Do kobiety (Konopnicka, 1915)
Czy wiesz, ty piękna i ty uśmiechniona,Której usteczka rozchyla pustota,Co znaczy »kocham«, to najświętsze słowo,Co pada z piersi, jako strzała złota,I jak królewskiej purpury zasłona,Oddziela ciebie, wzruszeniem różowąI drżącą snami szczęścia dziewiczemi,Od wszystkich ludzi na całej tej ziemi,Byś otworzyła jednemu ramiona?
Czy wiesz ty o tem, motylu i kwiecie,Poranków wiosny ty śpiewna ptaszyno,Że ta godzina, w której usta twojeSzepcą to słowo, jest cudów godziną?Że wtedy jasno robi się na świecie,Że srebrem biją wszystkie żywe zdroje,Że róże w pąkach płonią się wiosenne,Że dziwne mary, rozwiewne i senne,Ciałem się stają pod drżącą twą dłonią?Że w twej źrenicy, jako w pryźmie słońce,Życie odbija blasków swych tysiąceI załamuje promień brylantowy?...Że noc koronę srebrną swojej głowy
U stóp twych w chłodnych rozsypuje rosach?Że twem wzruszeniem drżą gwiazdy w niebiosach?
Czy wiesz ty o tem, że słowo to ciebieCzyni kapłanką przeczystych ołtarzy?Że to uczucie, co łuny dziewiczeRzuca na białość liljową twej twarzyI djamentową skrą w oku rozbłyska,Nie tylko szczęściem jest, lecz złotą wagą,Co byt wszechświata utrzymuje w ruchu,Pierwszem zarzewiem wielkiego ogniska,Co świat ogarnia blaskami swojemi,Pierwszem ogniwem w stworzenia łańcuchu?Czy wiesz, że kiedy zmierzchy tajemniczeWydały kształty młodzieńcze tej ziemi,Co stała jeszcze wśród chaosu nagą,Najpierwszem słowem, jakie Bóg na niebieRzekł do niej, było słowo: »Kocham ciebie?«
Posłuchaj! Kocham — to nie znaczy wcale:»Chcę być pieszczoną w twym domu królową,Chcę iść przez życie drogą kwieciem słaną...Chcę w pocałunków twoich tonąć szale...Chcę, by mi słonko świeciło co rano...Chcę, by co wieczór lampę djamentowąSrebrzysty księżyc palił mi nad głową...Chcę, byś dzień cały mojego szczebiotuSłuchał i zawsze witał mię uśmiechem...Chcę, byś mi pieśni śpiewał wraz z słowikiem...Chcę żyć z twej pracy i z twojego potu...Chcę, byś był moim cieniem, mojem echem,Odpowiedzialnym za mnie niewolnikiem...«
Nie! »Kocham ciebie« — to znaczy: »Chcę z tobąPodźwignąć ciężar, co się życiem zowie,Być domu twego światłem i ozdobąI nieść ci pokój i ciszę i zdrowie.
»Kocham« — to znaczy: Twoje ideałyI twoje cele są także mojemi.Pracujmy razem, by rozświt dnia białyPrędzej rozbłysnął na ziemi!Chcę, by mą drogą była twoja droga,Mojem pragnieniem były twe pragnienia;Chcę, byś był głosem mojego sumieniaI wiódł mię z sobą do Boga!Chcę, byśmy, lecąc w uścisku wzajemnym,Jako dwa duchy, w dziedzinę wieczności,Rozpromienili na świecie tym ciemnymGwiaździste szlaki przyszłości!Chcę przez twą wiedzę mój umysł rozszerzyćI słowo twoje chować, jak przysięgę;Chcę z tobą marzyć i tęsknić i wierzyćW ducha niezłomną potęgę!»Kocham« — to znaczy: Chcę z tobą podzielićGorzki chleb trudu i łez i boleści...Chcę oczy twoje w dniach smutku weselićI tarczą być twojej cześci.Chcę na twych piersiach być, jak róża biała,W której płomyczek tajemniczy pała,I chcę być, jako pieczęć rubinowa,Na ustach twoich bez słowa...»Kocham« — to znaczy: Chcę w cichym zakątkuŻyć zapomniana, byleś ty był ze mną...Chcę nad kołyską naszemu dzieciątkuNucić piosenki w noc ciemną!
»Kocham cię« — znaczy: O wolny ty duchu!Ja nie chcę skrzydeł twych krępować jasnych,Przykuwać ciebie do trosk nędznych, ciasnych,Ciebie, coś przywykł na myśli podmuchuWzlatać, jak orzeł, po najwyższych szczytachI gniazdo zwijać w błękitach.Ja nie chcę ciężyć tobie, jak kajdany,Wiązać cię z ziemią żelaznym łańcuchem...
Chcę tylko, byś mnie uznał, ukochany,Bratnim i równym ci duchem.»Kocham« — to znaczy: Ja chcę być dla ciebiePrawdy i dobra i piękna zaklęciem,Umiłowanem twej duszy dziecięciem,Twojem marzeniem o niebie...Chcę domu twego być białym powojem,Twojemu czołu od skwarów ochroną,Chcę być twą myślą i ramieniem twojemI przyjacielem i żoną!
Jeśli w twych piersiach, kobieto, nie bijeSerce do takiej podniosłej miłości,Nie mów ty: »kocham« nikomu na ziemi!Bo ten, co z tobą połączy swą dolę,Patrząc na ciebie oczyma smutnemi,Nigdy nie powie, że żyje,I duchem wrósłszy w poziomą niewolę,Nie zrobi nic dla przyszłości!
Comments
Loading comments…