Pokusa (Ludwik Maria Staff, 1922)

Chciałbym być dziś nad morzem, na wytwornej plaży,Gdzie spotkać można lordów, markizów, hrabiny,Wogóle wiele nowych i nieznanych twarzyI cudzoziemskiej wokół słuchać paplaniny.

Siąść na ławce przy jakiejś zamorskiej osobie,Patrzeć na egzotyczne agawy i pinjeI by też egzotycznem czemś wydać się sobie,Odmawiać Pater Noster choćby — po łacinie.

Pójść na obiad, nie wiedząc, jak się co nazywaI zjeść wpierw leguminę i resztę odwrotnie,Zaśmiać się z swej pomyłki, wypić szklankę piwaI o nic się nie troszcząc, znów w marsz iść ochotnie,

Nie znać żadnej ulicy, widzieć niewidziane,Czytać na szyldach sklepów cudaczne nazwiska — —Och, jakbym chciał! — Bo zbrzydło mi tu wszystko znane,Te ciągłe pola, słoty, krowy i pastwiska.

Na nic zresztą porywy! Bo dla braku środkówIluzoryczne muszą być wszelkie pomysły.Nie mam do zastawiania w drodze złotych podków,Do zaścianka post wrażeń ograniczę ścisły.

Fantazjo, milcz i nie kuś włóczęgowską zwrotką!Tu, orliczko, masz klatkę z mocnemi prętami,Byś się nie rozbujała po przestworzach słodko,Bo pono, latawico, bratasz się z wichrami...

Comments

Loading comments…