Choćbym o mil tysiące...

Choćbym o mil tysiące zakrzyknął ku braci,Głos się mój nie zatraci,Ale przez rzeki, przez lądy, przez górySzybszemi, niźli ptak, pióryPrzeleci w pędzie, niewstrzymanym niczem,I szeptaniem tajemniczem,Albo przeraźliwym krzykiemW piersi ich — własnym moim ozwie się językiem.

I choćbym tylko myślą przemówił do braci,Myśl się ma nie zatraci,Ale o mil tysiące, poprzez oceany,Ogromne świata przestrzeniePrzesiecze, jak płomienie,Aż u bratniego progaPadnie, jak gołąb, z wieścią daleką wysłany,I bić weń będzie skrzydłem i nocą i zorzą,Aż jej się drzwi otworzą,A myśl wejdzie w przybytek ducha zadumany.

Bo między mną tu a niemi,Nawskroś nieba, nawskroś ziemi,Otwarta jest przestrzelna i dźwięcząca drogaTajemniczej atmosfery,Co najcichsze chwyta szmery,Wypełnia sobą przestrzenie,

Czas przenika, oddalenie,I przez wszechpotężny ruchSerce do serca zbliża, a do uszu — usta...A choć się wydaje pusta,Woła w niej i żyje — duch!

Comments

Loading comments…