Pieśń o powodzi

Pieśń o powodzi

Po szerokiej Ameryce tętnią i dudniąrozchlapane popławy jezior, bagien i rzek.Akordami C-moll grzmi rozlewne preludium,burzą wyje śpiew piany, bije bulgot i brzęk.

Idą fal zbuntowanych zwycięskie pochody,szmaragdowym sztandarem zamiatają piach z dna!Wyrzucone w grzmot salw, luną w lej płaty wody,ostry wiatr dymy piany, jako salw dymy, gna!

Czarny bunt białe fale przed gniew swój zapozwał;czarny łowca rzemienie ściągnął w żył sinych kłąbi ze smyczy, jak psy, spuścił wściekły wodozwał,na sto pięter obłędnych, tysiąc tęcz, milion trąb!

Przez przepaście gna w cwał stado panter i Niagar,kiedy skok — złomy arkad, kiedy rozpęd — to pion.Drżące Andy za czub chwyta srebrny huragan,że pękają, kamienne, jak topiący się dzwon.

Z fundamentem rwie dom i kołysze nam otchłań,płyną miasta żelazne, z hukiem walą się w wir,ludzi lęk wabi w loch, chłonie toń wrącym kotłem,młyny ramion drą kołbań, sine zęby żrą żwir.

Któraś pierwsza o dno wiotkie ciało otarłai rzuciła się naprzód wichrem szumów i bryzg,

muskularna jak koń, ciemna falo Ontaria,(grzywa, kark, pierś, kopyta — ogień, orkan i błysk!)

jeśli tabun twych sióstr w zawierusze kawalkaddumne fabryki pognie, domy, tumy, tor, mur,jeśliś groźna jak tur, i nie fala, lecz walka,włącz mnie, włącz, o zawrotna, w twój kołowrót i chór!

Ścisnę kark twój okrakiem i z pieśnią na wargachchyży lot twój rozognię bosą muzyką pięt.Tratuj, targaj i niszcz, a gdy zniszczysz i stargasz,piramidę rozlewną nad Ameryką spiętrz!

Zakołuje nad lądem, jak wiatr, błędny wampir,zawiruje błonami, zaszeleści jak cień,potem spadnie jak głaz, i we mgle wodnych fanfarzadmie krwią w trombon z brązu, kiedy pęknie od brzmień.

Wtedy groźne szaleństwem, jak tłum korybantek,buchną fale na przestrzeń, parte pulsem stu serc:wstanie siwy Pacyfik i siny Atlantyk,będzie woda i niebo, będzie cisza i śmierć.

Wiadomości Literackie, 1927 r.

Comments

Loading comments…