Bóg się rodzi (Konopnicka, 1915)
Nie rozkazem, co drgająceW żarach ognia stwarza słońce,I nie słowem, co z nicościKrzesze żywy byt;Ale ciałem, ale czynemTen, co nazwan Bożym Synem,Spełnia dzieło wszechmiłościW ten jutrzenny świt.Ach! gdy Bogu było małoWyrzec: »Stań się« by się stało,Lecz zejść musiał jako dziecię,By działać jak mąż:Ty, dni lepszych myśli biała,Bierz co rychlej szatę ciała,Czynem objaw się na świecie,Czynem w światło dąż! —
Wczoraj jeszcze ziemia całaStarym żądzom hołdowała,Niewolniczo kując dłonieW łańcuch łez i krwi;Dziś, jak Ewa rozgrzeszona,W błękit wznosi swe ramiona,Wolna — wznosi jasne skronie;Do przyszłości drży...
Odtąd runą bogi stare,Odtąd nową już ofiaręW swych świątyniach ludzkość złoży,Wybieleje świat...Duch zakrzepły się rozgrzeje,Rozpłomienią się nadzieje,W sercach głos sie ocknie boży:»Kochaj — to twój brat«.
Długo, ziemio, w ciemnym zmrokuDać nie śmiałaś naprzód krokuI nie znałaś, chwiejna bryło,Gdzie twych ruchów oś...Aż wśród pracy i cierpieniaOdnalazłaś punkt ciążenia,Wiesz, że światło jest twą siłą —O nie walcz i proś. —Ach, gdy pierwszy raz na ziemiPrzed duchami omdlałemiZaświtały w imię bożeTory nowych dróg:Czyliż dziwno, że nędzarze,Równość prawa biorąc w darze,Okrzyknęli światła zorzę:»Bóg się rodzi! Bóg!« —
Comments
Loading comments…