Na cmentarzu w Montmorency (Dzień Mickiewiczowski)
Groby wy nasze, ojczyste groby,Wy życia pełne mogiły!Wy nie ołtarzem próżnej żałoby,Lecz twierdzą siły!
Nie z jękiem marnym, nie z westchnieniami,Nie z pustem echem pacierzy,Ale z płonącem sercem przed wamiStać nam należy!
Bo zakładniki wyście przed niebem,Które Pan wybrał wśród gminu,Że się znów kiedyś przełamiem chlebemPieśni — i czynu!
Więc na dalekich, tułaczych drogachSypał nam Pan te kurhany,By pielgrzym tęskny na cudzych progachMiał znak podany.
Bo jak drużyna chrobra zwycięża,Gdy sztandar wzlata jej ptakiem,Tak pogrobowiec rośnie na mężaPod mogił znakiem.
I tak przyjmuje ziemia ta czarnaOne popioły i kości,Jako posiewu złotego ziarnaNa plon przyszłości.
A choć jest teraz, jak ugor nagi,Zamarła z końca do końca,Niechaj nie tracą żywi odwagi,Czekając słońca!
Im noc trwa dłużej, tem bliżej słońca,Tym bliższe błogie zaranie...Z mogił się ozwie lutnia dźwięcząca,Duch od niej wstanie.
I od mogiły skróś do mogiłyPrzeleci, jako płomienie,I zbudzi w grobach drzemiące siły,Rozproszy cienie...
Jak wicher życia ziemią powieje,Rozbudzi serca do bicia...— Niechaj więc żywi mają nadzieję,Niech strzegą — życia!
Comments
Loading comments…