Na Belweder!

Drży Warszawa pod bagnetem,Pod kozackim batem.Brat tam cara gospodarzy,Co jest kata bratem.

Cały naród w trwodze żyje,Żyje w poniewierce,Przecież jeszcze w piersiach bijeWierne polskie serce.

Poszły Ojce w Sybir, w śniegi,Padły w polu sławy.Lecz nadrośli już synowie,Pod ten sztandar krwawy.

Lecz nadrośli już synowie,Młodzi podchorąże,— Biada tobie, carski bracie,Biada wielki książę!

Chmurne niebo, wietrzne niebo,Nad miastem zagasłemIdą, idą ciemne mary,Zwołują się hasłem...

Idą, idą ciemne mary,Osłaniają głowę,A w Warszawie wszystkie sercaDo boju gotowe.

Jak huragan w pałac wpadli,Drżą szpiedzy wybladli,Biegnie książę wystraszonyDo komnat swej żony.

Tam z ukrycia napad słyszy,W strachu ledwo dyszy;Tylko żona go zbawiła,Która Polką była.

Na kobietę młodzież naszaNie chce wznieść pałasza...— Żyj do czasu, książę srogi,Wśród hańby i trwogi! —

O ty szkoło podchorążych,O wy serca młode,Wy się pierwsi w bój rzuciliZa kraju swobodę!

O ty mężny Nabielaku,Ty Wysocki dzielny,Wyście pierwsi dali hasłoNa bój nieśmiertelny!

Comments

Loading comments…