Do zwartych bram (Konopnicka, 1915)

Do zwartych bram uderzcie szturmem, duchy!Niech pękną te, co dzierżą je, łańcuchy!Dość długo noc nad ziemią berło miała:Niech przyjdzie moc, niech przyjdzie słońca chwała!Niedoli kres gdzieś musi istnieć przecie,Lecz z poza łez nie widać go na świecie...Otrzyjcież wy spłakane te powieki,By ujrzeć dzień konieczny, choć daleki.Królestwo swe nie tym, co płaczą, jęczą,Bóg oddać chce z spokoju jasną tęczą,

Lecz tym, co śmią przygwałcić je ku ziemiPotęgą lwią i czyny ogromnemi.Przyszłość to trud. Nie zejdzie ona z niebaPrzez żaden cud, lecz zdobyć ją potrzebaI w służbę jej dać lata te zapału,Co serca rwą w krainę ideału.Kto czeka — ten na syna swego ramięSpycha ten krzyż, pod którym sam się łamie,I żądać śmie, by przyszłe pokoleniaZnów stary bój podjęły i cierpienia.O, dosyć już oglądać się na syny!Im wieńce z róż — nam ciernie i wawrzyny.Nam bój i śmierć w pielgrzymstwie pełnem trwogi —Im błogi świt i jasne, ciche drogi!

Comments

Loading comments…