Filuś, Miluś i Kizia: wesołe kotki

Przejdźcie góry, przejdźcie lasy,Na calutkim Bożym świecie,Szczęśliwszego pewno kotkaNiż Filonek — nie znajdziecie.

Nasz Filonek, kotek bury,Ma futerko w żółte łaty,I jest sobie jedynaczkiemU swej mamy i u taty.

W domku u nich często bieda,Myszki bardzo pomądrzały,Czasem tata nie ułowiAni jednej przez dzień cały.

Ale nigdy się nie smuci,Choćby bieda nie wiem jaka...Bo mu serce rozweselaWidok synka jedynaka.

Ledwo ranek zorzą błyśnie,Ledwo zejdzie jasność słonka,Spieszy mama, spieszy tata,Do syneczka, do Filonka.

Mama ślicznie przyśpiewuje,Albo cudną prawi bajkę,A zaś tata w kamizeliTańczy z synkiem, paląc fajkę.

Raz Filonek wszedł do sali,Zkąd płynęły skoczne dźwięki;Właśnie brały lekcye tańcaI panicze i panienki.

Pierwszy Miluś, z białym gorsem,Wdzięcznie ujął się pod boki,I podniosłszy lewą nóżkę,Śmiało daje sus szeroki.

Przy nim śliczna Kizia–Mizia,W żółtej szarfie, w wielkiej kryzie,I w sukience tańczy białej...— Czy widzicie Kizię–Mizię?

Dalej Lizuś i Trojaczek,Trzymając się za pazurki,Naśladują żwawo skokiWesołego Łupiskórki.

Filuś tańczy razem z niemi,Rad, aż śmieją mu się oczy;Przy muzyce, przy wesołej,Wiodą kotki tan ochoczy.

Spójrzcie, jaki Mruczuś grzeczny,Chociaż jeszcze tak maleńki!Jakto sobie ślicznie siedzi,Wdziawszy kurtkę i spodeńki.

Tata musi łapać myszy,Mama dość ma pracy w domu;Ciągle bawić się z Mruczusiem,Sami wiecie, niema komu.

Mruczuś, choć tak jeszcze mały,Doskonale to rozumie;Nie przykrzy się mamie, tacie,Sam się bawi jako umie.

To z biczyka sobie trzaska,To piłeczkę w górę rzuca,To — wio! — woła, i na sznurku,Ciągnie raźno swego kuca.

Mama zajrzy raz i drugi,Uśmiechnie się do syneczka,I przyniesie na miseczceTo bułeczki, to znów mleczka...

Mruczuś wesół, rad zajada,Nie krzywi się, nie narzeka...Ejże, dzieci! Czyżby kotekMiał być mędrszy od człowieka?

— Będą dzisiaj naleśniki!Już kucharka cukier tłucze,Mama poszła po rodzenki,U spiżarni wiszą klucze!

Tak od rana Filuś wołaNa Minetkę i Kasperka.A wąsiki oblizuje...I na komin chciwie zerka.

Filuś strasznie jest łakomy!W całym domu wszyscy wiedzą,Że z talerzy wylizuje,Czego inni nie dojedzą.

Pfe! Jak brzydko! Aż niemiłoMówić mi o takim kocie,Wolałbym sam myszy łapać,Albo siedzieć gdzie na płocie.

Co się mama nie nagniewa,Nie naprosi, nie nasarka...Ledwo skończy, aż mój FiluśSmyk do kuchni i do garnka.

Wtem raz wbiega: coś się skwarzy...Pęchu, węchu — to słoninka!Miluś woła towarzyszy,Do pyszczka mu idzie ślinka.

Jak nie chwyci łapką całą,Jak nie wrzaśnie w niebogłosy:— Aj... Aj... Aj... kotki za nim...A wetknęły także nosy.

Zobaczyła to kucharka...Jak nie krzyknie na nich z góry:— A łasuchy! A niecnoty!A marsz z kuchni, w mysie dziury!

Byłoż bólu! byłoż pisku!Byłaż potem wstydu siła...A w dodatku, i kucharkaCoś na drogę przyłożyła...

Patrzcie tylko, patrzcie dzieci,Jak ze stołu wszystko leci!

— A to Filuś tak się spisał,Co na stołku się kołysał.

Do obiadu już nakryto...Wszystkie dzieci mama woła;Kotki biegną, podskakując,Już obsiadły stół-dokoła.

Mama poszła do kuchenkiPrzynieść befsztyk, kartofelki;A tymczasem psotne kotkiRozpoczęły swe figielki.

Filuś chyłkiem pod stół włazi,By Milusia szczypnąć w łapkę.Lecz nie udał mu się figiel,I sam biedak wpadł w pułapkę.

Bo ten Miluś, sprytny kotek,Z drugiej strony na stół wchodzi...Cap! Filusia za czuprynkę:— Masz za swoje pan dobrodziej!

Zaczepili o serwetę...Z niej na ziemię wszystko spada!Rzecz ciekawa, czy też mamaZ takich figli będzie rada?

Kizia mleczko chce odebrać,Co jej porwał Mruczuś mały;Łupiskórka kontent wielce,Patrzy na rozgardyasz cały.

Jedno drapie, drugie bije,Pełno krzyku, pisku, wrzasku,Trudno nawet opowiedzieć,I przedstawić na obrazku.

Rozgniewana mama wraca...Dziatwa widzi wnet z jej miny,Że za zbytki i figielki,Nie dostanie legominy.

Czyście też słyszeli,Czyście też widzieli,Jak się kotki bawiąNa tej karuzeli?

Lecą naokoło...Pełno śmiechu, wrzawy!Pieski przyszły takżeDo wspólnej zabawy...

Figlarz Miluś w pędzieŁapką pchnął mopsika;Azorek ze strachuDo domu umyka!...

A gromada kotkówCzeka na swą koléj;I one też pragnąUżyć tej swawoli.

Grzeczna panna Kizia-MiziaStrój pasterski wdziała na się,I usiadłszy na murawie,Tekturowe owce pasie.

Słonko świeci na błękicie,W młodym gaju szumią drzewa,Kizia-Mizia patrzy w niebo,I piosenki sobie śpiewa:

— „Miau! Miau!... Owieczki moje,Miau! Miau!... Wilczków się nie boję,Miau! Miau!... Wilczki w boru siedzą,Miau! Miau!... Owiec mi nie zjedzą.

Co się stało dziś wieczorem,Nawet mówić nie chcę o tem.

Dzięki Bogu, dziatki moje,Że z was żadne nie jest kotem!

Po wieczerzy, do łóżeczekCała poszła spać rodzina;Ale z Filem psotnik MiluśBijatykę rozpoczyna.

Spadła kołdra i pierzynka,Lecą jaśki w różne strony,Filuś upadł na podłogęPoduszeczką przywalony,

Reszta kotków, hyc!... na ziemię,I do figlów... hejże dalej!Pościągali prześcieradła,Całą pościel powalali.

Wtem ze świecą wchodzi mama....Co za rwetes? co za krzyki?A do łóżka! Spać mi zaraz!No! czekajcie swawolniki!....

Jak tam poszła cała sprawa,Jak się wszystko to skończyło;O tem nawet, drogie dzieci,I wspominać mi nie miło.

Tyle tylko wam opowiem,Że nazajutrz przez dzień cały,Kotki wody nanosiły,Prześcieradła prać musiały.

A największy figlarz Miluś,Bez mundurka, dla pokuty,Musiał za to w pustej sionce,Wszystkim kotkom czyścić buty...

Droga Mamo! Już za tydzieńBędą Twoje imieniny.Życzę, żebyś zawsze miała,Dużo myszek i słoniny.

Przyjmij mamo te życzeniaOd Lizusia, Twego synka,Który chciałby się dowiedzieć,Jak smakuje Ci słoninka?...

Droga Mamo! najserdeczniejCałuję Twe cztery łapki,A pamiętaj o Lizusiu,I przyślij mu choć ochłapki!

Donoszę Ci, Mamo droga,Że tu byłem na pokucie,I za nocną bijatykęCały dzień siedziałem w bucie!

Ach, jak smutno mi na sercu,Kiedy Ci to wszystko piszę!...Droga Mamo na pociechę,Przyszlij mi choć udko mysze!

Byłem dzisiaj na baliku;Gdzie? Ot, powiem wam po cichu,Że to balik był u kotków,A odbywał się na strychu.

O! wesoło tam kociątkom:Żadne nie zna, co to troska.Wre zabawa! Kizia-MiziaGrę prowadzi, zwaną „W noska”.

Gra ta bardzo znakomita,Na tem, dzieci me, polega,Że się kotek kotka chwyta,I po całym domu biega.

Chwytać trzeba za krawatkę,A kto jej na szyi niema,Tego się za nosek bierze,I w pazurkach mocno trzyma.

A co wrzasku, a co śmiechu...Co wesela i ochoty!...Ani byście nie wierzyli,Jakto ślicznie tańczą koty!

Jużto dawno mówią o tem:Żyją z sobą, jak pies z kotem.Ale Filuś nie dowierzał,I przymierzał.

Skoro tylko psa gdzie zoczy,To podejdzie, to uskoczy,Ale z drogi mu nie schodziPan dobrodziej!

Jeden, drugi kundys krzepki,Ani dbał o te zaczepki;Psu nie honor bić się z kotem,— Co mu po tem?

Przestrzegały inne koty:Porzuć Filuś swoje psoty,Bo się kiedy tak zahaczysz,Że... zobaczysz!

Ale Filuś, harda sztuka,Z psami wciąż zaczepki szuka,I po nosie — trzep ich z boku...Psy... już w skoku!

Już dobrały się do skóry...— Ajaj!... wrzeszczy Filuś, — gbury!Toż od takiej znajomościBolą kości!...

A psy na to: To — nauka!Znajdzie guza, kto go szuka,Bo za takie awantury,Drą ze skóry!

CHÓR KOTKÓW.A gońże nas, babko, a gońże nas wkoło,Hej! kotki, po pracy, bawmy się wesoło!

MILUŚ.Powiedzie nam babko,Z jakiego ty kraju,Czy od Wisły modrej,Czyli od Dunaju?

CHÓR KOTKÓW.A ta ślepa babka, stara już nieboże,Ani jednej myszki ułowić nie może.

MILUŚ.Powiedzże nam babko,Gdzieś ty wędrowała,Czy nie od KarpatówGdzie Wisełka biała?

CHÓR KOTKÓW.A gońże nas raźno! a gońże nas wkoło!Hej! kotki, po pracy, bawmy się wesoło!

MILUŚ.Czyś ty od Karpatów,Czyli od Dunaju!Witajże nam babko,W tym rodzinnym kraju!

CHÓR KOTKÓW.A ta ślepa babka, stara już nieboże,Ani jednej myszki ułowić nie może.

Dobranoc, dziateczki! Już idę spać,Bo jutro do pracy znów trzeba wstać;Do jutra, do rana, już żegnam was,Dobranoc, dziecinki, czas spocząć, czas!

Gdy wszystko odetchnie już błogim snem,Ja siądę podumać w łóżeczku mem,A gwiazdka co z nieba na ziemię lśni,Ta o was, dziateczki, opowie mi.

I złotem swem okiem obejmie wraz,I kotka w książeczce i dziatki, was!Bo wszystko twór Boży i kotek i kwiatI dziecię i ptaszek — i cały świat!

Kto dobrze tym kartkom przypatrzył się,Ten więcej niż wczoraj, dziś pewnie wie;Z obrazków i z piosnek, ze słów i z farb,W serduszku i w główce ma nowy skarb.

Comments

Loading comments…