Co to jest życie? (Konopnicka, 1915)

Co to jest życie?... Schylona nad księgąWiecznych zagadnień o śmierci i bycie,Myśl wstrząsa niebios i ziemi potęgą,Pytając: Co to jest życie?Jako świat dawny, tak dawno paląceSłowo to, w błękit wyrzucone, leci...A nad ludzkością zadumaną słońceW ciszy powstaje i świeci...I żaden odzew nie koi nam duchaI nie rozjaśnia żaden promień nocy...Ach, kiedyż wstanie Ten, który nas słucha,Milczący w swojej wszechmocy?

Co to jest życie? — Oś przemian i ruchu,Harmonji zjawisk ton główny, przewodni,Płomyk, co gaśnie przy śmierci podmuchu,I znów się chwyta pochodni...I co jest życie? — Żebracze łachmany,Purpura królów, siła myśliciela,Nędza, co w istnień miljony się wciela,Wlokąc materyj kajdany...Upadek duchów, walk pole najkrwawsze,Gdzie nikt nie mierzy oręża, ni siły,I gdzie zwycięstwo otrzymuje zawszeCzarna chorągiew mogiły...

Co to jest życie? — Uśmiechy wiosenne,Szmer pocałunków, jutrzenka spłoniona,Zroszone róże, marzenia półsenne,Uścisk, co splata ramiona...I co jest życie? — Odwieczna tęsknicaDo oddalonych żywej wody zdrojów,Żar, co pierś trawi i ogień podsycaBurzliwym tchem niepokojów...Trud bez zapłaty, samotność i wzgarda,Znój krwawy czoła i łzy krwawe oka,Boleść, jak groby, czarna i głęboka,Dola sieroca i twarda!

Cóż więc jest życie? Do czego zbudzone?Czemu tak strasznie rozłamane w sobie? —Oto w błękitach ma swoją koronę,A trwałość odrodzeń — w grobie.Obecność jego wszędzie, a istotaNiepochwycona, lotna i subtelna...Dotkniesz go ręką — garść pyłu i błota,Myślą — iskra nieśmiertelna.Gdzież jest ten nikły punkt, ta tajemniczaSpójnia, co wieczne łączy ze znikomemI zmiennej formie, która jest jej domem,Potęgi bytu użycza?I komu dano chwycić moment wielki,W którym materja przyjmuje paląceZnamiona ducha, jak rosy kropelki,Co rankiem zwierciedlą słońce?

O myśli ludzka, gdzieżeś ty nie byłaPo słowo życia, płomienna i drżąca?I jaka czara, tuż przy ustach schnąca,W pragnieniu cię nie poiła?Ileż ty razy, o biedna ludzkości,Wzniesiesz się jeszcze i padniesz znużona,

Zanim podstawy dla swojej przyszłościWyczerpniesz z własnego łona,Zanim zdobędziesz choć tyle w tym boju,Z tajemniczością własnego istnienia,Byś cele swoje bez łez i bez drżeniaRozważać mogła w spokoju?Kiedyż ukoisz się i pójdziesz, cicha,Wytkniętą drogą, bez skargi, świadomieDążąc tam, kędy myśl boża oddychaW słonecznych światów ogromie?

O! gdybym mogła z łez własnych, z tęsknotyUtkać, jak tęczę, pas długi, pas złoty!Rzuciłabym go w gościniec daleki,By prędzej po nim szły wieki!Ale w ludzkości, jak klątwa niedoli,Są takie słowa, których nic nie zgłuszy...Myśl od nich płonie i pierś od nich boliI ciemno robi się w duszy...I wiem, że wiecznie wśród istnień gromady,Z okiem utkwionem w dalekim błękicie,Stać będzie człowiek, samotny i blady,Pytając: Co to jest życie?

Comments

Loading comments…