Czemu ta przepaść (Konopnicka, 1915)
Czemu ta przepaść, która braci dzieliNa pokrzywdzonych i na krzywdzicieli,Tak jest bezbrzeżną, jako oceany,A taką straszną, jak rozwarte rany?...
Czemu jej zrównać, zapełnić nie mogąWybuchy pomsty swych ogniów pożogą?Czemu jest zawsze, jak rozpacz, bezdenna,A jak nienawiść — okropna, płomienna?
Krwią swoją ludzkość zalewa ją co dnia,W głębie jej leci i cnota i zbrodniaI łza i klątwa i miłość i zdrada,A przecież wszystko gdzieś marnie przepada...Olbrzymie serca i umysłu siły,Życie miljonów, miljonów mogiłyCzas rzuca na dno przez lata, przez wieki,A brzeg od brzega tak zawsze daleki!W przepaść tę szermierz rzuca hasło boju,Cichy myśliciel — ustawę pokoju,Mędrzec — pęk światła słonecznego z nieba,Nędzarz — pot krwawy i czarny kęs chleba,Bohater — sławę, geniusz — swoje trudy,Życie — swe prawa i swoje zjawiska,Duch — swą tęsknotę, dzieje — całe ludy,Bóg nawet wstaje i grom swój w nią ciska...A przecież dotąd, pragnieniem ziejąca,Plamą jest ziemi i przeczeniem słońca.
Jestże kto, pytam, co zapładnia ziarna,Które ta zgroza pochłonęła czarna?I czyż z nich kiedy złoty plon wystrzeliI bratnim chlebem ludzkość się obdzieli?
O! śpiesz się, słońce! Zbyt wschodzisz powoliNad przepaściami głębokich niedoli!O! śpiesz się, słońce! Niech dzień nowy wstanie!...Wszak tylko światło zwycięża otchłanie.
Comments
Loading comments…