List imci pana Rudominy z 1621 roku
Mój Mości Panie!Już miesiąc to trzeci,Jak z pod Chocima wróciłem się doma,A choć to u mnie ni żony, ni dzieci,Łzę z wąsa starłem, co męża nie sroma...
A teraz oto upraszam Waszeci,(Iż sztuka twoja jest światu wiadoma),Abyś mi cudnie wyrzezał w marmurzePamiętne rzeczy bitwy tej i duże.
Z brył co najbielszych dobieraj kamienia,Który z dna szybu świeci się i błyska,Iżby do niego późne pokoleniaOgrzewać serca szły, jak do ogniska.Bo czas jest różny i różnie odmieniaLosy, czyniący z narodów igrzyska...Więc niechby wnuki, patrząc na te sprawy,Dziedzice sławy — czuli się do sławy!
Jako chocimski majdan udeptany,Tak gładkiem wydaj Waszmość dno tej płyty,Za ornamentum niech ma buzdygany,Proporców drzewce i buńczuków kity.Turban niech leży ze łbem odrąbany,Niech sterczą z boków kopje i dziryty,A koń zdobyczny, puściwszy w lot grzywy,Niecił za Dniestr rwie się, rżąc, jakby był żywy.
Tak już z pierwszego na kamień wejrzenia,Ma się uczynić widnym ten duch męski,Który starł w polu onem do imieniaNieszczęsny termin dnia Cecorskiej klęski,I ten animusz, co świat rozpłomieniaSłońcem, pod którem laur kwitnie zwycięski...Iżby to była — jak księga otwartaPotomnym — i jak bohaterska karta!
Marmur bierz Waszmość na pomiar rycerza,Gdy błyśnie szablą święconą nad głowęI jako piorun w pohańca uderza,Wołając: »Rany Pana Chrystusowe!«
(Przydasz-li? — Skąpić nie będę halerza,Bowiem chcę godnie uczcić rzeczy owe),A mierz szerokość tak, by mieścił w sobieMężów dziewięciu przy mojej osobie.
Ten ci jest własny poczet tych rycerzy,Wpisanych w sławy regestr narodowy,Zbrojno ich postaw! Niech im od pancerzyBlask bije nagły i błyskawicowy,Niech na ryngrafach orzeł im się śnieży...A wszystkich uczyń z uciętemi głowy;Wszyscy je oni zostawili bowiemW chocimskiem polu, wraz z życiem i zdrowiem.
Więc kiedym się tam z bisurmany złożył,Śmierć była na mnie już i zła godzina...Lecz Bóg mi rękę na sercu położył,Iż — miawszy w piersi dwie strzał Tatarzyna —Z boiskam porwał się i znowu ożył...I z damascenką, co jak wąż się zgina,Wpadłem na wroga, bym we krwi ją zbroczył...Zapóźno! Turczyn głowy już utroczył.
Byli to moi sodalisi wierni...Razem my poszli, nie razem wrócili...Ja żyw, a oni ubici w tej czerni,Gdy za Tatarstwem, jak wichr, się rzucili...Padli i leżą — hussarze pancerni —Pod swą chorągwią, od Dniestru w pół mili,W płytkim, szablami wykopanym rowie,Obroniciele i bohaterowie!
Piękna to śmierć jest i zacniejsza zgołaNad ową, która wszystkim pospolita!
Na takich grobach słodko wonią zioła,A gałąź suchą wsadź — i ta zakwita.W miesięczne noce widać archanioła,Jako tam księgę zmartwychwstania czytaA zaś na mieczu ogromnym oparty,W srebrnej poświacie odprawuje warty.
A o to Waszmość nie bądź frasobliwy,Iż bez głów czynić będziesz owe męże...W wielkim dniu sądu, na rekurs straszliwy,Każdy swej czaszki z nad Bosforu sięże.Waszmość mi tylko wyrzezaj te dziwy,Iżby duch ony, co mu nic oręże,Pierś ich wydała na czasy potomne...Duch, co jest wszystkiem, i serce niezłomne!
Bowiem się w czynach ostają żywotaKrzepiące siły, niewygasłe moce...A kiedy burza korabiem pomiota,Kiedy nawalność maszty mu zdruzgoce,Wybłyska nagle, jako gwiazda złota,Nad czarne chmury, nad rozpaczy noce...Tak i ta gwiazda żywota i wiaryNiecił się pamiątką ostawa — u fary.
Comments
Loading comments…