Na dnie przepaści (Konopnicka, 1915)
Tam, skąd anioły odlatują stróże,Oczy zakrywszy skrzydłami białemi,Gdzie jest najkrwawsza z ran krwawych tej ziemi,Gdzie w żarach więdną jednodniowe róże,Gdzie hańba ściera na upadku proguZ czół młodocianych jasne ducha piętna,Gdzie jest noc zawsze, noc ciężka, noc smętna,W którą nikt nie śni o świcie, o Bogu —W jaskrawym blasku, co rzuca się złotyNa wstrętne ściany i ohydne sprzętyI drży, jak gdyby przerażeniem zjęty,Nędzne, nieszczęsne, zeszły się istoty.
Wpośród nich stanął grajek ślepy, siwy,Co miał wesoło przygrywać do balu...Córka mu dzisiaj skonała w szpitalu,W oczach miał ogień i krew... NieszczęśliwyTak się w tej swojej pogrążył boleści,Że gdy strun zeschła dotknęła się ręka,Pełna łez, żalów i westchnień piosenka,Jak ptak, wzleciała w tem miejscu bezcześciI wielkim duszy rozległa się krzykiem,Wstrząsając ściany te z ogromną siłą,I przemówiła boleści językiem,Jakoby skarga nad świeżą mogiłą...tak rozniosła się, jak wichrów szumy
I jako grzmiące w świątyni ograny,I znowu cichła wśród smętnej zadumy,Jako tęsknoty jęk powstrzymywany...I rozsypała się srebrnymi tony,Jak rosa, która polne róże poi...I zaszumiała, jako las zielony,Co we mgłach kędyś zadumany stoi...I tak, jak strumień popłynęła cichy,Co niesie łąkom łzy swoje perłowe...I zadzwoniła, jak białe kielichyLeśnej konwalji w poranki majowe...Cisza... Nikt nie śmie przerwać dziwnej pieśni...Piersi westchnieniem podnoszą się głuchem;Tak więzień wstrząsa przez sen swym łańcuchem,Gdy śni swobodę wśród więziennej pleśni.Jakieś wzruszenie, dawno niezaznane,Przyśpiesza serc tych obumarłych bicia...Co utracone, co było kochane,Budzi się w piersiach i wstaje do życia.Na ustach niema sztucznego uśmiechu,Który tam widniał, jak znak potępienia...Wzrok, co przed chwilą miał zuchwalstwo grzechu,W spuszczonych rzęsach szuka sobie cienia...Cisza... Pieśń leci, jak odgłos nędz ziemi,W westchnienia, jęki i skargi rozbity,I wstrząsa ciche i senne błękityI płacze, jakby łzami gorącemi,I gaśnie, niby konające tchnienia,W coraz to cichsze rozłamana dźwięki.
Wtem naraz, wpośród smętnego milczenia,Zabrzmiała nuta znajomej piosenki...Lud ją nasz śpiewa w biednych swoich chatach,Powiewy wiosny roznoszą jej echa,Matka się przy niej do dziecka uśmiecha,Skowronki gubią ją na polnych kwiatach...Piosenka prosta, znana. Nieszczęśliwe,
Ślepego grajka otoczyły kołem,A głosy, ciche zrazu i trwożliwe,W chór się złączyły i uniosły społem...Nędzne śpiewaczki, wzruszone i drżące,Znów odzyskały na jedną godzinęNiewinność serca i dom i rodzinęI spokój duszy i Boga i słońce!
W pośrodku sali stało dziewczę blade,W tył przechyliwszy drobną swą głowę,A włosy bujne, rozwiane i płowe,Obejmowały ją w złotą kaskadę.Przymknęła oczy, jak ptaszę zmęczone,W nucie piosenki utopiona cała...— Ach! to jej strony, jej strony rodzone!Wioska pod lasem i chata w niej biała...I siwy ojciec, żołnierz kościuszkowski,I matka stara, co lny przędąc cienkie,Głosem, złamanym przez lata i troski,Tę samą niegdyś śpiewała piosenkę...To zapach siana, to kwiecie tarniny,To na rozstaju pod borem mogiła...To dym nad chatą wijący się, siny...Studnia z żórawiem, skąd wodę nosiła...Pole i miedza i struga i gruszaI polne maki, jaskrawo kwitnące...I staw, jak modry pierścień, w pośród ziela...To dzwon niedzielny, to wiejska kapela...Ach, to jej Janek! To druga jej dusza! —Śpiewa... W pamięci błyska, jak cień krwawy,Panicz-sokolik z białego tam dworu...I las i łąki, pachnące otawyI pocałunków szmer... i szept wieczoru...I chłodna nocka... i taka woń świeża...
Z przymkniętych oczu łzy lecą gorące...Ktoś wszedł. Do balu podano wnet hasło.
Wstrzęsło się dziewczę; śmiech ostry i suchyZ drobnych ust wybiegł... zwinęła w kłąb włosyRuchem bachantki... widzenie zagasło...Umilkły w piersiach śpiewające głosy,I wszystkie dobre rzuciły ją duchy...I pierwsza padła w objęcia tancerza.
Comments
Loading comments…