Charty (Ludwik Maria Staff, 1922)
Białe charty prowadzi na smyczy, zgarniętejKrótko w pięści, by wstrzymać ich pęd niecierpliwyPoprzez świeżo zasiane oziminą niwy —I bacznie wkoło patrzy z popod brwi ściągniętej.
Las się pali jesienią wdali wstęgą długą,Z bagien w dole dochodzi rzadki rechot żabi,Kania żałośnie siostry w powietrzu swe wabi,Słuchy nastawił szarak poza brózdy smugą.
Ujrzał rzeszę idącą doń ostrożny zając:Porwał się wraz i słuchy położył na grzbiecie,Czmycha, skokami opył z gleby suchej miecie...Drżą charty, delikatnie po ziemi stąpając.
I patrzą w oczy onej, co je w smyczy wiedzie,Spozierająca tęsknie wdal do nieboskłonów...W nogi wetknęły sute kity swych ogonówI zbiły się trwożliwie w bezładnej czeredzie.
Zdają się ważyć dziwne swej pani uczynki:Uszedł szarak, w las poszedł, nawet nieścigany!...Niespokojnie zwróciły oczy na twarz DianyI ujrzały łzy w modrych źrenicach boginki...
Comments
Loading comments…