Jaskółka (Konopnicka, 1915)

Z za morza powraca!... Ach, leci tu, leciJaskółka pod strzechę, pod naszą...A cichoż, ty bosa gromadko! sza, dzieci!Bo krzyki ptaszynę wystraszą...Ach, śpiesz się dziewczyno, nie splataj warkoczy,Do strugi, za wioskę bież strzałą;Nim ptaszka w niej skrzydła czarniawe umoczy,Ty w wodzie twarzyczkę myj białą.Jeżeli się uda ten wyścig z jaskółkąI staniesz ty pierwsza u wody,To słońce przez lato, całując twe czółko,Smagłością nie przyćmi urody.Hej, chłopcze tęskniący, śledź bystrem spojrzeniem;Gdzie ptaszka gniazdeczko uściele,Tam w późne dosiewki szlij swata z pierścieniem,A w zapust wyprawiaj wesele!Ty, młoda gosposiu, wybiegnij z wrzecionem;Nim w locie się zwinie jaskółka,Cieniuchną niteczkę pasemkiem srebrzonemNawijaj, nawijaj u kółka.A kiedy jesienią zaświecisz łuczywoI siędziesz prząść lniane włókienka,To nitka, jak ptaszek, okręci się żywo,I równa i mocna i cienka.Dziadusiu, babusiu, siadajcie u progaPod przyzbą, na ławie dębowej;

Niech dla głów siwiutkich uprosi u BogaJaskółka ten roczek, ten nowy!Ach, leci!... ach, leci! Powraca z za morzaDo naszej wioskowej zagrodyI czarnem skrzydełkiem pozdrawia rozdrożaI łąki i pola i wody.

— »Witajcie! tak do was tęskniłam z oddali!Dziś wracam z piosenką radosną...Cóż słychać nowego? Czy zdrowi? czy cali?Czy żyją staruszki, jak jabłoń, zsiwiali?A Kasie, Maciusie czy rosną?Ach! cóżto?... te same, jak widzę, kłopotyI bieda, jak była przed laty!Na drogach kałuże, wyboje, wywroty,Podwórka nie strzegą ni drzewa, ni płoty,I dach się zapada garbaty!Przez strzechę zmurszałą deszcz w chatę przecieka,A ściany się krzywią i paczą,Jak gdyby nie były siedzibą człowieka,Co ziemię tę potem uprawia od wieka,Lecz nędzną gospodą tułaczą.Na twarzach znękanie i niechęć i troski,Na ustach piosenka niedoli,A dzieci wzrastają, jak płonne te kłoski,Na dzikim ugorze zbujałe, wśród wioskiBez myśli, bez czynu, bez woli.Stęskniona leciałam przez morza, z nadziejąWiosennych błękitów i słońca;Lecz tutaj błękity nad wioską ciemniejąI wichry lodowe czatują z zawieją,Tu zima i zima bez końca!Och! gdybym ja mogła rozegrzać was pieśnią,Jak słonko tę rzeczkę pod lodem,Myśl strząsłaby z siebie, co rdzą jest i pleśnią,Duch zrzuciłby więzy, co lot jego cieśnią,I lud-by się zbudził — narodem!«

— »O, spojrzyj! o, spojrzyj! to pierwsza jaskółkaPod gzymsem w skrzydełka trzepoce...I w okna zagląda i zwija się w kółkaI o coś się pyta, szczebioce...Toż wiosna już, wiosna!... Za tydzień, za drugiMieć będę z fijołków bukiety...Czy w polu już sieją?... czy orzą już pługi?«— »Najdroższa, czytajmy gazety«.

— »O panie! o pani! słoneczko kwietniowePrzyświeca tak jasno, tak ładnie...Czyż żaden promyczek na główki, na płoweWioskowych pacholąt nie padnie?Czyż mi tak co wiosna trzepotać napróżnoU okien skrzydłami czarnemi?I kiedyż wybiegną ptaszynę podróżnąWieściami powitać dobremi?I kiedyż gniazdeczko pisklętom uwinęPod strzechą szczęśliwą wieśniaczą?I kiedyż tu światłem ubogą dziecinę,Jak chryzmem, na życie naznaczą?« —

— »Ach! widzisz, nie mogę dziś słuchać z uwagą;Myśl moja ucieka z jaskółkąI leci nad wioskę odartą i nagą!Mój drogi! zajmijmy się szkółką!Niech biedne te dzieci nie rosną tak dziko,Wszak kraj do ich czynów ma prawa...«— »Hm! chłopu nauka, co najmniej ryzyko...Czytajmy, jeżeliś łaskawa!« —

— »O panie! o pani! za morzem, za sinem,Plon myśli runieje, dojrzewa...I słowo tam pada nie dźwiękiem, lecz czynem,I wzorem, nie radą zagrzewa.Ach, rzućcie wy w wiosce ziarenka oświaty,Dostatków maleńkie okruchy,

A wzniosą się czoła ku słońcu, jak kwiaty,I zbudzą się myśli i duchy!«

— »Najdroższy! chcę wiedzieć, dlaczego z pozoruPraw równość głosicie człowieka,A przestrzeń odwieczna od chaty do dworuTak zawsze boleśnie daleka?Dlaczego przed dzieckiem, panienką, paniczemZsiwiałą swą głowę odkrywaStaruszek, piast wiejski, z dostojnem obliczem?Kto bratnie rozerwał ogniwa?Kto kraj śmiał zubożyć o siłę bez czynu,O myśl tę zmąconą, niejasną?Czyż nie tem, co marnie przepada wśród gminu,Wymierzać nam niemoc swą własną?Posłuchaj mnie, drogi! Czyż tyle już trudu,Czyż tyle mozołu potrzeba,By światło nauki rozdmuchać dla ludu,Łaknącym zdrowego dać chleba?« —— »Co?... Może ja pierwszy mam zbijać wiatrakiZ poczciwym Kiszotem w zawody?I brudnych pastuszków zmieniwszy na żaki,Sam gęsi zaganiać od szkody?A może wziąć książkę i siadłszy na trawie,Nauczać z niej ludek, jak klecha?Stąd widzę sąsiadów, jak patrzą ciekawie,Jak każdy się skrycie uśmiecha...Być może, iż trudy się takie opłacą,Gdzie wille, gdzie fermy, szalety;Lecz chłopu naszemu... jak, po co i na co?...Daj pokój!... Czytajmy gazety«. —

— O słonko! świeć jaśniej, bo ziemia zakrzepłaRozbudzić się ze snu nie może...O, więcej daj światła i więcej daj ciepłaI rosy ożywczej, o Boże!

Comments

Loading comments…