Contra spem spero (Konopnicka, 1915)
Przeciw nadziei, co stoi na chmurzeŁez, prędkim wichrom rzuciwszy kotwicę,I obrócony wzrok trzyma na burzeI nawałnice,W niezgasłe gwiazdy ufam wśród zawieiPrzeciw nadziei.
Tak pieśniarz ślepy, gdy go noc otoczy,Choć wie, że rankiem nie wzejdzie mu słońce,Podnosi w niebo obłąkane oczyI dłonie drżąceI mroki pije źrenicą zagasłą,Wierząc w dnia hasło.
Wiem, odleciały te ptaki daleko,Co nam na skrzydłach niosły chwały zorze,I z rzek już naszych te wody nie cieką,Które szły w morze...I syn się karmi kłosami gorzkiemiZ ojców swych ziemi.
Sam Bóg zagasił nad nami pochodnięI na mogiły strząsnął jej popioły.Idziem, jak idą bezdomne przechodnie,Z zwiędłemi czoły,A stopy naszej zasypuje śladyWicher zagłady...
Wiem, niech mi smętne echo nie powtarzaTego, co wstydem pali i co boli.Bom ja też rodem z wielkiego cmentarzaI z krwawej roli...I ja też lecę, jak ptak obłąkanyI wichrem gnany.
Przecież o zmierzchy skrzydłami bijącaI piekieł naszych ogarniona sferą,Oczyma szukam dnia blasków i słońcaContra spem — spero...I z mogił głębi czuję życia dreszczeI ufam jeszcze...
Przeciw nadziei i przeciw pewnościWystygłych duchów i śmierci wróżbitówWierzę w wskrzeszenie popiołów i kości,W jutrznię błękitów...I w gwiazdę ludów wierzę wśród zawiei,Przeciw nadziei!
Comments
Loading comments…