Na Dunajcu (Konopnicka, 1915)
Wąziutkie nasze łodzie, przepięte łańcuchem,Lekko mkną po Dunajcu sennym jakimś ruchemI tak modrawą falę przecinają gładko,Jakby ptastwa wodnego żeglujące stadko...Z lewej i prawej strony dwie ściany skalisteWyciągają się ku nam w cienie długie, mgliste,A Dunajec drga lekko w migotliwe skręty,Sunąc, jako wąż w trawie piersiami wygięty.Wiosło uderza miękko, niby pieszczotliwie,A człowiek ledwo wierzy, że na ziemi żywie,Bo świat tam, z drugiej strony, do skał gdzieś przyparty,A widok tylko w niebo błękitne otwarty.
Lecz fala w węższy parów głębiej się już wkrawa,Aż na skrytym niedźwiedziu nagle dęba stawa,Ciska pianę, jak rumak wstrzymany wędzidłem,I jako górski orzeł, skałę bije skrzydłemI jak tur, wściekłem czołem dno przepaści bodzieI z stromych barków gniewnie zrzuca nasze łodzieI w kółko się okręca i zżyma i krztusi...Ejże! zwróci się w biegu i niedźwiedzia zdusi! —
Lecz patrz! góry cofnęły swe kamienne czoła...Zaśmiała się nad brzegiem góralka wesoła
I kąpiąc w złotym żwirze bose swoje nóżki,Wbród podaje pachnące groszki i ostróżki...Zebrała je porankiem w Leśnicy na Rusi;Nim zwiędną, szumnym Laszkom rozprzedać je musi.A tuż nad nią źródełko żywej wody bije,Więc czerpie śniadą ręką i do gości pije...Ej, Dunajcu! rozmarszcz się, jeśli twoja łaska,I nie mąć odbitego w twej fali obrazka,Niechże ja się napatrzę tej bosej góralce!
Niedźwiedź już tylko z dala mruczy coś po walce...Plusnęły wązkie wiosła w lewą, w prawą stronę;Łodzie się przytuliły, jak ptaki spłoszone,A cisza rozmarzona, skrzydlata, pieściwa,Dunajec, nas i góry w swe rąbki okrywa.Fala niby się modli, jak harfa zaklęta:To przed dziczą uchodzi nasza Kinga świętaI stopy swe, znużone podróżą niezwykłą,Myje w jasnem źródełku, co z skały wynikło...Orzeł zerwał się z turni, jak tatarska strzała...Z boku tuli się trwożnie jakaś mniszka biała...
Grzmiąca pogoń kopytem po wierchach rozbrzmiewa...A za siewcą — łan pszenny w oczach się dojrzewa...
Jak cicho! Róg góralski echa gdzieś potrąca;Do snu kładzie się fala u brzegów mdlejąca.Dzwon z Grywałdu roznosi uroczyste dźwięki...Wtem na skręcie padł wystrzał, a słowa piosenkiRozigrane, jak kozy skaczące ze skały,Z łodzią w zieleń przybraną mimo nas leciały...»Sława!« Rusin przewoźnik gromko się okrzyknął;Plusk i szum się podwoił, potem mdlał, aż zniknął.Tylko gniewny Dunajec srebrną brózdę gładziI długie rozhowory z echem gór prowadzi.
Comments
Loading comments…