I byłem...

...I byłem...Przez siedem — duch — wieczności,Tchnięty w puste przestrzenie,Rozgarniający cienie,Stworzenny wiew...Ja błysk, ja ton,Ciśnięty w gon,Ja drżenie sfer, ja planet śpiew,Ja dech, ja duch,Chwycony w ruchNieskończoności!

I byłem...Przez siedem — proch — wiecznościZ gwiazd na gwiazdy odrzucany,Przez słoneczne kołowroty,Przez miesięczne oceany,Przez stóp światów złoty.I mniej, niż proch, mniej, niż źdźbło piasku,Bez kształtu, bez barwy, blasku,Tumanem, pyłemNiesiony byłemW nieskończoności!

I byłem...Przez siedem — cień — wieczności,

I mniej jeszcze, niż cieniem,Ułudą, omamieniem!Duch, proch — ku sobie pędzą,Chwytają się i chłonąZ żądzą nieugaszoną...Duch staje się westchnieniemW prochu — westchnieniem Boga.A proch jest życia nędzą,I wspólna jest ich droga.

Złączone jedną chwilą,Na sobie się omylą;Przystać na się nie mogą,A muszą iść tą drogą...

Rozterką jestem, grzechem,Zgrzytem, płaczem i śmiechem...I tak, wśród tego boju,W śmiertelnym lecę znoju,Pędzony w noc, pędzony w dzień,Wśród łkań i drżeńNieskończoności!

Comments

Loading comments…