Krzyż Guillermina

— Już nic ci nie pomoże!Już idziesz precz ze świata...Już skrzypi szubienica,Już orszak wiedzie kata! —

— Ach, święty spowiedniku,Czyż niema już sposobu?...Tak chciałbym pożyć jeszcze!...Tak straszno iść do grobu...

— O życiu nie myśl zgoła!Myśl, bracie, o swej duszy.Mów głośno: »Pater« za mną,To przestrach twój zagłuszy.

— Ach, święty spowiedniku,Ja modlić się nie mogę!...

Tak ciężko mi umierać!W tak ciemną idę drogę...

— Chrystusa weź na pomoc,Odwagi, męstwa, bracie!Patrz, słońce twe ostatnieZachodzi w majestacie!

— Ach, święty spowiednikuJak strasznie bęben bije!...Jak błyszczy czerwień kata!Jak mróz mi ściska szyję...

— Chrystusa weź na pomocOn w raju czeka na cię!A co tam masz pod płaszczem?A co tak kryjesz w szacie?

— Ach, święty spowiedniku,To znak Chrystusa w męce;Ten krzyż rzeźbiły niegdyśNiegodne moje ręce...

— Co, bracie? To jest cudo!To żywy Zbawca świata!I ty, ty miałbyś zginąćZ czerwonej ręki kata?...

Idź śmiało! Wstąp na szafot,— Wyroki dziwne boże —Ten krzyż ludowi ukaż,Ten krzyż cię zbawi może!

O Chryste, toć Twe lico,Toć głowa Twoja droga!O Guillermin, o mistrzu,Widzenie miałeś Boga!............

I wszedł na czarne stopnieI podniósł krzyż do góry —I ucichł rozgwar luduI bęben zcichł ponury.

— Zgrzeszyłem — rzekł skazaniec —A oto dług mój płacę...Wy życie mi darujcie,Ja oddam wam mą pracę!

W zachwycie stoi ciżba,W zachwycie miejska rada,A kat postronek rzuciłI na kolana pada...

I długo patrzy LegatI twarz się pańska mieni...Krzyż rośnie i zasłaniaKatowskiej blask czerwieni.

Krzyż rośnie i zasłaniaMizerny błąd człowiekaI czarem ciągnie oczyI czarem tłum urzeka.

— To Chrystus! — krzyk wybucha —To Chrystus na Golgocie! —A słońce cicho gaśnieW purpurze i we złocie.

I oto się z szafotuUczynił ołtarz boży,A tłum się w piersi bije,A tłum się przed nim korzy.

Więc Legat wstał i rzecze:— Do ludu apeluję!Lud niechaj wyrok wyda,Jak myśli i jak czuje!

Nad życiem i nad śmierciąOto się szala waży...Śmiertelne zimno w sercu,Śmiertelna bladość w twarzy...

W kapturach rzędem stoją,Ci w bieli, a ci w czerni,Procesja PenitentówI Bracia miłosierni...

I chwieją się gromniceI słychać szept pacierzy,Tracenia już godzinaZaczęła dzwonić z wieży...

Wtem krzyk tysiączny tłumu,Jak burza, w niebo bije:— Precz z katem! Precz z szafotem!Mistrz Guillermin niech żyje!

............

W pamiątek dawnych skarbcu,Z schyloną stoję głową,Na krzyż ten stary patrzę,Na cudną rzeźbę ową.

I pytam, gdzie są czasy,Gdy winę gładzi piękno?...I gdzie jest dzieło takie,Że przed niem tłumy klękną?

Comments

Loading comments…