Dwie potęgi (Konopnicka, 1915)
Nicość chwyta za ramionaI zapładnia ją oddechem;Słońc miljonem roziskrzona,Wirująca ich pośpiechem,Światy wzrokiem swym zatacza,Z mgławic stęża gwiazd miljardyI ciążenia zakon twardyGlobom, pchniętym w bieg, wyznacza;Ima przestrzeń, waży bryły,Wszechistnienia rodzi prawa,Tchnie w przyrodę twórcze siłyI dnia mieczem noc rozkrawa.Wieczność zowie jej imieniem,W rozciągłości kształt zamyka,Falującej żądzy drżeniemŚwietlny eter wskroś przenika.Dźwięk dostraja, promień łamie,Pręży gazy, studzi śniegiI potęgi swojej znamięW pierwobytów tchnie szeregi.Węzeł przyczyn dzierży w dłoni,Rozpryskuje się w atomy,Tryska w blasku — w barwie — w woni,Głos jej — cisza, słowo — gromy.
Turkusowy pierścień morzaZiemi daje w upominku,Wichrem rzuca się w przestworza,Lądy rzeźbi dla spoczynku.Popęd rzuca, jako strzałę,Z części wiąże całość bytu,W pąkach zwija róże białeI dogląda ich rozkwitu.Czas — to ona; ruch — to ona;W nieskończoność mknie jej droga,Słońc miljonem roziskrzona,Bezgraniczna...To myśl Boga.
Świadomość w bezwiedzę tchnięta,Płomień zamknięty w krysztale,Nurt, co brzegów zrywa pętaI pod chmury ciska fale...Budzi się — drży — wzmaga skrzydła,Potężnieje, świat rozpiera,Słońca promień chwyta w sidłaI milczeniu głos wydziera.Przestrzeń zwija, niby kartę,Ruch ujarzmia, czas zdobywa,Na materyę nieodparteKładzie więzów swych ogniwa.Prawdę chwyta obnażoną,Podsłuchuje życia tętna;Rozłakniona i namiętna,Na przyrody pada łono...Sto dróg przed nią, sto dróg za nią,Wskroś ciemności tory wije,Zawieszona nad otchłanią,W żyznych zdrojach wiedzę pije;
Martwe siły w jarzmo wprzęga,Oceany szturmem bierze,Tajemniczych głębin sięga,Z huraganem ma przymierze...Duch — jej imię, czyn — jej ciało;Jej dziedzina — prawa bytu;Z snów świątynię stawia białą,A z pewników — słup granitu.Jej sztandary — postać świata;Bezcielesna, nieujęta,Z płomienistych stosów wzlataI kajdanów zrywa pęta.Skroń zbielała, krew przelana,Wzgarda, klątwy, nędzy łupyI tułactwa skryta rana —To urodzin jej okupy.Rozproszonych prawd okruchyZebrać w całość, stać na czeleRuchów świata, budzić duchy,Pojąć życie — to jej cele.Spromienione krople znoju,Z własną głębią cicha zgoda,Szczęście ludów, wiek pokoju,Miłość bratnia — jej nagroda.Z bóstwem stapia się w zachwycie,Z bohaterem w przyszłość leci,Z mędrcem czuje bieg stuleci,A z genjuszem stwarza życie.Wzlata — pada — znów powstaje,W wiekuistość się obleka,Ideałom ciało daje —Posiew wieków...Myśl człowieka.
Comments
Loading comments…