Ktokolwiek widział... (Konopnicka, 1915)
Ktokolwiek widział najdroższe obliczeKamieniejące w linje tajemniczeW przedśmiertnej walki godzinie;Ktokolwiek słyszał jęk cichy konania,Kiedy się dusza na usta wyłaniaI drży i gaśnie i ginie...Ktokolwiek w drogiej i mdlejącej dłoniWidział gromnicę, jak światło swe kłoniZa ust niepewnym oddechem...Ktokolwiek słyszał obojętne szmery,Gdy przyszło w miarę dobrać deski cztery,Żeby się wieko zawarło...Ktokolwiek ziemi oddał skarb najdroższyI w puste kąty wracał sam, uboższyO całą miłość umarłą —
Ten w dniu jesiennym, mglistym listopadaBóle tęsknoty swojej wypowiadaNa cichym grobie cmentarza...Ten swoje modły żałobne i łzawe,Sieroce nędze i wdowie łzy krwaweNiesie na stopnie ołtarza.
Lecz kto i kiedy modlitwy pokutneOdmawiać zechce za te dusze smutne,Co jeszcze mdleją w podróży?Za owe chwiejne i wątpiące duchy,Na ostrych pokus wydane podmuchy,Jak łódź bez steru, wśród burzy?Za te, co światła łakną i pokoju,Za te, co tają, jako rosa, w znojuSkwarnego dnia, upalenia?...Za te, co w otchłań zapatrzone ciemną,Próżno wołają, żądają daremnoPrawdy i wiedzy promienia?Za te, co pragnień pożarem trawione,Czyścowych ogniów męczeńską koronęNoszą, jak upiór północy?Za te, co znikąd nie mając ratunku,Drżące, zbłąkane, bez wyjścia, kierunku,Bez bratniej giną pomocy?Za te, co cierpieć nie mają już siłyI odpocznienia pragną u mogiłyPo ciężkiem życiu tułaczem?Za bolejące duchy i zgorzkniałe,Za te, co szaty pokalały białe,Kto, pytam, modli się z płaczem?
Comments
Loading comments…