Blaskom twym (Konopnicka, 1915)
Blaskom twym moje otwieram okienko,Nocy źrenico!
Usta mi płoną wezbrane piosenką,Serce — tęsknicą!W mgliste przestrzenie wyciągam ramiona,Cicha i drżąca...A dusza moja omdlewa i konaBez swego słońca!O życie, czaro upojeń! o życie,Męko pragnienia!Ileż ty w każdym zużywasz zachwycieSiły istnienia!Na żużle w twoich uniesień pożarzeDuch się wypala...Ofiarę ognia biorą twe ołtarze,Jako Baala!Ty umiesz płomień podawać w kielichuBiałych powoi...Spragnionym ustom ty szepcesz po cichu,Że żar napoi...Ty w ogień umiesz zamieniać powietrzeBłękitne, chłodne...I łuny rzucasz na róże najbledsze,W noce pogodne...O życie! twoje kipiące puharyŚmierć mają na dnie!Nieszczęsny, komu pragnienie z twej czaryGasić przypadnie...A jednak — oto ja wyciągam dłonieDo ciebie! OtoDuch się mój trawi pragnieniem i płonieWieczną tęsknotą!I w łez jasności, jak w srebrnej kaskadzie,Skąpana stoję,A noc miesięczna na głowę mi kładzieOdblaski swoje...I pić mi daje z perłowej swej czaryNapój marzenia
I zmienia mgliste, wilgotne oparyW srebrne widzenia...Jakiś świat cichy, promienny i biały,Wstaje — zaklęty...Płomień tężeje w przeźrocze kryształy,A łzy — w djamenty.Obłok tęsknoty, w puch lekki rozbity,Przewiał nad głową,Jak pąk róż białych, rzuconych w błękityZ rosą perłową...Skrzydła swe szerzej i wyżej rozwinął,Wzbił się do góry...I jako orzeł w dal jasną popłynąłSrebrzysto–pióryMajestat ciszy usta mi zamyka...Gdzież wyraz, któryGodnym jest, by mu wtórzyła muzykaSennej natury?O nocy błoga! ty chłodzisz swem tchnieniemSkroń rozpaloną...Ty kryjesz żary przed mojem spojrzeniemBiałą zasłoną...Wszystko, co ziemskie, aż do serca biciaUciszasz we mnieI unoszącym mnie porywom życiaMówisz: »Daremnie!«I tak mnie trzymasz, jakby urzeczoną,W swej srebrnej mocy,Aż duszę moją ukoisz wzburzoną,O cicha nocy!
Comments
Loading comments…