Pieśń VIII

Translated by Zofia Trzeszczkowska

Luzyady

1. Katual staje przed piérwszym obrazem,Na nim mąż pędzla wydany kolory,Z gałązką w ręku, z szanownym wyrazem,Z dlugiemi brody srebrzystéj kędziory:Kto to jest taki i co znaczy razemTo godło w ręku?” pyta — wnet mu skoryŁagodnym głosem Paweł odpowiada,A Maur uczony tak treść słów wykłada:

2. „Ten orszak — rzecze — co przed tobą stoi,Zacny z oblicza, wojaczéj postawy,To słynne z cnoty i odwagi swojéjPrzodki wielkiemi uwiecznione sprawy.Dawne-ć to czasy, — ale się ostoiBlask taki między najpierwszemi sławy:Ten — jest to Luzus — od którego danoOjczyźnie mojéj Luzytanji miano.

3. „Był-ci on synem czy téż towarzyszemBacha — i szedł z nim w kraj Hiszpanją zwany,(Gdy Bach ziem mnogo podbił swym bardyszem)Nad brzeg Duera oraz GwadyanyZwany Elizjum podówczas, jak słyszym.Tu Luz, w piękności kraju rozkochany,Zapragnął dać mu swe imię, w nim dożyćI na sen“ wieczny tu swe kości złożyć. —

4. „Gałązka w jego ręku związek znaczyZ tyrsem Bachowym oplecionym winem,Ona to przodka naszego tłómaczy,Iż Bacha druhem był czy miłym synem.Tu drugi mąż nad Tagiem — ten tułaczyŻywot wiódł długo na mórz łonie sinem,Budował mury, wiecznotrwałe wałyI na cześć Pallas kościół okazały.

5. To Uliss, który za wymowy daryDziękczynnym uczcił przybytkiem boginię;Tam w Azji, Troi wsławiony pożary,Śród nas Lizbony fundatorem słynie“— „A któż ten oto, co mnogie ofiaryW zapale boju ściele po równinie?Rozbite wojska przed nim w odwrót lecą,Gną się sztandary, z których orły świecą?“ —

6. Pyta poganin — a Paweł odpowie:„To pasterz, który niegdyś pasał stada;Mianem Wirjata zwali go ziomkowieNad kij pastuszy, lepiéj dzidą włada:Niezwyciężonym Rzymianin go zowie,Przed nim w proch stara Rzymu chwała pada:Ci co Pirrusa armje odpierali,Nie mogli złamać Wirjatowéj stali.

7. „Nie mogąc siłą — o hańbo! o wstydzie!Życie wydarto mu przez podstęp krwawy;Tak lud z czci znany do spodlenia idzie,Łamiąc najświętsze ludzkości ustawy.Tu spójrz — wygnaniec, u ziomków w ohydzie,Śród nas się chroni, by bronić swéj sprawy. —O! wiedział, jakie wybrać sprzymierzeńce,By zdobyć lauru nie więdnące wieńce.

8. „Wiedział, z kim będzie brał sztandary wrogaZdobne miłemi Jowiszowi ptaki;Wiedział Sertorjusz, że do zwycięstw droga,Ze zdawna znane nam wojenne szlaki:Zważ, jaki wybieg, myśl mu jaka błogaPrzyszła, — by zwiększyć swój wpływ na prostaki:Wyroczna łania niby mu do uchaSzepce — on wziął ją za godło i słucha. —

9. „Tu na chorągwi innéj, przedstawionySzlachetny praszczur królów naszéj ziemi:Henryk — wywodzon przez nas z Węgier strony,Lotaryńczykiem zwan między obcemi.On muzułmanów odparłszy zagony,Zwalczywszy Leon z hufy kastylskiemi,Do Palestyny biegł w gorącéj chęci,Iż szczep królewski przez ten czyn uświęci.

10. — „A ten, co budzi strach i podziw razem,Kto jest?“ — zapyta Katual zdumiony —„Co tyle pułków zwycięskiem żelazemZ tak drobną garstką goni na wsze strony?Co burzy mury kryte twardym głazem,Tyle bitw stacza nigdy nie znużony,I tyle koron, sztandarów tak wielePod stopy swoje ukorzonych ściele?“

11. „Jest to król Alfons — rzecze Paweł Gama —Który był Luzom od Maurów zbawieniem;Jemu nad Styksem zaprzysięgła Fama,Iż go nikt z Rzymian nie przyćmi imieniem. —Jego Opatrzność znać wybrała sama,By Maurów silnem rozgromił ramieniem,I — by na gruzach ich twierdz, które zwalił,Przyszłą ojczyzny swéj wielkość utrwalił.

12. „Gdyby Cezara lub MacedończykaTak słaba siła, zastęp był tak małyPrzeciw ogromnym tłumom przeciwnika,Jakie bić umiał ten wódz doskonały;Nigdy rozgłosu, co ich dziś spotyka,Ani-by sławy takiéj nie zyskały:Lecz dajmy pokój téj nadludzkiéj chwaleA zważ, co jego zdziałali wasale.

13. „Patrz, jak ten starzec o gniewnem wejrzeniuWładcę, a swego wychowańca karci,Gdy ten o wojsk mu doniósł rozproszeniu:„„Zbierz je, wróć na plac i walcz tém zażarciej!”“I śpieszą oba, ramię przy ramieniu,Wrogowie wyżsi przed chwilą — wnet starci:To Egaz Moniz tak księcia zapala,Prawdziwy obraz prawego wasala. —

14. „On to wraz z syny iść w okup gotowy,Powróz na szyję wdziawszy, w nędznéj szacie,Gdy młody książę nie zdzierżał umowyW zawartym z królem Kastylji traktacie, —Mocą którego zdjął wróg AlfonsowyBlokadę grodu blizkiego k’zatracie:Egaz się z żoną, z syny w okup stawi;Siebie potępi, lecz monarchę zbawi. —

15. „Niegdyś, pomiędzy kaudyńskiemi szczyty,Przez barbarzyńskie osaczony roty,Konsul — przejść musiał pod jarzmem SamnityLecz, by z ojczyzny zmyć piętno sromoty,Sam wrócił w pęta — przykład znakomity —Zaiste, wzór to stałości i cnoty,Lecz on sam cierpiał i za własną winę,Egaz bezwinny poświęcił rodzinę.

16. „Tu — oblężeniem król Maurów gród ściska,Wtém rycerz czyni wycieczkę zuchwałą,wnetI wnet król w pętach, gród wolność odzyska:IzynCzyn ten wart z Marsa porównać się chwałą!CaléjDaléj, na morzu, nowe widowiska:DenTen sam mąż z Maurów ściera się nawałą,TI górą statki, wycięte pogany,ILuzLuz piérwszéj morskiéj zrywa laur wygranéj:

17. „To Don Roupinho — i lądy i morzeSpłomienił blaskiem pożar przezeń wszczęty,Czoła Abyli zrumieniły zorze,Gdy maurytańskie płonęły okręty. —Patrz, jak przyjmuje skon w chętnéj pokorzeOn mąż śród walki tak słusznéj i świętéj;Jak z rąk niewiernych — zasługą bogataDusza po palmę zwycięską ulata.

18. „Tam cudzoziemców poczet okazałyOgromną flotą mknie na nasze wody,I z pierwszym z króli pod Lizbony wałyŚpieszy dać męstwa świętego dowody, —Wpośród nich Henryk — rycerz wielkiéj chwały,Nad jego grobem trysł palmy szczep młody:A cud ten świadczy, iż w męczeńskie gronoSyna Giermanji w niebie zaliczono.

19. „Tu kapłan, przeor, Teotonio zwany,Wstrząsa miecz mściwy i Arranchez bierzeW odwet za Leirję, którą MaurytanyWprzód nam wydarli. Tam znów patrz — żołnierzeWkoło obiegli Santaremu ściany,Wpośród nich łacno oko twe dostrzeżeMęża, co dzielną dłonią wojownikaPiérwszy na murach sztandar swój zatyka.

20. „Śledź go, gdy w stronę Andaluzji dąży,Gdzie książę Sanchez, wojuje w téj dobie,Wróg przezeń zbity, legł trupem chorążyI znak Sewilli upada w żałobie:Jest-to Mem-Moniz, z krwią w nim męstwo krąży,Co z kośćmi ojca nie usnęło w grobie:I na sztandarach kłaść imię ma prawo;Kto cudze kruszył — swoje okrył sławą.

21. „Spojrzyj na męża, co dzidą krok wspiera,Zstępując z baszty z łby pobitéj straży,I gród zaskoczon, bramy mu otwiera,Takiéj śmiałości oprzeć się nie waży:I za herb weźmie postać bohatera,Co wznosi głowy dwie o trupiéj twarzy:A za czyn, jakich dotąd nie widziano,Nieustraszonym Giralda przezwano.

22. „Patrz, mszcząc zniewagi od króla doznanéjI od odwiecznych wrogów z rodu Lary,Kastylczyk śpieszy między Maurytany,Przeciw ojczyźnie podnosi sztandary;Huf jego mnogi i wnet zhołdowanyPrzezeń Abrantes, lecz blizki dzień kary:Inny Luz z garstką śmiało pędzi w pole,Rozbija wroga i bierze w niewolę.

23. „Mąż, który zerwał ten wawrzyn zwycięski,Marcinem Lopez zowie się z imienia.Lecz oto kapłan, rycerz duszy męskiéj,Złoty pastorał na stal ostrą zmienia:On nie zna zwątpień, nie zlęknie się klęski,Waleczność Maura krew w nim rozpłomienia:Niebieskie znaki wieszczą mu zwycięstwoI jego garstki podwajają męstwo.

24. „Patrz, jak na króle dłoń pańska się sroży,W niedługim czasie czterech ich zginęło.Zbitych? Nie, wprzód już martwych. Cud to boży,I wyższéj niźli ludzka ręki dzieło!Już przed biskupem Alcacer się korzy,Mur go nie zakrył, męstwo nie dźwignęło,A Don Mateusz, cny pasterz Lizbony,Tutaj palm chwały dostąpił korony

25. „Patrz, wódz Kastylji Luzytanin rodemA mistrz zakonu Algarbję podbija;Gdy hufy idą pod jego przewodem,Czyjaż potęga, moc je wstrzyma czyja?Szturmuje zamki, bierze gród za grodem,Wspiera go męstwo, dobra gwiazda sprzyja.Gdy mu na łowach zginęli rycerze,On za nich siedmiu gród Tawili bierze.

26. „Zręcznym fortelem otwarł Sylwy wały,Gród, co się Maurom z takim kosztem dostał:Tak Don Correa rozgłosem swéj chwałyObudzą zawiść — bo któżby mu sprostał?A nie pominę trzech imion, co brzmiałyW Hiszpanji, Francji, gdzie ślad po nich zostałW ludzkiéj pamięci. Gdzie walki, turnieje,Oni rwą laury, ich dzielność jaśnieje.

27. „Kędy prawdziwe Bellony igrzyska,Błędni rycerze szukają przygody;Patrz, jak w Kastylji w szrankach bojowiskaZe szkodą innych zyskują nagrody?Z trzech najprzedniejszy, Ribeiro z nazwiska,Najśmielszych zuchów wyzywa w zawodyI trupem ściele — nad jego dzieł sławąLetejska woda utraci swe prawo.

28. „Uważ na męża, co szeroko słynie,Nikt z przeciwników nie przyćmi go cieniem,On nad otchłanią zwieszonéj krainieSilną podporę dał krzepkiém ramieniem.Patrz nań, gdy bratniéj wyrzuca drużynieStrach, niedołęstwo wraz z grzesznem zwątpieniem,Gdy wykazawszy, czém jest obcych władza,Pod słodkie jarzmo ziomka lud sprowadza.

29. „Przez jego tylko rady, rzutność śmiałą,Z pomocą Boga i szczęśliwéj gwiazdy,Spełnione, co się niemożebnem zdało,Odparte straszne kastylskie najazdy.Męstwo, wytrwanie zwycięstwo mu dałoWielkie, zupełne — gdy toczy bój z gniazdyTych mnogich dzikich tłuszcz, co mają łanyMiędzy Tartesem a brzegiem Gwadjany.

30. „Patrz, jak pod jego nieobecność padaLuzów potęga, jak ginie ich siła,Gdy wódz pobożny w ustroni hołd składa,Trójcy Najświętszéj modły swe zasyła.Patrz, jak go szuka, jak wzywa gromada,Co się bez niego, mocy swéj pozbyła;„„Przemoc zagraża, a wrogi nas straszą,O! śpiesz twém męstwem wesprzéć słabość naszą,““

31. „Lecz rycerz — „„Nie czas jeszcze““ — odpowiada.Patrz, jak on święcie w Panu zaufany,Jak ten kto pewność od Boga posiadaBlizkich tryumfów, niechybnéj wygranéj.Tak niegdyś Numa, gdy goniec doń wpadaIż kraj przez wroga został najechany,Na smutne wieści odrzekł pełen wiary:„„Nim biedź na wojnę, dokończę ofiary.””

32. „Męża, co Panu zaufał tak śmiało,Czy chcecie wiedziéć, jak śród ludzi zwano?Scypjonem Luzów zwaćby go przystało,Lecz Nun Alvares chlubniejsze dlań miano.Szczęsny kraj, dumny takich synów chwałą,Co mu ojcami raczéj; — póki danoSłońcu oświecać ziem i mórz krawędzie,Po swym wybawcy kraj ów płakać będzie.

33. „W téj saméj wojnie równie szczęście sprzyjaInnemu z wodzów: tutaj zdobycz całąI trzody z hufem nielicznym odbija,Które wprzód wziął nam wróg ręką zuchwałą,Tam w krwi skąpanym oszczepem wywija,Przyjaźnią k’temu powodowan stałą,Wyzwala druha. — Ta chluba narodu,To Don Rodríguez z Landroalów rodu.

34. „Patrz, co nikczemny fałsz odbiera w zyskuI jak się płaci podstępność zdradliwa,Jak Fernand Elvas na pobojowiskuWroga swojego zdrajcę pokonywa.Jak kraj Xeresu niszczy i w naciskuKrwią jego panów, krwią kastylską zmywa.Patrz, jak Pereira, mąż rycerskiéj cnoty,Własną pierś czyni puklerzem swéj floty.

35. »Tu siedmnastu Luzów — garstka małaNa wzniosłe wzgórze przed wrogiem się chroniI gdy Kastylów moc ją opasała,Przeciw czterystu walecznie się broni.I nie dość na tém, ta garstka zuchwałaJuż sama wroga napada i goni:Czyn tak wspaniały — po wszystkie epokiWart jest pamięci, godzien czci głębokiéj.

36. „Wiadome z dziejów olbrzymie zapasyTrzydziestu Luzów walecznéj drużyny,Z tysiącem Rzymian walczącéj w te czasy,Gdy się tak Wirjat wsławił swemi czyny:Nieustraszoność téj zwycięskiéj rasyDziedzictwem przeszła na méj ziemi syny:Przed chmurą wrogów nigdyśmy nie bledli,Lecz dzieł tysiącem męstwaśmy dowiedli.

37. „Patrz na Infantów Pedra i Henryka,Na to przezacne potomstwo Janowe:Jeden w Giermanji imię wojownikaI laur niezwiędły zyskał na swą głowęgłowę,Drugiego chwała na morzach spotykaZa jego prace i odkrycia nowe:On pysze Maurów stawiąc silną tamę,Pierwszy w zdobytéj Ceuty wchodzi bramę.

38. „Oto Menezes oblężon dwukrotnie,Odpiera hufce Berberji całéj:Widzisz? syn jego, ten obraz istotnieMarsa na ziemi — tak dzielny i śmiały?Bronić się niedość dlań –— więc pędzi lotnieZ wrogów oczyszcza Alcaceru wały;Lecz króla swego chroniąc drogie życie,Ginie — z swéj piersi czyniąc mu przykrycie.

39. „Są inni godni malarskiéj palety,Lecz barw zabrakło i pędzel ustawa;Bo gdzież są u nas twórczości podniety?Kto jéj zaszczyty, nagrody kto dawa?Wina to nędznych potomków, niestety!Którym ojcowska obojętna sława,Co — przodków cnocie zamykając łonoW gnuśnéj rozkoszy zniewieściali toną.

40. „Pewnie sądziły przezacne praszczury,Że ich zasługi, ich cnoty, przykładyWszczepią w potomków podobne naturyI szlachetnemi iść przymuszą ślady. —O zaślepieni! toć ta sława z góry,Ten rozgłos, którym słynęli pradziady,Słabsze potomstwo przed światem przyćmiłyLub je w zepsucie, w rozkosz pogrążyły.

41. „Tymczasem inni u szczytu już stoją,Ci, co nie znają, czém przodków rząd długi.Wina to królów, którzy łaską swojąPrywatny fawor stawią nad zasługi:Tak wyniesieni barw żywych się boją,Cóżby im dały artysty sztalugi?W brewWbrew swym zadaniom artystyczne dziełoMiast mnożyć sławę, tu-by jéj ujęło?

42. Znajdą się jeszcze, nie zaprzeczam temu,Z możniejszych domów gałązki szlachetne,Co z duszą wzniosłą pragną po dawnemuPodtrzymać domu blaski wieloletne:Co — jeśli chluby domowi staremuPrzez nowe czyny nie przysporzą świetne —Nie przyćmią przecież imion wielkich chwałą;Lecz takich pędzel spotyka dziś mało.” —

43. Tak Gama wielkie opowiada dziełaPrzed sztandarami idąc luzyjskiemi,Na których ręka mistrzowska zaklęłaDzieje przeszłości barwami żywemi.Katual słucha, powieść go zajęła,Na wszystko patrzy oczyma chciwemi;Pyta, tysiącznych odpowiedzi żądaO wielkich bitwach, które tu ogląda.

44. Lecz już zmrok zwolna cienie swe rozszerza,Ognista kula z widnokręgu schodzi,Aby nad kraje innego półsferzaWylać swe blaski, z których świt się zrodzi:Więc i poganin do odjazdu zmierzaWraz z Nairami od luzyjskich łodzi —Na wypoczynek po podróży swojéj,Jakim łagodna noc twór wszelki koi.

45. Tymczasem króla inna myśl kłopoce:Z rozkazu jego wsławieni wieszczkowieSwą błędną sztukę i piekielne moceBadają, co im los niepewny powie?Jakie dzisiejszy dzień wyda owoceI co się kryje w przyszłości osnowie,Po co przybyły owe LuzytanyDo ich krainy z Hiszpanji nieznanéj?

46. Tym razem piekło sług swoich nie myli,Bo ukazuje, jak ci nowi woje,Kiedy się Indja w wieczne jarzmo chyliNa gruzach państw jéj szerzą swe podboje.Trwożni, zdumieni — śpieszą w jednéj chwiliWieszczkowie panu odnieść wróżby swoje,Ostrzedz, jak straszne znaki wzrok ich czyta,Które im ofiar odkryły jelita.

47. Trwoga tém większe przybiera rozmiary,Gdy Mahometa kapłan świętobliwy,Wielki chrześćjańskiéj nienawistnik wiary,Nad wszystkie inne wyższéj i prawdziwéj,Ujrzał sen, w którym — jak z rodu AgaryIdący Prorok — sam Mahomet żywy —Jawił się Bachus, co dotąd bez zmianyW swéj nienawiści wytrwał niezachwiany.

48. „Strzeżcie się — rzecze — o druhowie moi,Tych klęsk i wrogów, którzy zdali krocząPrzez płynny kryształ do waszéj ostoi,Strzeżcie się, zanim zgubą was otoczą.“Chwilę zbudzony Maur się niepokoiTego widzenia osnową proroczą,Ale je bierze za zwykłe snu złudyI znów usypia bezpieczny jak wprzódy. —

49. Usnął. Bach wraca. „Nie znasz mię? Jam dziadyNauczał twoje. — Wy moi poddani, —Jam wielki dawca praw, — memi zasadyDotąd żyjecie — wy — chrztem nie oblani?Spisz, barbarzyńco, gdy ja pełnię zwiady —Wiesz, czego obcy chce w waszéj przystani?Oto — by zdeptał wiarę i znieważyłJakąm ja ciemny ród ludzki obdarzył.

50. „O! stawcie opór, zgniećcie tę moc wrogą,Dopóki słaba, zniszczcie należycie;Gdy słońce wschodzi — każde oczy mogąŁagodne światło jego znieść o świcie:Lecz kiedy wyżéj pójdzie swoją drogą,Gdy całym ogniem gore na błękicie,Oślepia oczy: — tak wy oślepieniBędziecie, gdy się obcy tu wkorzeni“.

51. Umilkły słowa, pierzchły sny mamiące:Czciciel Proroka porywa się z łoża,Zwie sługi, każe ogień niecić — w drżąceSerce jad wnikł mu niby ostrze noża.Ledwo ta jasna, co poprzedza słońce,Anielskie lice ukazała zorza,On wzywa dzikiéj sekty swe przywódceI ze snu sprawę zdaje im pokrótce.

52. Tłumnie gwarzono, toczono obrady:Każdy podsuwał, jako mu się zdało,Różne zasadzki i przewrotne zdrady,Tysiąc się chytrych podstępów knowało:Lecz zarzucono zuchwałości rady,Gdy lepszy środek znaléźć się udało,Toćby najłatwiéj wrogów swoich zdusić —Dość jest przedajność rządców króla skusić.

53. Więc, by pozyskać państwa dygnitarze —Sypie się złoto, płyną hojne dary;Przyczém się zręcznie, ostrożnie ukaże,Jak zgubą grożą przybylców zamiary;Jak niebezpieczni są owi korsarze,Co — mórz zachodnich plądrując obszary —Żyją bez króla, tém co zdobycz dawa,Bez ustaw ludzkich, bez bożego prawa.

54. O! monarchowie, — kto z was dobrze rządzi —Jakże ma baczyć, czy w doradców gronieNikt wbrew sumieniu i cnocie nie błądzi?Czy szczerą miłość prawdy noszą w łonie?Boć przez nich właśnie i patrzy i sądziMonarcha na swym wywyższony tronie,Potrzeby kraju, pragnienia miljonówPrzez nich dochodzą do podnoży tronów.

55. Lecz trudny wybór, gdzie zwątpień odmęty —Kto wie, glziegdzie godność kryje się prawdziwa?Nieraz, pokory płaszczem obwinięty,Próżny ambitnik swe zamysły skrywa:A kto we wszystkiém prawy jest i święty,W sprawach światowych rzadko biegłym bywa;Bo jakże pozna, jakże je rozwikłaCicha niewinność w Bogu żyć nawykła?

56. Katual, rządcą stawion od korony,Który tu ludy pogańskiemi włada,Wielce w chciwości swojéj podnieconyOdjazd luzyjskich naw ciągle odkłada.Gdy Gama jedną nadzieją wiedziony,Nieświadom, co nań kryje Maurów zdrada,Marzy, by z wieścią k’swemu panu wróciłO krajach, które odkrył i porzucił.

57. Wié on, że skoro wieść pewną odbierzeKról Emanuel — ten monarcha prawyZgromadzi statki, uzbroi rycerzeI wnet ku Indjom wyśle nowe nawy;By pod swe jarzmo ugiąć to wybrzeżeI w moc swą nowe zagarnąć dzierżawy;I że on, Gama, jest pierwszym jedynieGońcem po wieści o Wschodu krainie.

58. Więc z królem pogan pragnie miéć rozmowę,By ku ojczystéj mógł już wracać ziemi;Już i podstępu przenika osnowę,Co się wciąż zdradza przeszkody nowemi.Król, dla którego przebiegi MauroweAż do téj pory były tajemnemi,Trwożon przez wieszczków, przez Maurów mamiony,Niepewną myślą chwieje się w dwie strony:

59. Raz zimną trwogę czuje w duszy nizkiéj,To znowu chciwość wrodzona przeważa,Która, korzyści kreśląc obraz blizkiéj,Chuć nieśmiertelną w piersi mu rozżarza:Boć widzi dobrze, jakie ściągnie zyski,Gdy luzyjskiego wysłucha mocarza,Gdy z jego państwem uczciwie i szczerzeNa długie lata zawiąże przymierze.

60. Zwołuje radę, ale w rozpraw tokuWnet się niezmiernie podzieliły zdania.I cóż za dziwy, kiedy do wyrokuWielu doradców władza złota skłania?Więc Gamę wzywa król do swego boku,Zbliżyć się każe i czyni pytania:„Prawdę mi — rzecze — nagą wyznaj śmiele,Ja przebaczenia winom twym udzielę.

61. „Wiem już dokładnie, że ta ambasada,O któréj prawisz, jest wymysłem próżnym;Króla, ojczyzny nikt z was nie posiada,Na włóczęgostwie dni trawicie zdrożném:Jeśli w dalekiéj Hesperji król włada,Czyżby szaleńcem był tak nieostrożnym,Aby narażać floty swojéj nawyNa tak niepewne, dalekie wyprawy?

62. „Jeśli potężny iście kraj Luzowy,A król wasz świetny w swoim majestacie,Na potwierdzenie słów waszych osnowy,Jakież kosztowne podarki mi dacie?Przyjaźń królewska wiąże się nie słowy,Lecz wspaniałemi dary. Cóż wy macie?Zakład mi złóżcie — bo jak wierzyć treściJakichś nieznanych żeglarzy powieści?

63. „Jeśliście z kraju na wygnanie pchnięci,Co się zdarzało ludziom wielkiéj chwały,Będziecie u mnie serdecznie przyjęci;Ojczyzną mężnych jest przecie świat cały:Gdyście piraci, jakich tłum się kręciPo morzach, nie drżyj, by was tu spotkałySrom lub śmierć; znaném jest po wszystkie czasy,Jak straszne z nędzą o życie zapasy”.

64. Z takiéj przemowy mógł Gama wnieść snadnie,Jakie zasadzki wróg na niego knuje,W jakie go sidła oplątano zdradnie,Jak podejrzliwość myśl królewską truje.A więc wyniosły — wzruszeniem swém władnie,Jak ten, co pewien, iż wiarę znajduje,Z daru Wenery natchniony wymową,Tak do monarchy mądre zwraca słowo:

65. „Gdyby nie zmaza w przeszłości dalekiéj,I pierworodny grzech, co był przyczyną,Iż z czary kłamstwa nieprawości rzekiNa Adamowe potomstwo wciąż płyną,Gdyby nie wrogi, od których przez wiekiTak srodze biedni chrześcijanie giną,Gdyby nie fałsz ich — nigdybyśni gdybyś, o panie,Takich podejrzeń powziąć nie był w stanie.

66. „Ciężko się życia składają koleje:Któż nie opłacał szczęścia niepokojem?Obawa idzie w ślad, gdzie lśnią nadzieje,Czoło wciąż krwawym oblewa się znojem;Tak i ja dzisiaj serdecznie boleję,Że zaufania nie masz w słowie mojem,Że szczerość moja i zacne zamiaryNależnéj sobie nie znalazły wiary.

67. „Gdybym, jak sądzisz, żył plonem łupieży,Lub był tułaczem z ojczyzny wygnanym,Cóżby mię gnało do twoich wybrzeży,Ku tym krainom ustronnym, nieznanym?Zysk czy nadzieja? — co tu dla mnie leży?Bym stawił czoło morzom zagniewanym?Bym chłód bieguna lub wiecznie żarzącePodzwrotnikowe znosił skwarne słońce?

68. „Żądasz, o panie, bym przez dar bogaty,Stwierdził słów prawdę — nie moje to sprawy:Ja-m tylko płynął, by poznać klimatyStron, gdzie twe stare zaległy dzierżawy:Lecz jeśli w morzach unikniem zatraty,Gdy nas do kraju wróci los łaskawy,Obaczysz wówczas, z jak pyszną daninąOkręty moje znów tutaj zawiną.

69. „Jeśli cię dziwi wola, która posłyZ krańców Hesperji aż tutaj wysłała,Nigdy się królów naszych duszy wzniosłéjSprawa możliwa zbyt wielką nie zdała.Trzebaby poznać kraj, w którym wyrosłyWielkie pomysły — znać, jak lud nasz działa,Aby uwierzyć, jak daleko sięgaJego umysłu i dłoni potęga.

70. „Wiedz, że już lata upłynęły mnogie,Jak władze nasze z uporem się jęłyNiebezpieczeństwa pokonywać srogie,Zawsze z wielkiemi połączone dzieły:Odkryto morza pokojowi wrogie,Z trudem je łodzie nasze przepłynęłyW celu, by poznać do krańców świat cały,W oceanowe skąpany kryształy.

71. „W końcu, latorośl szczęsnego mocarza,Co pierwszy łodzią zorał oceany,(Tego, któremu w Abyli los zdarzaZ gniazd ich ostatnie wyprzeć Maurytany),Henryk myśl wielką, gienjalną rozważaI łódź za łodzią śle swe Luzytany,Aż w one strony, gdzie niebo rozżarzaBlask Argu, Hydry, Zająca, Ołtarza.

72. „To powodzenie budzi żądze nowe,Coraz to dalsze otwierano drogi,Gdzie nikt nie pływał — okręty LuzoweJuż na obszary mórz wbiegły bez trwogi,Kędy Afryki ludy południoweNie widzą, patrząc na niebios rozłogi,Siedmiu północnych gwiazd — już ominiętyPas zwrotnikami skwarnemi objęty.

73. „Z takiémże męstwem, z wytrwaniem jednakiemMyśmy fortuny zwyciężyli ciosy,Aż do twych krain nieznajomym szlakiemDo celu pragnień zaniosły nas losy:Przez nas zwalczone fale z klęsk orszakiem,Z strasznemi burzmi, z gniewnemi niebiosy,Od ciebie chcemy świadectwa jedynieDla króla, żeśmy byli w twéj krainie.

74. „Oto, monarcho, szczere me wyznanie;Zważ — dla tak małéj, tak błahéj nagrody,Czyliżbym podjął tak trudne zadanieAlbo kłamnemi łudził cię wywody?Toż nieznające spoczynku otchłanie,Matki Tetydy wiecznie wrzące wody,Stokroćby prędzéj wybrali piraci,Których toń morska łupami bogaci.

75. „Jeśli szczerości zaufałeś mojéjObcej wybiegom, niezdolnéj do zdrady,Przyśpiesz nasz odjazd z tutejszéj ostoi,Racz wstrzymujące usunąć zawady.A jeśli fałszu twe serce się boi,Własnéj mądrości chciéj zasięgnąć rady;Sąd twój rozproszy pomrokę ułudną,Boć przecie prawdę poznać nie tak trudno“.

76. Bacznie monarcha na tę pewność zważa,Z jaką mu Gama słów swoich dowodzi:Głęboka wiara w opowieść żeglarzaI szczera ufność w sercu mu się rodzi:Słuszność słów Gamy i godność rozważa,Podziwia męstwo — i myśl mu przychodzi,Iż jego rządców pozory uwiodły,Ale nie odgadł przedajności podłéj.

77. Wzniecona chciwość wywiera nań wpływy,Wie, co mu z Luzy może dać przymierze,Więc ku tym ludziom woli być życzliwyNiż ku swym Maurom radzącym nieszczerze.Sam Gamie powrót doradza skwapliwy:Niechaj bezpiecznie śpieszy na wybrzeżeI część towarów na ląd wynieść każe,W zamian korzeni, czy na wyprzedaże.

78. Zaleca handel towary takiemi,Jakich nie daje Gangiesu kraina;Jeśli się znajdą zdatne w onéj ziemi,Gdzie się ląd kończy, a morze zaczyna.Gama pożegnan słowy królewskiemiJuż z przed oblicza schodzi Samorina,Śpieszy o czółno prosić Katuala,Bo Luzów łodzie stały w morzu zdala.

79. Lecz próżno prosi, daremnie nalega:Podły minister nowe sieci motaI przez rozliczne podstępy zabiega,By się zbyt prędko nie wymknęła flota.Niby sam z Gamą zdążając do brzega,Chce tylko zwabić po-za dworca wrotaI zbłąkać pragnie, aby na uboczuZłość swą nań wywarł zdala pańskich oczu.

80. Wywiódłszy w pole, tak nareszcie rzecze:„Dziś już łódź żadna nie puści się w morzeWięc i wasz odjazd do jutra się zwlecze,Dam czółna, skoro błyśnie pierwsze zorze“.Z tych słów wnet Gama zamiarów dociecze,Już odgadł, czego poganin chcieć może,Iż z bezecnemi Maury się sprzymierzył,W co wódz luzyjski aż dotąd nie wierzył.

81. Ze wszystkich rządców i z duszą i z ciałem,Kupionych Maurów podarki hojnemi,Katual w państwie Samorina całemPrym trzymał, rządząc grody potężnemi.Maur się spodziewał, iż z jego udziałemJedynie — oraz środki podstępnemi —Dojdzie do celu. On, spólnik ich spisku,Czyliż się zechce zrzec nadziei zysku?

82. Gama ustawnie prośby swe powtarzaO łodzie, których rządca nie dozwala;Wszak pozwolenie słyszał z ust mocarza,Cnego następcy władcy Perimala?„Przecz więc minister przeczyć się poważaI przewiezienie towarów oddala?Wszak co monarcha wyrzekł swemi słowy,Nikt nie śmie zmienić wyroku osnowy?“

83. Przekupny rządca na takie wyrazyPozostał głuchy. W głowie mu subtelnaFantazja mnogie rozsnuwa obrazy,Zdumiewające podstępy piekielne;To chce się rzucić z ostremi żelazy,W krwi wstrętnéj skąpać, nieść ciosy śmiertelne;To całą flotę wyniszczyć pożogą,By nikt z niéj w kraju swym nie postał nogą.

84. „Żaden ojczyzny nie ujrzy z rycerzy“ —Tak wyrok Maurów opiewa szatański —„Niech się o stronie, gdzie kraj wschodu leżyNigdy nie dowie władca luzytański;Niech Gama próżno krąży u wybrzeży,Niechaj go rządca wstrzymuje pogański;Bez jego woli daremne starania,Zakaz łódź każdą od brzegu odgania“.

85. Katual daje odpowiedź jedynąNa skargi Gamy, na jego wyrzuty:„Każ — rzecze –— swoim niech na brzeg przypłyną,A łatwe będą przyjazdy, powroty.Kto się tak bardzo odgradza głębiną,Znać chowa w duszy zły zamiar uknuty,Ludzie uczciwi i wierni w przyjaźniUfają innym, nie znają bojaźni“.

86. Roztropny Gama odgadł z tych słów wroga,Że dlań naw jego zguba pożądana,Że napad zbrojny, lub ognia pożogaCzekają flotę z ręki muzułmana.Wódz walczy z myślmi — jaka wyjścia drogaDla ocalenia winna być wybrana?On chciałby stanąć przed klęski obliczemNa wszystko baczny, nie zaniedban w niczem.

87. Jako gdy w szybie polerownéj stali,Albo w krysztale pięknego źwierciadłaPromień słoneczny swe światło zapali —Widzisz, jak wkoło jasność jego padła,A gdy z tém światłem igra jeszcze daléjSwawolna ręka, co kryształ posiadła,Wnet na dachówki i na domów ścianyRzuci on odblask niepewny, zbłąkany: —

88. Tak się myśl Gamy chwiała frasobliwa;Gdy nagle wspomniał, że w téjże godzinieWierny Coelho może poń przybywa,Jak się spodziewał? może z ludźmi płynie?Natychmiast skrycie rozkaz odwoływa,Każe ku flocie powracać drużynieI pilnie baczyć, by ustrzedz okrętyOd sieci Maurów dokoła rozpiętéj.

89. Tak to ma działać, kto w Marsowe śladyPodążać życzy i jak on zasłynąć:Myśl ma miéć lotną, usuwać zawady,Niebezpieczeństwo przeczuć i ominąć:Wojenny wybieg i przebiegłe zdradyWrogów odgadnąć i ich w nie owinąć;Słowem wszechwiedzem być. Tak, nie pochwalęWodza, co rzecze: „Tegom nie znał wcale“.

90. Wciąż Malabarczyk Gamę jeńcem trzyma,Ciągle nalega o przyzwanie floty;Lecz serce wodza gniew szlachetny wzdyma,A stałość jego groźb odbija groty:I niéma złości, cierpień takich niéma,Których on z szczeréj nie zniósłby ochotyWprzód — nim narazi dla osoby swojéjKrólewską flotę, co bezpieczna stoi.

91. W ciężkiéj niewoli Gamie noc uchodziI dzień ubiega — więc wódz postanawiaWrócić przed króla, lecz mu drogę grodziLiczna straż rządcy i opór mu stawia.Tymczasem w rządcy myśl nowa się rodzi,On kar od pana swego się obawia,Skoro ten pozna, jak podle mu służyPrzeto się lęka Gamę więzić dłużéj.

92. I tak doń rzecze: „Każ przewieźć niezwłocznieWszystkie do handlu przydatne towary,Niech się zamiana i sprzedaż rozpocznie;Kto handlu nie chce — wojenne zamiaryZnać żywi“. — Z słów tych wyziera widocznie,Jakiéj nikczemnik wymaga ofiary;Gama przystaje: wié już, że wróg złupi,Lecz on tą stratą swą wolność okupi.

93. Wnet staje układ: poganin da łodzieWygodne, które pomkną na głębiny;Bo żadnym zdradom i żadnéj przygodzieGama nie podda swych naw ni drużyny.I mnogie barki już pędzą po wodzie,Po różne płody hiszpańskiéj krainy:Gama do brata pisanie wyprawił,By dał zań okup i z pęt go wybawił.

94. Zaraz ładunek na ląd wyprawionyChętnie Katual przyjmuje go podły:Alwar i Diego płyną z Luzów stronyNa traf jeśliby targi się powiodły.Próżno kołatał do duszy skażonéjRozkaz monarchy, próżne jeńca modły;Niewierny wskazał, do czego był zdolny:Zobaczył korzyść i wnet — Gama wolny.

95. Dzierżąc wysłańców onych i towarySądzi poganin, iż więcéj zdobędzieNiż jeśli wodza tak więzić bez miaryI na swym brzegu zatrzymywać będzie.Gama powraca z stałemi zamiary,Iż po raz drugi na ląd nie wysiędzieZ obawy więzów, — więc ku łodziom śpieszyI błogim wczasem po trudach się cieszy.

96. Odtąd spokojny na statku swym czeka,Co czas odkryje i co los mu zdarzy;Już odeń ufność ku rządcy daleka,Wié, co nikczemny chciwiec w sercu waży.O jakże dziwna natura człowieka!Ciekawy widok, — gdy możnych, nędzarzy,Kiedy nas samych żądza zysku żenie,Czynami rządzi, tłumi w nas sumienie.

97. Przez nią król Tracji zabił Polidora,By stać się panem ogromnéj skarbnicy;Przed złotym deszczem Akryzjusza córaPróżno zamkniona w warownéj wieżycy:Oto Tarpeja ku chciwości skora,Olśniona blaskiem złotéj błyskawicy,Wrogom odkrywa tajne wnijście wieżyI ginie z rąk ich pod stosem puklerzy.

98. Złoto otwiera twierdz obronnych wrota,Fałszywą przyjaźń i zdradę wytwarza:Najhartowniejsza przed niém gnie się cnota,Przezeń wódz zdrajca z wrogiem się skojarza;Przezeń dziew czystość zamienia sromota,Ni grzech, ni hańba już ich nie przeraża:Złoto uczonym — ileż widzim razy —Daje sąd ślepy, ich sumieniu skazy.

99. Złoto statutów treść biegle wykłada,Stanowi prawa i pełnić je wzbrania:Przezeń ród ludzki w przeniewierstwo wpada,Ono monarchów ku tyranji skłania.Słyszałem nieraz, że i temi włada,Co Wszechmocnemu służą z powołaniaI ich czarują te blaski zwodnicze,Aż cnota płonąc zasłania oblicze.

Comments

Loading comments…