Jesienią (Konopnicka, 1915)

Szare ptaszyny, szare ptaszynyW łunie zachodu lecą!...Ostatnie złote słońca kruszynyNa ich skrzydełkach świecą...Za sine morze, jak czarna chmurka,W kraj świata mkną, daleko!..A w locie gubią pstre swoje piórkaNad oną modrą rzeką...Oj, wy ptaszyny! pewno nie znacie,Naszej bielonej chaty,Ani ogródka mego przy chacie,Gdzie kwitną krasne kwiaty...Pewno nie znacie mego dziadula,Co z lipy łyżki struże...I plastry miodu wybiera z ula,Ot, takie słodkie, duże...Pewno nie znacie tej dzikiej gruszy,Szumiącej w drobne liście...Ani Stasieńka, co gra od duszy,Tęskliwie, a ogniście...Pewno nie znacie mgieł tych, co zranaPo łąkach tak się wloką,Że trzeba w srebrze brnąć po kolana,Jak tylko zajrzy oko...Ani tej tęczy, co ziemi sięgaNa pańskim, het, folwarku,

Jak najognistsza w kolory wstęga,Kupiona na jarmarku...Ani tej sosny, co rośnie krzywaW niezdartej swej opończyI jeno z wiatrem gałęźmi kiwaI białą smółkę sączy...Ani tej naszej grobli nad rzeką,Huczącą, gdyby żarna,Gdy z niej po żwirach kropelki cieką,Jak rozsypane ziarna...Ani tej łąki, gdzie pachnie siano,Grabione przede żniwy...Ani ugoru, gdzie gna co ranoOwieczki owczarz siwy...Ani tych dymów, co się tam ścielą,Jesienną wróżąc słotę...Ani taneczka z huczną kapelą,Ludziskom na ochotę...Ani tej zorzy, co het, za górką,Na wyścig ze mną wstaje...A tak się śpieszy przyjść na podwórko,Aż mnie matusia łaje...Ani miesiączka tego jasnego,Co się tak patrzy blady,Aż się coś dzieje w sercu dziwnego,Choć płakać!... ani rady!Pewno nie znacie tego przełazka,Kędy po wodę chodzę,A Stacho do mnie, jak do obrazka,Modli się tam przy drodze...Ani tych dzwonów z kościelnej wieży,Co we mgłach kędyś toną...Ani mogiłki, gdzie tatuś leży,Pod darnią, pod zieloną...Ani tej pieśni, co płynie rzewnaPrzy krosnach, u ogniska,

Kiedy łuczywo z smolnego drewnaIskrami w koło pryska...Ani tej nocki, co wstaje biała,W złocistych gwiazd koroniePatrzeć, czy rosa już rozsypałaSznur pereł po zagonie...Ani tej ciszy, co w chaty proguZ palcem na ustach siadaI słucha, kto się poleca Bogu,Kto krzyż na czoło wkłada...Ani świerszczyka, co przy kominieĆwierka, schowany w dachu...Ani snów dziwnych o rozmarynie,O drużkach... to o Stachu...Bo gdzieżby wam też, mocny mój Boże!Na głody, chłody, troski,Za siódmą górę, za siódme morzeOd takiej lecieć wioski!

Comments

Loading comments…