Gdyby nam tyle (Konopnicka, 1915)

Gdyby nam tyle tylko do dnia było,Żeby się znalazł głos, co świt obwieści,Każdaby brzoza biała nad mogiłą,Gdy w harfy swoje wiatrzane szeleści,I każde ptaszę polneby wróżyłoKres długiej nocy i długiej boleściI każde ziarno pól naszych wschodząceByłoby hasłem, że idzie już słońce.

Ale do naszych przebudzeń i brzaskówPotrzeba czegoś więcej, niż hejnału;Nam piorunowych trzeba drgnień i blaskówI gorejących puszcz trzeba zapału,Kiedy wśród iskier walą się i trzasków,I w samo serce trzeba nam postrzału,Żeby nas podniósł z snu — i przetarł oczyBryzgiem krwi jasnej, gdy pierś nam ubroczy.

Cóż pieśń! Z skowronkiem idź budzić zbóż łany,Smętny lirniku, gdy śpiewać ci wola...Może tam wstanie wiatr jękiem przewiany,Może z zadumy swej ruszą się pola,Może się we mgłach podniosą kurhany,Które tam niegdyś sypała niedola,Może głaz na nich prędzej się poruszyNiż my — żyjące trupy, bo bez — duszy!

Comments

Loading comments…