Pieśń V

Translated by Zofia Trzeszczkowska

Luzyady

1. „Jeszcze brzmiał starca głos, kiedy okrętyOtwarły skrzydła, dmuchnął wiatr łagodnyI z kochanego portu na odmętyJuż wypływamy, w czas cichy, pogodny:Rozpięto żagle, jak zwyczaj przyjęty,Wzywamy bożych łask na czas przygodny,„„Szczęśliwéj drogi!““ — jeszcze łowim uchemI zakołysał się maszt zwykłym ruchem.

2. „Właśnie się wówczas do Lwa nemejskiegoWieczna dnia gwiazda zbliżała swym tokiem:A czas, którego chwile ciągle biegą,Szedł przez „wiek szósty“ słabym, wolnym krokiemkrokiem.Czternaście setek razy wieku tegoObiegło słońce — a z piętnastéj — z rokiemGdy flota nasza odbiła od brzegu, —Był dziewięćdziesiąt siódmy raz obiegu.

3. „Już coraz smutniéj — spochmurniały twarze,Kiedyśmy góry ojczyste żegnali:I Tag, co już się oczom nie ukaże,I szczyty Cintry znikające w dali:Z jakimże smutkiem rzucają żeglarzeKraj ukochany, gdzie sercem zostali:Lecz wszystko znika — i w całym przestworzeNic już nie dojrzysz — nic — niebo i morze...

4. „W dalekie morza pędzi maszt skrzydlaty,Kędy nikt dotąd nie zabiegał wiosły,Koło wysp, które niedawnemi latyKsięcia Henryka odkrył umysł wzniosły:W lewo — gdzie Antej miał tron dawnéj datyGóry i sioła Maurytanji wzrosły;W prawo — czy inny świat morze opływa?Rzecz to niepewna, a jednak możliwa....“

5. „Widzim rozległej Madery wybrzeże,Któréj mieszkańców dały Luzów nawy;Od mnogich lasów, ona imię bierzeI więcéj znana z imienia niż z sławy:Nie że za światy leży — nie! MaderzeBrakło, by Wenus znała jéj dzierżawyA świat-by uznał, iż przed nią Cytera,Pafos, Cypr, Knidos w cieniu się zaciera.

6. „Mijamy dziką Masylji pustynię,Gdzie Azenegi pasą swoje trzody;Trawy tU nędzne, bo nigdy nie spłynieNa spiekłą ziemię strumień świeżéj wody:Tu ani owoc, ni kłos się rozwinie,Tu ptak żelazo przetrawia bez szkody;Z dwóch stron przeciwnych z tym krajem się stykaPaństwo Berberji i Ethjopja dzika.

7. „Już przepływamy ostatnią granicęPółnocną, dokąd wóz swój toczy słońce,Tutejszych ludów ogorzałe liceOblókł Klimeny syn w pomroki ćmiące:Czarny Senegal skrapia ich ziemice,Lejąc obficie strumienie rzeźwiące,Tu cypel, który Arsinario zwanoNim Luz mu nadał „Zielonego“ miano.

8. „Już Kanaryjskie wyspy po za nami,Zwane „Szczęsnemi“, — a po nich tuż blizkoZabłysły inne, którym przed wiekamiCóry Hespera nadały nazwisko;Ziemie bogate mnogiemi cudami,Kędy już nieraz Luz miał przytulisko:Tuśmy w port weszli za dobréj pogodyBy wziąć zapasy żywności i wody.

9. „Ten port i wyspa ochrzczone imieniémJakóba — jasnych niebios wojownika;Nieraz on walczył Hiszpana ramieniemI łamał szyki Maura najezdnikaAle za piérwszém Boreasza tchnieniemNa oceany znowu łódź pomyka,Kraje głąb’ słoną zostawiając w daliBrzeg, gdzieśmy słodycz spoczynku poznali.

10. „Wciąż ku wschodowi flota nasza bieżyAfrykę nawy opływa lotnemi;Gdzie kraj Jalofów zaległ u wybrzeżyGęsto zasiedlon ludy murzyńskiemi;I kędy większy kraj Mandingów leży,Gdzie lśniące złoto lud dobywa z ziemi,I pije wody Gambji rzeki krętéj,Co w Atlantyku rzuca się odmęty.

11. „Migły Dorkady — niegdyś dawnéj pory,Miejsce pobytu i smutne mieszkanieTrzech bliźnich siostrzyc zmienionych w potwory,Co jedno oko w kolejne władanieMiały; o piękna, coś swemi kędziorySiała płomienie aż w morskie otchłanie,Ty, tak zmieniona przez gniewną boginię,Dziś twemi wężmi zaludniasz pustynię!“

12. „W końcu zwracamy w południową stronęW wielką zatokę ostre statków przody:Nikną ryczące Sierra — Leone,Cypel „Palmowy“, wielkiéj rzeki brody,Która w poddanem nam państwie szaloneAż w głębie morskie śle szturmem swe wodyI słynny ostrów — imieniem nazwanyUcznia, co boku Pańskiego tknął rany.

13. „I państwo Kongo nie małéj potęgiPrzez nas do świętéj przywiedzione wiary,Przerżnięte pasem długiéj jasnéj wstęgiZairy, któréj nie widział świat stary.Tak, pod nieznane niebieskie okręgiNa coraz szersze mknąc morskie obszary,Mijamy wrzący ów pas równikowy,Który świat na dwie rozdziela połowy.

14. „Nową tu gwiazdę witamy w zdumieniu,Nowéj półkuli strażnicę nieznaną,Gwiazdę, o któréj na niebie istnieniuDotąd na pewno nigdy nie wiedziano:Śród gwiazd tu w mniejszém będących skupieniuBiegun południa za miejsce jéj dano,Ale nikt nie wié, czyli swe promienieZlewa na lądy, czy na mórz przestrzenie?

15. „Mijamy kraje ze zmiennym klimatem,W których Apollo przebywając dłużéjDwukrotną zimą obdarza i latemW swéj śród biegunów dwukrotnéj podróży.Śród ciszy, to wśród starć wichrów nad światem,Gdy Eol gniewny głębie morskie wzburzy,Widzimy jako wbrew srogiéj JunonieKalisto w fali Neptunowéj tonie.

16. „Mamże wyliczać niebezpieczeństw krocieJakich nie znali inni żeglownicy?Mówić o burzach nagłych, czarnéj słocie,O niebie całém w ogniach błyskawicy?O ciemnych nocach, o straszliwym grzmocie,Co wstrząsał światem? gradach, nawałnicy?Pierś najsilniejsza, ani głos spiżowyNie zdoła klęsk tych wygłosić połowy.

17. „Nieraz prostacza żeglarzy gromada,Co w doświadczeniu jeno ma mistrzynię,O różnych cudach z wiarą opowiadaSądząc o rzeczy z pozoru jedynie:I ja-m je widział, lecz mym sądem władaWiedza — z rozumu tylko prawda płynie,On w tym zawiłym tajni świata tłumiePrawdę od fałszu sam odróżnić umie.

18. „Widziałem ognie, których jasność żywaNagle wybłyska wpośród ciemnéj burzyI którą świętą marynarz nazywa,Bo po łzach smutku ona spokój wróży;I rzecz, co nie mniéj pewna a straszliwa,I co nas trwogą przejęła w podróży,Widziałem chmurę, co w trąbę zmienionaSsała słup wody z oceanu łona.

19. „Widziałem dobrze (jestem przeświadczony,Że wzrok nie mylił mię), jak para wstałaI niby obłok wiatrami niesionyKrążąc nad falą wiła się i chwiała.Z niéj pod niebiosa wyrósł słup wzniesiony,Ale się jeszcze tak przezroczą zdała,Że kształt jéj nie dał się określić okiem,Że się zdawała z treści swéj obłokiem.

20. „Słup rośnie zwolna, rośnie przed oczymaJuż grubość masztów przenosi o wiele;To się zacieśni, to znowu rozdyma,W miarę, jak wodę wciąga w swe gardziele:Słania się z falą, stopy jéj się trzymaNad skronią gęsta chmura mu się ściele,I coraz ciemniéj, coraz szerzéj zwisa,A słup wciąż wodę z głębi mórz wysysa.

21. „I jak krwi chciwa pjawka, co się czepiWargi zwierzęcia (gdy które niebacznieU chłodnéj strugi siły swoje krzepi),Krwią jego gasić swe pragnienie zacznie,I coraz grubsza, im wpija się lepiéj,Wciąż się rozdyma, choć już wzdęta znacznie:Tak ta kolumna wciąż rośnie do góry,Wraz z kapitelem wieńczącéj ją chmury.

22. „Lecz gdy się wody napije do syta,Odrywa stopy od fal, skąd ją ssała,Pędzi do góry, czołem niebios chwytaI w deszcz rzęsisty, rozlewa się cała:Co wzięła, wraca ulewa obfita;Lecz smak swój słony woda postradała.Mędrcy nad księgą spędzający życie,Ten dziw przyrody wy nam objaśnijcie!

23. „Filozofowie dawni, co śród trudówZwiedzali kraje, aby je zbadali,Gdyby widzieli tyle co ja cudówI na tak różne wiatry łódź swą zdali,Ileż dzieł zacnych dla potomnych ludów,Ileżby odkryć wielkich dokonali!I zamiast próżnych mrzonek systematuIleż prawd czystych zabłysłoby światu!

24. „Najwięcéj z planet do ziemi zbliżonyKsiężyc — pięć razy odbył swe obroty,To jak sierp nowiu, to zaokrąglony,Od czasu wyjścia w morze naszéj floty;Gdy — „Ziemia!” — krzyknął strażnik zawieszonyU szczytu masztu między lin uploty;I wnet załoga ku rufie poskoczyKu stronie Wschodu wytężając oczy.

25. „Tam niby chmura coś w dali majaczy,Gór niewyraźne kreślą się kontury;Więc kotwie, które wkrótce się zahaczy,Gotujem, żagle zwijamy i sznury;A iż rzecz ważna, jeśli się oznaczyPunkt, gdzie jesteśmy — mamy przyrząd, któryZwą astrolabem — wynalazek nowyDowcipnéj myśli, wiedzy naukowéj.

26. „Już dopływamy szerokich wybrzeżyI wnet się cała rozpierzchła załoga,Ciekawa dziwów onéj ziemi świeżéj,Gdzie dotąd ludzka nie postała noga.Ja zaś, gdzie wydma piaszczysta się szerzy,Z sternikiem patrzę, kędy wiodła droga,Wymierzam wedle nowego sposobuWysokość słońca, badam mapę globu.

27. „Widzę na pewno, że zwrotnik minąłemZwan „Koziorożcem“, i między nim stoję,A tém południa biegunowém kołem,Co świat nieznany skrywa w lody swoje;Gdy nagle kilku z méj załogi społemMurzyna wiodą przed oblicze moje,Co był na górze gwałtem pochwycony,Kiedy wydzierał pszczołom słodkie plony.

28. „Na twarzy jego trwoga się maluje,Znać nigdy jeszcze nie był w takiéj biedzie;Mówi — my jego, on nas nie pojmuje,Polifem piękny przy jego ohydzie:Ja mu kosztowny metal pokazujęKoloru runa, co lśniło w Kolchidzie,I gładki pieniądz i wonne korzenie,Lecz on na wszystko patrzy niewzruszenie.

29. „A więc cenniejszych rzeczy dobyć każę:Na widok sznurów z ziarnek kryształowych,Przy dźwięku dzwonków i brzękotek gwarzeI czapki barwach żywych purpurowych,Porwał się dziki w radości nadmiarze.Znakami głosi zachwyt z darów owychI szybkim pędem, porwawszy łup chciwie,Ku swéj poblizkiéj wiosce mknie skwapliwie.

30. „Ale nazajutrz ów lud ciemnolicyI nagi — nowe śle ku nam gromady,Schodzi po stromych wzgórzach okolicy,Po takież dary w ziomka swego ślady:A tak się zdają przychylni ci dzicy,Iż jeden z naszych bez podejrzeń zdradyFernand Velloso wchodzi między tłuszczęI zdąża z niemi w ich nieznane puszcze.

31. „Velloso wierzył w siłę swojéj dłoniI bezpieczeństwu zaufał zuchwały;Więc bez puklerza poszedł i bez broni;Lecz gdy napróżno na dobre sygnałyCzekamy — wzrok nasz z troską za nim goni:Wtém się ukazał — i ze stroméj skałySpragniony przygód nasz towarzysz zbiega —Prędzéj niż odszedł — i zdąża do brzega.

32. „Wnet łódź Coelha w pomoc mu przychodzi;Lecz nim zdołano dopłynąć do brzegaJeden z Murzynów śmiało drogę grodzi,By przeciąć odwrót od brzegów zabiega;Już inni gonią; bez pomocy z łodziW niebezpieczeństwie było życie zbiega,Więc majtki robią wiosły z całéj siłyA tłumy Negrów wdali się odkryły.

33. „Leci strzał chmura, leci grad kamieni,Lecą ulewą pociski miotane;I nie napróżno — ja sam na goleniCiężką podówczas otrzymałem ranę;Lecz i my, srodze czując się skrzywdzeni,Taką odpowiedź ślemy im w zamianę,Żeśmy im żywiéj zabarwili skóry,Niż owe czapki szkarłatnéj purpury.

34. „Gdyśmy już druha zbawili w przygodzie,Wracamy wszyscy na nasze okręty,Bez żalu po tym nizkim ludzkim rodzie,Podłym a dzikim równo ze zwierzęty;Nic prócz swych brzegów nie znają ich łodzie;Nigdy na szersze nie wyszli odmęty,O Indji wiedzą tylko, że daleka:Więc pod wiatr żagle! flota w dal ucieka.

35. „Vellos otoczon przez całą załogę,Wszyscy się śmieją, a ktoś z krotochwili —„„Velloso — rzecze — przyznaj, idąc w drogę,Niż piąć się w górę schodzić stokroć miléj?““„„Prawda — odpowié śmiałek — przyznać mogę,Lecz kiedym spostrzegł groźbę dla was, w chwiliWspomniałem, żeście zostali tu samiI pośpieszyłem, by walczyć wraz z wami““.

36. I prawi rycerz, jako tłum wzburzonyZaraz za wzgórzem z krzykiem nań się rzucił,Drogę mu w dalsze przecinając stronyI śmiercią grożąc, gdyby nie zawrócił:I jako tłum ów czyhał zaczajonyNa wyjście nasze, by nam spokój skłócił,Pragnąc nas pojmać, lub w cień wtrącić wieczny,A wziąwszy łupy, ujść z niemi bezpieczny.

37. „Pięć razy ziemię oświeciło słońce,Jak-eśmy wyszli z téj wrogiéj przystani,I przez te morza wiosła nie znające,Pomyślnym wiatrem płynęliśmy gnani,Zeszła noc cicha — straże czuwająceNa przodach statków patrzą w głąb’ otchłani,Gdy ciemna chmura, jak całun grobowyPłaszcz swój nad nasze rozpostarła głowy.

38. „I tak posępnie, tak smutno w przestworze,Że serca nasze od trwogi zdrętwiały:W dali szumiało czarne, groźne morze,Jak jęk bałwanów, bijących o skały.Więc zawołałem: „„O Ty, wielki Boże!Cóż nam tu grozi? Jakich klęsk nawały?Ile tajemnic zewsząd się wynurza?I tu coś więcéj niźli zwykła burza““.

39. „Jeszczem nie skończył, kiedy z głębi wodyWytrysła postać strasznego olbrzyma,Potężnych kształtów a szpetnéj urody,Z ponurą twarzą, z wpadłemi oczyma,Splątane kudły zwisają mu z brody,Lice gliniaste kropelki krwi niéma,Plugawe włosy w piasku, w błocie całe,Zęby pożółkłe, wargi ma zsiniałe.

40. „Z ogromu członków zdał się nam kolosem,Jako ów, słynny swojemi rozmiary,Co gdy królował niegdyś nad RodosemDo siedmiu cudów wliczył go świat stary.A kiedy potwór zagrzmiał strasznym głosem,Rzekłbyś z najgłębszej podmorskiéj pieczary:Na jego ryku oddźwięki złowieszczeWłos nam się zjeżył, ciała wstrząsły dreszcze.

41. „„Zuchwalcy — rzecze — wy, między narodyNajpochopniejsi k’czynom w całym świecie; —Coście walk tyle stoczyli bez szkodyI nigdy w trudach chwili nie spoczniecie:Czyż niema dla was granic ni przeszkody,Że aż w przestwory mych mórz wchodzić śmiecie?Mórz niezoranych wiosłem, kędy strażeDzierżąc od wieku sam wnijść się nie ważę!

42. „„Pragniecie dotrzéć przyrody tajnikówI żywioł płynny zrobić swoim sługą,Czego nie osiągł nikt ze śmiertelnikówDzieł nieśmiertelnych wsławionych zasługą?A więc słuchajcie przyszłości wynikówI klęsk, co na was zwalą się niedługoPo wszystkich krajach, wszystkich mórz zakresie,Gdziekolwiek podbój oręż wasz poniesie.

43. „„Wiedzcie, iż każdą łódź, co tu swe steryZwróci, przykładem waszym ośmielona,Spotkają morza straszliwe chimery,Rozproszą wichry i burza pokona;Na pierwszą flotę, co wejdzie w te sfery,Na nienawykłe do jarzm morskie łona,Ja sam tak srogie przeciwieństwa zwalę,Iż skołataną połkną gniewne fale.

44. „„Tu jeśli zwodne nie łudzą nadzieje,Doścignę pomstą odkrywcę téj strony;Nie na tém koniec — przez cięższe kolejeWasz hardy opór będzie ukrócony;Co rok cios nowy wpiszą wasze dzieje,(Jeżeli wzrok mój błędem nie zaćmiony?)Tak zewsząd zguba, tak wszędzie rozbicie,Iż za najmniejszą z klęsk — śmierć policzycie.

45. „„Najpierwszy z mężów, którego nazwisko.,Fama grzmiąc niosła pod niebios sklepienia,Tutaj wieczyste znajdzie grobowiskoZ tajemnych bożych wyroków zrządzenia:Choć Turków flotę grążył w topielisko,Choć blask trofeów skroń mu opromienia;Choć równie znają moc jego żelazaI gród Quiloi i dumna Mombaza.

46. „„I inny jeszcze, miłości i sławieNiosący służby, mąż głoszon przez famę,Z którego losy połączył łaskawiePrzychylny Amor młodą, piękną damę:Gdy w państwo moje wkroczy na swéj nawie,(Snać czarne losy zagnały go same),Ujdzie rozbicia, ale jeno gwoliStraszniejszéj męce i sroższéj niedoli.

47. „„Ich wielkich uczuć owoc święty, błogi, —Dziatwa — rodzicom w oczach wymrze z głodu;A śliczną matkę Kafr dziki i srogiOdrze z szat: — tutaj pieszczone od młoduWiotkie jéj członki wystawi los wrogiNa zmiany wichrów i skwaru i chłodu,Tu delikatne nóżki pięknéj paniNieraz dotkliwie wrzący piasek zrani.

48. „I o ich doli wieści w świat pobiegąAż ku ojczystéj luzyjskiéj krainie,Jak kochankowie odarci z wszystkiegoKryli się w dzikiéj kolczastéj gęstwinie;Głazy zmiękczając łzami smutku swego,Aż duch swe skrzydła anielskie rozwinieZ ciał w ostateczne zjętych uściśnienieI rzuci śliczne, lecz nędzne więzienie““.

49. „Chciał potwór daléj szerzyć przepowiednieO losach naszych, lecz ja się porwałem:„„Kto jesteś? — wołam — skąd te dzikie brednie?O ty straszliwy, tak poczwarny ciałem?““Spojrzał złowrogo, sina warga blednie,Ryknął okropnie, aż w sercu struchlałem,I, jakby moje ciężyło pytanie,Tak głuchym głosem odrzecze mi na nie:

50. „„Jam jest gieniuszem, któremu w straż zdanyCypel, o którym nie słyszeli w świeciePtolomej, Pliniusz, Greki ni Rzymiany,A który wy dziś „Przylądkiem burz“ zwiecie:Tutaj się kończy wparty w oceanyKraniec Afryki, na tym skalnym grzbiecie,Co w Antarktyku rozciąga się stronę,Któréj tajniki dziś przez was zgwałcone.

51. „„Ja-m jest syn ziemi, Encelad mi bratem,Egej i olbrzym Stu-ręki wiadomy; —Adamastorem zwą mię, — ja-m z bułatemSzedł w bój. To na nas Wulkan kuł swe gromy.Gdy bracia władzę szerzyli nad światem,Piętrząc na góry innych gór ogromy,Ja-m w Neptunowe grążył się topieleI mórz monarchę wyzywałem śmiele.

52. „„Miłość mię gnała k’czynom wojowniczym,Miłość ku zacnéj Peleja małżonce:Gardziłem bogiń Olimpu obliczemKu wód królewnie śląc modły gorące.Raz ją ujrzałem, gdy w kole dziewiczémNereid — naga pląsała na łące;I wnet miłośne owladły mną czary,Że dotąd jeszcze odczuwam ich żary.

53. „Nie„„Nie mogłem łask jéj pozyskać urodą,Mój wzrost olbrzymi był u niéj w ohydzie,Więc myślę: będziesz zdobywcy nagrodą!I z tym zamiarem zwierzam się Dorydzie:A Dorys trwożna o swą panią młodą,Śpieszy ją ostrzedz; — lecz śliczna w swym wstydzieZ uśmiechem rzecze Tetys zagniewana:Możliważ miłość Nimfy i Tytana?

54. „„Że jednak trzeba ocalić świat wodnyOd srogich bojów — i mój wstyd niewieści,Znalazłam sposób pewny, niezawodny. —Taką odpowiedź posłanka mi wieści.Nie mogłem wniknąć w jéj podstęp niegodny,(Tak miłość ślepa złudami nas pieści),I w moje serce spragnione, gorąceWeszło żądz tysiąc, nadziei tysiące.

55. „„Już, głupiec, wszelkie porzuciłem boje,Gdy jednéj nocy, jak Dorys przyrzeka,Bez żadnych osłon cudne bóstwo moje,Białą mą Tetys dostrzegłem zdaleka:Lecę — szaleniec! ramion moich dwojeŚciągam ku pięknéj, która na mnie czeka,Do „piersi cisnę i całuję oczy,I śliczne lica, i zwoje warkoczy.

56. „„O, jakim ból mój wypowiem wyrazem?!Mniemana luba, — któż uwierzyć zdoła?Odłamem skały, martwym była głazem,Lasem i gęstwią obrosłym dokoła.Com uczuł, z głazem tym zostawszy razem,Zamiast utulić w objęciach anioła!Nie byłem sobą już — z bryłą u łonaStałem się niemy i martwy jak ona.

57. „„O najpiękniejsza z Nimf, trudnoż ci było,Gdy już wstręt czułaś ku mojéj osobie,Dać mi choć złudę? zmienić boską siląGłaz, obłok, marę w kształt podobny tobie?Odszedłem gniewny — wstydem mię paliłoWspomnienie krzywd mych w téj bolesnéj próbie,Szukałem światów, gdziebym się nie wstydziłMych łez, gdzie niktby z méj doli nie szydził.

58. „„Wówczas już bracia zakończyli wojnęI pokonani w strasznéj nędzy toną;I — aby bogi mogły spać spokojne —Całe im góry na barki zwalono:A że bezsilne ramiona niezbrojnePrzeciw niebiosom — ja, z duszą zranioną,Poszedłem, płacząc i czując złe losyZa śmiałość moję kruszące mię ciosy.

59. „I w twardą ziemię zmieniono mi ciało,I kości moje stały się skałami;Widzicie członki i postać mą całąTak rozciągnioną nad temi wodami:Olbrzymie kształty, jak bogom się zdało,Zmieniono w cypel, sterczący przed wami;I aby zdwoić bolesne męczarnie,Tetys, lżąc co dzień, w krąg swych wód mię garnie““.

60. „Tak opowiadał lejąc łez potoki,Aż znikł nam z oczu; — pod niebios przestworzemRozwiał się czarnéj chmury płaszcz szeroki,A huk przeciągły rozległ się nad morzem.Podnoszę ręce błagając bez zwłokiPieczy anielskiéj, co nam była stróżemDotąd — i bożéj przyzywam opiekiPrzeciw tym wróżbom w przyszłości dalekiéj.

61. „Już przeciągnęły przed memi oczymaFlegon, Pirois i dwa inne konie.Złoty wóz słońca, gdy z ciała olbrzymaStworzony cypel — błysł nad morskie tonie;Wzdłuż jego brzegów flota ster swój trzyma,Już na mórz Wschodu kołysze się łonie,I po dniach kilku pomyślnéj żeglugiMajtki wychodzą na brzeg po raz drugi.

62. „Pasterskie ludy a władcy téj ziemi,Choć także czarni, byli niezrównanieOd braci swoich bardziéj dostępnemi,Z któremi srogie mieliśmy spotkanie;Ci w żywych pląsach biegli z żony swemiPiaszczystym brzegiem k’nam na powitanie;Przed sobą licznie pędziła gromadaTuczne, spasione, łagodne swe stada.

63. „Jadą małżonki z twarzą ogorzałąOklep na wołach, — wół kroku nie śpieszy,Bo zna on, komu zawdzięcza tę całąPowagę, jaką śród stada się cieszy.W rodzinnéj mowie, jak się komu zdałoW rymach i prozą płyną pieśni rzeszy,Wtórzy fujarka wiejska, słodko-glosa,Jako Kamenom fletnia Tytyrosa.

64. „I nie zawiodła nadzieja życzliwa;Bo nas przyjęto ze szczeréj ochotyI dostarczono ptastwa i mięsiwa,A w zamian inne przyjęto przedmioty;Lecz mimo pytań nic się nie odkrywa,Z ich słów nie znaléść skazówek dla floty;Więc znów do żagli — zrywamy kotwiceI pędzą statki w dalsze okolice.

65. „Mając za sobą biegun antarktycznyWzdłuż afrykańskich zdążamy wybrzeży,Gdzie się Etjopów ciągnie kraj dziedzicznyKu skwarnéj linji równika łódź bieży:Mijamy wyspę, niegdyś kres granicznyDla innéj floty, ciekawéj, gdzie leży„Burz cypel“, która tu stanęła w bieguI zawróciła od téj wyspy brzegu.

66. „Wiele dni płyniem przez morskie rozłogi,Gnani wichrami, to znów mając cisze,I coraz nowe otwierając drogi,Nadzieja tylko wiedzie towarzysze:Jakiś czas przeszedł bez odmiany wrogiéj,Kiedy prąd nagły fale zakołysze,Rosną bałwany i spienione wodyStatkom niezłomne stawiają przeszkody.

67. „Z ogromną siłą ów prąd morze wzrusza,Z niezmiernym trudem płyną nasze nawy;Nieraz pęd wody cofać się przymusza,Choć w nasze żagle dmucha wiatr łaskawy.Aż się nakoniec sam Notus obruszaTak zuchwałemi oceanu sprawyI z gniewnéj piersi takiém tchnieniem bucha,Aż prąd zwycięsko przebyła łódź krucha.

68. „Nadszedł dzień święty, gdy z wschodniéj krainyBiegli trzej mędrce — skłonić się osobieNowo zrodzonéj malutkiéj dziecinyTrójną królewskość mającéj już w sobie,Tegoż dnia wchodzim w port — i tu Murzyny,Jako uprzednio — tu przystanek robięI wielką rzekę dzisiaj napotkanąOdtąd „Trzech króli“ zdobić będzie miano.

69. „Zapasy chętnie znoszą nam krajowce,A z owéj rzeki płyn świeży czerpiemy;Lecz próżno myśléć o jakiéj wskazówcePod względem Indyj. Lud ten dla nas niemy!Zważ więc, o królu, przez jakie manowce,Śród jakich dzikich narodów płyniemy,Zawsze bez wsparcia, bez nici praewodniéjprzewodniéjNa upragnionéj onéj ziemi wschodniéj.

70. „Rozważ, o panie, jak ciężkim uciskiemGnębią nas losy, gdy w bezdroża gnani,Zgłodniali, wichrów będący igrzyskiem,Po obcych morzach błądzim skołatani;Znużeni długim nadziei połyskiem,Gdyśmy tak srodze zawiedli się na niéj,Gdy obcy klimat dla nas nieżyczliwyZaczął nam zdrowie niszczyć swemi wpływy.

71. „Zepsuta żywność nikomu nie służy,Zatruwa jadem wycieńczone ciała;Gdybyż choć jedno mogło wspierać dłużéj,Gdybyż choć w sercach nadzieja została!Czyż sądzisz, panie, że w takiéj podróżyInna prócz naszéj flota-by wytrwała?Że inny żołnierz, w nędzy tak niezmiernéj,Słuchałby wodza, trwał królowi wierny?

72. „Myślisz, że dawno spisku-by nie byłoPrzeciw wodzowi? Że nie szliby raczéj,Jako piraci byt zdobywać siłąZamiast tak ginąć z głodu i rozpaczy?Oto jest dowód, jak nam serce biło:Niech ta niedola świadczy i tłómaczyCałą luzyjskiéj cnoty doskonałość,Uległość wodzom, a monarsze stałość.

73. „Wkrótce rzucamy port rzeki gościnnéjI znów przed nami słonych mórz odmęty,Ale kierunek bierzem nieco inny;Na pełne morze zwracamy okręty;Wieje wiatr świeży, dmie Notus uczynny,By żaden statek nie był dościgniętyPrądem płynącym z zatoki z oddala,Skąd w świat śle złoto bogata Sofala.

74. „Przeszło. Znów sternik lekki rudel chwyta,Święty Mikołaj Bogu nas poleci!I tam, gdzie fala u wybrzeży zgrzyta,Chwiejąc się z wiatrem znowu flota leci.W sercach naprzemian strach z nadzieją świta,Tak długi zawód już zwątpienie nieci,Dzisiejszą wiarę jutro rozpacz tłoczy.Wtém, nowy widok zwrócił na się oczy.

75. „Nad brzegiem morskim widać, jak się ścieląPiękne doliny i łąki kwiecone,Rzeka do morza wlewa się gardzielą,A na niéj statki żaglem uskrzydlone.Wpośród nas radość, którą wszyscy dzielą,Tu może znajdziem wieści upragnioneMoże wskazówek szukanych tak długoUdzieli lud ten obyty z żeglugą.

76. „Mieszkańcy, czarne Etjopji syny,Znajomi zdają się z oświeceńszemiLudy; bo nawet język swéj krainyNieraz z wyrazy plączą arabskiemi:Szal z bawełnianéj leciutkiéj tkaninySkroń im obwija zwojami miękkiemi,A drugi takiż, co lazurem błyska,Wkoło ich bioder jak pas się zaciska.

77. Często arabską Negr kaleczy mowę,Lecz Fernand Martins zna ją doskonale,Mówią, że nieraz tu statki żagloweWielkości naszych — przerzynają fale:Lecz, że od wschodu słońca w południoweStrony pływają, a stamtąd znów staleWracają na wschód, w kraj gdzie zamieszkałyLudy podobne nam — dnia barwy białéj.

78. „I wielkie było na statkach wesele,Cieszyły wieści znękanych biedaków:Rzece, co dobra dała nam tak wiele,Dajemy miano: rzeki „dobrych znaków“:Nad rzeką pomnik budujemy śmieleNa wieczną pamięć naszéj drogi szlaków;A w cześć anioła, co wiódł Tobijasza,Całą krainę chrzci załoga nasza.

79. Tu oczyszczamy statków naszych spody,Od długiéj drogi brudne i plugawe,Z morszczyzn i skorup, zwykłych tworów wody,I z mułu każdą oskrobujem nawę.Lud okoliczny ziemi swojéj płodyDaje nam chętnie i serce łaskawe,Do zdrad niezdolny, z uśmiechem na twarzyZnosi nam żywność i uśmiechem darzy.

80. „Lecz krótko trwały nadzieje tęczoweI radość wkrótce czysty blask swój traci;Sroga Nemezys mierzy ciosy nowe,Za chwilę szczęścia nową klęską płaci.Niebo dziś jasne jutro już surowe,Takie są losy wszystkiéj ludzkiéj braci,Ból przetrwa wieki, gdy piersi przywali,A szczęście błyśnie — i już znika w dali.

81. „Przyszła choroba i śród nas się szerzy,Straszna a bardziéj wstrętna; — wielu zmarłoTu u tych obcych, nieznanych wybrzeży,Wiele się grobów na zawsze zawarło.Kto sam nie widział, pewno nie uwierzy,Jak przeraźliwie usta im rozparło;Na dziąsłach mięso wyrasta i puchnie,I razem gnije i okropnie cuchnie.

82. „Smrodliwy wyziew szerzy się dokołaI zdrowym jeszcze powietrze zatruwa,Biegłych lekarzy nie mieliśmy zgoła,Ledwie przy chorych prosty chirurg czuwa:Stal tylko zbawia — nią więc jak podołaNiewprawna ręka zgniliznę usuwa:Ten tylko środek miał moc śmierć oddalić,Przezeń niektórych zdołano ocalić.

83. „Ale nie wszystkich. Ziemia ta dalekaNiemało druhów na wieki zabrała,Dzielących chętnie wszystko, co nas czeka,Szczęście, czy klęska, zgon smutny, czy chwała,O jakże łatwo o grób dla człowieka!Ruchliwa fala, ziemi garstka mała...Grób jednakowo kościom się otwieraProstego majtka, czy téż bohatera.

84. Z większą otuchą, lecz i z większym smutkiemWychodzim w morze, by opowiadanieWyspiarzy stwierdzić. Po przejeździe krótkimJuż Mozambiku witamy przystanie.Co nas spotkało na tym brzegu — skutkiemZłości i fałszu — wiesz z wieści, o Panie,Wiesz, jak w Mombazie stawiła nam sidłaChytrego ludu nieludzkość obrzydła.

85. „Aż Opatrzności litośne zrządzenieDo twéj bezpiecznéj przyniosło ostoi,Tu twa łaskawość, łagodząc cierpienie,Z martwych nas wskrzesza, w żywych siły dwoi.Tu słodki spokój i błogie wytchnieniePokrzepia serce, myśl znękaną koi,Oto, jak chciałeś, powieść naszéj doliStreszczona w słowa twym rozkazom gwoli.

86. „Osądź-że, królu, ktoby zniósł tak dużoI czy jest w świecie podróżnik nam równy?Cóż w porównaniu z tą naszą podróżąZwiedzili Enej i Ulis wymowny?Znaliż wód tyle? Zwarliż się tak z burzą?Jednak hołd biorą piśmienny i słowny.Ich pracę wielbi pieśń i dziejów karta,Choć ósméj części naszych prac nie warta.

87. „Wieszcz aońskiemi pojony kryształy,Którego sobie Kolofon z Argosem,I Salamina i Jos przywłaszczały,I gród ateński i Smirna z Rodosem;I ten, co okrył wawrzynami chwały,Ziemię auzońską — a swym boskim głosemOjczyste Mincio kołysał marzeniemA Tyber wstrząsał bohaterskim pieniem,

88. „Niech opiewają, niech pismami sławiąSwoich półbogów, niech mnożą zmyślenia,Niech się im Cyrce i Polifem jawią,Niech słyszą Syren sen niosące pienia:Niech w kraj Kikonów Ulisa wyprawią,I do tych ludów, gdzie krzew zapomnienia,Lotos, swym płodem druhów mu odurza;Niech mu się sternik w głąb’ morską zanurza:

89. „Niechaj wyzwolą wiatr z miechów Eola,Niechaj żądz ognie w Kalipsie rozżarzą,Niech każą zwiedzać elizejskie pola,Niech Harpjom pokarm ich plugawić każą,Niech cud za cudem gromadzi ich wola: —Te próżne bajki dzieł naszych nie zmażą,I moja prosta powieść się nie zlękniePism górnolotnych, usnutych tak pięknie!“ —

90. Umilknął Gama, lecz jego słuchaczeJeszcze w podziwie, w upojeniu stali,Wzniosła opowieść do serc ich kołacze,Ku wielkim czynom ich umysł się pali.Sam król wychwala to męstwo wojacze,Z jakiem wawrzyny w tylu bojach rwaliLuzów królowie. Starożytną świetnośćNarodu wielbi, wierność i szlachetność.

91. A lud powtarza, co słyszał niedawnoI co każdego najsilniéj uderza:Nie jeden goni wzrokiem garstkę sławnąZ tak dalekiego przybyłą wybrzeża.Lecz z wozem, który ręką tak niewprawnąWiódł brat Lampecji, już młody Feb zmierzaK’ państwie Tetydy — bo skończona praca,A król Melindy do swych dworców wraca.

92. O! błogo słuchać, gdy ze słodko brzmiącychPień — sprawiedliwa leje się pochwała!Czuć, że się z dzieły przodków w grobach śpiącychNasza zasługa i praca zrównała —Ta żądza sławy ileż serc gorącychDo bohaterskich czynów zachęcała?I jak wielkiemi bywały podnietyHistorji karta i słowo poety!

93. Syn Filipowy nie tak AchilowiZazdrościł w bojach zdobytych wawrzynów,Jak tego piewcy, co w potężném słowiePodał potomkom pamięć jego czynów,Chwała Milcjada TemistoklesowiSen odbierała — on śród Grecji synów,Twierdził, iż dlań są najwyższą rozkosząPienia, co chlubę jego czynów głoszą.

94. Zasłużył Gama, aby mu przyznano,Że stokroć przyćmił swojemi zasługiŻeglarzy, których tyle opiewano,Że świat i niebo zdumił, jak nikt drugi.Tak; lecz Wirgila czczono i kochano,August mu spłacał Eneasza długi,To téż rozbrzmiała mantuańska liraImieniém Rzymu, sławą bohatéra.

95. Ma swych kraj Luza Scypjonów, Cezarów,Ma Aleksandrom i Augustom równych:Lecz z jego mężów brak uczucia darówCzyni żołnierzy grubych choć hartownych:Oktaw śród nieszczęść i domowych swarówUkładał wiersze w słowach polerownych;I nie zaprzeczy Fulwja, jak surowemJéj brzydki bezwstyd umiał skarcić słowém.

96. Cezar do stóp swych całą Galję kłoni,Ale mu oręż nauk nie przerywa;On z piórem w jednéj, z mieczem w drugiéj dłoniCyceronowi w wymowie zrównywa:Szlachetny Scypjon, gdy wroga nie goni,W usługach Talii wawrzyny zdobywa:A Macedończyk w miłości i częściNa swém wezgłowiu pieśń Homera mieści.

97. Zawsze naukę czcili wielcy wodze,Czy starzy Grecy, czy bitni Rzymianie;U barbarzyńców toż samo znachodzę,Wyjątkiem tylko jedni Luzytanie.Ze wstydem wyznam, że gdy na téj drodzeTak wielkie u nas widzim zaniedbanie,Wińmy oziębłość na te iskry boże:Kto nie zna sztuki, czyliż ją czcić może?

98. Nie nieudolność, lecz ten chłód jedynieSprawił, iż brak nam Homera, Wirgila;I gdy to potrwa, — nie miéć téj krainieZbożnych Enejów, dzielnego Achila:Lecz gorzéj jeszcze, że fortuna ninieTak nas ogrubia, tak od ksiąg uchyla,Że zatopieni w bogactw naszych chwaleUmiemy mało a wielu nic wcale.

99. Niech Gama Muzom składa dziękczynienia,Iż te, o sławę ojczyzny swéj dbałe,Przy dźwiękach liry w nieśmiertelne pieniaPrzelały jego dzieł i zasług chwałę;Chociaż i Gamy i jego plemieniaW służbie Kalipsy zasługi zbyt małe,By nimfom Tagu nie zbrakło ochotyDla pieśni o nim rzucać haft swój złoty.

100. I mną kieruje nie nadzieja płacy,Lecz miłość k’ziomkom i ta żądza wzniosła,Abym mój naród uczcił w mojéj pracy,By przez to sława ojczyźnie urosła.Nie zamykajcież dusz, moi rodacy,Dla wielkich myśli szlachetnego posła,Bo te — dziś, jutro — w ten sposób czy innyZnajdą ocenę, odbiorą hołd winny.

Comments

Loading comments…