony,Gdyby k’ Iberji nie ściągnął ramienia:Afryka zawsze zwie go niezrównanym,Nieustraszonym i niepokonanym. —

55. „Jemu jedynie dały owoc złotyJak Herkulowi Hesperji jabłonie:Dotąd nie strzęśli Afryki despotyJarzm, w które wprzęgły ich królewskie dłonie;Zielone laury i palmy uplotyPogromcy pogan ozdobiły skronie,Gdy ci w przeważnéj zasłaniali sileAlcacer, ludny Tanger i Arcilę. —

56. „Wszystko zmógł, zwalczył, wszędzie wdarł się śmiało,Jak djament twarde kruszy mury, grody,Jak wojsk luzyjskich wodzowi przystało,Co na swéj drodze nie znosi przeszkody.Byłoby o tém powiadać niemało,Świetnych opisów godne te przygody:Rycerstwo nasze śród téj walki krwawéjDosięgło szczytu zasługi i sławy.

57. „Król aragoński Fernand — dwie koronyZłączywszy, — rządził wielkiemi obszary,Gdy Alfons próżną nadzieją wiedzionyNa kraj Kastylji obrócił zamiary.Wnet Fernand wydał rozkaz na wsze strony,Zwąc mnogie ludy pod swoje sztandary,Ktokolwiek jego koronie podlegaOd Pirenejów do Kadyksu brzega.

58. „Gdy ojciec walczy, syn w domu nie spocznie;Syn Alfonsowy, Juan, śpieszy skoroDumnemu ojcu dać pomoc niezwłocznie,Ach i nielada będzie mu podporą!A gdy się w końcu bój srogi rozpocznieJemu pogody klęski nie odbiorą;Krwi chciwy ojciec uległ losom gniewnym,Syn tryumf wroga uczynił niepewnym.

59. „Ach syn szlachetny, ów bohater młody,Waleczny, pełen rycerskiéj ochoty,Nieprzyjaciołom takie zadał szkody,Że przez dzień cały wstrzymywał wojsk zwroty.Tak Oktawjana wśród ciężkiéj przygodyWsparły zwycięskie Antonjusza roty,Gdy pod Filipy, każdy z nich się staraPomścić morderstwo Juljusza Cezara. —

60. „Kiedy król Alfons doczesne mieszkanie,Noc życia, zmienił na niebios lazury,Księciem, co po nim objął panowanie,Trzynastym z królów został Juan wtóry.Ten, wiecznéj sławy czując pożądanie,Powziął nad siły ludzkie zamiar, któryRóżowéj jutrzni miał mu odkryć bramy,Ów kres, którego my dzisiaj szukamy.

61. „Więc idą posły, mierząc swemi stopyHiszpanję, Francję, Włochy pełne sławy,I w kraju, kędy legł grób Partenopy,W bogatym porcie dosiadają nawy;W tym Neapolu, gdzie licznemi tropyRóżnych zdobywców słał los niełaskawy,Aż znów po latach gród błysnął rozkwitemPod cnéj Hiszpanji berłem znakomitém.

62. „Sykulskie morza przepłynęli żwawo,Pędząc ku Rodos z brzegi piaszczystemi;Już są na brzegu, który śmiercią krwawąPompejusz wsławił między potomnemi,Zwiedzili Memfis, — kraj, gdzie pól uprawąNil kręty rządzi wylewy swojemi;Zdążają w górę, w etjopskie kraje,Gdzie Chrystusowi ludność chwałę daje.

63. „Już łódź ich pruje erytrejskie morza,Przez Izraela bez czółn przekroczone;Już po-za niemi nabatejskie wzgórzaOd Izmaela syna tak ochrzczone.Już wonne brzegów sabejskich odnożaAdonisowéj matce ulubione,Już wkoło nawą opływają zwinnąArabję Szczęsną, Skalistą, Pustynną.

64. „Weszli w cieśninę Perską, kędy zda sięMętne Babelu wspomnienie zostało:Gdzie się w nurt jeden łączą w całéj krasieTygr z Eufratesem dumne źródeł chwałą.Stąd ku Indowi, który w przyszłym czasieDostarczy baśni cudownych niemało,Przez oceany nawa ich poniosła,Kędy sam Trajan nie śmiał popchnąć wiosła.

65. „Ujrzeli ludy nieznane i kraje,Indyj, Karmanji, Gedrozji plemiona,Rozliczne stroje, różne obyczaje,Jakie wydaje każda świata strona.Ciężka to droga, kto się nią udaje,Niełatwo wraca stopa utrudzona:I ci dwaj zmarli i legli w obczyznieTęskne spojrzenia zwracając k’ojczyznie.

66. „Zda się, iż niebo jasne zachowałoTwoim zasługom, cny Emanuelu,Tego trudnego przedsięwzięcia całąSławę — byś stanął u świetnego celu:Tobie po Janie berło się dostałoI razem spadek zacnych myśli wielu,Zaledwoś rządy ujął w ręce swoje,Śnią ci się w morzach szerokie podboje.

67. „O jakże była ci myśl ona lubą,Myśl przekazana przez zacne naddziady!(Których jedyną w życiu było chlubąCiągle powiększać ojczyzny posady).Czy dzień, czy świat się skryje w ciemność grubą,Ta myśl cię ściga. Raz, gdy gwiazd gromadyZaczęły blednąc przy jutrzni promiennéj,Gdy świeżość ranku kłoni k’drzemce sennéj;

68. „Król rozciągniony na swém łożu złotém,W ciszy, co ducha wyzwala z pęt zmysłów,Swe powinności waży, myśli o tém,Jakiéj dziedzicem jest krwi i umysłów?Aż sen mu oczy przesłonił, a potém,Nie przerywając marzeń ni pomysłów,Unużonemu myślami i trudyJął snuć Morfeusz rozmaite cudy.

69. „I zdaje mu się, że płynie w błękity,Że sfer niebieskich dosięga w polocie,Że stamtąd przed nim świat cały odkryty,Kraje i ludów nieznajomych krocie:Tam, gdzie po zajściu dnia znów złote śwityRodzą się, świadcząc o słońca powrocie,Widzi gór łańcuch, a z głębi opokiPłyną głębokie, czyste dwa potoki.

70. „Drapieżne ptastwo i dzikie zwierzętaPuste lesiste zamieszkują stoki:A drzew i różnych traw gąszcz rozrośniętaTamuje przejazd i wstrzymuje kroki.Ta niedostępność gór, stawiąca pętaWszelkim stosunkom — świadczy, iż z epokiDawnéj, gdy Adam przed Panem wykroczył,Tu nigdy człowiek stóp swych nie wytłoczył.

71. „I śni król daléj, że przed jego okiemZ wód rosną starce dwaj — każda osobaK’niemu szerokim przybliża się krokiem,Pozór ich dziki, lecz mu się podobaSwą szanownością: z ich włosów potokiemOcieka woda, kąpiąc ciała oba;Płeć ogorzała ma ciemne kolory,Na brodach długie, splątane kędziory.

72. „Obadwaj noszą na czołach koronyZ traw i gałązek nieznanych w Europie;Jeden z nich zda się bardziéj utrudzony,Jakby oddawna nie dał spocząć stopie:I znać po wodzie jeszcze poruszonéj,Że szedł pośpiesznie i po innym tropie;Jak Alfej, który biegł do SyrakuzySpragniony pieszczot wdzięcznéj Aretuzy.

73. „Ten, co się zdaje zacniejszym z postawy,Tak uroczyście poczyna wezwanie:„„O Ty, którému los wielce łaskawyZnaczną część świata odda we władanie;Dziś ci zwiastujem, my, znani ze sławy,My, cośmy jarzem nie dźwigali, panie,Iż czas już nadszedł, byś wysłał drużynyDo tych państw naszych po wielkie daniny.

74. „„Ja-m jest przesławny Ganges — mnie kołyskąByła nie ziemia, lecz niebios krainy;A to Ind, rzek król, co swoje źródliskoMa w górach, które widzisz w dali sinéj.Drogo okupisz tu twe stanowisko,Wiele walk stoczysz; — lecz trwaj, a wawrzynyZerwiesz prześwietne — i gdy się nie strwożyszNa mnogie ludy wędzidło nałożysz““.

75. „Umilkł duch rzeki świętéj i sławionéjI obaj starce giną, jak cień nikły:A Emanuel ze snu obudzonyW swych myślach zamęt uczuwa niezwykły,Już Feb roztoczył swój płaszcz pozłoconyNad sennym globem, już pomroki znikły,A młoda jutrznia maluje lazuryBarwą wstydliwych róż, złota, purpury.

76. Zaraz zwołana zgromadza się rada,I król jéj mówi o swojém widzeniu;Słowa świętego starca opowiada,Wszyscy słuchają w głębokiém zdumieniu.I wnet się morska wyprawa układa,Postanowiona w wielkiém uniesieniu;Waleczna flota ma płynąć na morza,Pod nowe nieba, na nowe przestworza.

77. „Choć bez nadziei, że los szczęście zdarzy,Ja-m zdawna myśl tę chował w sercu skrycie;Wciąż mi coś wróży i wciąż mi się marzyO przedsięwzięciach na światów podbicie.I czy to z mojéj promieniało twarzy?Czy myśli z oczu czytał król odbicie?Bo nie wiem zgoła dla czego łaskawyW me ręce złożył los wielkiéj wyprawy?

78. „Więc głosem prośby, wyrazy czułemi,Co słów królewskich zdwajają powagę,Rzecze: „„By dzieły zasłynąć wielkiemi,Trza zaznać trudów, wytrwać, miéć odwagę;A nieśmiertelny między potomnemi,Kto w zacnéj sprawie, życie dał na wagę;Kto się nikczemnéj trwodze nie poddawa:Choć krótkiém życie — wieczną jego sława.

79. „„Ciebie śród wszystkich do tak wielkiéj sprawyWybrałem; godne ciebie to zadanieTak pełne trudów, niebezpieczeństw, sławy;Sądzę, iż dla mnie lekkiém ci się stanie““.„Nie mogłem dłużéj milczeć: „„Niech miecz krwawy,Niech lód, niech ogień na mnie! królu, panie!Jednego tylko żałuję w téj dobie,Że dwóch żyć nie mam, by je złożyć tobie.

80. „„Zadaj mi pracę jako Alcydowi.Niegdyś Eurystej: — czy z lwy nemejskiemi,Czy w Erymancie przeciwko dzikowi,Czy walczyć z harpią, czy z hydry strasznemi,Czyli w otchłanie zejść ku Plutonowi?W kraje oblane wody styksowemi?Dla ciebie, królu, wpośród śmierci grotówZ duszą i ciałem ja-m na wszystko gotów””.

81. „Król wychwalając rycerską ochotęRazem dziękczyni za me dobre chęci;A odgłos pochwał ma tę dziwną cnotę,Iż każde serce k’wyższym czynom nęci.Wnet jak towarzysz na mą przyszłą flotęBrat mój rodzony służby swoje święci,Paweł de Gama, wielce mi życzliwy,Żądny zaszczytów i rozgłosu chciwy,

82. „Dzielny Coelho idzie w jego ślady,Mąż to na wszelkie trudy wytrzymały;Obadwaj zdatni do walk czy do rady,Bo z roztropnością łączą umysł śmiały.Za niemi śpieszą młodzieńców gromady,W ich piersiach rosną żądze i zapały;Wszyscy waleczni — godni w równéj mierzeTak zacnéj sprawie oddać się w ofierze.

83. „Król dzieli dary, by przez swą szczodrotęUmocnić dusze w szlachetnym zapale,I zacném słowem podnieca ochotę,By w przeciwnościach walczyli wytrwale.Tak niegdyś chcących zdobyć runo złoteTesalskich mężów oglądały fale,Gdy na wyrocznéj łodzi pierwsi śmieliPo Euksynowéj puścić się topieli.

84. „Gdzie srebrny piasek i płyn fali swojéjLeje Tag słodki w słone morskie łona,Tam, w szlachetnego Ulisa ostoi,Tchnąca radością, zapałem wiedziona,Już na kotwicy lotna flota stoi:A bohaterska młódź nieustraszona —Te dzieci Marsa, ci dzielni żeglarzePójdą w świat za mną, gdzie tylko los wskaże.

85. „Teraz na brzegu w żołnierskiéj odzieży,Różnéj i krojem i swemi kolory,Dla przyszłych odkryć czynią jak należyZ wielkim wysiłkiem ogromne przybory.Po chorągiewkach czasem wiatr przebieży,A statki stoją spokojne do pory,Ufne, iż każdy z nich śród gwiazd w przyszłości,Jak ów Argiwski w Olimpie zagości.

86. „Przysposobieni k’ podróży starannieGotujem dusze w skupieniu głębokiemNa wszelkie losy, boć śmierć nieustannieStaje na morzu przed żeglarza okiem;I Najwyższego, co w wiecznéj hozannieDuchy niebieskie poi swym widokiem,Błagamy, by nas prowadził łaskawieI od początku błogosławił sprawie.

87. „Potém przybytek opuszczamy Pański,Który nad brzegiem morskim zbudowanoW imię narodzin bożych, w czci chrześćjańskiéj,I na pamiątkę Betlejem nazwano.O! wierz mi, królu, gdy ów luzytańskiBrzeg, gdy mi żywo dzisiaj w oczach staną,Ona niepewność, smutki, trwogi moje,Zaledwo mogę powstrzymać łez zdroje.

88. „A ludność miasta, na ten dzień wyległa,Druhowie, krewni i powinowaci,(Część z ciekawości na brzegi wybiegła),Smutek na licach i w każdéj postaci:Nas zaś dokoła tłumami obiegłaPobożna rzesza zakonniczéj braci,I uroczyście, w procesji pochodzie,Przy dźwiękach hymnów zdążamy na łodzie.

89. „Wiedząc jak drogi dalekie, niepewne,Już straconemi każdy nas nazywa;Słychać dokoła niewiast płacze rzewne,Mężom westchnienie z piersi się wyrywa;Matki, małżonki, siostrzyce, pokrewne,Im która czulsza, tém bardziéj trwożliwa,Sądzą przelękłe, przybite rozpaczą,Że nie wrócimy, że nas nie zobaczą.

90. „Nie jedna mówi: „„O! synu, jedynaPociecho moja, podporo starości,Co ja tu pocznę, biedna starowina?Zakończę życie w smutku i żałości;Rzucasz mię nędzną — mów, co za przyczyna?Czemu odjeżdżasz, o moja miłości?!Czy cię tak wabią oceanu tonie?Czy chcesz pogrzebu w ryb żarłocznych łonie?““

91. „A inna we łzach, rozpuściwszy włosy:„„Umrę bez ciebie — woła — o mój luby!A czyliż nie są twojemi me losy?Na gniewnych morzach poco szukasz zguby?I tak niepewnéj drodze, na klęsk ciosy,Czemu poświęcasz nasze słodkie śluby?I naszę miłość i radości zwodneWkrótce wiatr zdmuchnie, połkną głębie wodne““.

92. „Tak jękiem żalu, miłości słowamiMówili do nas i starzy i młodziI drobne dzieci wlekąc się za nami,Choć wielu wiek zgiął i siła zawodzi.A blizkie góry wzruszone jękamiŻałośne echa słały brzegom łodzi;I żwir nadmorski pił deszcze kropliste,Liczne, jak ziarna piasku łzy rzęsiste.

93. „A my w obawie własnego wzruszeniaW początku dzieła — na żony i matkiNie śmiemy nawet obrócić spojrzenia,Pragnąc zachować stałości ostatki:Więc daję rozkaz — na moje skinieniaWszyscy co prędzéj siadają na statkiBez pożegnania, co choć drogie duszy,Lecz przy rozstaniu tylko serce kruszy.

94. „Wtém jeden starzec szanownéj postawy,Który na brzegu stał z innemi społem,Obrócił na nas wzrok chmurny i łzawy,Potém trzy razy gniewnie potrząsł czołem,Głos nieco podniósł — tak, że z naszéj nawyWszystko słyszałem wraz z mych druhów kołemGdy doświadczenie i mądrość życiowaTakie na usta przyniosły mu słowa:

95. „„O żądzo władzy! o ty złudo krucha!Marna chciwości, — sławą cię nazwano,A gdy cię motłoch pochlebstwem rozdmuchaBierzesz honornhonoru uroczyste miano!Jak ciężkie kary gotujesz dla ducha,Jak srodze rządzisz duszą ci oddaną!Mąk, niebezpieczeństw, — zgonu i żałobyJakież straszliwe gotujesz jéj próby!

96. „„Zakłócasz życie, duszy spokój bierzesz!Źródło obłędów, fałszu, oszukaństwa,O niszczycielu, co swe klęski szerzyszNa tyle fortun, na ludy i państwa:Zwą cię wielkością, a ty kroki mierzyszPo ścieżkach hańby, zbrodni i tyraństwa!Narody ślepo ku tobie się garną,Mieniąc cię chwałą, gdyś jest złudą marną!

97. „„Jakież znów czarne zgotowałaś losyDla zaślepieńców tych? dla téj krainy?Jakie zasadzki i śmiertelne ciosyPod ułudnemi ukrywasz wawrzyny?Co obiecują im twe zdradne głosy?Łatwe podboje? czyli złota miny?Tryumfy? palmy? świetną dziejów kartę?Władztwo szeroko w świecie rozpostarte?

98. „„O wy, potomstwo nieszczęsnéj, szalonéj,Co pogwałciwszy boże przykazaniaWas pozbawiła najwyższéj korony,Strącając w smutek, na ziemię wygnania;Co więcéj — łaski stan nadprzyrodzony,Nadziemski spokój, niewinność poznaniaWszystko wydarła — i złoty wiek świataZmieniła władztwem stali i bułata:

99. „„Jeśli tak miłe rzemiosło rycerzaWaszym umysłom płochym, rozbujałym,Jeżeli dzikość, okrucieństwo zwierzaZowiecie męstwem i sercem wspaniałém;Jeśli was takim podziwem uderzaPogarda życia, o które być dbałymJest obowiązkiem — gdy ten, co nas stworzył,W obliczu śmierci sam srodze się strwożył:

100. „„Czyż tu nie macie synów Izmaela,Z któremi bojów nigdy wam nie zbraknie?Oni pohańcy — toż sława czcicielaPraw Chrystusowych w tych walkach nie zblaknie,Czyliż nie mają grodów i ziem wielaDla tych, kto ziemi i bogactwa łaknie?Czy nie dość bitni, aby w boju z MauryMąż żądny pochwał ściągnął dłoń po laury?

101. „„Niech nieprzyjaciel u bram się urągaWy gdzieś daleko płyńcie szukać doli,Niech starożytne państwo się rozprząga,Niech się osłabia, wyludnia powoli,Was żądza przygód nieznanych pociągaGwoli pochlebstwu, rozgłosowi gwoli,Co gotów dzisiaj już w was uznać panówPersji, Arabji, Etjopów, Indjanów.

102. „„Przeklęty stokroć, kto piérwszy w przystaniPrzywiązał żagiel do kruchego drewna!Jeśli jest słuszność — wart, by go w otchłaniWiecznie karała ręka boża gniewna.Niechaj go nigdy gieniusz mędrca, aniCytara piewcy nie wychwala śpiewna;Niech zginie w mroku skryta zapomnieniemPamiątka dzieła wraz z jego imieniem!

103. „„Syn Japetowy, Prometej zuchwały,Dał ludziom ogień niebiosom porwanyI wnet świat bojem rozpłomieniał całyTysiąc klęsk zeszło (błąd niedarowany!)Ileżby światu oszczędził zakały,Od ilu nieszczęść uchronił ziemiany,Od ilu błędów straszliwych ocalił,Gdyby nam w piersiach skry żądz nie rozpalił.

104. „„Ani Faeton ojcowskie rumakiŚmiałby zakładać ręką zaufaną,Ani się Ikar wzbił w powietrzne szlaki,Skąd tamten rzece, ten morzu dał miano:I gdzież jest zamysł, gdzie ciężki trud taki,W którymby ludzkiéj ręki niewidziano?Miecz, ogień, woda, świat — świadczą od wiekaO téj śmiałości i nędzy człowieka!““

Comments

Loading comments…