Kotek łakomy
Nigdy z tego niema zysku,Gdy kto macza nos w półmisku,Bo i pod stół czasem spadnie,I łakomym być — nieładnie!
Raz w niedzielę, jak należy,Rozłożono obrus świeży.Obiad gotów, więc za stołemPosiadały kotki kołem.
Już przed każdym talerz stoi,Już Minetka chlebek kroi,Już i pani gospodyniChce nalewać zupę z dyni.
Tylko jeden kot MatysekWciąż pogląda na półmisek;Jakiś miły zapach czujeI wąsiki oblizuje.
Kot Matysek z tego głośny,Bo łakomiec jest nieznośny,Więc też pani gospodyniTaką nań zasadzkę czyni.
Przed talerzem nieborakaŻywiutkiego stawia rakaPod serwetą na półmisku.— Na bok z noskiem, mój Matysku!
A Matysek ślinkę łyka,Do półmiska się przymyka.Myśli sobie: — Przedni sosek:Muszę w nim umaczać nosek! —
Obejrzał się dookoła:— Jedzą; nikt nie patrzy zgoła.Więc myk z noskiem do serwety,A rak — cap go! Gwałtu rety!
Gwałtu rety! — Kot nasz wrzeszczy,A tu rak nie puszcza kleszczy!Kot się rzuca, kot się zżyma,A tu rak go za nos trzyma.
Próżno łapką go odpycha,Miauczy, parska, pluje, kicha,Aż i z bólu i z tej trwogiPod stołowe upadł nogi.
A dokoła śmiech wybucha.Takto, kiedy kot nie słucha!Mój Matysku, niema zysku,Ten, kto macza nos w półmisku!
Comments
Loading comments…