Żniwo (Fraszka dla Prusa)
............Jeszcze na twoje żniwo czas,Kwiat jeszcze na twej grzędzie;A dziś już kłopot jest wpośród nas:— Co kiedyś będzie!?
Kosiarzy trzaby z wiosek trzech —Kto wie, czy jeszcze stanie —Żeby skosili i płacz i śmiechNa twoim łanie.
Ten jeden wyrósł w jasny kwiat,Ten drugi w bujne kłosy;Więc to tam pola tęgi szmatZajmą pokosy.
Lecą już pieśni w ranny czas,Skowronek im pomaga:Wyciąga Maciek w przecudny bas,A w dyszkant — Jaga.
Wnet zagra pole brzękiem kos,Ostrzonych w takt u brusa;
Pytają ludzie: — Co to? — My w głos:— Żniwo u Prusa! —
Co tam dwojaków będą nieśćDziecięta w modre ranki!Co Magda klusek musi gnieść,Co lać maślanki!
Zaśby pogody jasnej trzaChoć z tydzień, z dwa tygodnie,Żeby na garściach kośba nam taPrzeschnęła godnie.
Cudneż to będą one dnieDla ptactwa i dla zwierza!Aż głucho, jak to zwabi sięSkróś odwieczerza!
Tuż świt upuszcza tęcze z rzęsNa uroszone łany,Tuż zarży źrebak i udrze kęs,Chociaż spętany.............Więc trzeba dziewek znowu rójZ grabiami słać z chałupy,By ten użątek kłosisty twójZgrabić na kupy.
Trza do powróseł bab choć sto,Średniaków choć z półkopy!Bo czemże będą związywać toŻniwo we snopy? —
Zaś ekonomski trza mieć łeb,By zliczyć do gromadyMendle i kopy; bo lada kiepNie da z tem rady!
I sam ekonom się za dwóchZapoci tam, chudzina!Co zliczy kopę, a weźmie niuch,Zmyli — i znów zaczyna.
Teraz-że trzeba złotych dni,Żeby to oschło z rosy;Bo kiedy burza błyska i grzmi,Czernieją kłosy.
A toćby szkoda była namKażdego bochna chleba;Więc dajem na mszę: proboszcz tamJest bliżej nieba.
Już odsygnował pięknie dziad,Już organ nam przygrywa...Wzdychają baby, w nadobny ładIdzie wotywa.............Setnyby musiał wóz być on,We cztery tęgie konie,Coby miał zabrać wszystek ten plonNa twym zagonie!
Trza podawaczy choćby dwóchU każdej stawiać kopy,I to wybierać, który jest zuchPomiędzy chłopy!
Na wozie takoż tęgi drab,A i ten skipi pracą...Tu nie poradzi nijaki cap,Ani ladaco!
Trzaby, jak perłę, wybrać dzień,Nie zbytni żar gorąca,
Żeby lekuchnych obłoków cieńUgaszał słońca.
Tu się rozlegnie śmiech i ruch,Trzaskanie chłopiąt z biczy;Przepiórka leci i roni puch,A derkacz krzyczy.
Bab na pograbki wyszła moc,Grabiska aże dzwonią...A dzikich gęsi sznur się pod nocSkrzykuje błonią...
Ubywa kopic, kipi pot,Przez złotą kłosów chmuręBłyskają widły; już snopy w lotZapchały furę.
Trzeszczą półdrabki, rośnie stóg,Piętrzy się góra złota...Chłop z wozu krzyczy: — Dość! DalibógWywalę wrota! —
Tak lecą radzić, kto tam żyw,Ten to, a drugi owo...A my, gromada, na taki dziwAż kręcim głową.
— A to ci z Prusa tego tuz:Co snopów ma w swym plonie!Toć nie zabierze tego i wózWe cztery konie! —
Comments
Loading comments…