Na obczyźnie — Całość

Jaskółeczka smętnie nuci.Skrzydełkami wiatr rozmiata...Wie, ot, z gniazdka że wylata,Ale nie wie — czy powróci.

Myśl się moja mgłami ścieleNa te pola, na te łąki,Gdzie liijowe kwitną dzwonki,Gdzie złociste brzęczą trzmiele.

Zapatrzony, zasłuchany,Nic nie widzę dookoła,Tylko nasze ciche łany,Tylko nasze zbożne sioła.

Co bolało — już nie pomnę.Ognie zgasły, przyschły rany...Tylko szumy gdzieś ogromneSłyszę z ciszą naprzemiany.

Kosowica z brzękiem płyniePrzez pszeniczne, złote szlaki;Słońce jarzy się w kalinie,Lecą pieśnie — niby ptaki...

To rozhuknie echem niwa,To zaśmieje się, jak żywa...A jak trzcina, grube kłosyZ chrzęstem lecą na pokosy.

Hej, gromada, wy, gromada!Czy o bracie zapomnieli?...Cichość... nocka przędzie bladaSrebrne nici swej kądzieli.

Już najgorsza taka droga,Już najgorsze takie wrota,Co wywodzą z twego proga,Chato moja! — Moja złota!

Już najkrwawsza taka zorza,Najsmutniejsza taka dola,Co wypędza het, za morza,Z swojej ziemi, z swego pola.

Choćby ci też gdzie świeciłyTrzy księżyce i trzy słońca,Już ty własnej nie masz siły,Już twa dusza jest mdlejąca.

Choćby tobie dwoje żniwo,Choćby w żniwie dwoje plonu,Zawsze tęsknisz do zagonu,Coś go orał sochą krzywą.

Zawsze dusza ci uciekaZa te góry, za te wody,Zawsze chata ci daleka,Jak chleb, pachnie i jak miody.

I z ptaszyną oną lotną,Co po skraju niebios płynie,Duszę puszczasz swą samotnąKu zagrodzie... ku rodzinie...

Oj, ty morze, sine morze,Oj, ty drogo korabiowa!Z trudna tutaj się uchowa,Co wyrosło na ugorze.

Mocym pozbył od tęskności,Dech wydychał za swojemi...Truchleją mi oto kości,Że na obcej legną ziemi...

Żeby chociaż jeden dzionek,Choć ostatnie piersi tchnienie...Choć śmiertelny z wieży dzwonekNa wieczyste odpocznienie...

Żeby chociaż trumna z sosny,Co wyrosła w naszym boru...Żebyż hejnał on żałosny:»Niebieskiego Pani dworu...«

Żeby chociaż krzyż u drogiNa ostatnie te noclegi...Żebyż wiosną białe głogi,Żebyż zimą białe śniegi...

Cicho gasną złote zorze,Wiatr porywa moje słowa...Oj, ty morze, sine morze,Oj, ty drogo korabiowa!

Jać nie byłem nigdy za tem,Żeby gdzieś wędrować światem,Jać się trzymał, jak jemioła,Żywiciela mego sioła.

Świeciły mi różne zorze,Ta gasnąca i ta złota...A kto kiedy wiedzieć może,Jaka burza nim pomiota?

Poiły mnie różne zdroje,Jeden śmiercią, drugi mocą,A kto przyśni, choćby nocąWszystkie ciężkie drogi swoje.

Oj, ptaszyny wy lecące,Wy żałosne wędrowniki!Leciałby ja — gołąb dziki —Tam... za wami... pod to słońce...

Pod to słońce, pod te blaski,Pod jutrzenne te kolory,Na mazurskie nasze piaski,Na sosnowe nasze bory...

Leciałbym ja dniem i nocąPod gwiaździstem onem niebem,Na te łany, co się złocąMazowieckim naszym chlebem.

Co po chlebie — kiedy dławi?Co po miodzie — kiedy truje?

Czasem to ci tak sumuję,Że jak żywa mi się jawi.

Ona dawna moja bieda,One dawne ciężkie znoje,Ono wszystko drogie moje,Co nawrócić się już nie da.

Oj, wziąłbym ja dziś na siebieI nie takie jeszcze brzemięI o czarnym kopał chlebiePłonny ugór... płonną ziemię.

Oj, wziąłbym ja na ramionaI nie takie jeszcze krzyże,Bylem wiedział, ty, rodzona,Że do ciebie się przybliżę...

Jako czajki te nabłotne,Za łąk twoich drżę zapachem...Dajże czoło mi samotneUkołysać pod twym dachem!

Tu bo serca nic nie bawi,Nic tu duszy nie lubuje...Co po chlebie — kiedy dławi?Co po miodzie — kiedy truje?...

Nockę jedną, nockę drugąSioło mi się śni ojczyste...One olsze ponad strugą,One lipy rozłożyste...

One lasy, one knieje,One dęby pradziadowe...

I aż chwytam się za głowę,I aż w piersiach coś się dzieje...

Pod okiścią stoją bory,Drobny śnieżek puchem prószy,Jamnik wietrzy lisiej nory,Huk siekiery słychać w głuszy...

Aż tu patrzę — wiosna wstaje,Młody liść się winie drzewem,Brzmią dąbrowy, brzęczą gajeRozhukliwym ptasim śpiewem...

Ja się budzę cały w męce,Pot na czole stoi rosny —I wyciągam obie ręceDo tej zimy — do tej wiosny...

Czasem oto zmierzchem klęknę,Przeżegnam się do pacierzy,A gdy w cichość głos uderzy,To aż w sobie się przelęknę.

I już dusza taje rosą,Jak gdy słonko szron zagrzeje —Już się echem pieśnie niosą,Co je lud pod krzyżem pieje...

Za daleką gdzieś drużynąJąkam: Święty! Święty Boże!A u stóp mi falą sinąHuczy wielkie, gniewne morze...

Oj, ty ptaszę wichrem gnane,Ty jaskółko czarna, hoża,

Nigdyż patrzeć nie przestanę,Tam — za góry, tam — za morza?

Od godziny do godzinyTęskna w duszy bije troska:Gdzie to dym mej chaty siny,Gdzie to cicha moja wioska?

Jaskółeczka na skraj gniazdaPiersią pada, tuli dzieci,A mnież błędna moja gwiazdaDo mogiły gdzie doświeci?...

Comments

Loading comments…