Matce (Konopnicka, 1915)

Słyszę wołanie twoje. Szeroko po świecieLeci głos trwożny matki, zlęknionej o dziecię.Serce w nim bije, w dzwon go spiżowy zamienia..,Słyszę cię, wskróś własnego bólu i milczenia.

Lecz złą obierasz drogę. O, nie do szczęśliwychWołaj! O, nie do matek wołaj synów żywych!Nie do tych, co głów drogich chciwem okiem strzegąI trosce twojej mówią: Co mi? Ja mam swego!

Ty idź po wielkich, smutnych, opuściałych drogach,W domostwa czarne wstępuj i siadaj na progachKtóre anioł w noc klęski, znak kładąc, pomijał,Gdy synów pierworodnych mór matkom zabijał.

Ty idź do głośnej jękiem skróświekowym RamyI górę przekrocz trupa i stań u tej bramy,Którą syny umarłe wynoszą Racheli...Tam wołaj, tam zaklinaj przez kość, co się bieli!...

Ty idź na bujne łąki, stojące w łez rosie,Gdzie kosi śmierć i kładzie pokos na pokosie...

Gniazd szukaj, z których jastrząb słowiki wybiera,Idź w bór ludzki, gdzie rąbie odwieczna siekiera.

Na stare idź cmentarze, co grobów, twą nogąDeptanych, w rowach swoich pomieścić nie mogą;Tam pomiędzy postacie, które wiatr ugina,Patrz pilnie — szukaj matki umarłego syna.

Poznasz ją: stoi cicha, drżąca, bez podpory,Na twarz jej zgasłą biją mogilne koloryZiemi, gdzie zakopaną ma nadzieję swoją...Poznasz ją: czarne sosny tak w wyrębach stoją.

Ona ciebie zrozumie; ją pochwyć za szatęI prowadź ją w poddasze twoje, czy komnatęI mów jej słowa ciche, nagłe i gorące...Mów szeptem, bo się zbudzi dziecię twoje śpiące.

Comments

Loading comments…