Na Czorsztynie (Konopnicka, 1915)

Oj! zatęsknił Czorsztyn białyNa samotnej skale;Oj, wypuścił wzrok, jak strzały,Przez Dunajca fale.Tam na brzegu; jak dziewicaW przeźroczystej bieli,

Pluszcze stopy swe NiedzicaW krysztalnej kąpieli...Oj, zmąciła modra wodaJasne swoje łoże;Zakipiała dusza młoda,Jako sine morze.— Lećcie, orły, lećcie w swaty,Przez błękitne tonie!Niech w jutrzennych zórz szkarłatyLuba ma zapłonie...Zwiń się, lesie, nad jej czołemW zielony wianeczek;Ty, Dunajcu, zwiń się kołemW złoty pierścioneczek.Mgły niech rańtuch jej uprzędąPowiewny, bieluchny;Sine wierchy niech jej będąZa drużby i druchny.W organ burza niech zahuczy,Wicher niech zaśpiewa;Niech rozplecie włos jej kruczyBłyskawic ulewa.Niech nam drogę umiatająPoświstami wiatry;Niech nam chleb i sól podająPieniny i Tatry!Lećcie, orły, proście gościNa weselne gody:Mchy siwiutkie od starości,Żywych źródeł wody,Drobne, nikłe macierzanki

Z pod Krupiańskich stoków,Mgły z Lechnicy, zwite w tkanki,I słonko z obłoków;Górską ścieżkę — tanecznicę,Górską dziatwę — jodły,Jasnookie błyskawice,Coby orszak wiodły.Gęślarz-echo się odzywa,Szumi las dokoła...Sokolico, matko siwa!Przeżegnaj nam czoła!

Comments

Loading comments…